Dodaj do ulubionych

Tylko Wam coś opowiem....

21.01.05, 22:10
To był 36 tydzień ciąży kiedy zadzwonił ojciec dziecka i powiedział - radź
sobie sama, ja umywam ręce. A tak miało być pięknie... mieli się pobrać i
razem wychowywać 2 dzieci.
Ona zapłakana pierwsze co pomyślała to było samobójstwo... ale przed oczami
stanął jej 15 syn, który wychowuje się bez ojca, ma tylko ją i dziadków.
Wzięła do ręki książkę telefoniczną i znalazła nazwisko lekarza i nr.
telefonu. Zadzwoniła, umówiła się na prywatną wizytę u niego w domu.
Rozmawiali - ile pani zarabia? ile lat ma starszy syn? Pracę miała za
najniższą krajową i nikogo do pomocy. "Nie dam sobie rady, nie dam rady
utrzymać dwójki dzieci". Lekarz miał propozycję - proszę urodzić i zostawić
dziecko w szpitalu. Pomyślała, że nie da rady ale przemyślała to jeszcze raz
i zdecydowała się. Umówiona z lekarzem pojechała do szpitala. Poród wywołali -
oksytocyna itp. No to rodzimy - oznajmił lekarz. Dwa parcia, zastrzyk
dożylny i koniec.... obudziła się na sali na oddziale ginekologicznym.
Płacz, prochy, psycholog, otępienie... gdzie jest dziecko? - to dziewczynka,
śliczna, zdrowa... lepiej żeby pani jej nie zobaczyła - słowa pielęgniarki.
Trzeba było tylko podpisać papiery i można iść do domu.
Kobieta cudem poradziła sobie z tym psychicznie. Zatroszczyła się jeszcze
żeby dziecko szczęśliwie dotarło do rodziny adopcyjnej na święta Bożego
Narodzenia.
W tym momencie łzy zakręciły mi się w oczach. Pięknie o tym opowiadała.
Zwolnili ją z pracy bo przecież czyn który popełniła był obrzydliwy i
karygodny... koleżanki też nie życzyły sobie z nią dłużej pracować.

Dziewczynka ma w tej chwili nieco ponad rok - "pewnie już chodzi" - zamyśliła
się. Nie widziała jej i nigdy nie zobaczy.

Nie wiedziałam początkowo jak mam rozmawiać - czy wypytywać o wszystko? czy
milczeć i słuchać? Miałam wyrzuty sumienia, że moje dziecko biega obok i się
śmieje - Ada pchała jej się strasznie na kolana... no i ja z brzuchem...
Dziewczyna wyszła roześmiana, chyba udało mi się ją podnieść na duchu.
Ale myślę o tym bez przerwy, trudno mi się otrząsnąć...
Obserwuj wątek
    • moofka Re: Tylko Wam coś opowiem.... 21.01.05, 22:23
      dla mnie niepojęte
      czy naprawde niski dochód to powód dla którego trzeba oddac własne dziecko?
      szkoda jej tylko, ze kiedy było jej ciezko nie trafiła na kogos mądrego
      kto dodałby jej siły
      tylko na głupola, dla którego rada masz mały dochód - lepiej dziecko oddac,
      zapewne nic nie znaczyła
      • gagunia Re: Tylko Wam coś opowiem.... 21.01.05, 22:27
        moofka napisała:

        > d
        > tylko na głupola, dla którego rada masz mały dochód - lepiej dziecko oddac,
        > zapewne nic nie znaczyła


        chyba lepiej, ze ten glupol zamiast usunac zaproponowal zostawienie dziecka w
        szpitalu.
        • moofka Re: Tylko Wam coś opowiem.... 21.01.05, 22:31
          gagunia napisała:

          >
          > chyba lepiej, ze ten glupol zamiast usunac zaproponowal zostawienie dziecka w
          > szpitalu.

          nawet najwiekszy głupol nie usuwa 36 tygodniowej ciazy
          • mama007 oj 21.01.05, 22:37
            uwierz, że są tacy, którzy usunęliby za odpowiednią kwotę, niestety
            rety, popłakałam się, znowu... ostatnio tylko siedzę i ryczę, kurdeeee.....
        • gocha71 Re: Tylko Wam coś opowiem.... 21.01.05, 22:37
          Super !!! Gratuluje dobrego samopoczucia i empatii!!! Jakim prawem osądzasz tę
          kobietę? Tak: osądzasz, a nie oceniasz? Nie byłaś na jej miejscu (i mam
          nadzieję, że nigdy nie będziesz), więc daruj sobie te kąśliwe uwagi. Ta kobieta
          i tak do końca życia będzie musiała sobie radzić z poczuciem winy i żalu, a może
          nawet rozpaczy...I lepiej, że oddała do adopcji, a nie porzuciła swojej córeczki
          na śmietniku...
          Był kiedyś w "Gazecie Wyborczej" reportaż o kobiecie, ktora oddała córkę do
          adopcji - to nie jest łatwa decyzja i trudno się z tym żyje.
          Więcej wyrozumiałości i zwykłego współczucia - tylko o to proszę.
          Gocha
          • mama007 do gocha71 21.01.05, 22:40
            tak, naprawdę, jestem pełna szacunku do tej kobiety, bo ja nie zdobyłabym się
            na to, mimo wszystko, wiedząc że mnie nie stać itd. Nie rozumiem tego, bo bym
            tak nie umiała, ale podziwiam ją. Naprawdę należy jej się ogromny szacunek, bo
            nikt z nas nie będzie rozumiał co przeżywa KAŻDEGO DNIA..!!
            chylę czoła!
          • moofka Re: Tylko Wam coś opowiem.... 21.01.05, 22:48
            gocha71 napisała:

