Dodaj do ulubionych

Narty tylko dla filthy rich?

    • evee1 Re: Narty tylko dla filthy rich? 08.03.26, 23:42
      Jeżdżę na nartach od 45 lat i to zawsze był drogi sport. Pewnych wydatków faktycznie nie da się uniknąć (dojazd, karnety), ale z innymi można kombinować. Mieszkanie poza samym ośrodkiem i dojazd autobusem, wybór zakwaterowania z kuchnią i gotowanie własnych posiłków, własny prowiant na stok.
      Ja wiem, że wtedy nie jest aż tak wygodnie, ale coś za coś.
      Ja osobiście wolę mieć dostęp do kuchni, bo po prostu nie chce mi się łazić po restauracjach.
      Dodam, że Alpy czy Dolomity nie są aż tak drogie, bo tam jest duża konkurencja, dużo ośrodków i jest z czego wybrać. Ja mieszkam w Australii i mamy do wyboru tylko AU, Nowa Zelandię i Japonię (tu już dojazd jest znacznie dłuższy).
    • bi_scotti Re: Narty tylko dla filthy rich? 08.03.26, 23:52
      Cross-country rulez ... tak dlugo jak jest decent snow, eh smile Cheers.
      • mikams75 Re: Narty tylko dla filthy rich? 09.03.26, 15:15
        tez ostatnio dochodze do takich wnioskow...
    • volta2 Re: Narty tylko dla filthy rich? 09.03.26, 15:45
      na szczęście sie starzeję, i już od paru lat rozważam rezygnację z nart na rzecz wakacji pod palmami zimą. to się nie udaje póki co, bo do wyciągów mam 2-3 godziny jazdy w jedna stronę to śmigam co weekend. z tego co podajesz, to akurat ja aż tak bardzo nie ucierpię, bo jestem ostatnią osobą, która wyjeżdża żeby "próbować lokalnego jedzenia" (zwłasza austriackie, he hesmile). no to będę próbować go jeszcze mniej, bo do tej pory na stoku zawsze robiłam godzinną przerwę na minimini posiłek, najwyżej już nie będę.

      mam znajomych, którzy są tak bardzo oszczędni, że na przerwę zjeżdżają do auta na herbatę i kanapki, lub jeżdżą 3-4 godziny non stop i wracają na popołudnie do domu, gdzie żona już przygotowuje obiad. nie potępiam, rozumiem bojkottsmile

      jedyne czego nie da się zbudżetować to ceny karnetów, choć i tu jest okienko - wbiera się ośrodki rodzinne lub emerykcie, nieduże, gdzie karnet jest trochę tańszy niż na superski dolomiti itp.

      co do mieszkanek szwajcarii to jestem zdziwiona że nie mają skipasu sezonowego na dany ośrodek. ja mam kupiony i po 10 dniach jazdy na nartach reszta dni jest już "darmowa". (no nie w ch)

      gdybym dziś miała małe dzieci, nie wciągałabym ich w narty. z uwagi na problemy z klimatem i tym, że ceny szokująco rosną. widzę, że nie będą praktykować nart z własnymi rodzinami, chyba że stary się jeszcze na koniec życia dorobi jakiegoś mieszkania w krynicy/zakopanem i po prostu będą tam jeździć "za darmo". (jednak się nie zanosismile)
      • mikams75 Re: Narty tylko dla filthy rich? 09.03.26, 15:57
        > co do mieszkanek szwajcarii to jestem zdziwiona że nie mają skipasu sezonowego na dany ośrodek. ja mam
        > kupiony i po 10 dniach jazdy na nartach reszta dni jest już "darmowa"


        ja nie mam skipassu ani nigdy nie mialam z roznych powodow. Cenowo to sie oplaca od ok 14-15 calych dni (a przy polowie dnia to jeszcze wiecej) ale wowczas jezdzi sie tylko i wylacznie w tym jednym osrodku a jak pogoda w danym rejonie nie dopisuje, to jest szansa, ze gdzie indziej jest lepiej. Poza tym ja w sezonie nie wykroje tyle wolnych weekendow a gdybym miala pojechac na ferie gdzies, to nie do najblizszego osrodka.
        • volta2 Re: Narty tylko dla filthy rich? 09.03.26, 16:25
          15 dni to jest mniej więcej raz w tygodniu? małe ośrodki alpejskie to są molochy przy polskich krynicach czy szczawnicach, więc tym bardziej nie rozumiem. dodatkowo jeśli ma się na tyle wybór że jest więcej niż jeden w pobliżu, to co roku kupuje się na inny ośrodek. kwestia pogody - owszem, to może być spory hamulec. ja mam farta mieszkać w dość słonecznej okolicy, ale w tym roku żongluję między dwoma osrodkami, i często wybieram ten mnieszy, bo jadę za słońcem. no ale u mnie jest jeden karnet na obie wioski.
          • mikams75 Re: Narty tylko dla filthy rich? 09.03.26, 17:59
            Powiedzmy, ze wychodzi raz w tygodniu. Jak sie odliczy rozne inne aktywnosci, bo nie tylko nartami zjazdowymi czlowiek zyje, paskudna pogode, brak sniegu, wichury, zagrozenie lawinowe, ewentualne choroby czlonkow rodziny to dla mnie tych dni jest za duzo. Sezon z roku na rok jest coraz krotszy nawet w Alpach, w marcu snieg moze jeszcze byc dobry ale niekoniecznie, a zreszta jak sie pojawiaja pierwsze wiosenne dni to mnie natychmiast mija ochota na zimowe spedzanie czasu, wybieram inne aktywnosci.
            Najblizszy spory osrodek kolo mnie ma 65km tras, jak na Alpy to szalu nie ma i nie chcialabym spedzac tam az tylu dni. Inne osrodki owszem istnieja ale nie lapia sie na ten sam karnet.
            • hermenegilda_zenia_is_back Re: Narty tylko dla filthy rich? 09.03.26, 19:40
              Przeciwnie, lwia większość dużych ośrodków z dużą liczbą tras ma karnet na wszystko i płaci się jeden raz za 100-150
              Czy 200 km tras, ośrodek z 65 km to raczej wyjątek, ale również polemizowałabym, że to mało. W Polsce zazwyczaj największe lokalizacje z wyciągami oferują z reguły zaledwie maks kilkanaście km do wyboru. Szczyrk zdaje się ma - wow- całe 40 km, a Zieleniec drugi w kolejności 20 z hakiem. Przy tym nawet 65 wydaje się nie wiadomo jakim szałem.
              • volta2 Re: Narty tylko dla filthy rich? 09.03.26, 20:21
                ja akurat jestem fanką małych ośrodków, byle za tym szły małe ilości ludzi, lubiłam kiedyś krynicę, a tam raptem były 2 trasy i jedna bardzo bardzo czarna. i to człowiekowi wystarczało, bo był non stop w opcji góra-dół. potem zjechały się tłumy i zamiast jazdy to człowiek stał w kolejkach do wyciągu. ale przy tych 4 km tras to 65 to jest bardzo dużo( i jeszcze pewnie perfekcyjnie zrobione, w CH byłam tylko pod matterhornem o ile dobrze pamiętam). u mnie jest pewnie 50 km a i tak wszystkich tras nie zjadę jednego dnia, korzystam z ulubionych, przesuwam się za słońcem, albo w marcu wręcz przeciwnie, szukam stoków z najlepszym śniegiem. teraz byłam na weekend a i tak połowy tras nawet nie zobaczyłam. niektóre zbyt niebieskie, niektóre zbyt daleko i szkoda czasu na powrót, jeśli bym wiedziała, że za rok będę obstawiać inny ośrodek to by mi nie przeszkadzało, że przez sezon jestem w jednym. oczywiście, dla mnie pogoda ma faktycznie nadrzędne znaczenie i jeśli w CH jest tak, że pewności słońca w tym jednym nie ma, to jest to jakieś wytłumaczenie dla braku sezonówki.
                co do aktywności, to ja w sezonie zimowym nie mam już żadnych innych, znajomi są powiadomieni że od otwarcia sezonu znikamy w każdy weekend. możemy być tylko awaryjnie przy załamaniu pogody, no ale nawet wtedy czekamy do świtu, sprawdzamy kamerki ze stoków i dopiero wówczas oceniamy czy jechać. w kwietniu uczymy się żyć na nowosmile i bardzo powoli wracamy do rzeczywistości.
                • mikams75 Re: Narty tylko dla filthy rich? 09.03.26, 21:17
                  ja mam rozne aktywnosci na zime i w ostatnim czasie staly sie dla mnie bardziej atrakcyjne od nart. Gory zima to nie tylko narty zjazdowe.
                  50km po odliczeniu oslich laczek, okresowo zamknietych pojedynczych tras czy jakis pojedynczych nielubianych spokojnie da sie objechac w jeden dzien, bo w rzeczywistosci km bedzie zawsze nie.
              • mikams75 Re: Narty tylko dla filthy rich? 09.03.26, 21:11
                > Przeciwnie, lwia większość dużych ośrodków z dużą liczbą tras ma karnet na wszystko i płaci się jeden raz za 100-150

                ja nie pisze o osrodkach laczacych kilka innych ale o tym kolo mnie, gdzie jak Volta sugeruje, powinna posiadac abonament na caly sezon.

                65 km to nie jest malo, mimo iz w to wliczaja sie tez osle laczki, trasy okresowo zamkniete czy trasy, ktore mi nie odpowiadaja. Jednak zeby jezdzic w kazdy weekend plus jakies wolne dni, w ramach abonamentu, to jest jednak malo.
      • leyla76 Re: Narty tylko dla filthy rich? 10.03.26, 10:14
        volta2 napisała:

        > , bo jestem ostatnią osobą, która wyjeżdża żeby "p
        > róbować lokalnego jedzenia" (zwłasza austriackie, he hesmile). no to będę próbować
        > go jeszcze mniej, bo do tej pory na stoku zawsze robiłam godzinną przerwę na m
        > inimini posiłek, najwyżej już nie będę.

        No to w sumie tak jak my. Na stoku zresztą jakos specjalnie lokalnego jedzenia brak, jakieś burgery, pizza, nugetsy, frytki, gdzieś kanapki i jedzenie typu makaron .
        >
        > mam znajomych, którzy są tak bardzo oszczędni, że na przerwę zjeżdżają do auta
        > na herbatę i kanapki, lub jeżdżą 3-4 godziny non stop i wracają na popołudnie d
        > o domu, gdzie żona już przygotowuje obiad. nie potępiam, rozumiem bojkottsmile
        >

        My jeździmy cały dzień, tak od 10:30 do 16. Robimy przerwę na posiłek, ale zazwyczaj to są kanapki przygotowane w domu, które jemy różnie, czasami na jakiejś ławeczce na stoku, w Verbier jest miejsce, gdzie można zostawić plecak, ogrzać się i zjeść swój prowiant. Jest mikrofalówka i czajnik, więc można sobie zaparzyć herbatę czy coś odgrzać.
        Czasami jemy w knajpce na stoku jakąś pizzę, albo zamawiamy jakąś kawę/herbatę plus frytki i nugetsy dla syna, a my sami zjadamy własne kanapki .
        >
        > co do mieszkanek szwajcarii to jestem zdziwiona że nie mają skipasu sezonowego
        > na dany ośrodek. ja mam kupiony i po 10 dniach jazdy na nartach reszta dni jest
        > już "darmowa". (no nie w ch)

        U mnie w okolicy jest tzw magic pass, kosztuje jakieś 600ch na rok i obejmuje dość sporo ośrodków. Jest tani, więc ogrom ludzi go wykupuje i stoki sa zatłoczone, do wyciągów ogromne kolejki i na dodatek, żeby znaleź parking to trzeba tam już o 8 rano być.
        My np. nie dajemy radę być na stoku co tydzień, no bo pogoda nie taka, brak sniegu, młody ma albo mecz piłki nożnej, albo tenisa. W tym roku byliśmy na nartach dokładnie 4 razy.

        Najbliżej mam do portes du soleil i tam najczęściej jeździmy na zmianę z Verbier. Ski pass roczny na Verbier obejmuje tylko rejon Verbier i 4 vallais, na port du soleil tylko port du soleil (ale tu masz szwajcarską i francuską stronę i jakieś 600km tras). Koszt ponad 1000ch za osobę.
        >
        > gdybym dziś miała małe dzieci, nie wciągałabym ich w narty. z uwagi na problemy
        > z klimatem i tym, że ceny szokująco rosną. widzę, że nie będą praktykować nart
        > z własnymi rodzinami

        W Szwajcarii jakby obowiązkowe, bo dzieci jeżdżą na obowiązkowe obozy narciarskie w ramach szkoły, no ale nie wszystkie później jeżdżą na nartach, bo skoro rodzice nie jeżdżą, nie wszyscy też polubią narty itp.
        • mikams75 Re: Narty tylko dla filthy rich? 10.03.26, 14:56
          Ten magicpass ma mnostwo rejonow ale jakos prawie nic w mojej okolicy albo w miejscach, ktore bymnie interesowaly. A cena jest taka tylko w promocji, bardzo krotko dostepna.
    • wena-suela Re: Narty tylko dla filthy rich? 10.03.26, 15:22
      Zaczynałam jeździć w latach 80. i od tego czasy narty się niesamowicie zdemokratyzowały. Ze sportu dla wybranych stały się powszechne i dostępne. I to dostępne nie tylko w Polsce ale poza jej granicami. Dla mnie ceny są przystępne i jak ze wszystkim możesz jeździć bardziej i mniej oszczędnie. Opcje własnego wyżywienia są niemalże wszędzie. I restauracje dla tych co nie muszą/nie chcą oszczędzać. A mnie z wiekiem narty zupełnie przestały rajcować. Na samą myśl o ilości sprzętu, wyciągach, gondolach i wszechobecnych ludziach odechciewa mi się. Wolę po prostu iść w góry o jakiejkolwiek porze roku. W ciszy. Szybciej albo wolniej. Albo wyjechać tam gdzie cieplej i też chodzić albo siedzieć nad brzegiem morza.
    • kokosowy15 Re: Narty tylko dla filthy rich? 11.03.26, 09:41
      I slusznie. Moze wreszcie bedzie jak dawniej, bogaci nie beda musieli spotykac sie z " klasa srednia" ,w koncu w kasynie w Monte Carlo byle kto nie grywa, z uslug Epsztajna takze nie korzystal.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka