Dodaj do ulubionych

lekarze... szkodzą :(

31.01.05, 12:20
wiecie co? Mam ich po dziurki w nosie i wtedy jak byłam w ciąży i teraz, kiedy
chodze do nich z maleńkim dzieckiem. Cholera! każdy mówi co innego.
W czasie ciąży (zagrożonej) jeden mówił: chodzić i się nie przejmować, drugi -
broń Boże! poronienie zagrażające, tylko do klopika i z powrotem do łóżka.
Przy późniejszych komplikacjach jeden mówi: do szpitala, drugi - tylko się
oszczędzać, a jakoś przetrwamy do szczęśliwego rozwiązania. Nie dotrwałam...
malucha urodziła się o 2,5 mies za wcześnie. Dziękować wszystkim i
Wszystkiemu, że jest zuch dziewczyna i zdrowa jak mały rydzyk! Ale mimo
wszystko wcześniaczek, że ho, ho. Teraz nie dojdę dlaczego tak się stało, ale
moja pani doktor (byłam u niej wczoraj, ta, która poleciła dotrwać)
stwierdziła przy innych lekarzach, że "no chyba w następnej ciąży to się pani
będzie stosować do moich poleceń?" - cholera, mało mnie krew nie zalała, bo
teraz próbuje zwalić wine na mnie?!
Teraz z lekarzami małej: najwięcej wymądrzają się ci, którzy nie mieli do
czynienia z wcześniaczkami.Muszę wydawać kupę pieniędzy na porady specjalistów
prywatnie. I całe szczęście dla małej, bo już by się jej przysłużyli niejednym...
Powiem szczerze: brak mi słów...Kto słyszał, żeby idąc do lekarza trzeba
najpierw przewertować wszystkie dostępne informacje na temat dziecka, albo
ciązy, bo inaczej dadzą jakiś lek zupełnie niedopasowany do sytuacji, każą
dziecko układać zupełnie niezgodnie z zaleceniami fizjoterapeuty, wiekiem itd.
Jednym słowem - SZKODZĄ!!!

Rozemocjonowałam się ale, kurczę zaczyna się we mnie naprawdę kotłować...
Jomamma
Obserwuj wątek
    • ewa2233 Re: lekarze... szkodzą :( 31.01.05, 12:28
      Oczywiście, że idąc do lekarza musisz wiedzieć z jaka chorobą i o co pytać!
      Chyba nie spotkałam takiego lekarza, który "wyłożyłby" mi wszystko jak laikowi.
      Zawsze ratuję się sms-ami do brata, który jest lekarzem i on mi mówi:
      zapytaj o to, poproś o badania na tamto.
      Wtedy ja idę do lekarza "oświecona" i na jego wywody mówię:
      a może przydałoby się ... , słyszałam o tym, że ...
      -----------------------------
      • jomamma Re: lekarze... szkodzą :( 31.01.05, 12:40
        Z jaką chorobą? a to ja mam wiedzieć??!!! ja idę z objawami, a to lekarz ma mi
        powiedzieć co to jest i jak zaradzić, inaczej po co tam siedzi? No i nie mam
        niestety ani brata lekarza, ani kolegi, ani ani...
        a podpowiadanie lekarzowi co powinien robic, to jest tak, jakbym instruowała
        taksówkarza jak ma jechać, a sama nie miała prawka. Szok...
        • ewa2233 Re: lekarze... szkodzą :( 31.01.05, 12:47
          moja wypowiedź była z przymróżeniem oka smile
          Przekonałam się, że czasem lepiej (niestey) podpowiedzieć.
          Nieraz słyszałam: no taaak... możnaby takie badania zrobić.
          A co do objawów: kiedyś byliśmy u 4 lekarzy. Diagnozy były stawiane ze
          wskazaniem na alergię, jakieś zapalenie.
          PIĄTY lekarz trafił : sepsa - BINGO!!!
          -----------------------------
          • ligia76 Re: lekarze... szkodzą :( 31.01.05, 12:55
            Mnie mój małżonek nazywa - "lekarz amator".
            Też jestem dociekliwa i poprostu lubię wiedzieć smile
            A to, w dzisiejszych czasach jest bardzo przydatne, w szczególności jeśli chodzi o zdrowie własnego dziecka.

            Pozdrowienia
            Ligia
          • iwcia75 Re: lekarze... szkodzą :( 31.01.05, 12:58
            jomamma, chyba za duzo wymagasz od lekarzy- toz to tylko ludzie,a nie bogowie:-
            ) oni wiedza nieco wiecej od nas,ale lepiej samemu sie doszkolic i miec wlasny
            rozum i intuicje. sa przypadki i sytuacje,gdy oni rzeczywiscie wiedza lepiej od
            nas,ale chyba nie az tak bardzo czesto. prawda jest taka,ze nikt nie wie
            wszystkiego,a jesli tak uwaza,to znaczy,ze guzik wie.
            gdybym ja miala stosowac te wszystkie leki,ktore oni mi naprzepisywali,to bym
            zostala lekomanka. no ale faktem jest,ze gdy jestem przestraszona,to polkne i
            zrobie wszystko,co karza.
      • aari Re: lekarze... szkodzą :( 01.02.05, 18:11
        Ewa .. no ja zęsto robię tak jak Ty mówisz .. najpierw sama próbuje
        zdiagnozować, szukam w necie i w książkach - przeszukuję apteczkę, żeby
        wiedzieć co mam i dopiero grzeję do lekarza - niestety nie każdy lekarz jest
        zadowolony - nie wszyscy lubią jak przychodzi do nich ktoś po poradę i sam
        sobie odpowiada na pytania ( cholera i to jeszcze trafnie !!!! ). Tak jest od
        kąd przeprowadziliśmy się do Kołobrzegu.
        Bo pod Warszawą mieliśmy super pediatrę - kobieta cud po prostu i ani jednego
        razu się na niej nie zawiodłam i zawsze mogłąm powiedzieć swoje zdanie bez
        obawy, zę się obrazi .. no niestety co lekarz to charakter bo to tylko ludzie.
        Ale Ci ludzie po to kończyli akademie medyczne, zeby Nam pomagać i choroby
        rozpoznawać, a nie żeby nam przytakiwać jak mówimy co nam jest .....
        Mnie tez czasami ręce opadają .. pocieszam się tym, że zawsze w razie "W" mogę
        zadzwonić do Naszej Pani doktor i zapytać o coś - mimo, że jest 500 km od nas.
    • mama_szefusia Re: lekarze... szkodzą :( 31.01.05, 12:54
      Hi, hi..

      Jak chodziłam z synkiem po szpitalach w celu zdiagnozowania niedoboru masy
      ciała i wzrostu to lekarze specjaliści kserowali sobie moje notatki na temat
      tych zaburzeń, sporządzone na podstawie różnych mądrych książek lekarskich,
      które pocztyałam sobie w czytelni biblioteki AM.

      Dodam, że z wykształcenia jestem ekonomistką.
      • iwcia75 Re: lekarze... szkodzą :( 31.01.05, 13:00
        ano wlasnie, mamo szefusia smile nikt nie ejst w stanie wiedziec wszystkiego
        • jomamma Re: lekarze... szkodzą :( 31.01.05, 14:12
          Jak to?! To u kogo mam leczyć moje dziecko?! U kominiarza?! No, od niego bym nie
          wymagała wiedzy na temat leków i sposobu leczenia czy postawienia trafnej
          diagnozy. A od lekarza? No czego mam wymagać, czy żeby mi zmierzył ciśnienie?
          albo temperaturę? To właśnie od niego wymagam informacji o leczeniu, do licha
          ciężkiego! A owszem, nikt nie jest alfą i omegą, szanuję lekarzy, którzy
          powiedzą, że o tym nie wiedzą, nie pomysleli, nie słyszeli, ale obiecują, że się
          zastanowią, sprawdzą i dadzą mi odpowiedź. Wtedy mam pewność, że nie chlapną mi
          jakiejś bzdury na odwal się. A tego właśnie ciągle doświadczam.
          Naprawdę czy ja muszę dowiadywać się o zdrowiu swoim i swojego dziecka stąd, z
          gazetek dla mam albo szukając przez wyszukiwarkę? Jak postąpić z lekarzem
          (ginekolog-położnik), który przepisał lek, który jest zabroniony w I i II
          trymestrze ciąży, a ja jestem właśnie w I - to jeden z przykładów. Złożyć na
          niego skargę, ośmieszyć przy pielęgniarce i pacjentach, no nie wiem. Ale złość
          mnie na to bierze przeokrutna i nie wiem z czym wypalę przy następnym (oby nie)
          takim zdarzeniu.


