Wątek na luzie, inspirowany niespodziewanym powodzeniem tego o nocniku

Gdy byłyśmy matkami niemowlaków, jedna moja koleżanka miała teorię, że każdy rodzic napotyka w rodzicielstwie na jedną teoretycznie banalną czynność, która go przerasta. Dla niej była to logistyka spacerów z noworodkiem, wiecznie wychodziła w złym momencie czy szła za daleko, a potem musiała wracać w popłochu. Inna znajoma nienawidziła kąpania (ona, nie dziecko). Ja tak miałam z odbijaniem dziecka - nosiłam, klepałam, ani razu nic się nie wydarzyło. Po kilku próbach zrezygnowałam, z ulgą, że podobno przy kp nie trzeba. Po dziś dzień nie lubię z kolei zapinać dziecka w foteliku samochodowym, nie że nie potrafię, ale jest to dla mnie irracjonalnie jakoś nieprzyjemne.
Miałyście tak, że jakaś oczywista dla innych czynność była dla Was taką niezrozumiałą trudnością? Niekoniecznie w kontekście małych dzieci