antonina.n
30.03.26, 10:13
Dobre Kobiety, wczoraj moje dziecko lat 4 pierwszy raz poruszyło temat śmierci wprost i w odniesieniu do siebie i do mnie. Bałam się tej rozmowy, bo sama w dzieciństwie miałam z tematem duży problem i mam go chyba do dziś. Jakoś chyba nieźle nam to wyszło,, bo wcześniej się już przygotowywałam. Że tak, umrzemy, ale dopiero gdy przeżyjemy całe nasze bardzo bardzo długie życie. I że to będzie za wiele wiele lat i zdążymy przez ten czas oswoić się z tym tematem i przeżyć tysiące wspaniałych przygód. To tak w skrócie. U nas w domu nie jesteśmy zbyt wierzący, ale temat „nieba” pojawił się przy okazji 1 listopada i wrócił wczoraj. Pytał, więc powiedziałam dziecku, że zmarli idą do nieba, i że będziemy zawsze naszych bliskich zmarłych ich wspominać i o nich myśleć z miłością.
Mysle, ze zrozumienie że my też (on, ja) umrzemy bardzo bardzo go poruszyło, rozpłakał się, wracał do tematu kilkakrotnie. Potem powiedział żebym zaczęła wreszcie czytać tego.Kubusia Puchatka. No i tyle. Budził się w nocy dużo razy, spał ze mną, trzymał się kurczowo.
Kurde dziewczyny, pogadajcie ze mną, bo wydaje mi się, że Mały przechodzi jakiś naturalny przecież etap, a ja to strasznie przeżywam, bo czuję że wczoraj zakończył się etap jego totalnej beztroski i że poznał lęk, który w nim zostanie na zawsze.
Tymczasem mój mąż mówi, że w ogóle nie pamięta żeby jako dziecko martwił się tymi tematami. Może to on powinien z Małym gadać. Jak to było u Was?