            > Super !!! Gratuluje dobrego samopoczucia i empatii!!! Jakim prawem osądzasz tę
            > kobietę? Tak: osądzasz, a nie oceniasz? Nie byłaś na jej miejscu (i mam
            > nadzieję, że nigdy nie będziesz), więc daruj sobie te kąśliwe uwagi.
            ____________________________
            a na czym polegała jej tragiczna sytuacja?
            że facet ja porzucił kiedy była w ciąży?
            osobiscie znam kilka samodzielnych mam, które doskonale sobie radzą i są
            doskonałymi matkami
            tym bardziej jako samotna matka miałaby rozmaite przywileje, a gościa podałaby
            do sądu o alimenty, które jej sie bezwglednie nalezały
            trudniej, ale nie niemożliwe, prawda?




            Ta kobieta
            > i tak do końca życia będzie musiała sobie radzić z poczuciem winy i żalu, a
            moż
            > e
            > nawet rozpaczy...I lepiej, że oddała do adopcji, a nie porzuciła swojej
            córeczk
            > i
            > na śmietniku...
            _____________

            o chwała jej, ze nie porzuciła na smietniku,
            albo nie zamordowała 36 tygodniowego dziecka
            czujesz absurd swoich argumentów?

            > Był kiedyś w "Gazecie Wyborczej" reportaż o kobiecie, ktora oddała córkę do
            > adopcji - to nie jest łatwa decyzja i trudno się z tym żyje.
            > Więcej wyrozumiałości i zwykłego współczucia - tylko o to proszę.
            > Gocha
            _________________

        • yenna_m Re: Tylko Wam coś opowiem.... 21.01.05, 23:31
          wiesz, moofka.
          Mnie takie zaklamanie razi jak mało co.
          Aborcja niedobra - rozumiem i szanuję czyjesz przekonania.
          Zabijanie noworodkow czy wyrzucanie ich w reklamowkach na smietnik (to juz
          nasza polska rzeczywistosc) tez niedobra.

          W tych wszystkich sytuacjach mowi się kobietom, ze rzpeciez mogly te dzieci
          urodzic i oddac innym, czekającym z miloscią na maluszka, rodzinom. Że są
          ludzie, ktorzy przeciez pragna miec dzieci, a nie mogą ich miec. I że ci ludzie
          chętnie wychowają takie dziecko.

          A potem, gdy kobieta, z roznych powodow odda dziecko do adopcji, linczuje się
          ją. Bo wyrodna. Bo pozbawiona uczuc.

          I wiesz co?
          Gdyby ta kobieta usunęła ciążę, masa ludzi by jej współczuła.
          Albo po prostu by się nie dowiedziała.

          Poraża mnie takie zaklamanie.
          Po prostu poraża.

          A przeciez zadna! antykoncpepcja nie daje 100-procentowej gwarancji. Przeciez
          kobieta, żona, powinna wspolzyć z mężem, bo wiadomo, że wspolzycie scala
          związek.

          Mysle, ze dramat tej kobiety polega na tym, ze samotnie, dzien po dniu, musi
          sie borykac ze skutkami tej decyzji. Ze nie moze liczyc na wsparcie.
          Bo przeciez lepiej by bylo, gdyby to dziecko wychowywala. Gdyby zfrustrowana
          rodzicielstwem nawet maltretowala tego dzieciaka.
          W koncu i tak będzie lepsza matka, bo nie oddala dziecka do adopcji.
          W koncu go wychowuje. Nawet, jesli bestialsko krzywdzi...

          Ot, cala nasza mentalnosc...
          • moofka Re: Tylko Wam coś opowiem.... 21.01.05, 23:44
            yenna_m napisała:

            > wiesz, moofka.
            > Mnie takie zaklamanie razi jak mało co.
            > Aborcja niedobra - rozumiem i szanuję czyjesz przekonania.
            > Zabijanie noworodkow czy wyrzucanie ich w reklamowkach na smietnik (to juz
            > nasza polska rzeczywistosc) tez niedobra.
            _______________________________ _______
            gdzie widzisz zakłamanie?
            owszem, aborcja uwazam niedobra
            tym bardziej wyrzucanie nowordoków na smietnik
            skąd takie warianty u was matek?
            za duzo tvn?
            jest tez trzecia opcja
            jak najbardziej naturalna - urodzic własne dziecko i normalnie choc moze nie
            luksusie je wychowywac.
            czy ona od tego sie wzbogaciła, ze to dziecko oddała?
            nie dalej biede klepie, wiec gdzie jest róznica?
            tyle, ze teraz z bolącym sercem.
            jedno dziecko wychowała samotnie, dała rade, czy to taki wyczyn?

