Dodaj do ulubionych

Wyrodne matki

09.02.05, 11:41
Czytam niektóre posty i zauważam, że dosyć często przewija się to określenie.
I zastanawiające jest to, że najczęściej w ten sposób mówią kobiety o
kobietach. Wyrodna bo karmi butelką, wyrodna bo zostawia dziecko z nianią,
wyrodna bo śmie pracować i do tego jeszcze być z tego zadowolona, wyrodna bo
pozwala dziecku płakać itd. Co oznacza dla was ten termin? Według mnie na
tym forum wyrodnych matek nie ma. Wyrodne matki nie interesują sie rozwojem
swoich dzieci, nie rozmawiają ze swoimi dziećmi, nie wymieniają poglądów,
pozwalają aby ich dzieci wychowywała ulica, pijane przystawiają dziecko do
piersi, pozwalają aby ich dzieci były bite, co więcej same też
niejednokrotnie je biją. Dzieci wyrodnych matek trafiają do szpitala biedne,
zagłodzone i skatowane. A czasami mają wszystko, biegają z jednych zajęć na
drugie, nie potrafią się komunikować bo nikt z nimi nie rozmawia, nikt się
nimi nie interesuje bo i po co - przecież mają wszystko czego tylko zechcą
więc rodzice są im zapewne do niczego nie potrzebni. W stosunku do kogo
użyłybyście terminu: wyrodna matka? I dlaczego nie mówi się: wyrodny ojciec?
Obserwuj wątek
    • elasz4 Re: Wyrodne matki 09.02.05, 11:50
      Wiesz po pierwsz wydaje mi się że nie ma "wyrodnych ojców", bo jakby z urzędu
      dziecko przypisane jest matce. To przecież kobieta idzie na urlop macierzyński
      i w tych pierwszych miesiącach życia ona przede wszystkim zajmuje się
      dzieckiem. Taki jest stereotyp niestety dlatego nie ma "wyrodnych ojców".
      Zaś wyrodna matka to kobieta, która jak już napisałaś nie interesuje się swoimi
      dziećmi, bije je głodzi, woli wydać na alkohol, fajki, a może i narkotyki niż
      nakarmić dziecko, to także kobieta, która porzuca własne dzieci bo ona musi
      sobie ułożyć życie osobiste, a nowy mąż lub konkubent nie akceptuje jej dzieci,
      itp.
      • ma.pi Re: Wyrodne matki 09.02.05, 15:08
        elasz4 napisała:

        > Wiesz po pierwsz wydaje mi się że nie ma "wyrodnych ojców", bo jakby z urzędu
        > dziecko przypisane jest matce. To przecież kobieta idzie na urlop
        macierzyński
        > i w tych pierwszych miesiącach życia ona przede wszystkim zajmuje się
        > dzieckiem. Taki jest stereotyp niestety dlatego nie ma "wyrodnych ojców".
        > Zaś wyrodna matka to kobieta, która jak już napisałaś nie interesuje się
        swoimi
        >
        > dziećmi, bije je głodzi, woli wydać na alkohol, fajki, a może i narkotyki niż
        > nakarmić dziecko, to także kobieta, która porzuca własne dzieci bo ona musi
        > sobie ułożyć życie osobiste, a nowy mąż lub konkubent nie akceptuje jej
        dzieci,
        >
        > itp.

        No a "TATUS" co bije, gwalci, przypala papieroskiem albo chwyci niemowlaka i
        rzuci o sciane lub podlage, bo ten placze (a slyszy sie nierzadko o takich
        przypadkach) to kochany a nie wyrodny tatus.

        Juz nie wspominajac o lzejszych przewinieniach kochanych tatusiow typu, przepil
        wyplate, nie placi alimentow, pali w ich obecnosci itp.

        I ojcem lub matka jest sie juz do konca zycia, a nie tylko przez pierwszych
        kilka miesiecy, w ktorych to przysluguje urlop macierzynski.

