moonicaa
19.01.05, 15:03
Niedawo pisalam, ze mojemu koledze zmarl ojciec. Wtedy tylko ja podeszlam do
niego, bo uznalam, ze takiej osoby nie wolno zostawic samej sobie. Myślalam,
ze pomoglam przetrwac mu ten ciężki czas. Ale w poniedzialek ja straciłam
bliska mi osobę. Reakcja mojego kolegi bylo to, ze podszedl do mnie,
powiedzial czesć, nie wiedzial co powiedziec i sie wycofal. Dzisiaj w oracy
nawet nie rozmawialismy, tylko podszedl , bo mial jakis tam problem z czyms
tam ( a ja nie mam glowy do tych jego spraw, bo sama yeraz potrzebuje
wsparcia). Chodzi tez o to, ze od czasu smierci *** nikt z pracy nawte do
mnie nie podszedl, ba, nawet na mnie nie patrzą. Boli mnie to bardzo, bo
zdaje sobie sprawy, ze jak nie mam mnie w poblizu t, to o mnie rozmawiaja
(smierć tej osoby wstrzasnela calym miastem), a jak staram sie d kogos
podejsć, to widze ich wzrok i sie wycofuje bo chce mi sie ryczec. Ludzie,
dlaczego panuje taka znieczulica?? Teraz potrzebuje wsparcia, ktore sama
zawsze okazywalam. A moze to ja bylam jakas "inna"?? Bardzo mi źle...jutro
pogrzeb, trzymajcie za nas kciuki...
--
Zostanie w nas heroizm serca...