            > W tych wszystkich sytuacjach mowi się kobietom, ze rzpeciez mogly te dzieci
            > urodzic i oddac innym, czekającym z miloscią na maluszka, rodzinom. Że są
            > ludzie, ktorzy przeciez pragna miec dzieci, a nie mogą ich miec. I że ci
            ludzie
            >
            > chętnie wychowają takie dziecko.
            ______________________
            gloryfikowanie adopcji, przez media równiez
            prowadzi potem do takich sytuacji, ze zdesperowane kobiety podejmuja najgorsze
            prawdopodobnie dycyzje swojego zycia
            a prawda jest taka, ze wstepna selekcja rodzin adopcyjnych jest bardzo
            powierzchowna, sprowadza sie najczesciej do rozwazenia czy dana rodzina spełnia
            jakies (wcale nie wyskoie) warunki materialne i lokalowe, istnieje spore
            prawdopodobienstwo, ze dziewczynka trafiła wcale nie do wiele bogatszej rodziny
            w dzisiejszych czasach kiedy patologia staje sie normą, a brak naturalnej,
            biologicznej wiezi ryzyko wynaturzen zwieksza kilkakrotnie nikt nie
            zawgarantuje, ze dziewczynka trafi do najlepszych pod słoncem tatusia i mamusi.
            pisałas o frustracjach
            ludzie przygarniajacy cudze dziecko czestokroc robia to tylko dlatego, ze nie
            moga miec własnego
            pragnienie macierzynstwa nie jest w pelni zaspokojone
            ryzyko frustracji i wyładowywania ich na dziecku takie samo albo i wieksze jak
            w przypadku samotnej matki

            a matka jej jak juz słusznie zauwazyłas bedzie ponosic konsekwencje tej decyzji
            do konca zycia
            • yenna_m Re: Tylko Wam coś opowiem.... 21.01.05, 23:50
              moffko, ja nie uwazam, ze to dobre rozwiazanie

              ale moim zdaniem w tej sytuacji nie ma dobrych rozwiazan

              Poza tym kobieta miala jednak dosc sporo czasu, zeby sie rozmyslic, prawda?

              Jesli sie nie rozmyslila - to coz, taki byl jej wybor...
              Nie mi go oceniac.

              Chociaz uwazam, że byc moze bylo to mniejsze zlo.
              Jak napisalam - trudno kogos uszczesliwiac na sile. Trudno kogos zmusic do
              wychowywania dziecka, jesli nie chce tego zrobic.

              A co do tego konkretnego przypadku - uwazam, ze kobieta zostala zmanipulowana
              przez lekarza. Nie miala szans na podjecie decyzji. Ba! Szpital jej to podjecie
              decyzji na "tak" utrudnil.

              I moim zdaniem to jest skandal.

              Bo lekarz powinien wyslac te kobiete do domu i kazac ROZWAZYC adopcję - jako
              ewentualna alternatywe. A nie z buta jechac wywolywac porod, podawac
              psychotropy, bronic dostepu do dziecka i te de...
              • moofka yenna_m i ja uważam dokładnie tak samo jak ty 21.01.05, 23:55
                była w trudenj sytuacji, nikt nie przeczy
                ale chciał tego dziecka dopóki facet był przy niej
                nagle spadł na nią taki cios, została sama
                gdyby wtedy był przy niej ktos kto pomógłby jej i zapewnił, ze wszytsko sie
                ułozy
                byc moze nie podjełaby tak dramatycznej i brzemiennej w skutki decyzji
                nie osądzam jej, oceniam sytuacje
                dla mnie - samotne macierzynstwo, to zaden powód, zeby oddac dziecko w swiat na
                poniewierke
                a potem zastanawiac sie czy go ktos nie krzywdzi
                jest mi jej po prostu strasznie szkoda
                tym bardziej, ze decyzja jest juz chyba nieodwołalna, a ja jestem pewna, ze ona
                budzi sie i zaypia z obrazem córeczki przed oczami
          • odalie a może... 22.01.05, 21:19
            To nie jest tak całkiem zakłamanie.

            Gdy czytam o kabiecie z marginesu, obarczonej patologiami (np. narkotyki,
            alkohol), albo o jakiejś bardzo młodej niekształconej pannie - to jakby coś
            innego, niż gdy mam przed oczyma historię - jak można wnioskować - osoby
            wykształconej, bynajmniej nie nastolatki...

            Oczywiście, zgadzam się z Tobą Yenna, że oceniać (=potępiać) nie powinniśmy.
            Ale jednak - możemy wyrazić swoje zdanie.

            Ja, osobiście, jestem za aborcją na wczesnym etapie ciąży - a może i nie tylko -
            nie polecam, ale rozumiem, czemu ktoś może czuc taką potrzebę. Adopcja - to
            też jakieś rozwiązanie, ale naprawdę w przypadkach skrajnych.

            W poście założycielskim nie znalazłam nic o sytuacji ekstremalnej - było
            jedynie o ojcu dziecka, który się wypiął (swoją drogą ciekawe, czy wcześniej
            było z nim wszystko na 100% ok? ale to osobny temat... no cóż, bydlaki chodzą
            po świecie...).

            Domyślam się, że to może wzbudzać kontrowersje.

            Mam jeszcze pytanie - czemu zakładasz, że jakby miała dziecko przy sobie,
            byłoby ono maltretowane?

            Więc zapytam jak adwokat diabła: czy Ty chciałabyś utrzymywać przyjacielskie
            kontakty z kobietą, która oświadcza, iż musiała oddać dziecko, bo inaczej
            katowałaby je dzień po dniu? (To oczywiście tylko figura retoryczna i ja nie
            myślę tak o tamtej dziewczynie.)

            ...................

