jomamma
31.01.05, 12:20
wiecie co? Mam ich po dziurki w nosie i wtedy jak byłam w ciąży i teraz, kiedy
chodze do nich z maleńkim dzieckiem. Cholera! każdy mówi co innego.
W czasie ciąży (zagrożonej) jeden mówił: chodzić i się nie przejmować, drugi -
broń Boże! poronienie zagrażające, tylko do klopika i z powrotem do łóżka.
Przy późniejszych komplikacjach jeden mówi: do szpitala, drugi - tylko się
oszczędzać, a jakoś przetrwamy do szczęśliwego rozwiązania. Nie dotrwałam...
malucha urodziła się o 2,5 mies za wcześnie. Dziękować wszystkim i
Wszystkiemu, że jest zuch dziewczyna i zdrowa jak mały rydzyk! Ale mimo
wszystko wcześniaczek, że ho, ho. Teraz nie dojdę dlaczego tak się stało, ale
moja pani doktor (byłam u niej wczoraj, ta, która poleciła dotrwać)
stwierdziła przy innych lekarzach, że "no chyba w następnej ciąży to się pani
będzie stosować do moich poleceń?" - cholera, mało mnie krew nie zalała, bo
teraz próbuje zwalić wine na mnie?!
Teraz z lekarzami małej: najwięcej wymądrzają się ci, którzy nie mieli do
czynienia z wcześniaczkami.Muszę wydawać kupę pieniędzy na porady specjalistów
prywatnie. I całe szczęście dla małej, bo już by się jej przysłużyli niejednym...
Powiem szczerze: brak mi słów...Kto słyszał, żeby idąc do lekarza trzeba
najpierw przewertować wszystkie dostępne informacje na temat dziecka, albo
ciązy, bo inaczej dadzą jakiś lek zupełnie niedopasowany do sytuacji, każą
dziecko układać zupełnie niezgodnie z zaleceniami fizjoterapeuty, wiekiem itd.
Jednym słowem - SZKODZĄ!!!
Rozemocjonowałam się ale, kurczę zaczyna się we mnie naprawdę kotłować...
Jomamma