          • iwcia75 Re: lekarze... szkodzą :( 31.01.05, 14:22
            jomamma, ja ciebie rozumeime. przezylam wiele takich sytuacji,ale nie warto
            szarpac sobie nerwow. po prostu takich lekow nie bralam, o ktorych piszesz.
            • jomamma Re: lekarze... szkodzą :( 31.01.05, 14:29
              ja wiem, głupotą jest denerwowanie się (a szczególnie w ciąży) na wszędobylską
              niekompetencję, niedouczenie, zbywanie pacjenta jak petenta w urzędzie. ale
              jeśli sytuacja powtarza się trzeci, piaty czy dziesiaty raz, to juz szlag
              trafia. Dlatego zastanawiam się jak reagować?
              Jomamma
          • ivia Re: lekarze... szkodzą :( 31.01.05, 14:28
            Szkodzą ale chyba nie zdają sobie z tego sprawy. Mój mąż nie ma jednej nerki,
            ale nigdy żaden lekarz nie spytał go o problemy z nerkami, i zwykle dostaje
            leki zabronione przy kłopotach z nerkami (zawsze przed zastosowaniem leku
            czytam ulotkę), na szczęście rzadko choruje.
            Jeśli chodzi o dzieci, to mam jedną lekarkę, której ufam, zawsze stawia trafne
            diagnozy, mówi jeśli ją coś niepokoi i zleca badania kontrolne, więc tylko do
            niej chodzę z moimi łobuzami. Ale wcześniej miałam przeypadek, że pani doktor
            pozwoliła zaszczepić chore dziecko, a mój mały chorował później przez miesiąc.
            A narzekają na znachorów! Niektórzy lekarze stawiają diagnozy na chybił trafił.
        • mama_szefusia Re: lekarze... szkodzą :( 02.02.05, 15:19
          Ale Iwciu,
          żeby było śmieszniej to byli właśnie specjaliści od tych zaburzeń. Nie miałabym
          absolutnie pretensji do lekarza rodzinnego. Ale żeby lekarz specjalista uczył
          się medycyny od ekonomisty?
    • 18lipiec Re: lekarze... szkodzą :( 31.01.05, 14:29
      W każdym zawodzie można się pomylić. Lekarze też nieomylni nie są.
      • dzindzinka Re: lekarze... szkodzą :( 31.01.05, 14:44
        Oczywiście, że nikt nie jest nieomylny, ale niekompetencja niektórych lekarzy
        woła o pomstwę do nieba. Ja osoba nie mająca dużego pojęcia o medycynie muszę
        wiedzieć, że żelaza nie łączy się z wapnem albo gdy dziecko bierze antybiotyki
        należy mu podać osłonę, by nie dostało grzybicy.
        W ciąży miałam łożysko przodujące centralnie, leżałam plackiem w domu, chodziłam
        tylko do toalety, lekarz z ośrodka kazał mi w 7 miesiącu się "powoli
        uruchamiać" powiedział, że jak mam ochotę na alkohol, to mogę. Chociaż go nie
        posłuchałam i tak dostałam krwotoku idąc do toalety, i o mało nie straciłam
        dziecka.
      • kasiula.m Re: lekarze... szkodzą :( 01.02.05, 16:22
        Ci których znam w większości są omylni. Mam wrażenie, że im się nie chce starać
        za takie pieniądze (!). Bo wybrali zawód dla prestiżu i kasy, a nie z poczucia,
        że trzeba ludziom pomagać, choćby nie wiem co. A to jest zawód-misja i w
        dodatku całe życie trzeba się uczyć.
        Trochę pokory by się im przydało i żeby przepraszali za pomyłki i niewiedzę, a
        nie traktowali pacjentów z góry - wtedy zyskali by mój szacunek (nie piszę o
        całej polskiej służbie zdrowia).
        • iwcia75 Re: lekarze... szkodzą :( 03.02.05, 17:04
          zawod-misje maja misjaonarze,a nie lekarze wink) z nadmiernego poswiecania sie
          kosztem walsnej osoby i rodziny jeszcze nic dobrego nie wyniklo
    • mamadwojga Re: lekarze... szkodzą :( 31.01.05, 14:55
      Niby nieomylni nie są ale ich błędy mogą kosztować ŻYCIE.
      Moja mama jest uczulona na wiele leków. Z tych popularnych już wie których nie
      może używać, gorzej z tymi mniej używanymi. Ona zna kilka składników których
      absolutnie nie może wziąć i ZAWSZE daje lekarzowi listę otrzymaną od
      alergologa. I co? I niektóre dupki nawet sobie nie zadają trudu żeby zajrzeć do
      jakiegoś spisu leków czy dany składnik nie występuje. Efekt- moja mama o mało
      nie umarła bo jakiś niedouczony konował przepisał jej lekarstwo zawierające
      właśnie zakazany specyfik. Tylko jej własna czujność, nakazująca jej mimo
      wszystko zawsze samej czytać skład leku który ma zamiar wziąć pozwoliła jej
      uniknąć tragedii. A lekarz? nawet nie przeprosił i próbował wmawiać ze on nie
      widział żadnego zaświadczenia od alergologa.
      • iwcia75 Re: lekarze... szkodzą :( 31.01.05, 14:59
        otoz to, mozna polegac jedynie na sobie. jak sie czegos lekarzowi nie pokaze
        palcem, to neistety...
    • anek.anek Re: lekarze... szkodzą :( 31.01.05, 15:10
      Ja miałam dwie sytuacje w życiu (a raczej moje dziecko), które uzmysłowiły mi
      jedno: lekarz to też człowiek. Nie jest w stanie opanować całej wiedzy z
      zakresu medycyny. To fizycznie niemożliwe.
      I tak, od tej pory, nauczona doświadczeniami, które mogły się dla mojego
      dziecka źle skończyć (z powodu źle postawionej diagnozy lub źle dobranej
      terapii) w przypadku poważniejszych spraw od razu szukam lekarza patologa w
      danym obszarze. Tzn. jeśli ortopeda to patolog kegosłupa czy nóg, jeśli
      neurolog to też zajmujący się głównie danym problemem, jeśli ciąża zagrożona to
      ginekolog połoznik zajmujący się patologią ciązy. Itd, itp.
      Nie każdy problem da się tak rozwiązać, ale wiele tak.
      Mam też wielkie szczęście, bo nasza pediatra jest lekarzem, który przede
      wszystkim nie udaje, że wie wszystko. Jeśli ma wątpliwości to od razu i\o nich
      mówi, podaje różne alternatywy, a co ważne, sama konsultuje przypadek z innymi
      lekarzami w swoim szpitalu. Nigdy jeszcze sięna niej nie zawiodłam. Właściwie
      jest neantologiem, wiec już dawno powinna niezajmować się moim dzieckiem, bo
      młody ma trzy lata, ale stało się nawet tak, że p.doktor została lekarzem całej
      naszej rodziny, również dorosłych osób.
      tyle, że niestety kosztuje, bo przychodzi prywatniesad
    • xxxinkaxxx Re: lekarze... szkodzą :( 31.01.05, 15:21
      Hej,

      przyznam się, że czytam ten wątek z bardzo mieszanymi uczuciami...

      jomamma ma STANOWCZO rację co do oczekiwań w stosunku do lekarzy! to mają być
      fachowcy, od których zależy zdrowie i życie naszych dzieci...

      co prawda nikt nie jest doskonały i w tym zawodzie, jak w każdym trafiają
      sie "partacze" i "olewusy", ale czy nie macie wrażenia, że ta "ułomność" zdarza
      się zbyt często?

      właśnie w tym zawodzie odpowiedzialność jest zbyt wielka aby pozwalać sobie
      na "niedociągnięcia", złe dni, zły humor, brak wiedzy, brak zaangażowania itp,
      itd.

      bardzo, bardzo, bardzo denerwuje mnie takie ogólne przyzwolenie zarówno
      środowiska lekarskiego, jak i niekiedy pacjentów na te
      właśnie "niedociągnięcia" w diagnozach, informacji a nade wszystko
      zaangażowanym podejściu do swojego zawodu...

      i bardzo proszę nie mówcie mi o tym jak słabo lekarze są wynagradzani za swoją
      pracę- to poniekąd prawda, ale czy to ich usprawiedliwia? czy wybierając ten
      zawód nie wiedzieli co ich czeka?

      myślę, że wiele z nas doświadcza przykrych zdarzeń dopiero kiedy jest w
      ciąży/rodzi dziecko, to podwójnie ciężkie "zderzenie z rzeczywistością" bo
      chodzi o dobro, zdrowie i życie naszych dzieci- istot całkowicie zależnych od
      nas... i tu niestety, moim zdaniem jest wiele do zrobienie, jeśli chodzi o
      służbę zdrowia, zarówno tą państwową jak i niekiedy prywatną....

      problem bowiem, moim zdaniem, leży w mentalności lekarzy....

      ktoś tu pisał, że my, matki musimy czuwać nad tym, co lekarze
      mówia/diagnozują/przepisują, tak to prawda, my jesteśmy matkami, my znamy nasze
      dzieci najlepiej, ale czy nie mamy prawa żądać od lekarza po prostu
      kompetencji, o dokładnej informacji nie wspominając?????!!!!!!!

      ja osobiście przeszłam horror jeśli chodzi o zdiagnozowanie mojego syna, moje
      dwie ciąże a teraz alergię mojej córki....

      przez te wszystkie lata odwiedziłam setki (wcale nie przesadzam!) lekarzy ....
      kompetentnych, fachowych a co najważniejsze- zaangażowanych i życzliwych
      spotkałam dosłownie kilku....

      i wiecie co mi najbardziej przeszkadza i irytuje?

      nie mogłam znaleźć (i do tej pory nie znalazłam) lekarza, który by się po
      prostu przyznał- przepraszam, nie wiem co jest pani synowi, ale
      skonsultuję/poczytam/dowiem się i POSTARAM się pani pomóc.....

      czy to naprawdę tak dużo????

      zamiast tego kolejni lekarze stawiali bardzo pochopne diagnozy (często bez
      badań) przepisywali kolejne leki (których skutki uboczne zajmowały najczęściej
      ok. dwóch stron ulotki producenta...)

      a ja marzyłam już tylko o jednym- niech ktoś mi da listę nawet tysiąca chorób,
      na które ewentualnie może chorować mój syn- a ja po kolei będę go badać
      (prywatnie) i eliminować kolejne choroby, może w końcu trafię na tą właściwą....

      i wiecie co? musiałam tą listę stworzyć sama... co zajęło mi prawie rok (wtedy
      nie było internetu smile))

      na szczęście, w przypadku mojego syna, wszystko dobrze się skończyło..., ale
      nie była to zasługa lekarzy, ale medycyny niekonwencjonalnej- a może przeszło
      samo? nie wiem, ale gdybym zastosowała te wszystkie leki, które miał brać, to
      nie wiem gdzie byśmy teraz byli....

      myślę, że dobrym pomysłem byłoby stworzenie "listu z postulatami" skierowanego
      do lekarzy pediatrow od matek....

      moje postulaty to:

      DO LEKARZY PEDIATRÓW:
      1. bądź miły dla dziecka!!!

      dla niego kontakt z lekarzem to ogromny stres, zwłaszcza jeśli tych kontaktów
      jest sporo...

      jeśli przywitasz się z dzieckiem i potraktujesz go z szacunkiem, poświęcisz mu
      minutę na zaprzyjaźnienie prawdopodonie da się łatwiej zbadać, pośpiech i
      surowe podejście tylko pogarszają sprawę.....

      2. traktuj matkę z szacunkiem, jej pytania, mimo, że wydają Ci się niekiedy
      banalne a odpowiedzi oczywiste, to pamiętaj- ona zna swoje dziecko, jeśli coś
      ją niepokoi- najczęściej ma rację....

      3. udzielaj kompletnych i kompetentnych odpowiedzi

      4. jeśli czegoś nie wiesz, nie pamiętasz, nie jesteś pewien- powiedz to!
      nie stawiaj pochopnej diagnozy! skieruj do specjalisty!



      taaak... to wszystko takie oczywiste, a jedak tak rzadko spotykane, nie
      uważacie?

      co nie zmienia faktu, że mamy prawo żądać tego od naszych lekarzy i składać
      skargi, jeśli tego nie dotrzymują.....

      myślę, że można by było zebrać trochę podpisów matek pod taką lub podobną listą
      i spróbować stworzyć "kodeks etyki lekarzy-pediatrów"..., a
      przynajmniej "rozpętać" kampanię na rzecz fachowych i kompetentnych lekarzy...

      teraz jest kampania "teraz dziecko" i dużo sie mówi o ujemnym przyroście
      naturalnym to może jaką częśc ten kampanii można by było postulować o większą
      fachowość i bardziej przyjazną atmosferę wokół zdrowia dzieci?

      może mogłybyśmy stworzyć jakieś wyróżnienie dla lekarzy "którym się chce", coś
      w rodzaju akcji "różowa wstążka" w Twoim Stylu dla ginekologów?


      uff, ale sie rozpisałam....

      chyba musiało to wreszcie "ze mnie wyjść"....

      czekam na odzew i pomysły, wierzę że można taką akcję uruchomić, pomożecie mi???