            Moje zdanie jest takie:
            1. sypiamy, jeśli w ogóle możemy pozwolić sobie na dziecko, nawet jeśli go nie
            planujemy
            2. jeśli nie planujemy i odrzuca nas od takiej ewentualności, zabezpieczamy się
            podwójnie
            3. ale mimo wszystko z zasady sypiamy z kimś, z kim możemy mieć dziecko
            4. więc jak je mamy, to się nie dziwimy
            5. jeśli bardzo, bardzo go nie chcemy, to możemy chyba szybko zareagować
            (trzymać rękę na pulsie) i aborcja na wczesnym etapie jest jakąs opcją
            6. ale lepiej trzymać się punktów 1, 3 i 4 i urodzić maluszka
            7. lepiej urodzic i zatrzymać niz oddać do adopcji
            8. ale lepiej oddać do adopcji niż zabić na śmietniku jako rozwiniętego
            noworodka
            • yenna_m Re: a może... 23.01.05, 15:14
              odalie, oceniac kazdy może.

              jednak takie ocenianie drugiego czlowieka jest niebezpieczne, bo akurat w tym
              kazusie od przypadku do przypadku dostajemy jakieś szczątkowe wiadomosci.
              A skoro nie znamy pelnego obrazu sytuacji, skoro nie znamy pełnych motywacji,
              szczegolow zycia rodzinnego tej pani - to takie sądy są sądami na wyrost, mogą
              w zwiazku z tym być pospieszne, naznaczone stereotypowym mysleniem i zwyczajnie
              niesprawiedliwe.

              co do maltretowania.

              niedawno czytalam jakis artykul w archiwalnym bardzo Zwierciadle. Pani
              psycholog rozmawiala z dziennikarka na temat aborcji i samotnosci kobiet z
              zderzeniu z tym problemem (chyba pani psycholog, mam nadzieje, ze nie
              przekrecam, ale nie moge znalezc teraz tego numeru Zwierciadla). Padlo tam
              takie sformulowanie z ust tej pani psycholog, że wyhowywanie niechcianego
              dziecka moze rodzic u kobiety frustracje i w zwiazku z tym zle traktowanie
              dziecka (nie sadze, zeby psycholog mowila takie rzeczy do jakiejkolwiek nie
              bazujac na doswiadczeniu zawodowym - w koncu zaden fachowiec nie chce sie
              osmieszyc podajac nieprawdziwe informacje). Przeciez glosno jest o przypadkach
              ojcow maltretujacych niemowleta, dzieci, czy matkach, ktore to robią.


              Macierzynstwo jest bardzom stresujące i wydaje mi sie, że takie niechciane
              macierzynstwo w polaczeniu np z depresja poporodowa moze wygenerowac nieciekwe
              reakcje. Moze = nie musi.

              Ten przypadek opisany jest inny. MOIM zdaniem jest innny od
              stereotypowego "oddam dziecko bo mi tak wygodnie". Moim zdaniem (o ile ta
              opowiesc jest w ogole prawdziwa - bo moze byc prawdziwa, a moze byc podpuchą,
              troche informacji w tej historii mi sie nie klei) ta kobieta zostala
              zmanipulowana. Nie miala sily zawalczyc. Ulegla chwilowej slabosci. Za ktora
              teraz placi dosc wysoką cenę.

              Odalie, na pytanie (ktore zadajesz jako adwokat diabla) odpowiem: nie
              chcialabym. I mam nadzieje, że tych kilka osob, ktore sa moimi przyjaciolmi
              nigdy nie stanelyby przed takim wyborem.

              JEDNAK: nie odwrocilabym sie np od przyjaciolki, ktora w wyniku gwaltu zaszla w
              ciaze a potem zdecydowalaby sie urodzic dziecko i oddac je do adopcji mowiac,
              to wlasnie. Wydaje mi sie, ze zrozumialabym motywacje. Zycie to zycie. Biel i
              czern istnieje wszak tylko na kartce. Sytuacje, przed jakimi zycie nas stawia
              przerastaja nasze wyobrazenia - dlatego to moje "nie" padajace w odpowiedzi na
              Twoje pytanie tez nie ma wyrazu bezwzglednego "nie".

              Po prostu wszystko zalezaloby od okolicznosci.
            • yenna_m Re: a może... 23.01.05, 15:20
              Dodam jeszcze, ze KAZDA antykoncepcja obarczona jest ryzykiem poczęcia dziecka.
              I uzywanie argumentu" nie chcesz dzieci to nie sypiaj z facetem jest nie fair.
              Dlatego, ze to sypianie z facetem to budowanie, utrzymywanie wiezi malzenskiej,
              pozwala utrzymac juz posiadane z tym partnerem potomstwo.

              A juz w ustach kobiet, ktore przeciez powinny wiedziec, że w tym kraju, w
              ktorym dostep do antykoncepcji jest taki, jaki jest, w ktorym lekarze
              ginekolodzy odmawiaja przepisywania srodkow antykoncepcyjnych, w ktorym prasa
              kobieca zapewnia mlode matki, ze karmienie piersią skutecznie chroni przed
              zajciem w ciąże, w ktorym aborcja jest zakazana, zagrozona karą pozbawienia
              wolnosci - w ustach kobiet argument: mogla nie isc z facetem do lozka jak nie
              chciala dziecka uwazam za nieludzki.

              Bo niestety - miedzy kobietami brak solidarnosci. Zwlaszcza, gdychodzi o sprawy
              zwiazane nierozerwalnie z kobiecością, z regulacją poczęć, z problematyką
              gwaltow (przeciez czesto kobieta kobiecie potrafi rzucic w twarz: gdybys nie
              prowokowala, to by cie nie zgwalcili a wiec masz to, na co zasluzylas).

              I bardzo mnie to martwi.

              Mozliwe, że moze dlatego mamy takie ustawodawstwo antyaborcyjne jakie mamy.
              • odalie yenna 23.01.05, 21:45
                > I uzywanie argumentu" nie chcesz dzieci to nie sypiaj z facetem jest nie
                fair.