        Pozdr.
    • melba76 Re: Wyrodne matki 09.02.05, 11:53
      Ja ajurat czasami pracuję z "marginesem" i o wyrodnych rodzicach mówię , kiedy
      np. moja pacjentka jest z 7mym dzieckiem w ciąży i nadal pije denaturat, a jej
      konkubent lata po domu pijany z nożem.
      To są dla mnei wyrodni rodzice, choć i tak uważam, że teramin "wyrodny" jest tu
      zbyt łagodny.
      Nie uważam, że wyrodni rodzice, to ci, którzy zdecydowali się na cesarkę,
      karmią dziecko buteklą, oddają do żłobka bo muszą pracować i tysiąc innych tego
      typu bzdetów. To jest bolesne, niesprawiedliwe i okrutne nazwać kogoś "wyrodną
      matką" bo np. oddała dziecko do żłobka.
      • elasz4 Ja jestem właśnie z tych mam żłobkowych 09.02.05, 11:57
        Ja jestem właśnie z tych mam żłobkowych i przyznam się, ze jak jakaś kobieta
        tak mówi to bawi mnie to, bo jeślibym nie pracowała to może i miałabym synka w
        domu, ale wtedy banany oglądałby przez szybę w sklepie. A żłobek to najlepsze i
        najszczęśliwsze miejsce dla mojego dziecka. Kiedy po pracę lecę żeby go odebrać
        i ten mały szkrab jest radosny, zadbany i szczęśliwy to wiem, ze posyłając go
        do żłobka dokonałam najlepszego wyboru.

        Pozdrawiam wszyskie żłobkowe "wyrodne matki" wink
        • e_r_i_n Re: Ja jestem właśnie z tych mam żłobkowych 09.02.05, 12:29
          elasz4 napisała:

          > Pozdrawiam wszyskie żłobkowe "wyrodne matki" wink

          Odpozdrawiam smile

          Wyrodna matka do dla mnie niedbajaca dziecko, stawiajaca swoje przyjemnosci
          (podkreslam - przyjemnosci, nie obowiazki) przed dobrem dziecka.
          Bijąca, zaniedbujaca itd - to oczywiste.
          Natomiast ktos, kto ma swoj sposob na wychowanie, nawet niezgodny z moim, nie
          jest dla mnie wyrodnym rodzicem.

