profes79
20.02.26, 19:55
Igrzyska zbliżają się ku końcowi; w zasadzie zostały tylko biegi masowe, więc można pokusić się o jakieś podsumowanie.
Rewelacyjnie i z przytupem.
Wiadomo. Medaliści. Skoczek Kacper Tomasiak ze srebrnym medalem na małej skoczni, brązowym na dużej i nieco fuksem wywalczonym srebrnym w drużynowym. I Semirunnyj ze srebrnym medalem w łyżwiarstwie szybkim na 10km; na 1500m poszło mu już znacznie słabiej, ale i tak załapał się do pierwszej 10.
Było dobrze
Tu wrzucam sensowne - w mojej ocenie - miejsca nie będące medalowymi.
Przede wszystkim nasz największy pechowiec - Damian Żurek. 4 miejsce w łyżwiarstwie szybkim na 500m; 4 miejsce na 1000m. Do medalu zabrakło niewiele. W łyżwiarstwie szybkim także Marek Kania, 8 miejsce na 500m.
Martyna Gąsienica-Daniel - 7 miejsce w gigancie. 0,75s straty do zwycięzy.
Domowicz/Piwkowska - 6 miejsce w saneczkarskich duetach. Podobno rewelacja biorąc pod uwagę sprzęt na jakim startowały ale niezależnie od tego 6 miejsce na 11 startujących to nie jest jakiś dramatyczny wynik.
Łyżwiarstwo szybkie kobiece na 500m - 6. miejsce ZIomek-Nogal; 11 Wójcik i najsłabsze 17 Martyna Baran.
SHortTrack M - 8 miejsce Pigeona na 500m i 9 miejsce Niewińśkiego na 1000.
Snowboard slalom równoległy - Król-Walas zajęła 7 miejsce, przegrywając w ćwierćfinale z brązową medalistką.
No i 8 miejsce Żuk w biathlonie w sprincie. Zresztą generalnie panie wypadają tu dużo lepiej od panów (nie znaczy to, że jakoś rewelacyjnie ale nadal uważam, że suma summarum miejsca nie są dramatyczne a w biegu pościgowym poszło im naprawdę fajnie.
Turyści - czyli po co oni tam pojechali?
Rozpoczyna bezwzględnie kandydat numer 1 czyli Michał DNF Jasiczek; człowiek który na żadnych igrzyskach nie ukończył żadnego zjazdu (zdaje się, że udało mu się na pierwszych) i pojechał na Igrzyska na osobiste polecenie prezesa PKOL,
Kombinacja norweska - nasza para męska zajęła 33 i 35 miejsce w kombinacji małą skocznia/bieg i 33 i 35 miejsce w kombinacji duża skocznia i bieg (tylko zamienili sie miejscami). Na 36 startujących...
Skoki narciarskie kobiet. Katastrofa i patologia. Faktem jest, że za marazm w kobiecych skokach należy podziękować prezesowi PZN czyli Małyszowi, ale w tej chwili wysyłanie skoczkiń gdziekolwiek to strata czasu. 10 miejsce na małej skoczni indywidualne dla Twardosz to był wypadek przy pracy. Natomiast nie odmówię sobie wskazania palcem także Stocha, który zaprezentował się fatalnie; nie bez powodu do drużynówki trener wystawił teoretycznie słabszego Wąska. Bełtowska teraz narzeka na hejt bo przecież wytknięcie że zajęła ostatnie miejsce na małej skoczni, 41 na 46 na dużej a w drużynówce gorzej od niej skoczyłą tylko jedna Rumunka to niedobre jest. Czysto teoretycznie - gdyby skoczyła chociaż na poziomie Twardosz (który też nie był rewelacyjny) to weszlibyśmy do drugiej serii.
Dorzuciłbym jeszcze naszych snowboardowych slalomistów (nie przeszli kwalifikacji), biathlonistów (szczytowe osiągnięcie - 29 miejsce Guńki w sprincie)
No i truskawka na torcie - 81 miejsce Staręgi w biegu narciarskim; wyprzedzili go m.in zawodnicy z Haiti i Tajlandii, krajów jednoznacznie kojarzonych ze sportami zimowymi.
Reszty nie rozpisuje - pojechali; powalczyli; medali nie było ale kompromitacji na ogół tez nie. Nie zawsze się wygrywa, to jasne ale jest też kwestia w jakim stylu się przegrywa. Wiem, że było duże zainteresowanie łyżwiarstwem figurowym ale dla mnie to sport całkowicie obcy, może któraś z emam będzie miała jakieś przemyślenia.
Jak wspomniałem - czekają nas jeszcze biegi masowe oraz short track kobiet, gdzie mamy trzy reprezentatki na 1500m. Mamy jeszcze ślizgi kobiecych bobslejowych dwójek ale patrząc na wyniki na treningach i pierwsze ślizgi to nadziei na jakiś sensowny wynik sobie nie robię.