karinka17
27.03.05, 12:48
Rzadko coś piszę na tym forum od siebie (raczej odpowiadam na posty), ale tym
razem mną muszę!
Chodzi o mojego męża….
Ogólnie super z niego facet, ale cierpi na totalny brak wyobraźni wobec
naszej córci.
Bawi się z małą wg mnie w niebezpieczne zabawy, np.: w zeskakiwanie z
taczana, robienie na nim przewrotek, bawienie się włącznikiem lampy….itd.
W ogóle nie pomyśli, że mała będzie i bez niego próbować robić te rzeczy, a
to może skończyć się źle. Póki co kończy się guzami, na szczęście.
Ale teraz ostatni „wyczyn” mojego męża: zabiera małą na spacer, na dworze
bardzo ciepło, wiec postanawiam jej ubrać tylko polarek. Okazuje się, że ten
jest w suszarni w piwnicy (mieszkamy na 2 piętrze). Postanawia nie iść po
niego sam tylko zabrać go po drodze jak pójdą na dwór.
Poszli…po 5 min. Wpada mąż w polarkiem w rękach i mówi, że nie wysechł i mam
mu dać coś innego…
Patrzę jest sam i pytam się „gdzie mała” a ona „na dole”
„Na dole! Z kimś?” A on : nie, sama!!!!
Rozumiecie? Zostawił ją samą na parterze! Nawet nie zapukał do sąsiada
jakiegoś, żeby przypilnował małej!
Aż jeszcze mnie trzęsie! Jak można być tak lekkomyślnym?
Na dodatek, kiedy wyraziłam opinie na ten temat, to fuknął, że przesadzam i
to nie pierwszy raz (!!) i przecież nic się nie stanie!
No może nie a może tak!
Powiedzcie mi jak co z nim zrobić! Bo, przecież mąż zajmuje się małą całe
dopołudnie i skoro to nie I raz to strach myśleć ile razy ją gdzieś pod
blokiem samą zostawił….