                O ile pamiętam (zaraz sobie dla pewności zajrzę i przypomnę), odnosiłam się do
                własnych zasad i nikomu niczego nie narzucam. Ja się tych zasad trzymałam i nie
                narzekam.

                Co do antykocepcji to powtórzę, że tak, zgadzam się, nie ma antykoncepcji
                idealnej (no, może poza sterylizacją).

                Nie jestem babcią w moherowym berecie, mimo to uważam, że nie za dobrze się
                stało, iż w naszej kulturze seks tak bardzo oddzielono od prokreakcji.

                Jedno wiąże się z drugim, taka jest biologia. Można nie planować dzieci, można
                się zabezpieczać, ale warto o tym pamiętać - a to dla wielu ludzi niestety
                jakby tabu, wiele kobiet (och, oraz ich partnerów) nie dopuszcza w ogóle myśli,
                że skoro są razem i współżyją, to mogą być rodzicami.

                Uprzedzę zarzut - nie, bynajmniej nie oczekuję, że ludzie powinni iść razem do
                łózka jedynie w celu spłodzenia potomka. Nie.

                Żałuję jednak, że mało komu chce się pamiętać, jakie są możliwe konsekwencje
                współżycia.

                Fair czy nie fair - tak jest. I uwierz Yenna, mówią o czymś, co sama stosuję.
                Np. skoro jestem w związku, nie mam w zwyczaju brać teratogennych leków bez
                uprzedniego sparwdzenia, czy nie jestem w ciąży. Nie planuję dziecka, stosuję
                antykoncepcję. Ale nie wezmę silnych leków bez sprawdzenia. Bo wiem, że to się
                może zdarzyć.

                Poruszyłaś swoją odpowiedzią kilka różnych aspektów.

                Fair?

                Życie w ogóle nie jest fair. Na pzrykład umieramy. I nie każdy jest Kulczykiem,
                a i pan dr Kulczyk ma kłopoty.

                Życie nie jest fair. A mając wolną wolę, ponosimy odpowiedzialność za
                konsekwencje swoich wyborów. No trudno.

                > Dlatego, ze to sypianie z facetem to budowanie, utrzymywanie wiezi
                malzenskiej,

                Właśnie. "Więzi małżeńskiej" (ok, uprośćmy to - nie dyskryminuj Yenna
                niemałżeństw - i niech będzie "więzi" bez przymiotnika, niekoniecznie w
                sakramentalnym/urzędowym związku). Dlatego całkiem niegłupią sprawą jest
                sypianie z kimś, kogo się kocha, kto nas kocha, komu ufamy, kto ufa nam, kto
                nas wspiera i może na nas liczyć.

                Dlatego całkiem niemądrą sprawą jest sypianie z przypadkowymi partnerami
                (zwłaszcza, jak się nie ma środków do życia). Albo trwanie w toksycznych
                związkach, gdy już dawno należałoby uciec.

                A o ile pamiętam (popraw mnie) dziecko tej kobiety z postu założycielskiego nie
                zostało poczęte w związku?

                Co do więzi - nie sam seks ją buduje. Jest ważny - ale to nie jest wyłączny i
                jedyny element.

                Jest wiele sytuacji, gdy para nie może współżyć. Np. w zagrożonej ciąży, albo
                gdy kobieta cierpi na schorzenia ginekologiczne. Albo gdy partnerzy są daleko
                od siebie. Albo gdy jedno z nich jest nosicielem HIV i nie chcą ryzykować
                (czytałam reportaż o takiej parze). Albo gdy wypadek i kalectwo czy ciężka
                choroba uniemożliwiają współżycie.

                Czy zasugerowałabyś, że w ww. przypadkach budowanie więzi nie jest możliwe?

                Nie po to jestem człowiekiem, i mam duszę (ok, nazwijmy to intelektem), abym
                dawała się zredukować do roli gumowej lalki. Więź można budować na wiele
                sposobów, podobnie na wiele sposobów okazywać czułość. Jeśli facetowi miałoby
                zależeć tylko na stosunkach (i to jedynie li tylko typu penis-wagina - inne
                zazwyczaj nie prowadzą do zapłodnienia) to ja dziękuję.

                Co to za związek, który miałby się rozpaść na kawałki gdy np. dotknie mnie
                choroba? Pójdę na śmietnik, jak popsuta zabawka? Lalka już nie działa, tak...

                Choć nie jestem właściwie katoliczką, tylko kimś zupełnie odmiennym smile))))), tu
                doceniam ślubowanie "i że cię nie opuszczę" poparte listą rozmaitych nieszczęść
                i przypadłości. I choć stosuję antykoncepcję, rozumiem, dlaczego Kościół uważa
                ją za zło - gdyż antykoncepcja dla większości równa się niemożności
                zaakceptowania nowego człowieka, którego możemy powołać na świat.

                Ja sama stosuję podwójną antykoncepcję, ponieważ aktualnie nie planujemy
                dziecka. Ale wiem, że mogłoby być, a wtedy będzie. Przez jakiś czas po
                urodzeniu się młodej nie mogliśmy oboje zaakceptować myśli o kolejnym dziecku -
                i cóż, w zasadzie zrezygnowaliśmy z 'tradycyjnych' technik współżycia, ponieważ
                nie mogliśmy stosować tych skuteczniejszych metod anty.

                ................

                Więc reasumując - czy mogła nie iść do łóżka, nie wiem.

                Wiem, że jeśli poszła, poniosła konsekwencje.

                Jeśli oddanie dziecka i dalsza trauma była warta tamtego seksu w jej odczuciu -
                cóż, jej wybór.

