freja08
22.08.25, 09:28
to dla mnie szukanie toalet. Mam teraz trochę wolnego, więc jeżdżę z synami na dłuższe i krótsze całodzienne wycieczki po okolicy. Dostęp do toalety to dramat. Owszem, są w atrakcjach turystycznych czy muzeach, ale zwiedzanie miasteczek czy pobyt w jakimś parku to niemal pewny brak toalety. Łapię się na tym, że unikam picia podczas takich wyjazdów i boję się wejsc gdzieś na kawę, bo godzinę po kawie mam pełny pęcherz.
Wczoraj był hit. Pojechaliśmy zwiedzać jakiś stary klasztor na Dolnym Śląsku. Zwiedzilismy, pora na szukanie toalety i zonk. Owszem, była, ale z automatem klamkowym przyjmującym wyłącznie dwuzłotówki. 🥴 Monet o tym nominale w portfelu brak, pani w kawiarni klasztornej kategorycznie odmówiła rozmienienia, żetony na toaletę przysługiwały wyłącznie klientom tejże kawiarni, ale my nie chcieliśmy nic jeść ani pić. Zaproponowałam pani blika za trzy żetony, ale też odmówiła. Wysikaliśmy się w jakichś krzakach poza murami klasztoru i sądząc po liczbie walających się zużytuch chusteczek, nie byliśmy jedyni. Porażka.
Władze mojego miasta poszły niedawno po rozum do głowy i postawiono we wszystkich miejskich parkach toi toie, w miarę czyste, regularnie opróżniane i wyposażone w krany z wodą i mydłem. Niestety poza parkami nadal brakuje szaletów, nawet w tętniącym życiem ścisłym centrum.