Dodaj do ulubionych

Dziecko przed sklepem

13.04.05, 10:49
Szlam wczoraj na poczte. Przechodze obok dosc duzego sklepu i patrze, jak kobieta zostawia wozek
z dzieckiem przed sklepem i wchodzi do srodka. Zajrzalam przez szybe i patrze, ze kolejka na dobre
15 minut. Az zadrzalam. Mialam ochote wziac jej ten wozek i przestawic o pare metrow, zeby
zmadrzala na przyszlosc. Rozumiem, ze w sklepie zaduch, a na powietrzu lepiej sie spi, ale w zyciu
bym tak lekkomyslnie nie zaryzykowala. Nigdy nie waidomo, kto obok przechodzi i z jakimi
zamiarami. Maluch w wozku wygladal na jakies 3-4 miesiace. To straszne, ze ludzie sa tak strasznie
bez wyobrazni. Zwlaszcza matki...
Obserwuj wątek
    • polly6 Re: Dziecko przed sklepem 13.04.05, 11:26
      twoja wyobraźnia też niczego sobie, więc wyobraź sobie matkę, która po wyjściu
      ze sklepu nie widzi wózka z dzieckiem? Na pewno nie chciałabyś być w jej
      skórze. Gratuluję bujnej wyobraźni i super pomysłów.
      • wana Re: Dziecko przed sklepem 13.04.05, 11:41
        Wyluzuj, przecież tego nie zrobiła!!! A taką matkę należy... no, nie wiem, co,
        ale trzebaby było dać jej nauczkę. Taka głupota powinna być karalna.
        Mam dwoje dzieci i NIGDY nie zostawiłam ich pod sklepem, czy podobnym miejscem.
        I nie rozumiem, jak można być takim idiotą!!!!
        Sorry, poniosło mnie...
        Pozdrawiam
        wana
      • aleksandrynka Re: Dziecko przed sklepem 13.04.05, 11:49
        no więc właśnie sobie wyobraziła, w przeciwieństwie do tej matki. Stąd ten post
        przecież...
    • maggs1 Re: Dziecko przed sklepem 13.04.05, 12:17
      no właśnie, torebki by nie zostawiła a dziecko - największy skarb tak. Ostatnio widziałam samotnie spiącego noworodka w centrum miasta - a mamusia w sklepie kosmetycznym ogląda szminki - Nigdy bym dziecka tak nie zostawiła.
      • anusiamilusia Re: Dziecko przed sklepem 13.04.05, 12:36
        Mnie też zdarzało się zostawiać wózek przed sklepem, jeśli sklepik był malutki
        i wózka nie dało się wcisnąć, ale tylko wtedy gdy mogłam obserwować wózek przez
        szybę i nie było kolejki. Robiłam to bardzo rzadko, ale nigdy nie spuszczałam
        oczu z dziecka. Teraz po prostu wyciągam Majkę z wózka i idziemy
        razem.Pozdrawiam.
    • lyla1 Re: Dziecko przed sklepem 13.04.05, 12:50
      Nie oceniaj tej matko tak surowo. Może ona weszła tylko na chwilę do tego
      sklepu, i patrzyła na zostawiony wózek? Nie możesz tego wiedziać, bo na nią nie
      poczekałaś. A skoro cię to tak przejęło to jako życzliwa osoba mogłaś
      popilnować jej tego wózka i wtedy zwrócić wagę.
    • hratli Re: Dziecko przed sklepem 13.04.05, 12:57
      nigdy w zyciu, nawet nie wiem co by sie dzialo, na sekunde, czy pol - NIGDY nie
      zostawilabym dziecka przed sklepem. kompletny brak wyobrazni ;/
      • mynia_pynia Re: Dziecko przed sklepem 13.04.05, 13:02
        Ja nawet psa przed sklepem nie zostawiam, ładuje się z nim na rękach jak jest
        pusto przy kasie (najczęściej po papierochy).