                Ja sama zawsze wolałam pomyśleć zawczasu i podejmować wybory, których nie
                musiałam żałować.

                (A tak na marginesie - piszesz o Polsce? jako o kraju, gdzie lekarze nie chcą
                zapisywać środków anty? to chyba nie ta sama Polska smile Ja mam kilka ważnych
                przeciwwskazań do brania środków hormonalnych, a co idę do ginekologa, na siłę
                wciskają mi próbki pigułek, czy chcę, czy nie. W końcu nie ginekolog leczyłby
                mnie z dalszych powikłań... I nie znam nikogo, a trochę kobietek znam, komu
                odmówiono by pigułek u lekarza - dotyczy to nawet tych znajomych, które
                właściwie nie powinny brać hormonów - np. z powodu chorób wątroby czy padaczki.)
    • moofka zastanawiam sie tez 21.01.05, 22:40
      co powiedziała synkowi
      i cpo ewentualnie kiedys powiedziałaby porzuconemu dziecku
      dlaczego dla jednego znalazło sie miejsce matczynym sercu i pieniadze na jego
      utrzymanie
      a drugie poszło do obcych
      na tym chłopczyku chyba tez jakies wrazenie to wywarło, prawda?
      sorry, dla mnie ona nie jest zadną bohaterką, a jej decyzja wydaje mi sie
      absolutnie chora i zła i dla niej i dla dzieci
      • verdana Re: zastanawiam sie tez 21.01.05, 22:56
        Ja też mam watpliwosci. rzekomo to własnie odpowiednie zachowanie - oddać do
        adopcji.
        Ale dziecko adopcyjne do konca życia żyje w świadomosci, że matka go nie
        chciała. I nie wie dlaczego.
        A w ogóle - co pomyslelibyscie o oddaniu własnego dwulatka zupełnie obcym
        ludzion? Czy ja wiem, czy będa dla niego dobrzy?
        Mitem jest wyobrazenie, ze wszyscy rodzice adopcyjnu są dobrzy. Wcale nie
        wszyscy - podobnie jak rodzeni. Ale rodzeni żadko oddaja dziecko. A wg. badań
        ok. 20% adopcji jest nieudanych - rodzice adopcyjni rozwiązują adopcję, alebo
        nie rozwiązują , ale czuja "ze dziecko nie jest ich, nie paduje do rodziny".
        Oprócz sytuacji absolutnie dramatycznych, do których ta raczej nie nalezy, nie
        uwazam, aby oddanie zupełnie obcym ludziom własnego dziecka można było
        popierać. Ostatecznie można spróbować. Nie wierzę, że tam gdzie wystarczy na
        dwie osoby dorosłe (15-latek i matak) nie można utrzymać niemowlecia.
        I tak czy inaczej pozbawiła własnego syna siostry. Nie sadzę, aby to było bez
        znaczenia. Jak będzie potem patrzał na własne dzieci?
      • gocha71 Re: zastanawiam sie tez 21.01.05, 23:01
        Nie napisalam i nie twierdze, że matka oddająca dziecko do adopcji jest
        bohaterką. Nadal jednak twierdzę, że nie mamy prawa osądać jej od czci i wiary,
        bo nie byłyśmy na jej miejscu!!! Nie wiemy, co czuła, co myślała i co przeżywała !!!
        A tak prawdę mówiąc, to nie przemawia do mnie argumet, że dostałaby pomoc z
        opieki, ponieważ:
        1. Nie są to pieniądze wystarczające na godne życie,
        2. pochodza one z naszych podatko i ja osobiscie wolałabym, aby jak najwięcej z
        nich szło na inne cele.

        A co do alimentów: wejdź na samodzielną mamę i zapytaj się jak wygląda i jak
        długo trwa ustalanie ojcostwa i zasądzanie alimentów, o ich ściągalnosci wole
        nie mówić. I więcej szacunku dla innego czlowieka, bo pomimo, ze oddała córke do
        adopcji, nadal nim jest.
        • moofka Re: zastanawiam sie tez 21.01.05, 23:11
          gocha71 napisała:

          > Nie napisalam i nie twierdze, że matka oddająca dziecko do adopcji jest
          > bohaterką. Nadal jednak twierdzę, że nie mamy prawa osądać jej od czci i
          wiary,
          > bo nie byłyśmy na jej miejscu!!! Nie wiemy, co czuła, co myślała i co
          przeżywał
          > a !!!
          ____________________
          nigdy nie wiemy, co przezywa inny człowiek
          czy to znaczy, ze nie wolno nam dyskutowac o jego postepowaniu?
          nie wiesz tez co czuje teraz, bo zapewne nie byłas na jej miejscu,
          wolno ci jednakze wzruszac sie i rozpływac w zachwytach nad jej szlachetnoscią



          A tak prawdę mówiąc, to nie przemawia do mnie argumet, że dostałaby pomoc z
          > opieki, ponieważ:
          > 1. Nie są to pieniądze wystarczające na godne życie,
          > 2. pochodza one z naszych podatko i ja osobiscie wolałabym, aby jak najwięcej
          z
          > nich szło na inne cele.

          pensja na przykład nauczyciela stazysty albo sprzątaczki tez nie wystarcza na
          utrzymanie rodziny na odpowiednim poziomie, czy to znaczy, ze wszystkie młode
          nauczycielki mają oddac swoje dzieci?
          wybacz, ale dla mnie warunki ekonomiczne nie sa zadną przesłanką do oddawania
          dziecka

          jesli chodzi o moje podatki, widze duzo wiecej miejsc, gdzie te pieniadze sa
          marnotrawione
          pomoc finansowa samotnym matkom uwazam ze jest społecznie bardzo uzyteczna
          mnie jako obywatelowi i podatnikowi w kazdym razie nie szkoda, a tobie dlaczego?