          O ojcach tez sie mowi, ze sa wyrodni. No ale tu generalnie chodzi o traktowanie
          0 bicie, ignorowanie.
          • e_r_i_n Re: Ja jestem właśnie z tych mam żłobkowych 09.02.05, 12:29
            Aha, i jeszcze taka, ktore swoje personalne sprawy zalatwia kosztem dziecka.
            czesto wbrew jego woli.
          • black-cat Re: Ja jestem właśnie z tych mam żłobkowych 09.02.05, 13:10
            Z tymi przyjemnościami a dobrem dziecka zapewne bywa różnie . Przypuszczam, że
            masz na myśli sytuacje naprawdę ekstremalne. Czy wyjście do kina, znajomych czy
            kosmetyczki kiedy dziecko krzyczy: nie (bo jest w takim wieku, że na wszystko
            krzyczy nie) oznacza, że rodzice są wyrodni, ponieważ chcą pobyć sami albo
            tylko we dwoje? Zostawią dziecko przecież pod dobrą opieką. Praca, która
            sprawia przyjemność też odbywa się kosztem dziecka (załóżmy, że kobieta nie
            pracuje z przyczyn finansowych) i czy wtedy też powiemy o matce wyrodna
            (zakładam, że nie spędza w pracy 12 lub więcej godzin na dobę). A jeżeli spędza
            to co - nazwiemy ją wyrodną czy nieodpowiedzialną? Ale mnie dzisiaj naszło, ale
            to dlatego, że ostatnio kiedy moi znajomi wyjeżdżali w góry zostawiając dziecko
            z babcią nasza wspólna koleżanka stwierdziła, że są wyrodni i nie powinni byli
            decydować się na dziecko. Moja córka jest w tej chwili za mała, ale
            niewykluczone, że za kilka miesięcy też nabiorę ochoty na pobycie z moim mężem
            sam na sam dłużej niż kilka godzin.
            • e_r_i_n Re: Ja jestem właśnie z tych mam żłobkowych 09.02.05, 13:15
              Nie, to nie tak, jak napisalas - sama wychodze tylko z mezem, zastawiam dziecko
              u moich rodzicow, zeby sie odprezyc we dwoje.
              Mam na mysli raczej ciagle stawianie swoich przyjemnosci przed potrzebami
              dziecka - i mam nadzieje, ze sa to rzeczywiscie sytuacje ekstremalne.
    • adi771 Re: Wyrodne matki 09.02.05, 12:52
      ja sama uważałam siebie za wyrodną matkę, poszłam do pracy gdy mój synek miał 11 miesięcy (w domku opiekowała się nim babcia).kiedy widziąłam po drodze do pracy mamy na spacerach z dzieciaczkami miałam ogromne wyrzuty sumienia, łzy w oczach.Sądziłam że robie krzywde mojemu dziecku nie zajmując sie nim,8 godzin w pracy to był koszmar.
      Ale w pewnym momencie zadałam sobie pytanie czemu wróciłam do pracy?Czy dlatego że brakowało nam pieniędzy, czy dlatego że czułam potrzebe powrotu do pracy?
      Odpowiedź nie była prosta, pieniądze były potrzebne,- ale można było zacisąć pasa i dałoby się przezyć, skromie ale dałoby się- pytanie drugie powrót do pracy, tez była potrzebny,bo po 3 latach nie moiałabym po co wracać, mówiąc krótko wypadłabym z obiegu?PO takiej analizie doszłam do wniosku, że gdybym zostala z synkiem w domu to byłabym zgorzkniała, zła że coś mi ucieka, a tak zaczęlam wracac do domu usmiechnięta i zadowolona że będe miął czas dla synka.
      wydaje mi się że byłabym wyrodną matka gdybym nie zrobiła tego co zrobiłam, skazałabym swoje dziecko na matke która jest niezadowolona zmęczona ciągłymi pracami domowymi i ma pretensje do całego świata.
      być może skrytykujecie moja postawe ale ja tak czułam i wybrałam to co wg mnie było najlepsze.
      pozdrawiam
      asia
    • m_zb1 Re: Wyrodne matki 09.02.05, 13:04
      Zupełnie się zgadzam.Ja pierwszy raz usłyszałam,że jestem wyrodną matką, kiedy
      przestałam karmić piersią.Stało się to bardzo szybko , bo moja mała miała
      wówczas miesiąc.Nikt nie zapytał się dlaczego.Było jasne,że nie karmię bo
      jestem złą matką.Prawda była taka, że nie karmiłam, bo moja córka po prostu
      wymiotowała po moim pokarmie.Nie chciała go jeść, płakała za każdym razem, gdy
      przystawiałam ją do piersi.Nie było wyjścia, nie przybierała na wadze i trzeba
      było przejść na butelkę.Płakałam po kątach i jeszcze te komentarze, że to
      niemożliwe, a ja jestem wygodna.Roztaczano przede mną wizję źle rozwijającego
      się, wątłego, lekko opóźnionego dziecka.Miałam dość.Co prawda sama wiedziałam,
      co dobre dla mojego dziecka, ale te komentarze były nie do zniesienia.
      Z czasem nauczyłam się odpierać ataki, a najlepszym dowodem na to,że podjęłam
      słuszną decyzję jest moja córcia, wesoła, dobrze rozwijająca się, pyzata
      dziewczynka.

      Kochane emamy,te zaszczute, tak jak, ja.Myślę,że żadna z nas nie robi dziecku
      krzywdy tym, że pracuje i maluch idzie do żłobka, albo zostaje z nianią, tym,że
      nie karmi piersią i maleństwo dostaje butelkę i wieloma jeszcze rzeczami, które
      ktoś postanowił nazwać stereoptypem.Ja też już naoglądałam się pijanych
      ciężarnych, maltretowanych dzieciaczków, okrutnych rodziców.To nie my!!!!!

      M.
      • black-cat Re: Wyrodne matki 09.02.05, 13:32
        To, że jestem wygodna i idę na łatwiznę bo nie karmię piersią zdarza mi się
        usłyszeć. Do tego dochodzą zarzuty, że miałam cesarkę (na początku miała być na
        życzenie, później okazało się, że być musi) a macierzyństwo to przecież
        poświęcenie i co ze mnie za matka, która nie chciała poświęcić sie przy
        porodzie, bo tylko rodząc w bólach będę naprawdę kochać swoje dzieckosmile Okazało
        się, że kocham moją córkę i bez tego, chociaż zapewne znajdą się i tacy którzy
        uznają, że niewystarczająco. Nieważne, jakoś nie cierpię z tego powodu.
        Najdziwniejsze jest to, że to przede wszystkim kobiety wydają takie opinie a
        przecież to właśnie my powinnyśmy mieć najwięcej zrozumienia dla innych matek.
        Co powoduje, że kobiety tak surowo oceniają inne kobiety? Zazdrość? Ale o co?
    • bea.bea Re: Wyrodne matki 09.02.05, 13:30
      Masz zdecydowaną racje , co do pan na tym forum , nie ma tu wyrodnych matek....!!!
      i chociarz często panie sie spieraja lub reprezentują skrajne poglądy na rózne
      tematy nie oznacza , ze ta czy tamta jest głupsza czy gorsza...to tyle...

      nie potrafie sprecyzować co wedłóg mnie ten termin oznacza, myslę , ze wiem itak:
      - w slklepie kobieta mówi do ślicznej chyba 3 letniej dziewczynki....posuń sie
      ty szmato....

      - kobieta ma troje dzieci...jedno mieszkla u babci, drugie z ojcem ....a trzecie...
      ponieważ ojciec nie chciał go wziąc to wsadziła do taksówki podała adres gdzie
      należy je zawieźć ( ojca) i tyle ja widzieli.....
      niedawno urodziła czwarte...komu podrzuci i kiedy nie wiadomo....

      to mi przyszło do głowy to wg m,nie sa wyrodne matki...
      czy sa wyrodni ojcowie?....facetom jakos łatwiej wiele rzeczy uchodzi...ale
      mysle , ze wszyscy faceci którzy zostawili swoje dzieci i nie interesuja sie
      nimi, nie łoża na ich utrzymanie, a nawet wypieraja sie ich...to są wyrodni ojcowie
    • lulka77 Re: Wyrodne matki 09.02.05, 14:15
      Witajcie,
      tak sobie poczytałam i chciałam coś od siebie.......
      To jest tak, mamy , które zostały z dziecmi w domu (czyli np. ja)- chciałyby
      pewnie już wrócić do pracy, lub w ogóle wyjść do ludzi (wychowyanie dziecka
      przez 3 lata jest lekko ogłupiające). Natomiast mamy, które od zawsze pracują,
      mają niepotrzebne wyrzuty sumienia, że nie poświęciły sie macierzyństwu w 100%.
      Generalnie cała ta nasza "motanina" wynika z tego, że my jako kobiety w
      wieku "macierzyńskim" mamy bardzo twardy orzech do zgryzienia. Chciałybyśmy byc
      idealnymi matkami - gotującymi zupki i wychodzącymi na spacerki, a nasza
      sytuacja finansowa (bo tak jest w wiekszosci przypadków) nam na to nie pozwala-
      wiec musimy wracać do pracy lub szukać nowej.
      Ten stres wyniakjacy z pełnienia kilku ról na raz ( bo po pracy zamieniamy sie
      w przedszkolankiwink, lub stres wyniakjacy z utraty czegoś, z wyjścia "z obiegu",
      straty posady (w przypadku moim np-czyli mam na wychowaczym)- powoduje, że
      ciąglemamy poczucie winy, że niepotrzebnie sie obarczamy.

      Zostałam z dzieckiem bo moglismy sobie na to z mężem pozwolić. Zacisnęlismy
      pasa, bo uważaliśmy, że tak będzie lepiej. Teraz szukam pracy, bo szefowie z
      byłej powiedzieli mi że mogę nie wracać. Czuję, że mimo moich studiów wypadam z
      obiegu, że cos mnie omija, że koleżanki robia kariery, a ja sie cofam.

      Podejrzewam, że mamy które pracują, mają ten problem w inna stronę. Pewnie
      ciągle pluja sobie w brodę, że mogły zostać z dzieckim, że kariera poczeka.

      Wiecie co, dochodzę do wniosku, że nie ma recepty na te nasze matczyno-
      pracowniane troski.
      I wszystko zalezy od indywidualnej sytuacji i warunków.

      Najłatwiej wydawać opinie o ludziach nie znając konkretów. Zaszuflakować matki
      pracujace do tych , które są wyrodne, bo oddały dzieic babciom, żłobkom.....
      A ja mimo, ze wciąz na wychowawczym i że łatwo nie jest (bo każdy dzień taki
      sam, brakuje towarzystwa, dziecko świeżo po buncie 2,5 latka i zupy i zakupy i
      obiady i sprzątanie....)- podziwiam mamy które pracują i wychowuja dzieci.
      Mimo, że mówi sie że w pracy se człowiek zawsze troszke odpocznie od tego
      domowego zgiełku to ogarnąć to wszystko, wstać o 6 , przygotować sie do pracy,
      zorganizować plan dnia, tak, zeby każdy był o czasie na swoim miejscu- jest
      pieruńsko cięzkie.

      Apel do wszystkich kochających Mam:

      nie licytujmy sie kto ma ciężej, a kto lepiej, a kto wychodzi ile na spacery, a
      kto karmi naturalnie- bo to nie ważne. Najwazniejsze to, zeby kochać i dawać
      ile sie da, na rózne sposoby.
      Pozdrawiam
      L.
      • ewa2003 Re: Wyrodne matki- i ......... 09.02.05, 15:07
        ......... i tutaj wystarczy się tylko podpisać i to wszystko!!:_))
        Pozdrawiam
        Ewa
        P.S. Jeżeli byłybyśmy takimi "wyrodnymi" matkami to wogóle ani razu nie
        weszłybyśmy na to forum, aby się czegos dowiedzieć, czy podzielić
        doświadczeniami. I to jest właśnie piękne, że nam zależy na naszych maluszkach.
        I tak naprawdę to nigdy nikomu nie uda się znależć złotego środka - tak - aby
        wszystkim naokoło dogodzić. Czasami faktycznie mamy dylematy i pewnie leżąc w
        łóżku wieczorem "wmawiamy" sobie nie raz że słusznie postąpiłyśmy....ale tak
        naprawdę nigdy nie jesteśmy pewni niczego w 100%!!!
        POzdrowionka
    • olenka12 Jestem wyrodna? 11.02.05, 00:10
      Bo zamiast bawić się z moim 20 - miesięczniakiem siedzę na forum i czytam i
      piszę, robię cos dla siebie.
      Bo rano po 5 pobudkach nocnych byłam niezadowolona i zamiast powitać go
      uśmiechem kazałam siedzieć cicho i próbowałam jeszcze chwilę się wyrelaksować.
      Bo szukam pracy na pół etatu. Finanse nie są tu głównym kryterium. Mam ogromną
      potrzebę wyrwania się z domu.
      Moim zdaniem dziecko będzie szczęśliwe ze szczęśliwą matką, a każda z nas
      powinna być szczera sama ze sobą. Kiedy byłam w ciąży wydawało mi się, że
      poświęcę mojemu synkowi każdą wolną chwilę, ze zawsze będę uśmiechnięta i
      zadowolona, że będę z nim siędzieć w domu do 5 roku życia bo nie chcę
      aby "system go wychowywał" Teraz już wiem, że to nie jest zgodne z moją naturą,
      że się duszę i muszę coś zmienić.
      • molla7 Re: Jestem wyrodna? 17.02.05, 13:16
        codziennie rano przy wyjsciu do roboty zastanawiam sie co mysli i czuje moja
        Rozalka. Jak dotąd nie zauwazylam zeby jakos bolesnie przezywala rozstanie co
        rano ze swoją wyyrrooodną matka, bo zostaje albo z tatą który swietnie radzi
        sobie z Małą albo z dziadkiem ktorego zna od urodzenia, ale i tak mam wyrzuty
        sumienia.
        Staram się nadrobic to powrocie z pracy, czesto nawet nie zjem nic, byle tylko
        zdazyc wyjsc z nią na spacer, potem w kat ida wszelkie domowe roboty, bo bawimy
        sie w konika albo jedzimy samochodem z pudelka po butach, ale jestem
        dochodząca. zal kiedy slysze relacje meza, sluchaj a Rozalia sie nauczyla,
        zrobila. Nie mam wyjscia, zaciskam zeby i zwlekam sie kolejnego ranka z wyra...
        olenka12 napisała:
        >Moim zdaniem dziecko będzie szczęśliwe ze szczęśliwą matką, a każda z nas
        > powinna być szczera sama ze sobą.
        nic ujac nic dodac.
        Nasza Rozalia
        • czajkax2 Re: Jestem wyrodna? 17.02.05, 13:47
          Ja sie dowiedzialam ze jestem wyrodna kiedy przestalam karmic córkę piersią.
          Miala wtedy ok 1,5 mies i nagle skonczyl mi sie pokarm.... Teściowa mi
          powiedziala: "teraz jak nie karmisz to kazdy moze zajać się dzieckiem. Niech M.
          (mój mąż) przywozi ją do nas przed pracą (ok6.30)a po pracy będzie ją zabieral
          (ok18-19)" ........ Hmmmm to co ,inkubator juz nie potrzebny tak? Boli do
          dzis. Zresztą to nie jedyna "złota mysl" mojeje teściowej
    • umasumak Znam jednaego wyrodnego ojca ;)) 17.02.05, 13:50
      Mojego męża wink). Ostatnio poszedł z małą na spacer i wstąpili do sklepu po
      owoce. Sprzedawczyni chciała dać Anielce lizaka, na co mój mąż grzecznie
      poprosił, żeby tego nie robiła, bo my nie dajemy dziecku słodyczy. Pani wydęła
      wargi i stwierdziła: "Ale z pana wyrodny ojciec" wink). Pzdr
    • agamamaani Re: Wyrodne matki 17.02.05, 13:59
      ja to jestem podwójnie wyrodna.. wróciłam do pracy po urlopie macierzyńskim
      (Andzia miała 3,5 miesiąca)- właśnie poto aby nie wypaśc z obiegu.. MIałam
      świadomość tego, ze w moim zawodzie brak kontaktu z pracą przez 2,3 lata wiąże
      się ze stratą kontaktów - czyli stratą pracy.. Poza tym wróciłam na studia -
      generalnie rzecz biorąc wogóle ich nie przerwałam.. (czyli dla Andzi mam tylko
      wieczorne godziny i co drugi weekend).. Ale dla mnie macierzyństwo jest
      najpiękniejszą rzeczą na świecie.. I widok uśmiechniętej córci po moim powrocie
      do domu rozgania wszystkie stresy i wątpliwości.. Ale ile to mnie kosztowało
      nerwów i płaczu w pierwszym miesiącu po powrocie do pracy.. Naprawde ze
      wszystkich stron słyszałam, że jestem okropna (w pracy mam samych mężczyzn a w
      dodatku trzem z nich w zeszłym roku urodziły się dzieciaczki - oczywiśie ich
      żony nie pracują.. ) ale nic to .. ja wiem że robię dobrze a dla dziecka widok
      szczęśliwej mamy jest chyba ważniejszy niż widok mamy z niską samoooceną i
      zdenerwowanej tym ze nie ma pracy ( a tak by było jakbym została na
      wychowawczym)..
      Aga
      • andaba Re: Wyrodne matki 17.02.05, 14:08
        Dopisuję się do wyrodnych matek... A wszystko przez to, że chłopczyków z
        parotitis epidemica nazywam pieszczotliwie knurkami...
        • maxim31 Re: Wyrodne matki 17.02.05, 14:31
          A moim zdaniem, wszystko sprowadza się do tego, że mamy tendencję do popadania
          w poczucie winy jeśli chodzi o dzieci. 11 lat temu, gdy urodziłam syna,
          karmiłam go piersią tylko dwa miesiące i do głowy mi nie przyszło, żeby ktoś o
          mnie pomyślał, że jestem wyrodną matką. A karmiłam go tylko tyle, gdyz mój syn
          wisiał na cycu np. 5 godzin, po czym po godzinie nadal był głodny! Córkę
          karmiłam rok i trzy mies., z tym, że ona była zupełnie inna - jak sie najadła,
          to przestawała ssać. Z tym, że kiedy dostawiałam ją dod cyca, to wydawało mi
          się (te nieszczęsne gazety propagujące naturalne karmienie) że jej robię
          niewyobrażalną krzywdę. A guzik! Córka lepiej sie wysypia, a i ja w końcu
          odetchnęłam.Dla mnie wyrodne matki to:
          1. te , które nie dbają o siebie i dziecko w czsie trwania ciąży;
          2. te, które absolutnie nie dbają o dziecko po jego urodzeniu.I dotyczy to np.
          takiej sytuacji, kiedy dziecko (gdy jest malutkie)zostawia sie na cały dzień w
          łóżeczku, nie dając mu specjalnie jeść ( bo właściwie po co), nie mówiąc już o
          przemocy fizycznej;
          3. Gdy dziecko jest chodzące (np. ma 1,5 roku) - samopas biega po ulicy.
          • molla7 Re: Wyrodne matki 01.03.05, 13:59
            Wyrodna matka???
            Ostatni przykład: zamożenie glodem 15 miesięcznego Kubusia.
            Mam mord w oczach gdy o tym pomysle
            • cocollino1 Re: Wyrodne matki 01.03.05, 14:02
              widzialam ten reportaz cos niewyobrazalnegosad
              • molla7 Re: Wyrodne matki 01.03.05, 14:26
                Czasami trudna sytuacja zmusza do by cos zrobić z dzieckiem, ale dlaczego nie
                mozna go oddać do adopcji??!! Skrajne wyjscie z sytuacji utopić jak matka
                trojki niepełnosprawnych dzieci z zanikiem miesni ale patrzec jak cierpi i
                gasnie? Zwierzeta nie robią tego swoim malym.........
                ;-(
                • daimona zwierzęta zagryzają słabe małe 01.03.05, 17:32
                  bądź wyrzucają z gniazda.