        Moja wyobraźnia działa aż za dobrze.
        • justinka_27 Re: Dziecko przed sklepem 13.04.05, 13:39
          Ja zostawiam tylko pod jednym sklepikiem na osiedlu, wchodzę tam najczęściej po
          jakiś drobiazg(chrupki, soczek), więc nie skupiam się na wybieraniu towaru,
          sklep jest malutki i nie da się wjechać wózkiem,ale nie ma w nim kolejek, a
          lada jest bokiem do wejścia, więc nie spuszczam malucha z oka, jak tylko jest
          trochę cieplej drzwi do sklepu są otwarte i wtedy sobie "gadamy"(z maluchem
          oczywiście).
          Dawniej zostawiałam starszego syna trochę z konieczności, a trochę z braku
          wyobraźni. Mieszkałam na osiedlu gdzie był jeden sklep do którego też nie dało
          się wejść z wózkiem, oduczyłam się kiedy któregoś razu mój łobuziak złożył
          podnóżek i zsunął się w dół, kiedy wyszłam wisiał sobie na szelkach i
          wrzeszczał. Od tej pory nigdy nie zostawiłam malucha wiedząc, że choćby na
          moment spuszczę z niego wzrok.
          • natiz Re: Dziecko przed sklepem 13.04.05, 13:47
            Nigdy w życiu nie zostawiłabym wózka z dzieciakiem pod sklepem. Kiedyś
            wjechałam z wózkiem do dość ciasnego sklepiku, a sprzedawca mi na to, że z
            wózkiem nie wolno. No to wyjęłam dziecko, wyprowadziłam wózek i dzieciaka
            wręczyłam osłupiałemu sprzedawcy ze słowami::popilnuj mi pan".Nie pozwalam
            nawet mężowi zostawiać dzieci samych w samochodzie (robił tak wcześniej póki mi
            córcia nie doniosła). Urządziłam mu karczemną awanturę - samochód może ktoś
            ukraść, może w niego ktoś "stuknąć", może w nim się coś zapalić... To się
            nazywa dopiero wyobraźnia!
    • margarettka Re: Dziecko przed sklepem 13.04.05, 13:49
      az mi sie nie chce nawet komentowac tej bezmyslnosci.
      Ja mam zasade, ze jak sie nie da wejsc z wozkiem to nie wchodze i koniec! Nie
      ma od tego odstepsw.
      • wieczna-gosia Re: Dziecko przed sklepem 13.04.05, 14:41
        a ja wchodze do osiedlowego, ale wtedy pani sprzedawczyni wychodzi, bo akurat
        nie ma klientow. A jak sa to prosze zeby mi "kupila" pare produktow, bo ja z
        wozkiem i wejsc nie moge.
    • aprze Re: Dziecko przed sklepem 13.04.05, 14:41
      Przeczytałam to dopiero dzisiaj i aż mnie zatkało. Jak można zostawić dziecko w
      wózku przed sklepem, brak wyobraźni. Jak jest mały sklep i nie mogę wjechać z
      wózkiem to idę do drugiego
      Aga
      • merusia Re: Dziecko przed sklepem 13.04.05, 23:34
        no mojej znajomej ukradli dziecko spod wlasnego domu z samochodem... zostawila
        3tygodniowa coreczke na swoim podjezdzie pod willa,i wrocila sie po cos podobno
        na doslownie sekunde, niestety brama byla otawrta i pech chial,ze zlodzieje,
        ktorzy pewnie od jakiegos czasu namierzali jej jeepa ukradli go z malenstwem ,
        na szczescie daleko nie ujechali , bo miala system antynapadowy, ale jak wyszla
        z domu i zobaczyla,ze nie ma samochodu i dziecka to wpadla w histerie...
        natychmiast jeep poszedl do sprzedania,a ona teraz jezdzi skromnym samochodem i
        nie zostawia duzej juz panny nawet na moment samejsad taka ma schize
        • gopio1 ludzie ucza sie na bledach 14.04.05, 08:33
          Jak przeczytalam pierwsze zdanie, to myslalam, ze to jakis zart z tym
          ukradzionym samochodem z malenstwem w srodku. Odetchnelam, jak przeczytalam
          wszystko. No i wlasnie, tak to jest, jesli ktos dostanie nauczke. Jak ktos
          czegos nie doswiadczyl, a nie ma wyobrazni, to o pewnych rzeczach nie mysli.
          Ale jak juz cos takiego go spotka, albo o tym uslyszy, to zmienia sie
          calkowicie sposob myslenia i postepowania. My co prawda nigdy nie zostawialismy
          dzieci w samochodzie, bo nie bylo takiej potrzeby, ale teraz po przeczytaniu
          tego postu wiem, ze nigdy nie zostawie, nawet jakbym musiala z jakiegos pilnego
          powodu. Dlatego jak zobaczylam ten wozek, to przyszlo mi do glowy go
          przestawic, zeby dac matce do myslenia. Ale po pierwsze bym sie nie odwazyla, a
          po drugie, moze to mnie posadzonoby o kradziez? A zaczekac na nia nie moglam,
          bo sama szlam ze swoim Szkrabem i bardzo sie spieszylam do domu do drugiego
          Malucha juz placzacego za mleczkiem mamusi...
    • zona_mi Re: Dziecko przed sklepem 14.04.05, 09:14
      Swoich rodziców osobiście nauczyłam nie zostawiania mnie przed sklepem.
      Sytuacja klasyczna - mama weszła do sklepu, zostałam z ojcem, mama przez szybę
      go zawołała, zostawił mnie na chwilę, bo gorąco... Szukali mnie ponad dwie
      godziny. We wszystkich okolicznych bramach, na podwórkach, wreszcie wezwali
      milicję. Ojca coś tknęło i wszedł jeszcze raz do najbliższej bramy. Ryczałam
      stojąc za drzwiami. Co najlepsze, słyszałam za pierwszym razem jak mnie wołali
      i szukali, ale chciałam być niezwykle dowcipna i się nie odezwałam. Wesoła
      trzylatka smile
      • karolcia44 Re: Dziecko przed sklepem 14.04.05, 11:44
        Znam taki przpadek z wakacji: Byliśmy nad morzem i oczywiście jacyś ludzie w
        upał zostawili śpiące dziecko w samochodzie. Ktoś wezwał policję....Dobrze się
        skończyło bo w zeszłym roku też słyszałam o podobnym wypadku tylko, że dziecko
        zmarło z przegrzania...Horror!!!Mam koleżankę, która jadąc z mężem na zakupy
        zostawiała śpiące dziecko w samochodzie na parkingu w centrum miasta. Mówiła o
        tym jakby to było coś naturalnego. Nie mogę uwierzyć jacy ludzie są bezmyślni!!!
    • sonnja1 Re: Dziecko przed sklepem 14.04.05, 15:21
      Widuje takie scenki od czasu do czasu. Ja bym nie zostawila..
      • jemma Re: Dziecko przed sklepem 14.04.05, 22:03
        Głupie baby i bez wyobrażni.Niestety to nie rzadkość,kiedyś widziałam jak taka
        zostawia wózek z dzieckiem ok.6 miesięcznym i wchodzi do sklepu,który znajdował
        sie na piętrze.Byłam przerażona do tego stopnia,że "kręciłam" się niedaleko
        dziecka,pilnując aby nikt go nie zabrał\pewnie sama wtedy wygladałam
        podejrzanie\,a wiecie po jakiczasie pani matka się zjawiła? po
        20/!!!/minutach.Byłam wtedy z moją młodszą córką,i nie wiedziąłam co jej
        odpowiedzieć na ciagłe pytania:mamusiu,a dlaczego tu stoimy,dlaczego nie
        idziemy dalej.Dla mnie jeszcze szczytem głupoty jest zostawianie dziecka w
        wózku przed sklepem z mającym je "pilnować" "starszym"ok. 3-4 letnim
        rodzeństwem.Też się spotkałam.