          >
          > A co do alimentów: wejdź na samodzielną mamę i zapytaj się jak wygląda i jak
          > długo trwa ustalanie ojcostwa i zasądzanie alimentów, o ich ściągalnosci wole
          > nie mówić. I więcej szacunku dla innego czlowieka, bo pomimo, ze oddała córke
          d
          > o
          > adopcji, nadal nim jest.
          ______________________
          nikt jej człowieczenstwa nie odmawia
          moge sobie tylko wyobrazic jak bardzo teraz cierpi, i cierpiec bedzie i tym
          bardziej nie jestem w stanie pojac jej decycji
          • yenna_m Re: zastanawiam sie tez 21.01.05, 23:40
            Ale prawo przeciez pozwala na oddanie dziecka do adopcji.
            Kobieta tez nie musi sie czuc na silach, zeby wychowywac dziecko/kolejne
            dziecko.

            To kwestia JEJ wyboru.

            Jest masa rodzin nieadopcyjnych, gdzie dzieci nie sa szczesliwe. JEst masa
            rodzin, gdzie dzieci są upychane po babciach wujkach, tulają sie po znajomych,
            po domach dziecka, pogotowiach opiekunczych - bo w sumie nie ma na nie miejsca
            w domu.

            Wszedzie jest jakis procent patologii.

            Moim zdaniem lepiej wziąć dzieciaka od kobiety, ktora go nie chce i oddac na
            wychowanie innym (zawsze znajda sie chetni na noworodka) niz zmuszac kobiete do
            wychowywania niechcianego (z roznych powodow) dziecka. W koncu wysokie jest
            prawodopodobienstwo, ze rozzalona matka mu kiedys wykrzyczy w twarz, ze go nie
            chciala. I tak czy inaczej dzieciak bedzie sie borykac z poczuciem odrzucenia.

            A tak - mozemy choc sprobowac zapewnic dziecku inną kochającą rodzinę. I
            liczyc, ze tutaj się uda znalezc dla dziecka emocjonalną stabilizację.

            Siłą w końcu to jeszcze nikt nikogo nie uszczesliwil...
    • koleandra Re: Tylko Wam coś opowiem.... 22.01.05, 08:45
      Lekarz dał jej 3 tygodnie na zastanowienie. Po porodzie juz nie była do tego
      zdolna.
      Co myslicie o tym jak lekarz postapił przy porodzie?- uspili ją w ostatnim
      etapie porodu aby nie widziała i nie słyszała dzieciaka.

      Gdy wróciła do domu jej syn nie pytał o nic. Dopiero po kilku dniach zdobyła
      sie by mu cokolwiek wyjasnić. Powiedziała to samo co lekarzowi, że nie daliby
      rady finansowo, że nie chciała głodzic ani jego ani siebie ani tego maleńkiego.

      Jedno wiem na pewno, ona nigdy nie przestanie o tym dziecku mysleć...
    • p_swiat Re: Tylko Wam coś opowiem.... 22.01.05, 09:41
      W takiej sytuacji nie ma dobrego rozwiązania. współczuje tej kobiecie tego co
      przezywa i będzie przeżywać!. Lekarze powinni pomagać takim kobietom, nie iść
      po najmniejszej lini oporu oddac i sprawa załatwiona - przecież psycholog też
      nie pomoże na krótką metę to bedize siedzieć całe życie. Facet który ja
      zostawił to poprostu drań - nieodpowiedzialny gó..arz feeee współwinny całej
      sprawie.
      Zycze tej Pani siły
      • verdana Re: Tylko Wam coś opowiem.... 22.01.05, 10:28
        Uważam, że o ile istnieje starsze rodzeństwo, zorientowane w sprawie, takiej
        decyzji podejmować się nie godzi samemu. Czy 15-latek nie wiedział, ze matka
        jest w ciąży? Ni wiedział, ze będzie miał rodzeństwo?
        I nagle matka wraca bez dziecka. Jak to - potem mu tłumaczy? 15-latek to niemal
        dorosły człowiek, jak można oddawać jego najbliższa rodzinę bez zapytania,
        poinformowania, rady. Wróciła do domu i syn nie pytał? Jak to nie pytał? Matka
        wraca bez dziecka a on milczy? To jakaś grubsza patologia.
        Dla mnie to jednak nie jest w porzadku wobec obojga dzieci
        • koleandra Re: Tylko Wam coś opowiem.... 22.01.05, 10:36
          Verdano, syn jej wiedział, ze bedzie miał rodzeństwo. Cieszył sie bardzo i
          umówił sie z kolegą na spacery z wózkami (matka tamtego tez miała niedługo
          urodzić). Wraca pewnego dnia ze szkoły - jest matka ale dziecka nie ma.... Nie
          wiem, chyba bał sie zapytać, może widział w jakim stanie jest matka i nie
          wiedział co ma robić, poczekał az sama mu powie.
          Ja myslę, że ten 15 latek nie rozumie jeszcze całej sytuacji - nie odczuwa tego
          jako sprawy wielkiej wagi. Ma siostrę... ale może nie ma jakis większych
          refleksji z tym zwiazanych.
    • narcyza5 Re: Tylko Wam coś opowiem.... 22.01.05, 10:19
      Bajeczka. Nie można zrzec się praw do dziecka przed upływem 6 tygodni od
      porodu. Dopiero wtedy można podpisać odpowiednie papiery. I nie w szpitalu, ale
      w ośrodku adopcyjnym ew. w sądzie.
      • koleandra Re: Tylko Wam coś opowiem.... 22.01.05, 10:21
        Nie, nie bajeczka. Przed wyjściem ze szpitala tez musiała jakies papiery
        podpisać. A 5 tygodni później była sprawa w sądzie - udało jej sie to załatwić
        w jakiś sposób, żeby dziecko trafiło na święta juz do nowej rodziny.
        • narcyza5 Re: Tylko Wam coś opowiem.... 22.01.05, 11:22
          No, teraz brzmi to trochę lepiej niż "trzeba było podpisać jeszcze jakieś
          papiery i można było iść do domu". Każda, wychodząc, ze szpitala, z dzieckiem
          czy bez, podpisuje "jakieś" papiery...
    • gandzia4 do koleandry 22.01.05, 11:41
      Mam dla tej kobiety wielki szacunek, znalazła się w naprawdę trudnej sytuacji.
      Może by ją podbudować opowiedz jej o moim znajomym. Znam już dorosłego
      mężczyznę, który został adaptowany w wieku 2 lat i wie o tym. Jest pogodnym,
      kochającym swych przybranych rodziców facetem. Chylę czoła przed jego rodzicami,
      którzy potrafili mu zapewnić nie tylko byt materialny ale i dużo uczucia.
    • twinmama76 Re: Tylko Wam coś opowiem.... 22.01.05, 13:28
      Moim zdaniem tej kobiecie nalezy się SZACUNEK, a nie piętnowanie. Nosiła
      dziecko przez 9 miesięcy i urodziła, a potem zdecydowała się oddać je tym,
      którzy według niej będą w stanie zapewnić mu lepsze życie.
      Negatywne jej ocenianie w chwili, gdy i tak sama boryka się z tym problemem
      niczego juz nie zmieni, a może pogorszyc jej i tak zachwianą równowage
      psychiczną.

