marcelina509
15.03.26, 15:35
Jestem dawną czytelniczką, udzielałam sie zawsze mało. Ale znam was dość dobrze, wiem że nikt nie doradzi jak ematka.
Rozwodzę sie z mężem z powodu alko. My 3 dzieci: chłopcy 15, 8, dziewczynka 6. Mąż nie mieszka z nami od 2 lat, ja pracuję, kasę na dzieci daje co 2 miesiąc (pozew o alimenty od dawna w sądzie, ale nie sa w stanie mu go doręczyć; dlatego wzięłam teraz adwokata i sprawa powinna ruszyć). Do tej pory mąż w miarę utrzymywał kontakt z dziećmi, mniej więcej od września jest dużo gorzej: nie odbiera telefonów, sam dzwoni rzadko, nie przyjechał w święta. Dostałam wezwanie do szkolnego psychologa, chodziło o kilka spraw, m.in. o to, że córka wstydzi się przebierać na wf (chowa się w kąciku - tak mi przekazano). Opisałam sytuację domową, wydawało mi się że psycholog przyjęła wyjaśnienia jako wystarczające i sprawa jest zakończona. Jakież bylo moje zdziwienie kiedy tydzień później dostałam telefon z mops że jesteśmy zgloszeni w sprawie córki... byłam wypytywana czy najstarszy syn kąpie córkę, czy śpi z nią w jednym łóżku... z synem był już kiedyś problem - opuszczał lekcje, miał epizod depresji. Ja w domu nie dostrzegam żadnych zmian w zachowaniu córki, które mogłyby świadczyć o molestowaniu. Psycholog nawet z nią nie rozmawiała - na podstawie jednego zachowania złożyła zawiadomienie do mops. Kuratora mamy pewnego. Wszystkie dzieci do psychologa najszybciej jak się da. Dodatkowo chcę przebadać córkę u psychologa pod kątem objawów molestowania. Mnie ta sytuacja początkowo załamała, jestem już po wizycie u psychiatry, mam leki. Czy zachowanie szkolnej psycholog było zasadne? Co mogę zrobic jeszcze żeby pomóc dzieciom?
Przepraszam za chaotyczność i proszę o opinię ematki które są w stanie pomóc.