      pozdr

      INKA
    • magda-lu Re: lekarze... szkodzą :( 31.01.05, 22:48
      Od kiedy mam dziecko (najpierw jeszcze w ciąży) nie mogę ochłonąć ze zdumienia
      jak medycyna jest względna i zależna od osobistego widzimisię lekarza. Wybór
      lekarza to niemal jak decyzja światopoglądowa, któremu uwierzyć. Przy tym
      narażamy sie na to, że pozostali"bogowie"będą krytykować naszego i udawadnić
      nam jak jest niekompetentny. Pamiętam jak skoczyło mi ciśnienie w ciąży a
      lekarka w szpitalu udawadniała mi, że mój ginekolog mnie źle prowadzi.
      Słuchałam jej płacząc i tłumaczyłam, że przecież ja nie wiem czy i co powinnam
      brać.
      To samo z pediatrami. Dzisiaj miałam przymusową wizytę u przypadkowego
      pediatry, potrzebowałam zwolnienia i myślałam, że mnie trafi. Pani doktor
      obraziła się na mnie, ze w weekend sama podałam leki, chociaż tłumaczyłam, ze
      dziecku najczęściej rzuca się na krtań i mam w domu leki. Następnie oczywiście
      skrytykowała naszego pediatrę. Bez słowa zbadała dziecko wypisała receptę i
      tyle. Ani co mu jest, ani na co te leki. Po prostu albo mi wierzysz, albo nie.
      Wśród leków był antybiotyk,gdyż ponoć szybciej mu minie. W związku z tym, że
      tempo wyleczenia jest mi mniej drogie niż unikanie antybiotyków, pojechaliśmy
      prywatnie do innego lekarza i cóż mam nadzieję, że to rzeczywiście wirusówka i
      obędzie się bez antybiotyków. Ale jestem potwornie zmęczona tym, ze czuję, ze
      tak naprawdę to na mnie spoczywa odpowiedzialność za zdrowie mojego dziecka. To
      ja, nie mając wykształcenia medycznego, muszę tak naprawdę wybierać lekarza i
      decydować się na takie czy inne leczenie.BRRRRPozdrawiam innych niezawodowych
      medyków.
      • ledzeppelin3 Re: lekarze... szkodzą :( 01.02.05, 13:24
        W ciąży dwóch mi mówiło, że się mam oszczędzać, ale niekoniecznie leżeć, a
        jeden tylko, że bezwzględnie leżeć, no i bezwzględnie leżałam.. Chyba dobrze
        jest zapytać kilku, i słuchać siebie. A w ciąży wiadomo- ostrożności nigdy za
        dużo. Mnie jak leżałam też kilka osób mówiło: Ja to do ostatniego dnia ciąży
        pracowałam...i po lekarzach nie chodziłam...Każdy ma wybór. Pewnie, że każdy
        lekarz powinien być idealny...
        • ledzeppelin3 P.S 01.02.05, 13:30
          A jeśli chodzi o pediatrów, to najgorzej wspominam szpital na Karowej, oddział
          noworodkowy..Nie zrobili dziecku najważniejszych badań diagnostycznych
          różnicujących, do dziś się pediatrzy leczący obecnie dziecko dziwią. No i
          glupota położnytch-"doradcow laktacyjnych" na Karowej, i niektórych
          wypowiadających się w czasopismach i na forach również poraża, służę przykładem
          z wlasnego życia.
          • grzalka lekarze do gazu 01.02.05, 14:19
            Proponuje wszystkich lekarzy zagnać do komory gazowej. Społeczeństwo będzie
            zdrowsze.
            Z poważaniem- grzałka, lekarz na macierzyńskim (przynajmniej sie częśc
            pacjentów uratuje)
            • ikaikaj Re: lekarze do gazu 01.02.05, 14:38
              grzalko popieram.
              przyszly lekarz na studiach.
              • barbin Re: lekarze do gazu 01.02.05, 15:43
                Również popieram.
                Szkodliwość grupy patoligicznych jednostek, jakimi są lekarze, wymaga
                kategorycznego wykluczenia ich ze społeczeństwa.
                Dodam,że w swojej szkodliwości jestem wyjatkowo zajadła: po 6 godzinach, za
                które mi płacą powinnam pójść do domu, ale, gdzie tam- SZKODZIĆ, to jedno o
                czym myślę i siedzę kolejne 3, nikomu nie daruję! Po połdniu zawsze ktos z
                rodziny lub sąsiadów wpada do mnie z kaszelkiem- jak śliwka w kompot, bo
                przecież ja tylko czekam na to, by mu zaszkodzić. W nocy 2-4 godzin czytam o
                nowych możliwościach szkodzenia- pasjonujące! Mój mąż tak się w szkodzeniu
                chorym zapamiętał, że nie widziałam go od 5 dni.
                Najbardziej korzysta na tym nasza córka, bo przecież ograniczony kontakt z
                psychopatami może jej wyjść tylko na dobre.
                Przykro mi, ale póki się za to nie weżmiecie, póki nas nie odstrzelicie,
                będziecie zagrożeni!
                Lekarka z powołania (do bycia matką).
                • ikaikaj Re: lekarze do gazu 01.02.05, 16:14
                  no ja zostane wystrzelona z calusienka rodzina...ale coz...sklonnosci
                  psychopatyczne sa dziedziczne...
                  a teraz ide uczyc sie jak zabijac, truc i mordowac bo jutro mam z tego egzamin.
                  • e_r_i_n Re: lekarze do gazu 01.02.05, 16:19
                    Ika, to jednak rezygnuje z tego naszego spotkania. Bojjje sie smile
                  • ledzeppelin3 Re: lekarze do gazu 01.02.05, 16:27
                    Też jestem lekarzem, kilka lat w zawodzie. I jeszcze parę lat temu (na studiach
                    i stażu)jak ktoś coś powiedział na lekarzy to pierwsza szłam na noże. Wiem, ile
                    zarabiamy, że zabijanie się na dyżurach za grosze to zwykła granda. I wiem, z
                    jakim zapałem te kilka lat temu chciałam pomagać "nawet za darmo". Mam mnóstwo
                    wspanialych kolegów. Ale dziś, gdy mam dziecko, które "dzięki" pediatrom
                    osiągnęło w 12 dobie po porodzie poziom bilirubiny 21,8 mg%, z konsekwencjami
                    czego męczymy się do dzisiaj (dziecko ma 6 m-cy), to mi trochę przeszło
                    bronienie wszystkich za wszelką cenę.Bo pani pediatra nie poinformowała mnie,
                    chirurga, że wypisując dziecko z bilirubiną 17,8 mg%, trzeba je poić wodą z
                    glukozą i dokarmiać mlekiem sztucznym, a nie wpajać mi, że TYLKO PIERSIĄ!!! w
                    momencie, gdy miałam za mało pokarmu. Za to, że mnie, lekarzowi, nie poświęciła
                    3 minut rozmowy po wypisie. Efekt? Odwodnienie, zagęszczenie, hematokryt 60%,
                    spadek masy urodzeniowej < 20%, pobyt w Klinice Noworodków i tam kolejne
                    karygodne zaniedbania. I nie zbadamie mnie kontrolnie po porodzie przez
                    ginekologów. Efekt? Endometritis w 14 dobie...Wiem, że to tylko może przypadek,
                    że źle trafiłam, że są bardzo dobrzy, poświęcający swoje zdrowie lekarzy
                    (choćby mój mąż),ale mam dziecko i cholernie mi żal, że tak się stało, jak się
                    stało. Dlatego bywam "nielojalna" w stosunku do swojej grupy zawodowej. Zyczę
                    powodzenia na egzaminie (a z czego?)
                    • mamakevina1 Re: lekarze do gazu 01.02.05, 23:49
                      Jestem zupełnym laikiem jeśli chodzi o medycynę ale jestem żywo zainteresowana
                      tą bilirubinką. Mój Synek został wypisany z poziomem 17, po czym już po
                      tygodniu wróciliśmy do szpitala na kroplówki i naświetlania. Wyszliśmy z
                      poziomem 8,5 i więcej badań nie było. Dziś Kevin ma 4,5 m-ca ale ja chciałabym
                      się dowiedzieć: jakie są objawy za wysokiej bilirubiny i jakie tego
                      konsekwencje? Co może grozić przy nie wyleczonej żółtaczce?! Wiem że nie na
                      temat posta ale bardzo proszę o odp.
                • verdana Bo trzeba wybrać 01.02.05, 16:17
                  Moim zdaniem należy wypróbować kilku lekarzy i wybrać tego, który nam
                  odpowiada. Bo nie zawsze pretensje do lekarza są dlatego, że źle leczy (choć i
                  ja spotkałam sie z kilkoma, których należałoby udusić, co najmniej). Po prostu
                  różni ludzie różnych rzeczy oczekują od lekarza.
                  Ja cenię dwie panie doktor. Obie są w gruncie rzeczy podobne. Nie lubią leczyć
                  (co ja tam wyniki będę leczyła, jak dziecko zdrowe...), umieją powiedzieć (a
                  wie Pani, ze zielonego pojecia nie mam, co to może być, hm...), słuchaja co do
                  nich mowię (nie, nie chcę do alergologa, chociaż dziecko ma katar od wrzesnia
                  do maja, ale wszystkich nim zaraża; nie nie chcę wymazu z gardła, ostatecznie,
                  jak ma tylko katar, to po co?).
                  Ale świetnie wyobrażam sobie matkę, ktora obie te lekarki uzna za
                  niekompetentne, niedouczone i lekkomyślne, a pójdzie do lekarza, który uwielbia
                  zapisywanie setek badań, aby wykryć przyczynę kataru, a dziecka nie pozostawi w
                  żadnym wypadku bez leczenia. I tak tez mozna.
                • olaart Re: lekarze do gazu 01.02.05, 17:05
                  Nie rozumiem dlaczego koleżanki - forumowiczki - lekarki tak bardzo się tutaj
                  obruszają? Tym bardziej, że przecież nie należycie do niedouczonych lekarzy,
                  olewusów, chamów, ignorantów, prawda?
                  Zauważcie, że w większości powyższych postów znajduję się sformułowania typu "
                  oczywiscie nie mam na myśli całego środowiska lekarskiego".

                  Mnie też przeraża, że dorych lekarzy jest tak mało i podpisuję się pod
                  petycją wink Proponuję jeszcze raz przeczytać cały wątek - wypowiadające się tu
                  matki nie oczekują wiele - ot kulturalnego zachowania, odrobiny życzliwości,
                  zaangażowania, rzetelnych informacji.
                • xxxinkaxxx Re: lekarze do gazu 01.02.05, 22:31
                  no taaaak, tego wlasnie sie spodziewalam, bo juz niejednokrotnie takie glosy
                  slychac.....

                  to uzalanie sie nad soba i okrutnym losem lekarza brrrrr,

                  powiem jedno - pracuje w audycie, gdzie norma jest praca przez co najmniej 6 m-
                  cy w roku po co najmniej 12h, o weekendach nie wspominajac....

                  norma sa tez wyjazdy, najczesciej w okropne dziury; przez kilka tygodni widuje
                  wtedy meza i dwoje moich dzieci tylko 1,5 dnia w weekend...

                  czasami naprawde mam dosc, zwlaszcza kiedy klienci sa nieprzyjemni i np. maja
                  jakies pretensje do firmy...

                  ale jest jedno ALE....
                  ja lubie to co robie, zdecydowalam sie to robic w zyciu a za moja prace,
                  decyzje, wypowiadane opinie wpelni odpowiadam...

                  jestem pewna, ze gdybym ja potraktowala klienta firmy tak jak wiekszosc
                  (powtarzam WIEKSZOSC, nie wszyscy) lekarze ktorych spotkalam potraktowali ,pje
                  dziecko to za przeproszeniem wylecialabym na zbity pysk!!!

                  i nie przyszlo mi do glowy nigdy usprawiedliwienie typu -"myle sie, bo musze
                  duzo pracowac i marnie mi placa....."

                  a moim jedynym "bledem w sztuce" moze byc strata pieniedzy, przez firme w
                  ktorej pracuje.....

                  do wszystkich oburzonych lekarzy, tych pracujacych i tych przyszlych:

                  nikt, absolutnie nikt nie kwestionuje tego ze wasza praca wymaga ogromnej
                  wiedzy, ze jest ciezka i wymaga poswiecen, ale na litosc boska nie udawajcie ze
                  nie widzicie tego ze w Polsce odpowiedzialnosc lekarzy za niekompetencje,
                  popelnione bledy i nieetyczne zachowanie jest znikoma, prawie zadna!!!

                  i szczerze mowiac- marzy mi sie takie srodowisko lekarskie, ktore zamiast sie
                  oburzac na jakiekolwiek slowa krytyki podejmowalo by kroki napietnowania
                  niekompetentnych lekarzy zamiast ich bronic....

                  na poczatek proponowalabym sie blizej przyjrzec zmianom w Kodeksie Etyki
                  Lekarskiej, ktore zostaly wprowadzone rok temu, to naprawde interesujaca
                  lektura.....

                  pozdrawiam

                  inka

                  • ikaikaj Re: lekarze do gazu 02.02.05, 17:58
                    hmmm...czy ktoras z nas napisala,ze nie lubi tego co robi?i usprawiedliwila
                    swoje bledy dlugimi godzinami pracy?chyba nie.
                    chcemy tylko powiedziec, ze tez jestesmy ludzmi. ja doskonale wiem,ze sa dobrzy
                    i zli lekarze i wcale tych zlych bronic nie zamierzam,ale chcialam zaprotestowac
                    przeciwko generalizacji i przypinaniu latek.
                    i prosze nie pisac,ze generalizacji nie ma bo sam tytul juz nia jest.
                    a co do losu lekarza...to wierz mi,ze jest on okrutny jak przychodzi do ciebie
                    pacjent, ktory przed wizyta nawet nie pofatygowal sie umyc...
                    mysle tez, ze w polsce problemem jest to ze dobrzy lekarze poprostu
                    wyjezdzaja...i ja sie im nie dziwie.
                    przyznaje racje, ze polska sluzba zdrowia pozostawia wiele do zyczenia, ale
                    mysle ze zeby moc cos zrobic trzeba by przeogromnej rewolucji...inaczej bedzie
                    to walka z wiatrakami...smutne, ale prawdziwe...
                    chetnie bym cos zrobila...ba!wszyscy moi koledzy z roku by cos
                    zrobili...tylko,ze jak sie za bardzo wychylimy to polecimy ze studiow i tyle
                    bedzie z nas jako lekarzy...nestety polska stoi w miejsco od kilkudziesieciu
                    lat. stoleczkow trzymaja sie stare kilki i nie probuj ich rozgromic bo marny
                    bedzie twoj los.
                    smuci mnie to wszystko bardzo i bardziej niz zlosc odczuwam poprostu
                    przygnebienie czytajac wasze posty. przykro mi, ze trafilyscie na takich a nie
                    innych lekarzy...ale obawiam sie,ze wyjedzie ich jeszcze wiecej i nie zostanie
                    tu nikt powazny...
    • gloria2 Re: lekarze... szkodzą :( 01.02.05, 16:30
      Ale skoro szkodzą, to po co do tych lekarzy chodzicie?
      Nie lepiej skonsultować się z sąsiadką, koleżanką albo forumowiczką - przecież
      one wiedzą więcej od wszystkich lekarzy!
      Potem można pójść do apteki, powiedzieć farmaceucie co się chce, zaordynować
      dzieciakowi dawkę taką jak się chce i niech żyje sobie na zdrowie.
      No przecież to takie proste...
      • jomamma bez przesady... 01.02.05, 20:37
        ...nie można tak wszystkiego generalizować. Gloria, wybacz, ale to okropnie
        infantylne, co piszesz. Oczywiście, że będę chodzić do lekarzy, tak jak będę się
        miotać w urzędach z niekompetentnymi urzędnikami, mocować się z fatalnymi
        hydraulikami itp. - tylko że oni nie narobią aż takich szkód, nawet gdyby
        chcieli. A ja cóż, nie zacznę studiować medycyny dla potrzeb domowych.
        Swoją drogą wiedziałam, że gruchną wielkim głosem lekarze o swoich zarobkach,
        sytuacji itd. Tylko czy to jest usprawiedliwienie dla złego leczenia?
        Tak się składa, że że ja dokładam do ich pensji chodząc prywatnie, a
        ubezpieczenie "pracowe" mam w niezłej klinice, gdzie lekarze dostaja naprawdę
        przyzwoite pieniadze, i co? I takie kwiatki jak pisałam wcześniej. Mało? A to
        proszę bardzo: będąc na początku ciąży z wynikiem toksoplazmozy idę do lekarza,
        który mi mówi, że to początek zakażenia. Lecę do domu, sprawdzam w internecie i
        umieram, czytając co się może wydarzyć. Jest późno, zostaję z taką wiadomościa
        na całą noc, przeryczana zresztą. Rano umawiam się do specjalisty chorób
        zakaźnych, żeby dowiedzieć się co z tym robić i co słyszę? "nie ma żadnego
        zakażenia!!!! Wynik jednoznacznie wskazuje na to, że przechodziła pani zakażenie
        wiele lat temu, i jest pani odporna na tę chorobę. W ogóle nie ma się czym
        martwić" I co powiecie? Co zrobić lekarzowi, który mnie tak śmiertelnie
        wystraszył? Nic? Powiedzieć: ja pana rozumiem, bo pan jest miły dla pacjentów, a
        w ogóle to mało pan zarabia, to wszystko oczywiste..., nie ma sprawy...
        Nie wiem jak postępować z kimś, kto nie myśli w swojej pracy, robi szkody. Nie
        chodzi mi o lincz ale o jakieś zwrócenie uwagi, zasygnalizowanie przełożonemu,
        no nie wiem...
        Jomamma
        • gloria2 Re: bez przesady... 07.02.05, 18:58
          Jomamma,
          Mój post nie był niczym innym jak skwitowaniem żalów przelewanych na całe
          środowisko lekarskie po kilku niesatysfakcjonujących wizytach u lekarza. Jeśli
          odebrałaś go jako infantylny, to przypuszczam, że albo nie masz poczucia humoru
          albo sama nie do końca potrafisz sprecyzować, czego tak naprawdę oczekujesz
          zakładając taki wątek.

          W Twoim opisie przygód z lekarzami nie widzę tak naprawdę żadnej szkody, która
          by była konsekwencją złego leczenia lub zaniedbania lekarskiego. W każdym
          poście natomiast aż kipi od emocji. Czasem natomiast lepiej jest poskromić
          emocje i starać się nawiązać partnerskie relacje z lekarzem. Czy słyszałaś
          kiedyś o takich relacjach?

          Kolejna sprawa - kto ci każe iść do lekarza, który Ci nie odpowiada. Jak mi
          ktoś w czymś nie odpowiada, (niezależnie czy to lekarz, fryzjer, ekspedientka)
          i nie jestem w stanie wpłynąć na polepszenie jakości naszych relacji, to szukam
          lepszych lekarzy czy usługodawców i nie tracę energii na bicie piany, gdyż to
          niczego nie rozwiązuje. Problemy pojawiające się na styku z konkretnymi ludźmi
          najlepiej rozwiązywać z tymi konkretnymi ludźmi.

          Ja szanuję lekarzy i jestem im wdzięczna, bo mam za co. Dzięki ich opiece żyję,
          a nawet mogę chodzić i ruszać rękami. A ty zapewne nie masz za co.
          Przypuszczam, że lekarz widzi, który pacjent traktuje go jak rzemieślnika. To
          czasem implikuje jakość leczenia. Wówczas pacjent nie mając zaufania do lekarza
          zaczyna leczyć się u innych lekarzy i porównuje ich diagnozy i instynktownie
          wybiera tego gdzie diagnoza była najkorzystniejsza, a niekoniecznie trafna. Nie
          jest lekko umierającemu pacjentowi leczyć się u lekarza, do którego nie ma
          szacunku i zaufania. Podobno umiera się wtedy trudniej.
    • ania.silenter_exunruzanka Re: lekarze... szkodzą :( 01.02.05, 16:45
      nie wszyscywink - moja mama to lekarz z powołania (dorobiła się "tylko" szacunku
      i miłości swoich pacjentów - uważam, że to bardzo dużosmile)).
      Spotkałam w swoim życiu (a raczej życiu mojej Oli) wielu lekarzy - i bardzo
      dobrych (wręcz znakomitych) i bardzo złych, i z ludzkim, serdecznym podejściem
      do pacjenta i o marnych duszyczkach - jak to w życiu. Wszystko zależy od
      człowieka. A obecny system opieki zdrowotnej w Polsce uważam za skandal (nie
      tylko ja z resztą, chyba wszyscysad). Moja mama mówi, że bardzo współczuje
      młodym lekarzom...A że w tym zawodzie trafiają się czarne owce albo konowały...
      Szkoda tylko, że przekonujemy się o tym na własnej skórzesad((.
      pozdrawiam
      • ledzeppelin3 Re: lekarze... szkodzą :( 01.02.05, 17:22
        Wasze słowa dają mi wiele do myślenia. Z wiekiem i z doświadczeniami nabiera
        się pokory (mówię jak stuletnia staruszka, a co). Ja teraz będąc na
        macierzyńskim też myślę, jak być lepszym lekarzem, co zrobiłam nie tak, jak
        bardziej szanować pacjentów. Wiecie, czasami człowiek naprawdę daje mnóstwo z
        siebie, czas znacznie powyżej godzin pracy, nerwy, uczucia, emocje, kawałek
        życia, a przychodzi koniec miesiąca i dostaje 1000 zł i musi szukać drugiej
        pracy poza szpitalem (jakiej drugiej! trzeciej, przecież dyżury to drugi etat)
        i nie ma w ogóle czasu na własne życie, i ma się dość wszystkiego...Pewnie, że
        to nie wina pacjenta, że pacjenta to nic nie musi obchodzić. Ale to, co
        dostajemy za ciężką pracę, jest demoralizujące i gorszące. I tyle.
        • ikaikaj Re: lekarze... szkodzą :( 01.02.05, 17:36
          no wlasnie...moja mama pracuje w 4 miejscach, po 10-12 godzin dziennie. jest
          nawet "szycha" w swojej dziedzinie i co z tego ma? ano tyle,ze juz drugi miesiac
          jedna z prac nie wyplacila jej pensji (a najmlodsze dziecko wlasnie na
          studniowke trzeba bylo wyszykowac), poza tym pacjenci ktorzy swoja zlosc na NFZ
          wyladowuja na mamie albo jej pielegniarkach...i wierzcie mi, ze jak przychodzi
          do domu to nie opada na kanape w atlasowym obiciu, tylko staje przy garach a
          potem do drugiej w nocy pisze artykuly naukowe i sprawdza prace swoich
          doktorantow...
          lekarz tez jest czlowiekiem...
          p.s.ledzeppelin-wkuwam neurologie...bedzie "malutkie" zaliczonko na koniec
          semestru...oby poszlo gladko i sprawniesmile
          • ledzeppelin3 Re: lekarze... szkodzą :( 01.02.05, 18:01
            Dobrze będzie! chociaż neurologia upierdliwą jest, przyznaję.
        • magi731 Re: lekarze... szkodzą :( 04.02.05, 12:12
          Ja zarabiam 600zł. Pracuję codziennie po 8, czasem 10h. i w soboty. A w moim
          środowisku nie znam lekarza, który nie miałby pięknego domu, pieknego jednego
          albo 2-czy 3 samochodów, który nie jeździłby latem nad ciepłe morze a zimą na
          narty. Ale proszę bardzo, leczą ludzi, pomagają więc niech mają. Ale dlaczego
          nie potrafią pomóc dziecku w najprostszych przeziębieniach nawet. Katar u
          mojego 6-mies.synka leczyłam u 3 lekarzy. Jedna pani doktor powiedziała "no tak
          to już jest, takie pogody", druga przepisała antybiotyk, 2xdziennie po 7,5ml, w
          ulotce pisze po 2,5ml, dzwonię, tak trzeba dawać jak przpisałam, po każdej
          dawce dziecko wymiotuje. Dostało więc od tej samej pani doktor zastrzyki. I tak
          nie przeszło. Trzecia pani doktor się przeraziła, że aż taka dawka antybiotyku.
          I wreszcie ta trzecia pomogła. Oczywiście w prywatnym gabinecie.
          Drugi przykład. Na szczepieniu pani doktor zaleciła zmianę mleka. Zmieniłam.
          Dziecko po każdym karmieniu wymiotuje. Dzwonie do niej a ona z pretensją w
          głosie że przecież po szcepieniu nie zmienia się diety czyli mleka. Ale
          dlaczego nie powiedziała mi o tym od razu.
          Mogłabym jeszcze dłużej ale może wystarczy.
    • anek.anek do forumowiczek lekarek 01.02.05, 21:58
      Dziewczyny, nikt tutaj nie powiedział chyba, że wszyscy lekarze są "be".
      Sama się nauczyłam, niestety na doświadczeniach, że jako matka muszę sama
      dopytywać, szukać informacji, konsultować z innymi lekarzami. To chyba nie do
      końca tak powinno być. Mam zaufaną pediatrę, ale ona jest wyłacznie pediatrą, a
      więc zajmuje się ogólnym rozwojem i chorobami mojego dziecka, nie stawia
      diagnozy ani nie podemuje decyzji jeśli chodzi o jakieś wyspecjalizowane
      problemy, jedynie sugeruje i szuka dla mnie dobrych kontaktów.
      Jestem przeciwna sformułowaniu "lekarze szkodą", ale nie jestem przeciwna
      stwierdzeniu, że ok połowa lekarzy (to moja własna statysyka oparta na
      autopsji) nie potrafi właściwie postawić diagnozy lub zaordynować właściwego
      sposobu leczenia.
      a najwiecej niedomówień, lub raczej pomówień bierze sięz tąd, że nadal pokutuje
      u nas pojęcie: pacjent NIE MUSI ZNAĆ SZCZEGÓŁÓW. Gdyby lekarz ordynujący jakieś
      leki wyjasniał jednocześnie w szczegółach dlaczego robi właśnie tak a nie
      inaczej, jak one działają, na czym polega cały mechanizm choroby, i gdyby
      zaznaczali, że nie są pewni czy kuracja pomoże i czy jest własciwa (daję im
      prawo do takiej niewiedzy, bo biologia nadal jest tak naprawdę zagadką), to nie
      byłoby tylu oskarżeń. Lekarze jednak patrzą z góry i mówią tylko: pani jest
      chora na XY, proszę brać tabletki ZX. To wszystko.
      Z dzieckiem musiałam odbyć ok 6 konsultacji ortopedycznych, żeby w końcu trafić
      na specjalistę od danego problemu, który w ludzki sposób postawił diagnozę i
      wytłumaczył dlaczego zdecydowałby się na taki a nie innny sposób leczenia.
      Opisał mi również inne sposoby, wyboru dokonywałam ja. To był wyjątek.
      Przy innej okazji trafiłam na rzy tygodnie z maluchem, i chociaż diagnoza
      została postawiona właściwie i to od razu, to nikt npomimo moich pytań nie
      wytłumaczył mi co tak naprawdę ta choroba powoduje i dlaczego leczy się ją tak
      a nie inaczej. W końcu poprosiłam własną pediatrę żeby nas tam odwiedziła,
      obejrzała kartę i wytłumaczyła o co tak naprawdę chodzi. I tak zrobiła, w
      tajemnicy przd lekarzami ze szpitala żeby nie było w środowisku "smrodu"sad(
      Nie oczekuję tego żeby lekarz wiedział wszystko i zawsze. Oczekuję jednak tego
      żeby zanim przepisze antybiotyk zlecił antybiogram (dobrze napisałam?) albo
      przynajmniej powiedział dlaczego jego zdaniem to właśnie bakterie a nie wirusy.
      Itd, itp. Mam nadzieję, że jesteście lekarzami, którzy traktują pacjenta
      poważnie.
    • lgosia1 Re: lekarze... szkodzą :( 01.02.05, 23:36
      to ja opowiem swoją historię....
      Byłam w czwartym tygodniu ciąży - drugim tygodniu od zapłodnienia i....
      moja ginekolog powiedziała, że jestem w 6 tygodniu ciąży i że mam nazajutrz iść
      na USG z kasetą video i mężem, bo będziemy słuchać bicia serduszka;
      ginekolog na USG powiedziała, że sobie ciążę uroiłam i że moje jajniki
      wyglądają tak jakby nigdy nie jajeczkowały i chyba jestem kobietą perfekcyjną,
      której się wydaje, ze wszystko może mieć, a tu "proszę pani nie zawsze można
      mieć wszystko";
      dopiero po przeryczanym przeze mnie weekendzie, spędzonym przy lekturze forum
      bezpłodność, gdzie dowiedziałam się jakie badania mogłyby mi pomóc w
      zdiagnozowaniu np ciąży pozamacicznej (czego się obawiałam po tych powyższych
      diagnozach), później po 2 tygodniach robienia badań na własną rękę i szukaniu
      wiedzy na forum na własną rękę, po 2 tygodniach gryzienia paznokci z nerwów,
      ryczenia ze strachu trafiłam na lekarza który powiedział to, co powinien mi
      powiedzieć pierwszy ginekolog, że "jest to wczesna ciąża, więc jeszcze nic na
      pewno nie wiadomo, że USG-aparat mogło być złej jakości, lub ciąża za mała, by
      ją zobaczyć, że we wczesnej ciąży trudno rozpoznać dokładnie wiek, że owszem
      istnieją różne ryzyka min. ciąży pozamacicznej, że w związku z tym mam u siebie
      obserwować takie a takie objawy; jak będą "takie" to mam robić to i to, a jak
      będą "inne" to ma robić to i tamto. I tak naprawdę cały jego czas poświęcony
      mnie sprowadzał się do stwierdzenia, że on nie wie czy jestem w ciąży czy nie.
      Ale wyjaśnił mi wszystkie ewentualności. Poświęcił mi czas i wszystko dokładnie
      wytłumaczył. Zrobił to z sercem i współczuciem.
      Natomiast ta pani, która w drugim tygodniu ciąży kazała mi słuchać serca
      dziecka i ta pani która sugerowała moją bezpłodność.... No cóż - są
      odpowiedzialne za dwa tygodnie niewyobrażalnego stresu.
      Po tych początkowych "przygodach" wybrałam ginekologa, który na większość moich
      pytań odpowiedział "nie wiem". Wiedziałam, ze będzie uczciwy. W siódmym
      miesiącu zaczęły się kłopoty z moją ciążą. Mój ginekolog nie wiedział jak mocno
      powinnam się oszczędzać. Nie wiedział, czy wszystko się dobrze skończy. Nie
      wiedział też czy leki, które mi zapisuje przyniosą więcej pożytku czy szkód.
      ALe mówił to uczciwie i to było uczciwe. I wspólnie podejmowaliśmy decyzje.
      Dużo mnie słuchał
      I już myślałam, że z moim doświadczeniem w "przygodach" z lekarzami będzie mi
      łatwo znaleźć odpowiedniego pediatrę. Ale minęło 9 miesięcy i nadal szukam.
      Jeden pediatra każe dawać mojemu dziecku końskie dawki wit D a na moje
      wątpliwości odpowiada "chce pani zrobić krzywdę dziecku?". Drugi pediatra z tym
      samym argumentem "chce pani zrobić krzywdę swojemu dziecku?" zabrania mi
      podawania wit. D.

      Wydaje mi się, że głównym grzechem niektórych lekarzy jest przekonanie o swojej
      nieomylności. Szafowanie diagnozami. Niesłuchanie pacjentów. Strasznie mnie
      irytuje traktowanie pacjenta jako laika, któremu nie ma sensu nic tłumaczyć.
      Kilkanaście razy w trakcie ciąży spotkałam się ze stwierdzeniem "nie będę pani
      tłumaczył, bo przecież pani i tak się na tym nie zna, proszę mi zaufać.
      Ale na czym ja to zaufanie mam opierać????? No na pewno nie na swoim
      doświadczeniu z lekarzamisad((((
    • anitat Re: lekarze... szkodzą :( 02.02.05, 00:26
      jest grudzień, Michał lat 3 kaszle jak gruźlik od wrzesnia, brak goraczki, brak
      zmian osłuchowo w oskrzelach i płucach, pogodny, ruchliwy, gardło czyste
      diagnoza lekarza (osłuchiwał Michała co 2 tygodnie) - alergia wziewna
      zrobiłam testy - niewiele wyszło, podawałam leki p/alergiczne - nie pomagały
      poczytałam w necie, pytam lekarza, a może by tak prześwietlić?
      "nie, nie ma po co, ja się na takich rzeczach znam, miałam już wiele takich
      przypadków, całkiem nieźle sobie z tym radzę"
      prześwietliłam, zrobiłam badania krwi - zapalenie płuc
      poszłam z wynikami do lekarza: "to nie musi być świeże, to może być stan po
      zapaleniu" - komentarz lekarza, który osłuchiwał dziecko co dwa tygodnie przez
      ostatnie trzy miesiące
      z zapalenia płuc wyciągnął dziecko zaufany lekarz - pediatra - nefrolog (lekarz
      z powołania)
      bez komentarza
      Anita
    • lgosia1 Re: lekarze... szkodzą :( 02.02.05, 18:48
      mi się wydaje, że trochę winy w takim stanie rzeczy ponoszą też sami pacjenci.
      A konkretnie ich uniżono-bałwochwalczy stosunek do lekarzy. Wystarczy, że
      poobserwuję zachowanie bliskich mi osób. Mój poważnie chory tato akurat teraz
      najwięcej ma do czynienia z lekarzami. Traktuje ich jak bóstwa, boi się spytać,
      boi się przerwać, boi się pójść do drugiego lekarza, bo a nuż ten pierwszy się
      o tym dowie i jeszcze gorzej będzie go traktował niż teraz go traktuje. W
      rejestracji na moje pytanie "jaki tytuł naukowy ma ten lekarz" pani
      odpowiada "o co pani chodzi? jak jaki tytuł, przecież to doktor X" Ja
      wyjaśniam, że chodzi mi czy doktor x to dr, czy lekarz tradycyjnie nazywany
      doktorem. Na to pani robi aferę, na cały głos wykrzykuje w poczekalni, że o co
      mi chodzi i po co mi to wiedzieć..... No i spalona jestem w tej rejestracji.
      Nigdy nie ma dla mnie wolnych numerków. Moja wykształcona ciocia idzie na
      konsultacje do pani profesor, płaszczy się, przymila, żeby tylko chwilę
      porozmawiać. Pani profesor każe czekać, ale nie przychodzi. Telefonicznie nie
      ma czasu rozmawiać, prywatnie niestety nie przyjmuje. Ciocia chce tylko jedno
      pytanie zadać. Jak już po kilku przyjściach "na darmo" udaje jej się dorwać
      panią profesor, to na tej konsultacji z tego szczęścia, ze jej się udało nie
      śmie przeszkadzać, nie śmie zajmować czasu dodatkowymi pytaniami.