      Sama zetknęłam się kiedyś z dziewczyną, która zdecydowała się oddac dziecko. Co
      więcej, pomogałam jej w dopełnieniu formalności. Powodem było przede wszystkim
      to, że miała ona już jedno małe dziecko z typem, który je maltretował (sprawa
      była nawet nagłośniona w mediach). Dziewczyna była młoda, nieporadna,
      przerażona i nie chciała mieć drugiego dziecka z tym #@$%^&*.
      Dodam, że ciąża była następstwem gwałtu (tak, w stałych związkach tez zdarzaja
      się gwałty).
      Byłam pełna podziwu dla tej dziewczyny, dla dojrzałości jej decyzji. Naprawde
      pochodziła ze środowiska, w którym częściej wyrzuca się dziei na śmietnik niz
      zostawia w szpitalu.
    • kingaolsz Re: Tylko Wam coś opowiem.... 22.01.05, 14:12
      Tez uwazam, ze nalezy jej sie szcunek i dobre slowo. Noworodek ( niemowle) ma
      duze szanse na udana adopcje, gorzej maja starsze dzieci.
      Nie rozumiem tych wypowiedzi, z ktorych az kipi zlosc i nienawisc do tej
      kobiety. Wg. mnie ona ( jak i dziecko) jest ofiara sytuacji w jakiej sie
      znalazla. Dosc cierpi i cierpiec bedzie bez zlosliwych komentarzy roznych BAB,
      zwalniania z pracy itp.

      Jak jest dyskusja o aborcji, to zawsze pada argument, ze lepiej dac do adopcji
      i uszczesliwic jakas rodzine, niz usunac. Jak odda to sie ja pograza i obraza.

      Koleandra, wywylam duzo ciepla dla tej Kobiety ode mnie, wiem, ze to nie pomoze
      ale nie wszyscy ja potepiaja.

      Kinga
    • maw51 Re: Tylko Wam coś opowiem.... 22.01.05, 21:36
      Nie będę się wypowiadała czy źle postąpiła czy dobrze. Wiem jedno ja na jej
      miejscu chyba nie mogłabym z tym żyć. Wciąż bym myślała, co się teraz dzieje z
      moim dzieckiem czy jest kochane, czy jest szczęśliwe? Wszystko bym przeżyła
      utratę faceta ciężką sytuacje materialną, ale z tą świadomością żyć bym nie
      mogła
    • sakada Re: Tylko Wam coś opowiem.... 22.01.05, 23:46
      Powiem jedno: nie zazdroszę tej kobiecie.
    • miriam_b Re: Tylko Wam coś opowiem.... 23.01.05, 00:12
      wiecie co????i poprostu szlag człowieka trafia kiedy pomysli kto jest temu
      winien !!!!nie tylko ojciec dziecka!!!ale głównie nasz rząd!!!!o to do czego
      doprowadziła nas bezmyślność większości facetów u władzy!!!do bezrobocia ,do
      braku złotówki na chleb dla dziecka!!!!a niech ich wszystkich!!!!!wiadomo co!!
      • sakada Re: Tylko Wam coś opowiem.... 23.01.05, 00:44
        I właśnie dlatego za 5 lat przenosimy się z rodziną na stałę do Szwecji. Chcemy tylko k...wa godnie żyć. Nic więcej.
        • moonicaa Re: Tylko Wam coś opowiem.... 24.01.05, 11:15
          GDybym oddala, umarlabym z żalu. CO sie teraz z ludźmi dzieje?? to niepojete,
          współczuję...
          • ju8 Re: Tylko Wam coś opowiem.... 24.01.05, 14:55
            kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień...........

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka