sitniczek
03.05.26, 18:13
Siedzimy, grillujemy, jemy.. coś zaszeleściło za mną. Jeż! Młody, zeszłoroczny, ale jakiś nie teges.. Pierwsza myśl: wścieklizna, bo kto to widział, żeby jeż w biały dzień sam do ludzi przyszedł. Ledwo żywy, położył się i dyszał. Oczy przymknięte.. Plan powstał taki, że przez grube rękawice zapakujemy go do kociego kontenerka i jutro do veta. Ale dałam mu na widelcu kiełbaski z grilla (wiem, nie najlepszy wybór, ale innego mięsa nie było), jadł, jadł, żarł właściwie. Potem wypił 4 nakrętki od słoika wody, w międzyczasie zobaczyłam, że prawe oko kaprawe. Na czubeczek chusteczki ludzką maść oczną wycisnęłam, przez rękawice babcia go przytrzymała, zamazałam oko maścią na grubo.. po jedzeniu Jurek odżył, trochę pozwiedzał, jeszcze kiełby dostał, pić już nie chce. Syn znalazł mu dżdżownicę, zjadł zwierzaczek i zwiedza dalej.. Ma kolegów, Rudy go pokochał i mu wszędzie towarzyszy, oczko mu się odlepiło, nawet podbiegał trochę. Chyba nie będziemy go więzić, lepiej mu, zaopatrzony został, moze pójdzie, może zostanie na dłużej.. będziemy obserwować..