      Ha .... sama też nie jestem lepsza. Udało mi się dostać szybko z dzieckiem do
      alergologa. Pani alergolog z powołania, mimo, ze najbliższy numerek wolny
      dopiero za miesiąć, pozwala mi się umówić za dwa dni - póki są jeszcze zmiany
      na skórze mojego małego. Przygotowałam sobie na kartce przemyślane rzeczowe
      pytania. Myślałam nad nimi strasznie długo, by nie były głupie, by nie zajmować
      czasu pytaniami, które nic nie wnoszą, by nie były to pytania, na które
      odpowiedzi mogę znaleźć w pierwszej lepszej dziecięcej gazetce. I co? Nie
      pozwoliła mi pani doktor dokończyć żadnego z tych pytań. Uruchomiła słowotok,
      który nic nie wnosił, mówiła o tym co już wiedziałam, słuchała początku pytania
      i przerywała myśląc, że wie o co mi chodzi i że szybciej będzie już mi
      wyłuszczać problem. W rezultacie zaczynałam zadawać pytanie od nowa starając
      się je dokończyć. Wizyta mogła być krótka, ale przedłużała się w
      nieskończoność, bo postanowiłam nie dać się zbyć. Zrobiło się mało miło a kara?
      Kara jest taka, że na najbliższą wizytę ponowną muszę czekać 3 miesiące. I
      wiem, że nie jest to wina lekarki, bo to że mnie przyjęła aktualnie po dwóch
      dniach od rejestracji było jej dobrą wolą. Ale ten przykład nauczył mnie, że
      następnym razem lepiej nie zadawać pytań, lepiej być uniżono-bałwochwalczą, bo
      może znowu pani wykaże dobrą wolę i przyjmie moje dziecko wtedy, kiedy
      potrzebuje pomocy.
      Przykłady mogłabym mnożyć. Jesteśmy jako pacjenci za grzeczni, zbyt
      zakompleksieni wobec PANÓW DOKTORÓW, zbyt pokorni wobec choroby,
      przerażeni "władzą" i zależnością od lekarzy. Niejednokrotnie nasze życie
      spoczywa w ich rękach. Nie pytamy, pozwalamy się źle traktować, nie wymagamy.
      Wobec chorego systemu, w którym lekarz nie ma czasu na wysłuchanie pacjenta
      lepiej być miłym i niewymagającym, bo wtedy jest szansa, że lekarz się zlituje
      i przyjmie nas wbrew systemowi, poza numerkiem. No i mamy.... to co mamysad(((
    • przedszkolak2 Re: lekarze... szkodzą :( 02.02.05, 19:02
      Kolejny wątek z cyklu: lekarze mordują, księża kradną , a nauczyciele dręcza
      nasze dzieci.
      Szkoda tylko,że wszysco dobrzy, mądrzy i skłonni do poświęceń ludzie, wybrali
      wszystkie inne zawody, oprócz powyższych smile)
      • szwedka_kredka Re: lekarze... szkodzą :( 02.02.05, 20:50
        sędziowe biorą
        smile
      • lgosia1 Re: lekarze... szkodzą :( 02.02.05, 20:55
        a szkoda, że niektórzy tak bagatelizują problem i właśnie generalizują
        Przecież wątek jest o tym jak trudno znaleźć dobrego lekarza i że mamy tego dość
        • xxxinkaxxx Re: lekarze... szkodzą :( 02.02.05, 21:21
          właśnie ...
          - najgorsze jest jednak to, że nikt tu nie twierdzi, że wszyscy sa tacy, ale za
          to (jakze czesto!) srodowisko lekarskie reaguje wrecz histerycznie na
          jakakolwiek krytyke....
          to naprawde daje do myslenia....

          i niestety nie wrozy nic dobrego, a juz napewno nie szybkich zmian na lepsze...
          • barbin Re: lekarze... szkodzą :( 03.02.05, 15:48
            Na podstawie przeczytanych wątków widzę, że najbardziej zarzuca się lekarzom
            brak "chęci", brak czasu dla pcjenta, brak informacji. W tej kwestii muszę
            powiedzieć, że wszyscy jesteśmy TACY, w zależności od czsu i możliwości jakimi
            dysponujemy.
            Przepraszam,że jeszcze raz napiszę o sobie, ale chciałabym powiedzieć jak to
            wygląda z mojej strony. Jestem zatrudniona do godz. 14, 60 % moich kolegów
            lekarzy zostało zwolnionych- przez oszczędność, pacjentów nie ubyło. Tak więc,
            aby zająć sie wszystkimi pacjentami rzetelnie, bez niedoróbek, muszę posiedzieć
            do 17. Wszystko byłoby OK, tylko,że o tej godzinie pacjenci w dalszym ciągu
            reagują złością i często awanturą na moja chęc wyjścia do domu: bo żona pana X
            właśnie przyjechała i chce porozmawiać, bo panu Y,który rano został wypisany i
            nie chciał L4, teraz nagle sie odwidziało i w trybie pilnym potrzebuje.
            I nikogo nie interesuje to,że ja już powinnam być dawno w domu ze swoim
            dzieckiem, że muszę za ten czas zapłacić mojej niani (mimo,że mi nikt za
            nadgodziny nie płaci).
            Nie oczekuję wdzięczności od swoich pacjentów, ani tego,ze kiedyś zarobię
            średnią krajową, ale wieczne pretensje i roszczenia sprawiaja, że mi się
            wszystkiego odechciewa.
            Napiszę też o solidarności lekarskiej.
            Razem ze mną pracuje kolega, znienawidzony przez pacjentów,właśnie dlatego,że z
            nimi nie rozmawia, nie ma dla nich czasu. Do godziny 14 pracuje na pełnych
            obrotach, dwa szybkie pytania skierowane do chorego, badanie , zabieg, zlecania
            wpisane do karty pielęgniarskiej, kolejny pacjent, wypis i recepty wręczane
            chorym w biegu i towarzyszący temu lakoniczny komentarz. Punktualnie o
            14 "zrywa się" i wtedy to już tylko ja muszę słuchać pretensji jego
            niedoinformowanych pacjentów. Mają racje,że chca więcej, zgadzam się z tym.
            Ale zawsze go będę bronić. Dlatego,że facet ma 45 lat, 3 dzieci i pensję 980
            zł, w związku z tym gna do poradni w sąsiednim mieście na godz. 14,30, a potem
            jeszcze gabinetu, co drugi dzien ma dyżur na pogotowiu. Nie może sobie pozwolić
            na to,żeby przesiadywać w pracy po godzinach, tak jak ja. Podniesiecie krzyk:
            znowu te pieniądze! Oczywiście,że tak, bo według mnie, facet byłby totalną
            świnią, gdyby 1-go przyniósł żonie taka pensyjkę i powiedział radżcie sobie
            sami, bo ja będa pracować dla idei. Na tym polega moja solidarność lekarska:
            rozumiem go i współczuję, bo dla niego ta sytuacja wcale nie jest komfortowa .

            Pozdrawiam, lekarka na urlopie.
            • iwcia75 Re: lekarze... szkodzą :( 03.02.05, 17:01
              mam nadzieje,ze po przeczytaniu postu Barbin niektorzy sie zastanowia. dodam do
              tego tyle,ze wsrod nauczycieli takiej solidarnosci nie ma.
              • ledzeppelin3 Re: lekarze... szkodzą :( 03.02.05, 18:14
                I może pani pracująca w audycie napisze (w przybliżeniu) jaką dostaje pensję...
                • iwcia75 Re: lekarze... szkodzą :( 03.02.05, 18:47
                  nie wiem,co to audyt,ale nie wiem,jak w ogole mozna cokolwiek porownywac z
                  praca lekareza (czy nawet pielegniarki). to bardzo odpowiedzialna praca,a
                  warunki do niej nienajlepsze w Polsce,do tego dochodza ciagle narzekania na
                  lekarzy. ja sie nie dziwie,ze niektorzy maja dosyc-dwoja sie i troja,a i tak na
                  nich narzekaja.
                  przebywajac w szpitalu widzialam wscieklego ordynatora- ojciec jakiejs
                  ciezarnej zadzwonil z pretensjami,ze corke sterydami lecza. wiekszosc
                  pielegniarek to przemile babki, pomimo zarobkow stac je na usmiech, lekarze
                  bardziej sfrustrowani z powodu przeciazenia, duzej odpowiedzialnosci-ale jak na
                  te warunki, nie zauwazylam,zeby ktorys mnie olal, zlekcewazyl, byl niemily, nie
                  informowal o czyms. wprost przeciwnie. 2 razy bylam w szpitalu w czasie ciazy i
                  nie mam na co narzekac- czulam sie bezpiecznie i dobrze(jak na szpital
                  oczywiscie,bo to nie dom).
                  ze wszystkich tych lekarzy i pielegniarek tylko jeden i jedna byli beznadziejni-
                  powiedzialabym falszywi, mili na pokaz.
                  • jomamma to już licytacja! 03.02.05, 20:57
                    ja widzę, że wątek przegiął się niebezpiecznie na stronę głosowania na tych, czy
                    na tamtych. Po co? Czy to ma jakikolwiek sens?
                    Zaczynając go po pierwsze byłam wściekła po nieudanej wizycie u lekarza i
                    chciałam się tym podzielić z forumowiczkami, po drugie, i to chyba ważniejsze -
                    chciałam poradzić się, ewentualnie wypracowac tutaj sposób w jaki mozna
                    rozmawiać z lekarzem, który nas zbywa (bo może właśnie spieszy się do swojej
                    trójki dzieci wink oraz to, co można zrobić kiedy lekarz popełni bład.

                    Nie chcę wdawać się w dyskusję o wyższości pracy (i poświęcaniu się) lekarzy nad
                    innymi. Bo rozumiem i współczuję im. Ale nie zgadzam się na to, żeby niska
                    pensja lekarza była argumentacją na złe leczenie, czy złe traktowanie pacjenta.
                    I tyle.

                    natomiast chetnie posłucham tego jak ktoś poradził sobie z lekarzem, który
                    rządzi w gabinecie i nie zajmuje się takimi rzeczami jak rozmowa, czy
                    wyjaśnianie pacjentom tego, co im dolega. Oraz jak załatwiłyście sprawę z błędem
                    lekarskim.

                    Będę bardzo wdzięczną jomammą, i chętnie dorzucę niebawem przykład swojej
                    niedawnej (szkoda, że dopiero teraz...) asertywności względem lekarza. Może
                    komuś się przyda smile TYmczasem pędzę do swojej małej.
                    Pozdrawiam
                    Jomamma
                • xxxinkaxxx Re: lekarze... szkodzą :( 03.02.05, 23:56
                  .... tyle samo ile lekarz w pracujacy w prywatnym centrum medycznym, w
                  niepelnym wymiarze godzin....
                  • przedszkolak2 Re: lekarze... szkodzą :( 04.02.05, 00:01
                    to znaczy?
                    • xxxinkaxxx Re: lekarze... szkodzą :( 04.02.05, 08:05
                      pełna informacja, dostępna dla wszystkich zainteresowanych, w Gazecie
                      wyborczej "Polska lista płac".....
                      pozdr
                      • ivia Re: lekarze... szkodzą :( 04.02.05, 08:50
                        Czytam ten wątek i w jego znacznej części słychać pieniądze, a właciwie ich
                        brak, bardzo niskie zarobki lekarzy, przeciążenie pracą, praca na dwa etaty
                        albo trzy itp. Z pewnością jest cała rzesza kiepsko zarabiających lekarzy, ale
                        ja takich nie znam. Ale znam takich, którzy jeżdżą drogimi samochodami,
                        wyjeżdżają w Alpy na narty, na Majorkę, mają prywatne apteki tudzież gabinety
                        lekarskie i wcale nieźle im się wiedzie. Co nie przeszkadza im windować cen za
                        swoje usługi w prywatnym gabinecie, a wizyty darmowe (finansowane z Kasy
                        chorych, to nie wiem czy takie całkiem darmowe) są ograniczone do pięciu osób
                        tygodniowo, i żeby się tam dostać trzeba zaplanować chorobę z około 5-
                        miesięcznym wyprzedzeniem.
                        Nie piszę tego tak sobie z powietrza, mojego wujaka siostra i jej mąż są
                        lekarzami, spotykamy się z nimi czasami przy okazji imprez rodzinnych (komunia,
                        chrzest) i zawsze po ich wypowiedziach pozostaje pewien niesmak, bo jak lekarz
                        może powiedzieć o swoich pacjentach, że słabi niech giną?

                        A jeśli chodzi o przeciążenie pracą i zarobkowaniem na trzy etaty: mój mąż nie
                        ma obecnie żadnego etatu i gdyby ktoś mu powiedział, że ma dla niego zajęcie
                        ale to będzie praca na e etaty to pobiegł by w podskokach.

                        Nie chciałam nikogo urazić, wiem że nie wszystko wygląda tak jak my to widzimy,
                        ale wydaje mi się, że ten wątek w większości odnosi się do tego typu lekarzy, a
                        nie tych pełnych poświęcenia i chęci niesienia pomocy.

                        Ivia
                        • ikaikaj Re: lekarze... szkodzą :( 04.02.05, 13:38
                          ivio, prosze powiedz mi jaka specjalizacje ma to twoje wujostwo, bo bardzo
                          zaintrygowalo mnie skad maja tyle peniedzy!
                          u mnie w rodzinie jest przynajmniej 7 roznych specjalizacji i nikogo nie stac na
                          coroczne wyjazdy w alpy i na majorke.
                          podkreslam,ze nie pisze tego zlosliwie, pytam o te specjalizacje bo chce wam
                          uswiadomic ze sa specjalizacje bardziej lub mniej "oplacalne". nie kazdy moze
                          otworzyc wlasny gabinet, a wiec mysle ze jednak bogatych lekarzy jest mniej niz
                          tych przecietnychsad
                          • iwcia75 Re: lekarze... szkodzą :( 04.02.05, 14:01
                            pewnie dentysci lub ginekolodzy. wydaje sie,ze oni moga najwiecej zarobic
                            prywatnie
                          • ivia Re: lekarze... szkodzą :( 04.02.05, 14:46
                            On jest neurochirurgiem, pracuje w szpitalu, ma prywatny gabinet i aptekę, w
                            ogóle to taki zimny, cwany gość. Za wypisywanie recept na wybrane leki, firmy
                            farmaceutyczne sponsorują im wyjazdy w alpy albo na majorkę, mówił, że kiedyś
                            najzwyczajniej dostawali za to kasę, ale teraz firmy się boją, że ich ktoś
                            oskarży o korupcję i dostają wycieczki, na które - dziwnym trafem -
                            przyjeżdżają sami lekarze.
                            Ona jest ginekologiem i jest raczej cichą kobietą, więc nie wiem jakie są jej
                            poglądy, czy słabi mają ginąć czy też mogą sobie pożyć, ale nigdy się nie
                            przeciwiła mężowi.

    • melka_x Re: lekarze... szkodzą :( 04.02.05, 09:50
      Nie powiedziałabym, że lekarze szkodzą. Po prostu jak w każdym zawodzie są
      mistrzowie, dobrzy rzemieślnicy i partacze. Oskarżanie ogółu jest krzywdzące
      dla wielu wspaniałych lekarzy. Ale też w takich dyskusjach zawsze zastanawia
      mnie jedno, dlaczego tylu lekarzy (jak lekarki czy przyszłe lekarki w tym
      wątku) tak gwałtownie reagują na tego typu tematy? Sądzę, że nawet jeśli
      komunikaty otoczenia są bardzo bolesne dla nas, to zawsze trzeba się zastanowić
      skąd się biorą i potraktować je jako komunikat zwrotny dotyczący naszego
      zachowania. Lekarzy też się to tyczy. Ja się nie obrażam jak klient twierdzi,
      że ktoś wykonujący ten sam zawód co ja spartaczył to co zrobił, nie traktuje
      tego jako ataku na mnie i nie czuję się zobowiązana do obrony tylko dlatego, że
      źle oceniona osoba wykonuje ten sam zawód co ja (a zapewniam, że wiele się
      naczytałam i nasłuchałam złego o moim zawodzie).

      I nie tłumaczyłabym wszystkiego zarobkami, choć zgadzam się, że te są
      skandaliczne. Gdyby wszystko było kwestią kasy to lekarze pracujący w
      prywatnych klinikach byliby zawsze kompetentni i uprzejmi, a nie zawsze tak
      jest. Gdyby to była kwestia kasy, to nie zdarzałoby się, że spośród dwóch
      lekarzy pracujących w tym samym szpitalu, za te same lub podobne pieniądze,
      jeden jest uwielbiany przez pacjentów, a o drugim krążą ponure legendy.

      Sądzę, że te gwałtowne emocje jakie wywołują lekarze, nie wynikają z faktu, że
      w Polsce lekarze mylą się częściej niż w innych krajach, ale z dwóch przyczyn,
      jedna to to, że nawet w przypadku kardynalnych zaniedbań skutkujących utratą
      zdrowia u pacjenta niezwykle trudno jest pociągnąć lekarza do
      odpowiedzialności.

      Druga sprawa to niestety wciąż zbyt często spotykana postawa lekarzy pełna
      pogardy dla pacjenta. Sama jeden z pobytów w szpitalu wspominam jako koszmar,
      nie dlatego, że mnie źle leczono, ale dlatego, że traktowano mnie jak kawał
      mięsa, który nic nie rozumie, nie czuje, a do tego jest głuchy, ślepy i
      ociężały umysłowo. Nie warto odpowiadać na moje pytania, bo przecież fakt, że
      mam wyższe wykształcenie, nie odbiegam inteligencją od przeciętnej nie zmienia
      tego, że każdy bez medycznego przygotowania jest ciołkiem ('i tak nic nie
      zrozumiesz'), o tym że nie mam wód płodowych dowiedziałam się przypadkiem z
      rozmowy między sobą dwóch lekarzy (przecież mnie taki pierd nie zainteresuje, a
      jak zainteresuje, to i tak nie zrozumiem komunikatu 'brak wód') Można było
      pokrzykiwać na mnie jak na przedszkolaka, mówić mi na ty, wymieniać uwagi o
      mnie nad głową, jakbym była głucha (ona to, ona tamto). I nie mogę założyć, że
      po prostu miałam pecha. Pisałam niedawno artykuł, dostałam setki listów od
      innych kobiet, płakać się chce, jak te kobiety zostały potraktowane.

      Mam/miałam do czynienia z wieloma grupami zawodowymi, z prawnikami,
      architektami, nawiedzonymi kolesiami z kreacji, artystami, nauczycielami. I w
      kontaktach z żadną z tych grup nie czułam takiego lekceważenia wynikającego z
      faktu, że mam inne wykształcenie, jakie czułam w kontaktach z częścią lekarzy
      (podkreślam, że piszę o części).

      Co ciekawe i optymistycznesmile to to, że w rozmowach z naprawdę wybitnymi
      lekarzami, z lekarzami w stosunku do których będę miała wielki dług
      wdzięczności do końca życia, nikt nie próbował bronić tych traktujących
      pacjentów jak kawał mięsa. Przeciwnie od nich usłyszałam, ze to oburzające i że
      tacy lekarze rzucają cień na cały zawód.
      • melka_x p.s. 04.02.05, 09:56
        Od Fundacji Rodzić po Ludzku dowiedziałam się, że część położników twierdzi, że
        problemem są dla nich roszczeniowo pacjentki. A co rozumieją przez
        roszczeniowość? Ano to wszystko o co walczy fundacja. Jakże to tak, że
        pacjentka chce wiedzieć co dostaje w kroplówce (i mało tego, jeszcze pyszczy,
        że ona nie chce tej kroplówki!wink, czy życzy sobie mieć wpływ na to, czy krocze
        będzie nacięte.
        • grzalka Re: p.s. 04.02.05, 11:57
          Melko, ale to działa w dwie strony- pogarda lekarzy dla pacjentów, ale tez
          pogarda pacjentów dla lekarzy. No, sorry, ale to chyba najbardziej opluwany
          zawód....

          Zastanowic to ja sie moge nad sobą, nie mam wpływu na nikogo poza mną (no, może
          jeszcze na męża- który, 3 razy w miesiącu dyzuruje bezpłatnie, a ja w tym
          czasie musze płacić opiekunce, bo nie daje sobie rady z trójką małych dzieci).
          Mam się zastanawiać nad wszystkimi lekarzami w Polsce?

          No i jak czytam o tym, żeby za każdym razem przed włączeniem antybiotyku robić
          antybiogram to ręce mi opadają...

          Albo jak czytam o płaconych składkach- płace składki, więc mi się nalezy takie
          i takie badanie. Drogie Panie, myslicie naprawdę, że te składki to idą do
          kieszeni lekarza? I on tak sępi na te badania?
          • melka_x Re: p.s. 04.02.05, 13:01
            Grzałko ja absolutnie nie usprawiedliwiam krzywdzącego generalizowania, zresztą
            powtórzę: znam lekarzy w stosunku do których po prostu zatyka mnie z
            wdzięczności.

            Ale racje pacjentów (nie mówię tu o diagnozach czy kompetencjach) zawsze będą
            do mnie przemawiać bardziej, bo w układzie pacjent - lekarz, to pacjent jest tą
            słabszą i zależną stroną.

            A system finansowania usług medycznych to oczywiście szerszy problem i nie
            lekarze ponoszą za to odpowiedzialność.

            Pozdrawiam Grzałko serdecznie
        • iwcia75 Re: p.s. 04.02.05, 11:57
          melko, ja lekarzem nie jestem, ale denerwuja mnie te tzw roszczeniowe
          pacjentki. nie chodzi tu bynajmniej o zadawanie pytan, bo ja nie
          zauwazaylam,zeby normalny lekarz (a takich uwazam jest wiekszosc) obruszyl sie
          z powodu zadawanych pytan.
          nie chcialabym tu nikogo urazic,ale niektore dziewczyny duzo sie naczytaly i
          przychodza do lekarzy sie madrowac, pyskuja czy tez sa niekulturalne. to jest
          przykre i wiele razy podziwialam pokore jakiegos lekarza, ktory tlumaczyl
          pacjentce co i jak i dlaczego tak.

          jesli chodzi o zlych lekarzy, to staram sie ich omijac. ale powiem jeszcze
          jedna rzecz- mozna sie pomylic co do lekarza po jednej wizycie, niektorym
          trzeba sie dluzej przygladac, zobaczyc w roznych sytuacjach,zeby zobaczyc,co z
          niego za pajac
      • olaart Re: do Melki a propos braku informacji 04.02.05, 13:00
        Melka - a mnie ordynator pewnego oddziału, na moją skargę o brak informacji i
        pogardliwe traktowanie ze strony lekarza prowadzącego, odpowiedział, że mam
        przecież wyższe wykształcenie więc sama powinna wiedzić, co jest mojemu dziecku
        i dlaczego zalecono takie a nie inne postępowanie.
        • iwcia75 Re: do Melki a propos braku informacji 04.02.05, 13:09
          a co ja mialam pomyslec/powiedziec, gdy w 39tyg ciazy czekalam ponad godzine w
          izbie przyjec? mąz zglosil to lekarzom- przepraszali oczywiscie ci,co najmniej
          zawinili
    • xxxinkaxxx Re: lekarze... szkodzą :( 04.02.05, 12:41

      Szczerze mówiąc chciałam już zakończyć ten wątek, bo licytacja (jak to słusznie
      nazwała jomamma) nie ma większego sensu....

      Ale muszę wyjaśnić kilka spraw na zakończenie:

      - po raz kolejny podkreślam- moje zastrzeżenia/spostrzeżenia dotyczą części
      lekarzy, nie wszystkich....
      tyle tylko, że ja miałam pecha- spotkałam tych
      niekompetentnych/nieodpowiedzia lnych lekarzy całkiem sporo...

      - naprawdę bardzo się cieszę, że są mamy które nie mają przykrych
      doświadczeń i nie zawiodły się na lekarzach....oby tak dalej!

      Co do pieniędzy, bo jestem tu szczegółowo wypytywana ile zarabiam, rozumiem te
      pytania, bo opisałam tu moją pracę dla porównania, ale...

      Czy naprawdę uważacie, że niskie (przynajmniej w państwowej służbie zdrowia)
      zarobki mogą usprawiedliwiać niekompetencje, pośpiech w stawianiu diagnozy i
      nieuprzejmość?

      [znowu muszę podkreślić, że mówię tu o lekarzach, którzy tacy są a nie o
      wszystkich lekarzach w ogóle!]

      gdyby to ode mnie zależało, to lekarze/pielęgniarki/personel medyczny
      zarabiałby trzykrotnie-czterokrotnie więcej,
      ale nie zależy to ode mnie, ani od innych przeciętnych pacjentów, a już napewno
      nie od tych małych i bezbronnych- czyli naszych dzieci i naprawdę nie widzę
      powodu aby one ponosiły tego konsekwencje......

      uważam również, że każdy wybierając zawód lekarza wiedział na co się decyduje-
      ten zawód nigdy nie był specjalnie dobrze płatny, a zawsze był trudny.... a
      jeśli nawet nie wiedział lub się rozczarował to jest teraz sporo innych
      możliwości- można chociażby zatrudnić się w firmie farmaceutycznej..... lub
      zmienić zawód w ogóle....

      skoro jednak podjęło się decyzję o pracy w zawodzie to powinno się ten zawod
      wykonywać z należytym zaangażowaniem ....

      [to znowu uwaga do tych, którzy tego nie robią, a nie do lekarzy w ogóle...]

      rozumiem, że słabe wynagrodzenie może powodować frustrację, ale nie rozumiem
      dlaczego z tego powodu mają cierpieć pacjenci.....

      nie rozumiem też dlaczego środowisko lekarskie tak często nie chce przyznać, że
      wśród nich sa i tacy i tacy, czyli dobrzy, fachowi, wspaniali z jednej strony
      ale i partacze z drugiej .... chyba żadne inne środowisko nie zaprzecza tak
      gorliwie oczywistym faktom....

      chciałabym też aby w Polsce odpowiedzialność lekarzy za swoje decyzje była
      adekwatna do konsekwencji tych decyzji.....

      przyznaję też, że pacjenci też trafiają się różni, to jeden z elementów
      dlaczego ten zawód jest ciężki, ale znowu- czy to może lub raczej powinno
      kogokolwiek usprawiedliwiać?

      już chyba to gdzieś pisałam, ale powtórzę...
      mam nadzieje, ze żadna z Was nigdy nie będzie musiała powiedzieć swojemu
      dziecku (tak jak ja):

      "musisz przejść dwie bardzo bolesne, ale za to niepotrzebne operacje, będziesz
      po nich wymiotował i miał 40stop. gorączki przez następne 2 tygodnie, będziesz
      płakał i niemiłosiernie cierpiał, a wszystko to dlatego, że pani doktor
      postawiła zbyt pochopnie diagnozę, nie zrobiła dodatkowych badań, nie była
      pewna, ale nie przekonsultowała swojej diagnozy z innymi lekarzami, a w dodatku
      jest przemęczona i sfrustrowana bo mało zarabia, a ja- Twoja mama jej
      zaufałam......"

      oby wszystkie nasze dzieci były zawsze zdrowe, wtedy nie byłoby ryzyka, że
      trafimy na niekompetentnego lekarza, czego Wam i sobie z całego serca życzę.....

      pozdrawiam

      INKA

      P.S do ledzeppelin3:

      Twoje pytanie odebrałam (może zbyt pochopnie) dość ironicznie, chociaż z Twoich
      postów wynikało, że się rozumiemy, napisz proszę na priva, chętnie wyjaśnię
      dokładnie co miałam na myśli i ile dokładnie zarabiam.....

    • anek.anek do jonamamma i lekarzy 04.02.05, 14:45
      w odpowiedzi na Twoje powyższe pytanie, ponownie się wypowiem:
      z tamimi lekarzami radzęsobie tak, e do nich więcej nie idęsad Niestety, są
      sytuacje w których nie ma takich możliwości: po upartym braku szczegółowych
      informacji ze strony lekarzy przez pierwszy tydzień mojego pobytu w szpitalu z
      dzieckiem zadzwoniłam poprsotu do swojej prywatnej pani doktór, która przyszła
      obejrzała w szpitalu małego, wypytała się o wyniki badań, zalecone leki i
      wszystko ze szczegółami wyjasniła. Pieniędzy nie wzięła z taką konsultację.
      zrobiła to niestety w tajemnicy przed lekarzami zeszpitala, bo nie chciała
      stwarzać niedobrego klimatusad(
      W innych sytuacjach po prostu więccej do takie lekarza się nie zapisywałam.
      Na szczęście nigdy nie wydarzyło się tak, że jeśli coś mi nie grało w decyzji
      lekarza, to zgodziłam się od razu jego zalecenia, tylko szłam konsultować to z
      innym. W ten sposób uniknęłam operacji syna. Ale inne konsultacje były już
      przeprowadzane prywatniesad= koszty.
      Rozumiem, że lekarz w przychodni ma mało czasu. Ale czasem wystarczy zmienić
      dwa słowa w wypowiedzi żeby lepiej wyjasnić sytuację! Albo powiedzieć jedno
      zdanie więcej żeby było jasne o co chodzi. A to nie zajmuje dłużej niż pół
      minuty.
      Z drugiej strony w przychodni, z kórej własnie zrezygnowałam zdarzało się tak,
      że pomimo oficjalnie pełnionego dużyru przez lekarza I kontaktu, tego lekarza
      na 15 minut przed końcem tego dyżuru już nie było! Trzykrotnie pocałowałam
      klamkę dokłądnie w takiej sytuacji: nie miałam wizyty umówionej, ale
      telefonicznie recepcjonistka informuje, że lekarz X pełni dyżur do 15. Ja lecę
      z wywieszonym językiem przez pół miasto żeby zdążyć, bo sprawa naprawdę pilna
      (a tylko I kontakt może wystawić mi np. skierowanie na zabieg, na który akurat
      zwolniło się miejsce i mogę zrobić go następnego dnia a nie czekać na klejną
      okazję!) jestem 15 minut przed czasem i koniec - pani doktór poszła wcześniej,
      bo nie było pacjentów.
      Wiem, że mało zarabiacie, ale jestem przekonana, że w ramach określonego czasu
      na pacjenta, poczucia odpowiedzialności i POWOŁANIA, można inaczej pacjentów
      traktować.
      Na forum zdrowie e-dziecka, pod apelem xxxinkaxxx, napisała lekarka o tym, że
      pacjenci często nie stosują się do zalceń, olewają zażywanie leków itd. - jako
      kontrargument.
      Takich pacjentów należy edukowąć.
      Jęsli lekarz nie wyjasni istoty brania leków tak jak on je zalecił, jeśli nie
      wytłumaczy konsekwencji nie stosowania się do zaleceń, to niech się póxniej nie
      dziwi, że część pacjentów go olejesad Włąsnie o to chodzi: jeśli lekarz poświęci
      minutę więcej, lub wykorzysta sówj czas w inny, bardziej "łopatologiczny"
      sposób, to będęwiękze efekty. Wyedukowane spłeczęństwo = mniejsze koszty służby
      zdrowia. Mniej pacjentów w kolejkach do lekarzy, może więcej czasu na każdego
      pacjenta. A kto ma nas, pacjentów uczyć w zakresie zdrowia jak nie lekarze
      właśnie?
      • grzalka do pacjentów 04.02.05, 14:57
        W zasadzie mam tylko jedną prośbę- jesli czegos nie rozumiecie- pytajcie; jeśli
        macie watpliwości- mówcie, jeśli chcecie, żeby powiedzieć jeszcze raz-
        poproście.
        To naprawdę wiele ułatwi i naprawdę może okazać sie lepsze w skutkach niz
        zadawanie tych pytań na forum internetowym po wizycie.
        • ledzeppelin3 xxxinkaxxx 05.02.05, 08:42
          Napisałam do Ciebie, mam nadzieję że doszło.
          • xxxinkaxxx Re: xxxinkaxxx 05.02.05, 15:55
            doszło...smile

            odpisałam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka