czekamnawiatr
01.09.25, 17:35
Kobiety, dziecię me chodziło od początku wakacji na zajęcia z pewnego przedmiotu. Dziecię utalentowane w tym kierunku, samo chciało i chciało się przygotowywać do przedmiotowych konkursow. Korepetytor o tym wiedział, rozmawiałam szczegółowo, o co nam chodzi. Od początku także deklarowałam kontynuację lekcji podczas roku szkolnego, nawet ostatnio korepetytor jeszcze się upewniał, oświadczyłam że tak, oczywiście. W zeszłym tygodniu dziecię podczas lekcji było pytane, jaki dzień w roku szkolnym wchodzi w grę. Powiedzialo, że wtorek, w sumie każdy - tylko nie piątek. Korepetytor poprosił o przesłanie planu lekcji , gdy już dziecię ów plan dostanie. Dziecię dziś wróciło o 11 tej ze szkoły, już na mess była przypominajka dotycząca planu lekcji. Dziecię plan przesłało. Pan ma czas tylko w piątek.... Dzwonię, pytam : ale jak to? A tak to. Bo niektórzy to już plan o 9 tej przesłali i oni mają pierwszeństwo. A jeszcze inni to już w zeszłym tygodniu - bo niektóre szkoły udostępniały. A tak w ogóle to pierwszeństwo mają uczniowie których uczy od kilku lat, a dziecię me tylko od lipca... A dlaczego pan tego wcześniej nie powiedział? Szukałabym w lipcu kogoś innego, w wakacje wolnych było na pęczki? A... Bo nie. Pan jest nauczycielem, uczy w szkole. Czuje się lekko oszukana. Gdybym wiedziała, że to tylko na wakacje - nie zdecydowałabym się na niego. Nie mam doświadczenia korepetytora mi , to normalne zachowanie?