ardzuna
30.06.25, 23:08
Jakiś czas temu korzystałam z przebieralni po zajęciach jogi. Stał tam ubrany po męsku chłopak, trudno mi ocenić wiek, mógł mieć i 16, i 20 lat. Miałam opory, żeby przebierać się w jego obecności, więc poczekałam, aż wyjdzie.
Potem okazało się, że jest to "osoba trans".
Moje granice to zdecydowanie przekracza. Na podstawie rzutu oka nie jestem w stanie ocenić, czy facet w damskiej przebieralni to osoba trans, czy bezczelny podglądacz szukający dreszczyku emocji i czy czuję się w towarzystwie tej osoby na tyle komfortowo, żeby się przy niej rozbierać. Jeżeli ktoś nie identyfikuje się na tyle z kobiecością, żeby przejść korektę płci, to powinien zadbać o komfort licznych kobiet korzystających z przebieralni, a nie wyłącznie o samego siebie i swój brak dyskomfortu. Dodam, że w przebieralni męskiej nie groziły mu straszne rzeczy jak w więziennej łazience i mógł bezpiecznie z niej skorzystać.
Wiem, ze zlecą się tu różne trolle, w tym powygaszane przeze mnie, ale trzeba podejmować i takie tematy w dobie walki o tolerancję, która czasem przekracza granice innych ludzi bardziej, niż o tym myślą osoby "tolerancyjne".
Piwonię w piwnicy uprasza się o niewypowiadanie się w tym wątku.