mo_cuishle_26
10.06.26, 20:42
Bardzo ciekawa rozmowa w Newsweeku o gen Z
przytoczę fragment:
Mamy coraz więcej ludzi, którzy nigdy nie stworzyli poważnego związku, brakuje im chęci zrealizowania w życiu czegokolwiek ponad minimum, posiadanie dzieci jest bardzo daleko na liście priorytetów. Nie widzą nic złego w tym, by mieszkać i być obsługiwanymi przez rodziców, mimo że sami są już dorośli. Dlaczego przybywa młodych, których można opisać jako pokolenie ani-ani?
"Newsweek": Pokolenie ani-ani. Jak je opisać?
Dr Katarzyna Szumlewicz, pedagożka: W dużym skrócie to osoby, które rezygnują z tradycyjnych ambicji: nie podejmują pracy, nie uczą się, nie zakładają rodzin, nie uniezależniają się od rodziców. Nie próbują wyrwać się z domu, raczej nie wchodzą w głębsze relacje, nie chcą albo nie potrafią wejść w tradycyjnie rozumianą dorosłość. Takie osoby zdarzały się w każdym pokoleniu, natomiast badacze społeczni uważają, że dziś — w pokoleniu Z — jest to powszechniejsze.
Dlaczego?
— Możemy pospekulować. Ten brak woli może wynikać z kilku rzeczy: na przykład z zatonięcia w internecie, któremu sprzyjała m.in. pandemia. Młodzi ludzie zamknęli się przed światem zewnętrznym i teraz trudno im do niego wrócić. Do tego dochodzi brak wiary we własne siły, utrwalanie różnych przekonań. "Nie znajdziesz dziewczyny, bo dziewczyny są okropne" i tak dalej. Niechęć do wychodzenia z internetu wynika także z faktu, że w sieci można zaspokajać różne potrzeby: pornografia zamiast relacji z ludźmi, fejkowa bliskość na forach i w mediach społecznościowych. To wszystko wydaje się bezpieczniejsze od realnych doświadczeń. Wśród takich osób jest znacznie więcej mężczyzn. Żyją obsługiwani przez rodziców nawet do czterdziestki. Ale ci rodzice muszą się na to zgodzić, więc w pewnym sensie wynika to także z wychowania.
Można nie szukać pracy, nie edukować się, być trochę obrażonym na świat, ale jakoś tam żyć. To postawa unikowa, lękowa. Nie było dotąd pokolenia, dla którego posiadanie dzieci byłoby tak daleko na liście priorytetów jak u zetek. A tu mamy coraz więcej ludzi, którzy nigdy nie stworzyli związku na tyle poważnego, by w ogóle rozważać posiadanie dzieci. Może nie chcieli albo bali się zaangażować. Albo brakuje im chęci zrealizowania w życiu czegokolwiek ponad minimum. Wielu młodym osobom obce jest poczucie, które mieli starsi, że mieszkać u rodziców do 35. czy nawet 40. roku życia to porażka
Więcej tu:
www.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/pokolenie-ani-ani-na-skraju-doroslosci-nie-chce-im-sie-nic/rr7zfh7
I co ematka na to? Dla mnie to stracone pokolenie, nie spłodzą dzieci, większość nigdy nie wyprowadzi się z domu rodzinnego, nie założy rodziny.
I kto tu jest winien? Moim zdaniem, dużą odpowiedzialność ponoszą niestety rodzice, którzy usuwali dziecku każdy pyłek spod nóżek i chronili przed światem. I potem takie 18letnie bobo nic kompletnie nie potrafi. Gdy sobie porównam to z życiem chociażby takiego Leszka z "Daleko od szosy", który był już jako 18.latek zupełnie dojrzałym, samodzielnym człowiekiem, to zupełnie dwa światy.
Co ematka myśli? Czy da się jeszcze zawrócić z tej drogi? Czy to pokolenie jest stracone dla świata?