    • marta_nie_martka Jeszcze jedna historia z przestrogą 04.05.05, 14:03
      Rzecz miała miejsce w Wa-wie, podaję dokładne miejsce, nie żeby się pochwalić
      gdzie mieszkam smile, ale żeby pokazać jak daleko może odejść małe dziecko.

      Na Chmielnej dwie młode kobiety wyszły z butiku i wpadły w panikę, okazało się,
      ze w wózeczku, zostawionym pod sklepem, nie ma dziecka, chłopca ok 2l. Zrobiło
      się wielkie zamieszanie. Nie mogłam w nim czynnie uczestniczyć, poszłam w swoją
      stronę, tzn, Nowym Światem do Świętokrzyskiej.

      Na wysokości lodziarni Iglo stał zapłakany, zasikany chłopiec. Ubrałam małego
      (zdjął spodenki, widać chciał sam sie załatwić), wzięłam na ręce i zawróciłam
      na Chmielną. Po drodze jakaś pani powiedziała mi, że na Chmielnej szukają
      takiego brzdąca. Miałam nadzieje, że pomagając tej mamuśce, nie ukradłam obcego
      dziecka. Okazało się, że właśnie tego chłopca szukały. Oddałam dziecko i się
      zmyłam, kobiety były roztrzęsione, trochę sie bałam, że mnie posądzą o porwanie
      (sama miałam wtedy raptem 16l). To było zupełnie obec mi dziecko, ale nie
      zapomnę jak się przejęłam jego zniknięciem i jak się ucieszyłam, że się
      znalazło.

      Dodam jeszcze, że chyba nikt z przechodniów nie zainteresował się co robi na
      środku chodnika zapłakane dziecko z gołą pupą.
      • e_r_i_n Re: Jeszcze jedna historia z przestrogą 04.05.05, 14:08
        Dobrze, ze sie tak zachowalas. Ja sama, widzac jakies placzace dziecko, ktore
        wyglada jakby rodzicow nie bylo w poblizu (a czesto sie to zdarza w centrach
        handlowych) czekam, az sie rodzic czy opiekun znajdzie. Robie tak, bo
        chcialabym, zeby w razie czego ktos sie w taki sposob zajal moim dzieckiem
        (chociaz z oka go nie spuszczam).
        • wieczna-gosia Re: Jeszcze jedna historia z przestrogą 04.05.05, 14:18
          ja wczoraj bylam na wycieczce rowerowej zatrzymalam sie nad kanalkiem. siedze
          grzeje sie w sloncu, a tu jakis maluch lazi nad ta woda. Najpierw sie nie
          zainteresowalam, bo niedaleko siedziala para, mysle sobie ze widza i widocznie
          aprobuja, ale para nagle odchodzi- znaczy ze nie ich dziecko. A w zasiegu wzroku
          nikogo, kto wyglada ze z dzieciakiem jest.
          No to podeszlam, zagadalam, wyciagnelam ze sie nazywa adas i jest z mamusia. A
          gdzie mamusia adasiu? Adas zagruchal cos tam po swojemu i do wody sie dorwal. No
          wiec wstalam, zostawilam swoje towarzystwo i stwierdzilam ze zaczne
          spacerowac., moze ktos sie do adasia przyzna. Po 10 minutach dojrzalam kobiete z
          panika latajaca wsrod ludzi. Byla ze 100 m ode mnie. Adasia obserwowalam z 10
          minut zanim do niego podeszlam, z 10 minut z nim gadalam, zanim zaczelam
          spacerowac.... no slowem maluch jej musial zginac ze 40 minut wczesniej (bo
          jeszcze musial dojsc) jak nie lepiej. Mama byla w stanie takiej histerii ze
          mysle ze nauczke miala na cale zycie....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka