nulusia
16.04.05, 16:56
Cześć. Rzadko piszę listy z prośbą o poradę od Was kochane dziewczyny. Raczej
czytam, bo tylko na to znajduję czas. Mam problem z moim małżeństwem, czuję
ze jest źle. Boję sięby nie zabrnąc za daleko gdy nie będzie już odwrotu.
Jesteśmy 4 lata po ślubie zawartym z wielkiej miłości.Kryzys jest od dwóch
lat-od kiedy urodził sie nam synek. Mam dla męża mniej czasu, dla siebie
wcale. Chodzę do pracy. Do domu też muszę zabierać papiery z pracy. Studiuję
zaocznie. Nie mam na nic czasu. Musze zająć się sprzątaniem, gotowaniem i
synkiem(to moje najukochańsze zajęcie). Mąż mi nie pomaga. Siedzi przeważnie
przy komputerze, wszystko ma w nosie. Dziecko wcale się do niego nie garnie
bo przyzwyczaiło się do tego że tylko mama reaguje na niego, bawi się z nim.
Ja jestem wykończona, nie wyrabiam się ze wszystkim. jak męża poproszę o
pomoc to najpierw sie obrazi że zakłócam jemu spokój a potem po długim czasie
(niekoniecznie tego samego dnia)pomoże mi. Często tracę cierpliwość i sama
robię to za niego bo nie mogę patrzeć się na stertę naczyń w zlewie. Mąz
czuje się zaniedbany, chodzi oczywiście o seks. Mam na to ochotę tylko jak on
jest w dzień "człowiekiem", a to jemu się rzadko zdarza. Jego potrzeby są
duże, ja padam ze zmęczenia przy usypianiu synka i już mnie potem nie
dobudzi.Więc jest taki schemat: on jest w dzień wstretnym egoistą, jednak
upokażam sie dla świetego spokoju i kochamy się. Jest wszystko ok.(nawet
naczynia sam umyje) do nastepnej nocy gdy już nie mam siły na seks(tzn. zasnę
z synkiem). Wtedy znów(nastepnego dnia) wraca jemu zły nastrój, krzyki,
wstrętne komentarze, ignorowanie mnie na całego i poniżanie przy wszystkich.
Recepta na powrót normalnego człowiek to tylko seks. Jednak jak ja mam mieć
na niego ochotę jak tak mnie w dzień traktuje?. Zawsze kolerzy , szwagier są
ważniejsi niż ja i synek. Ma czas na spotkania z nimi, piwko itp. Robi mi
często na złość. W ogóle jestem spokojnym człowiekiem i naprawdę nie ma
powódów poza tym seksem na mnie warczeć. Wiecie jest mi bardzo smutno, bo
trudno uwieżyć że się jest kochaną (o czym mówi jak jest dobrze)a robi mi
tyle świństw. Nie ufam jemu, nie czuję sie bezpieczna w związku, nie wiem ile
jeszcze to potrwa. Skąd brać siłę by jemu wybaczyć ten brak szacunku dla
mnie. Trudno zapomnieć.Mam dość tej huśtawki. Kończę bo sie rozkleiłam. Może
coś poradzicie.