Właśnie zdradziłam mojego męża. I wiecie co? Jest mi z tym dobrze.. nie mam
żadnych, absolutnie żadnych wyrzutów sumienia. Ale to jest zemsta. Zemsta za
te wszystkie lata cierpienia, upokorzeń i niepewności, czy przypadkiem tego
dnia nie dowiem sie, że kocha inną i że nas zostawia. Wreszcie poczułam się
prawdziwą kobietą, znów pożądaną (On dzisiaj dzwonił

)) i wciaż piękną.
Wiem, ze mój mąż kogoś ma - on zawsze kogoś ma. Teraz go nie ma, pojechał
odwiedzić "kolege", a ja siedzę i piję za moje zdrowie. Już nie za nasze, bo
oto właśnie MY definitywnie przestalismy istnieć... I chyba właśnie to było
mi do szczęścia potrzebne..