                  Więc robią.
                • wieczna-gosia Re: Wyrodne matki 02.03.05, 08:35
                  Zwierzeta nie robią tego swoim malym.........
                  > ;-(

                  zwierzeta bardzo czesto robia to swoim malym niestety.

                  Tylko ze my chyba stoimy ewolucyjnie wyzej od chomika....
                  • molla7 Re: Wyrodne matki 02.03.05, 08:53
                    jesteśmy jedynym gatunkiem który spreniewierza sie naturze. to ze zwierzeta
                    zagryzaja swoje male bo maja konkretny ku temu powod (np zagrozenie)nie oznacza
                    ze nie maja do tego prawa. Ja tez nie twierdze ze matka nie ma prawa zdecydowac
                    sie na taki dramatyczny krok, zycie niesie niezwykle sytuacje, ale ja mowie o
                    bestialstwie pastwienia sie nad dzieckiem. Mały Oswiecim.
                    Przepraszam wszystkie mamy i zalozycielke tego watku ze zeszlam na taki temat
                    ale jakos mi sie to nasunelo.
    • anhelek Re: Wyrodne matki 02.03.05, 15:30
      Dla mnie to jest dość trudny temat. Jednocześnie temat rzeka. Moim zdaniem
      wyrodna matka to nie taka, która nie karmi piersią, pracuje i się z tego cieszy
      czy taka, która dziecko zostawia z nianią. Sama jestem mamą prawie 5
      miesięcznej Oliwii i mimo że nie mamy z mężem jakiś super warunków finansowych,
      to jednak do pracy pójdę dopiero jak mała skończy 3 lata i pójdzie do
      przedszkola.Karmię ją piersią i nie zostawię jej z nianią. Nie potępiam jednak
      matek, które tak robią. To jest ich sprawa. Dla mnie ten termin oznacza co
      innego. Ja zostałam porzucona przez własną matkę jak miałam pół roku.Wychowała
      mnie babcia.Matka była młoda, głupia i nie wiedziała czego chce. W dodatku nie
      mieli z ojcem warunków do tego aby wychowywać małe dziecko. Jednak ojcu
      wybaczyłam, a jej nie.Matka nie powinna bić, wyzywać od najgorszych, poniżać.
      Dla mnie to jest wyrodna matka. Mogłabym napisać, ze mam też wyrodną babcię, bo
      mnie niemal katowała. Ale też wychowała, za co jestem jej wdzięczna.Matki
      alkoholiczki, narkomankipsychopatki też są wyrodnymi matkami. To samo tyczy się
      ojców, Też są wyrodni. I to jest smutne, że tylu jest takich rodziców. Takie
      dzieci są bardzo nieszczęśliwe. Mają skrzywioną psychikę, ale dzięki temu są
      też silni. Przynajmniej niektórzy. Wyrodni rodzice powinni dostać taką samą
      lekcję jaką dali własnym dzieciom.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka