Pies i "bachory"

06.05.05, 12:09
Za radą moich adwersarzy na innym forum, polecam Wam - Mamy, lekturę wątku:

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=128&w=23472938
Pozdrawiam.
    • amb25 Re: Pies i "bachory" 06.05.05, 12:18
      Z tymi "bachorami" to trochę przesadziła.
      Ale głowe daję, że prawda jest to co poweidzała, że po pojawieniu się dziecka w
      rodzinie pies (częstozabrany wcześniej ze schorniska) trafia tam spowrotem. I
      to jest smutne, że ludzie sa tacy nieodpowiedzialni.
      • gamacedur Re: Pies i "bachory" 06.05.05, 12:34
        Zgadzam się. Sama znam ludzi, którzy wzięli psa, żeby paniusi w domu się nie
        nudziło, a potem gdy przyszło dziecko na świat, to pies poszedł "do ludzi" -
        jak to ładnie nazwali. Nie rozumiem takiego postępowania. Ale kiedy słyszę, że
        jakiś babsztyl histerycznie reaguje na chęć posiadania przez ludzi dzieci i
        obraża ich, to mnie krew zalewa.
      • kalina_p Re: Pies i "bachory" 06.05.05, 12:37
        z okresleniem "bchory" fakycznie przesadzila ale tez zgadzam się, że często
        ednak zdarza se, że w momencie pojawienia sie dziecka pies zostaje oddany (w
        najlepszym wypadku) a czesto wywalony po prostu gdzies pod miastem.
        Niestety panie rowadzace schwoniska musza dbac takze o to, sprawdzac jaks tam
        osoby, które chca psa, rozmawiac z nimi po to, żeby psa nie oddac komus
        nieodpowiedzialnemu.
    • twinmama76 Re: Pies i "bachory" 06.05.05, 12:42
      No cóż, pewnie wyglądacie jak para smarkaczy, ja wiem, może 13 letnich, którzy
      mają kaprys - chcą pieska. Zapewne widać po was braki w logicznym mysleniu,
      planowaniu przyszłość i absolutną niemoc w podejmowaniu odpowiedzialnych
      decyzji uncertain
      Jeśli tak jest, to pani Magda powinna byc spokojna - na pewno nie będziecie
      mieć żadnego bachora (fuj!).
      Według mnie miałaś rację, odjeżdżając z niczym. Jest wystarczająco wiele psów,
      które czekają na dom. Nie musicie przy wyborze pieska wysłuchiwać impertynencji
      jakieś starej baby.
    • yenna_m Re: Pies i "bachory" 06.05.05, 13:05
      A czasem rodzą się dzieci chore i niestety psa trzeba oddac.
      Miałam psa i dwa koty (prawdę mowiąc po 7 latach bezdzietnego małżenstwa i
      niestosowaniu żadnej antykoncepcji, mysleliśmy, że nie możemy mieć dzieci i
      nagle ni z gruszki ni z pietruszki zaszłam w ciążę).

      Urodziło się jedno dziecko, potem drugie. Niegroźna dziecięca alergia
      przeewoluowała w stronę astmy. Mało tego - ciąża też u mnie wywołała astmę.
      I co?
      Z bólem serca, ale trzeba było oddać zwierzaki.
      Chociaż z podjęciem decyzji czekaliśmy ponad 3 lata, licząc, że może coś się
      zmieni, alergie miną...

      Samo życie.

      PS: Mam koleżankę, która ma dzieciaka astmatycznego, psa i kilka kotów.
      Nie wiem, ale mam bardzo poważne wątpliwości, na ile trzymanie zwierząt w domu
      (wiadomo, marsze alergiczne, te sprawy) jest rozsąne i nie szkodzi zdrowiu
      dziecka.
      Bo moim zdaniem w takiej sytuacji, chociaż to bardzo przykre i serce się kroi,
      dobro zwierzaka musi ustąpić dobru dziecka. Po prostu.
    • umasumak Rada ( do Gamycedur :-) 06.05.05, 13:29
      Hej, nie bedę się ustosunkowywać do treści wątku, do którego podałaś link, bo
      poziom wypowiedzi pewnych osób jest żenujący, ale pokuszę się tylko o
      przytoczenie mojego punktu widzenia, z pozycji osoby i dzieciatej i psiatej ;-
      ). Otóż, jeśli planujecie dziecko, powinniście wziąść psiaka mlodego, z pewnego
      źródła. Nigdy nie polecałabym psa ze schroniska, który zapewne swoje już
      przeszedł i ma zwichrowaną psychikę. Może jakaś zboczona jestem, ale mimo
      ogromnej milości do zwierząt, to dzieci są dla mnie najważniejsze na świecie i
      ich dobro przedkładam ponad wszystko. Pzdr
      • agawa79 Re: Rada ( do Gamycedur :-) 06.05.05, 14:08
        O, podpiszę się pod Umą.
        My popełniliśmy ten błąd, że przed urodzeniem dziecka wzięliśmy psa ze
        schroniska. Reklamowano go nam jako łagodnego, przyjaznego pieska.
        Okazał się diabłem wcielonym. Nie widziałam jeszcze takiego agresywnego psa.
        Próbowaliśmy go ułożyć z pomocą tresera i weterynarza, ale pies jest po prostu
        chory psychicznie i nie da się go ułożyć. Chcieliśmy go oddać w to samo
        miejsce, skąd przyszedł (bo przecież nie wyrzucimy psa w lesie), ale schronisko
        się zwinęło, a my mamy ciągle psa, z którym strach zostawić dziecko w tym samym
        pomieszczeniu choćby na dwie sekundy (a dziecko do dręczycieli nie należy). Nie
        wiem, co ten pies przeszedł, zanim do nas trafił, bardzo mi go szkoda, ale
        straciłam do niego serce - bo boję się, że coś zrobi dziecku, i w dodatku daje
        mi powody do takich obaw. Teraz zaczęliśmy terapię lekami, które mają go
        uspokoić, zobaczymy, co z tego wyjdzie...
        • kalina_p a ja sie nie zgodze... 06.05.05, 15:42
          psiaki ze schronisk (samma miałam i mam) sa wspaniale, kochajace itd. Nie
          wszystkie oczywiście nadaja si do dzieci ale to juz powinien wiedziec ktos, kto
          sie nimi w schronisku zajmuje. Ja w schroniskach zawsze [przedstawiałam
          warunki, które zwierzak MUSI spełnić (bo mam 4 sztuki i chodzilo o to, żeby
          np. wziąc kota, który nie boi sie psów) i nigdy nie bylo problemu.
          Tym bardziej, jesli chodzi o dzieci - po prostu zastrzec, żeby byl to pies,
          który lubi dzieci/. Ludzie oddaja psy do schronisk np. z powodu alergii u
          dziecka a taki pies jest do dzieci przyzwyczajony.
          Osoby opiekujace sie psami w schroniskach przeważnie znaja ich przeszłość albo
          znają ich zachowania w różnych sytuacjach i nie dadza psa "nie pasujacego" z
          tej prostej przyczyny, że moga sie spodziewac, że do nich wróci po tygodniu...
          Nigdy niemiałam jakiejs nieprzyjemnej sytuacji, czyli błędu w wyborze
          zwierzaka...
    • lola211 Re: Pies i "bachory" 06.05.05, 14:19
      To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, ze wiele osob, ktore nad wyraz kochaja
      zwierzeta, ma cos nie tak z głowa.Taka Bardot czy Villas zdiwaczaly do
      reszty.Tez pewnie dzieci traktuja jak bachory wrogie kochanym piskom. Stado
      zwierzatek, nadmierne nimi zainteresowanie,calowanie sie za zwierzetami to dla
      mnie sygnal, ze czlowieka takiego nalezy omijac z daleka, fanatykow tego typu
      nie lubie.
      Dodam, ze znam i normalnych milosnikow kotow czy psow,ale Ci nie traktuja
      dzieci jak ta pani ze schroniska.
      • verdana Re: Pies i "bachory" 06.05.05, 14:35
        A gdy ja kupowałam psa - rasowego - krzywoprzysięgłam, że małego dziecka w domu
        nie posiadam. Bo to był warunek sprzedaży. A babsztyl, który psa sprzedawał,
        sprzedał szczeniakowi matkę (bo same z nią kłopoty były, metrykę raz zgubiłam i
        musiałam wyrabiać od nowa, nie bedę już hodowała psów tej rasy). Pieski
        trzymała w małych kojcach - to było OK, ale dziecko - nigdy.
        I zaręczam, że dziecko nie musi męczyć psa, ani wsadzać rąk do kontaktu, ani
        wyskakiwać przez balkon - wszystkiego mozna nauczyć.
      • janet3 Re: Pies i "bachory" 06.05.05, 19:56
        Ja należę do gorących wielbicielek zwierzaków i regularnie je wycałowuję co
        według loli klasyfikuje mnie do omijania mnie szerokim łukiem czyli wariatkasmile))
        Kiedyś też nazywałam dzieci bachorami(kiedy jeszcze nie miałam swojego)Jestem
        pełna uznania dla Bardot czy Villasowej bo wbrew całemu swiatu i niezbyt
        sympatycznych opinii na ich temat oddały swoje życie i miłość zwierzakom i
        chwała im za to.A kobiecina ze schroniska też pewnie kocha te swoje
        biedaczyska przybłędy i wiele w życiu widziała i bardzo często trafiały do niej
        te psiny z rodzin w których odechciało się zwierzaka bo pojawił się"bachor" i
        dużo w tym prawdy.Babka może nie zachowała się elegancko ale ja potrafię
        wytłumaczyć jej zachowanie,pozdrawiam
      • malwisienia Re: Pies i "bachory" 06.05.05, 20:02
        osoby, które nadwyraz kochają zwierzęta mają coś nie tak z głową? to może
        dorzucisz jeszcze homoseksualistów, filatelistów i garbatych. Trochę
        tolerancji! Ja osobiście dzieci nie lubię, ale nie twierdzę, że jak ktoś je
        kocha to ma cos nie tak z głową.
      • kalina_p Re: Pies i "bachory" 06.05.05, 20:18
        wydaje mi sie, że stosunek do psów i do dzieci to 2 różne sprawy.
        Mozna kochać psy a nie lubic dzieci, można kochać psy i dzieci, można nie lubic
        psów i kochac dzieci...
        Ja zawsze kochałam psy, koty i wszelakie inne, całowałam, ściskałam, "nie
        trawiłam" dzieci. Tak po prostu, przeszkadzały mi. Przeszło po urodzeniu córy.
        Ale rozumiem jakos tam osoby, które dzieci nie lubią i nazywaja bachorami...
        A jeszcz lepiej rozumiem osoby, które kochaja zwierzeta.
    • kinga101 Re: Pies i "bachory" 06.05.05, 14:50
      moje dzieci wychowały się z psem.Pierwszy był pies, mówiliśmy o nim pierworodny
      nie był aniołem ,ale nigdy nikogo nie ugryzł.Kochaliśmy go bardzo i nigdy przez
      głowę nam nie przeszło ,żeby go oddać.Umarł po 14latach bycia z nami wierzcie
      mi płakalismy wszyscy.Teraz mamy 2letnią suczkę ze schroniska po
      przejściach.Jest wcieleniem łagodności.Dzieci ją uwielbiają.Jednak gdyby moje
      dzieci były uczulone na zwierzę to szukałabym ludzi kochających psy.Wiem jak
      wygląda schronisko i nigdy nie oddałabym tam mojego psa.Nasze zwierzęta są
      częścią naszej rodziny.Moi rodzice zawsze mówili ,że zwierzę to nie zabawka i
      jeżeli już wzieło się zwierzę do domu to jest się za niego odpowiedzialnym.Tak
      zostałam wychowana i tak wychowuje moje dzieci.Pies to żywa istota .
      • gamacedur Re: Pies i "bachory" 06.05.05, 15:41
        Nie wyobrażamy sobie domu bez psa. Mój mąż mówi na mnie "psia mama", bo zawsze
        gdy widzę psa kucam i całuję się z nim smile) Sami wychowaliśmy się z psami i
        chcemy aby nasze dziecko tak się wychowywało. Kochamy zwierzęta. Jeśli jednak
        będę musiała wybierać między dzieckiem a psem, bo okaże się że są takie
        przeciwskazania zdrowotne, wybór będzie prosty. I nie będzie nim oddanie
        dziecka do domu dziecka, jak zrobiłyby niektóre nawiedzone osoby z F.
        Zwierzęta, lecz znalezienie najlepszego domu dla naszego zwierzaka. Mamy jednak
        nadzieje, że nigdy nie będziemy musieli stać przed takim wyborem - nasi
        siostrzeńcy i bratanki chowają się z psami od urodzenia, więc może i nas ominie
        wątpliwa przyjemność alergii. Maluchy przy tym są normalnymi kochanymi dziećmi,
        które ledwo jeszcze siedzą, a już paluszkami odłupują swoje jedzenie, żeby dać
        czekającemu "żebrakowi" smile)) Ten widok jest tak słodki, że warto wszystko, by
        móc to zobaczyć.
        • kalina_p do gamycedur 06.05.05, 15:44
          ja ma 2 psy, 2 koty i prawie roczna córe, jest świetnie, nie ma alergii
          (podobno bardzo, bardzo żadko zdarza sie alergia, jeśli matka w ciąży miała
          kontakt z alergenami - sierścią).
          Mała uwielbia oba psiaki, koty tez , zwierzaki uwielbiaja ja - dla mnie
          sielankawink))
          • yenna_m Re: do gamycedur 06.05.05, 15:49
            u nas sie zdarzyła
            czyli podpadamy pod to "bardzo rzadko"

            skutki: dwie astmy plus silna nadreaktywnosc oskrzeli, ktora pewnie w astmę
            przeewoluuje.
            NIC nie daje absolutnej pewnosci, że dziecko nie uczuli się na zwierzę.
            Jak ma się uczulic - to się uczuli.

            Coraz bardziej jestem skołonna wierzyć, że astma w ogromnej mierze jest
            uwarunkowana genetycznie. I że z genami się nie wygra (najwyżej cholesrstwo
            wylezie tak jak u mnie- po 30-tce)
            • kalina_p Re: do gamycedur 06.05.05, 15:56
              może...az tak sie nie znam, pisze, co wiem od lekarzy.
              Inna rzecz, że ani u mnie ani u męża w rodzinie nikt nie byl uczulony.
            • agacz2905 Re: do yenny_m 06.05.05, 21:21
              U mnie też "się zdarzyło" Szymek miał robione testy skórne na alergię wziewną.
              Niespodzianka; najbardziej na świecie jest uczulony na kurz domowy, roztocza
              i...sierść psa. Jako ciekawostkę podam, że on i ja psów się boimy oraz
              właściwie jakoś tak ich nie cierpimy. Szymek ma wszystkie moje dolegliwości, z
              tym, że ja nie robiłam sobie nigdy testów alerg. Druga połowa naszej rodziny,
              tj. mój mąż i córka - uwielbiają psy, nuie boją się ich, każdego napotlanego
              pieska wygłaszczą, jak maja czym i właściciel pozwoli - poczęstująsmile. Aż mi
              szczęka opadła, że też takie "drobiazgi" się dziedziczy. Mam na myśli stosunek
              do zwierząt, usposobienia i cholerną alergię. Pozdrawiam
              Agnieszka
    • malwisienia Re: Pies i "bachory" 06.05.05, 15:59
      bo taka jest prawda, ludzie traktują zwierzęta jako przedmioty, które można
      wyrzucić jak się znudzą; dlatego uważam że kobieta miała słuszne obawy, skoro
      pracuje w schronisku, to pewnie niejedno już widziała;

      PS. Ja również określam dzieci mianem "bachorów" i połowa moich znajomych, tych
      dzieciatych i nie, również
      Nie każdy musi lubić dzieci
      • judytak Re: Pies i "bachory" 06.05.05, 16:19
        i co, urodziłaś przecież dziecko, to oddałaś psa????

        czy "ja nie, bo ja jestem wspaniała, ale wszyscy inni są do niczego"???

        pozdrawiam
        Judyta

        P.S.
        w pewnych regionach (np. Wielkopolska) dzieci określa się zwyczajowo
        jako "bachory" i nie ma się nic złego na myśli
        jednak w innych regionach (np. Mazowsze) jest to określenie mocno obraźliwe
        J.
        • dzindzinka Re: Pies i "bachory" 06.05.05, 16:26
          Sama też czasem mówię pieszczotliwie do moich dzieci "bachory", w rejonie z
          którego pochodzę, to po prostu nieznośne dziecko.
          Wypowiedź tej kobiety jednak odbieram jako skandaliczną. Z kontekstu wynika, że
          bachor to nic dobrego. Widać dla niej psy są dużo ważniejsze niż dzieci.
        • malwisienia Re: Pies i "bachory" 06.05.05, 18:47
          ja nie oddałam psa i wiele osób tego też nie robi, ale są takie które oddają,
          stąd podejrzliwość kobiety,
          ja osobiście zajmuję się adopcajmi kotów i tez raczej nie daję kotów ludziom z
          małymi dziećmi, chociaż czynię wyjątki; łatwo zresztą poznać kogoś kto chce
          wziąć zwierzę bo ma taki chwilowy kaprys albo jako zabawkę dla dziecka
          • lola211 Re: Pies i "bachory" 06.05.05, 18:52
            > ja nie oddałam psa i wiele osób tego też nie robi, ale są takie które oddają,
            > stąd podejrzliwość kobiety,

            A ten fragment o ogłupiajacej telewizji, co kaze bachory ciagle rodzic, tez z
            podejrzliwosci sie wział, czy raczej niecheci do dzieci, wcale nie skrywanej?
            • malwisienia Re: Pies i "bachory" 06.05.05, 18:53
              to było głupie
      • lola211 Re: Pies i "bachory" 06.05.05, 16:21
        > PS. Ja również określam dzieci mianem "bachorów" i połowa moich znajomych,
        tych
        >
        > dzieciatych i nie, również
        > Nie każdy musi lubić dzieci

        Dla mnie bachor to rozwydrzony dzieciak,takiego tak nazwe, natomiast nie
        lubie , gdy tak okresla sie ogól.Ciekawe, jaka bylaby reakcja tej kobiety ze
        schroniska, gdyby ktos pogardliwie nazwal psy parchatymi kundlami np. Nawet,
        gdybym psów nie lubila, nie okreslalabym ich tak.





        --------------------------------------------------------------------------------
    • marcelino1 Re: Pies i "bachory" 06.05.05, 18:59

      Judyta napisała:

      P.S.
      w pewnych regionach (np. Wielkopolska) dzieci określa się zwyczajowo
      jako "bachory" i nie ma się nic złego na myśli
      jednak w innych regionach (np. Mazowsze) jest to określenie mocno obraźliwe
      J.



      Ja pochodzę z Wielkopolski i owszem znam to określenie ale tylko dla bardzo
      niegrzecznych dzieci.
    • maadzik3 Re: Pies i "bachory" 06.05.05, 19:11
      U nas pierwszy byl pies. Po roku od przyjscia niuni - dziecko. Nie bylo
      klopotow, tzn. troche fochow ze strony psicy bylo, ale przeciw nam, a dziecie
      zaakceptowala bez problemow. Nie przyszloby mi do glowy rozwazac jej oddania,
      za wyjatkiem alergii oczywiscie, ktora na szczescie nas ominela.
      Natomiast przyznaje (i tu zgadzam z\sie z Uma) ze psa ze schroniska nie
      wzielismy wlasnie bojac sie psychicznych wypaczen w kontekscie planowanego
      dziecka. Uwazam ze przy kilkulatku mozna psa ze schroniska brac - widac jak
      reaguje na dzieci, przy niemowlaku (a tym bardziej dopiero planowanym), lepiej
      nie. A psy (dobrze ulozone) i dzieci to swietny duet.
      Stara Psiara (no, moze nie tak starasmile))
    • maja2005 Re: Pies i "bachory" 06.05.05, 22:25
      Znam Korabiewice i znam Panią Magdę.
      Jest to kobieta, która całe swoje życie poświęciła dla zwierząt. Nie tylko dla
      psów ale też dla niedźwiedzi, koni, krów, kotów, swiń. Ma jedno z najlepszych
      schronisk w Polsce. Przygarnie każde zwierzę, które jej podeślecie. A jeśli
      będzie chore, to nie uśpi go, ale wyleczy. I ludzie tą dobroć nagminnie
      wykorzystują. Przywożą szczeniaka, bo nie chciał nauczyć się sikać na dworze.
      Przywożą dorosłe rotwailery, bo nie są agresywne. Przywozą dorosłe psiaki, bo
      moda na tę rasę przeminęła, bo nie pasuje kolorystycznie do nowego dywanu,
      itd.. A ponieważ najlepiej winę zwalić jest na alergię lub na dziecko, to co
      drugi (niepodrzucony, bo to inna sprawa) psiak jest oddawany z tej właśnie
      przyczyny.
      Pani Magda te wszystkie psiaki zbiera i krew ją zalewa, ze można być tak
      nierozsądnym. Psiaki patrzą na swoich właścicieli jak odchodzą i prawie płaczą.

      Z tego też powodu, jest istotą bardzo ekscentryczną i dla niektórych nie
      zrozumiałą. Ma też zdolność wyczuwania od razu, czy ludzie którzy przyjechali
      po psiaka, robią to z miłości do zwierząt szukając członka swojej rodziny, czy
      też potrzebują czegoś do ywstroju swojego wnętrza.
      Nie zawsze też jest miła w obyciu. Chociaż jak ja się tam poraz pierwszy
      pokazałam, przyjęła mnie bardzo życzliwie.

      Zresztą nie tylko tam, ale w każdej instytucji zamujacej sie adopcją zwięrząt
      są prowadzone bardzo podchwytliwe rozmowy z przyszłymi opiekunami. W ten sposób
      się sprawdzą, czy psiak trafi we właściwe ręce i nie zostanie za kilka dni
      znowu odrzucony. Wystarczyło tylko zapewnić ją, ze pies nie będzie robił za
      maskotkę tylko za starszego braciszka. I z pewnością by psa wydała.


      • lola211 Re: Pies i "bachory" 07.05.05, 08:20
        Wystarczyło tylko zapewnić ją, ze pies nie będzie robił za
        > maskotkę tylko za starszego braciszka. I z pewnością by psa wydała.

        Po takich tekstach jakie rzucila? Tez bym sie zawinela i tyle.

        Co do oddawania zwierzat- mialam kiedys psa, mial kilka lat, gdy sie
        przeprowadzilismy do nowego mieszkania.Zaczal dluzej zostawac sam, bo rodzice
        szli do pracy, my do oddalonych szkol, wracalismy po poludniu.Wczesniej
        mieszkalismy z babcia, ktora zawsze w domu byla.
        Pies zaczal niszczyc mieszkanie- gryzł tapety, zniszczyl wykladzine i obicie
        dzwiekoszczelne w drzwiach.Zaczal sikac w mieszkaniu i to nie dlatego, ze za
        rzadko wyprowadzany(sasiadka w miedzyczasie z nim wychodzila).Jednym slowem
        stal sie szkodnikiem.Po wielu miesiacach mama miala dosc i oddala go znajomym,
        do domu z ogrodkiem.Nie przyszlo jej to lekko, nie o znudzenie psem chodzilo,
        ale o powazniejsza rzecz.
        Po 2 tygodniach psa odebralismy, bo tesknil, nie jadl.I tak meczylismy sie z
        tymi jego wyskokami jeszcze pare lat.Osoby mniej wrazliwe z pewnoscia nie
        zabralyby go z powrotem, ale ja po czesci bym to zrozumiala, bo naprawde ciezko
        wytrzymac z psem, ktory dewastuje mieszkanie.
        Nie potepiam tych, ktorzy oddadza do schroniska, to zawsze lepsze wyjscie niz
        przywiazanie do drzewa w lesie.
      • twinmama76 Re: Pies i "bachory" 07.05.05, 08:36
        Nic, absolutnie nic nie usprawiedliwia takiego traktowania ludzi, jakie opisała
        autorka wątku. Dla mnie to, że ktoś przyjechał po psa do schroniska
        wystarczyłoby, żeby dostał na początek kredyt zaufania.
        Myślę, że ci, którzy traktują zwierzęta jak zabawki, prędzej pojechaliby do
        hodowcy najmodniejszej obecnie rasy, ewentualnie rasy pasującej do wystroju
        domu.
      • yenna_m Re: Pies i "bachory" 07.05.05, 09:57
        > A ponieważ najlepiej winę zwalić jest na alergię lub na dziecko, to co
        > drugi (niepodrzucony, bo to inna sprawa) psiak jest oddawany z tej właśnie
        > przyczyny.


        No dobra maja, tylko ja osobiscie nie znam dziecka, które by na coś nie
        alergizowało. I niestety znam coraz więcej dzieci z astmą.

        Przepraszam, ale gdy czytam takie słowa, to zwyczajnie zaczynam się złościć.
        Nie mam powodu nie wierzyć ludziom, którzy oddają zwierzę ze względu na alergie
        dziecka, że tej alergii nie ma. Może nie wiesz, ale wielu lekarzy pozbycie się
        zwierzęcia, kwiatów, dywanów, firanek i te pe z domu, stawia jako warunek
        leczenia małego alergika - niestety, biorąc pod uwagę MOJE doświadczenia
        związane z leczeniem alergii - chyba jednak ci lekarze mają rację (chociaż
        wcześniej, zanim dzieciaki dorobiły się astmy miałam zupełnie inne zdanie, do
        końca, jak długo się dało, przedłużając chwilę oddania zwierząt i pukając się
        znacząco w głowę na słowo "marsz alergiczny", bo przecież jeśli dziecko się
        wychowuje z psem czy kotem od początku to nie powinno się uczulić. Guzik
        prawda. Statystyka statystyką, a geny i tak zrobią swoje).

        Niestety - zamiast mieć psa - wolę mieć zdrowe dziecko. Wiesz, takie, które nie
        budzi się z totalnym kaszlem w nocy i płaczem "Mama, brakuje powietrza".
        Przeżyłąś coś takiego? Inhalacje w środku nocy, żeby dzieciak mógł zacząć
        normalnie oddychać? Żeby przerwać trwający długie minuty atak kaszlu i
        duszności?
        Ja tak.
        Niestety.

        W MOIM (podkreslam!) przypadku to oddanie zwierząt być może nastąpiło nawet za
        późno.

        Myślę, że nikt, w razie, gdy oddanie zwierzęcia spowodowane jest chorobą
        (astma, a nawet zwykła alergia z uwagi na grożbę powikłan i przeewoluowania tej
        alergii w astmę jest bardzo poważną, przewlekłą chorobą) ABSOLUTNIE NIKT nie ma
        prawa oceniać rodziców dzieci, oddających zwierzę, które najzwyczajniej w
        świecie powoduje cierpienie dziecka, które zaostrza jego chorobę.
        NIKT.
        NAwet osoba, która te zwierzęta ratuje.

        Gdzieś grubimy ganicę między pewnymi wartościami.
        Bo mi wydawało się, że jednak życie, zdrowie CZŁOWIEKA jest największym dobrem,
        przed którym inne, niestety również dobro zwierzęcia, musi ustąpić.
        I niestety, czasem się zdarza, że tego zwierzaka nie da się umieścić śród
        znajomych. Ja miałam taki problem z jednym z kotów (kot podwórkowy, którego w
        sumie uratowałam od śmierci)- nikt, po prostu nikt go nie chciał.
        Poszedł do schroniska.

        Świat nie jest czarno-biały. A wiele decyzji to kwestia wybrania mniejszego zła.
        I NIC nie usprawiedliwi, nawet dobro zwierzęcia i miłość do niego, bezmyślności
        i okrucieństwa, gdy idzie o ocenianie innego człowieka.
        Bo to już graniczy z bezrozumnym fanatyzmem.
        A tego prywatnie staram się wystrzegać i omijać ludzi cierpiących na taką
        chorobę z daleka.

        Pozdrawiam serdecznie.
        YennaM
        • kalina_p Re: Pies i "bachory" 07.05.05, 10:11
          mai chyba nie chodzilo jednak o prawdziwa alergie (to normalne, że jak trzeba
          oddać to trzeba) ale o pretekst - dziecko jest, wiec pies przeszkadza...
          A to niestety się zdarza. Dopóki piesek pelni role pupilka, jest ok, gdy
          pojawia sie dziecko piesek idzie w odstawke, przeszkadza, ni pasuje...i wtedy
          wytłumaczeniem oddawanie jest pojawienie sie dziecka, wyimaginowana czesto
          alergia - przeciez nikt nie powie, że ie pies znudzil, tylko mówi sie właśni,
          że dzicko ma alergie, to wszystko tłumaczy...
          • ledzeppelin3 Re: Pies i "bachory" 07.05.05, 10:22
            "pojawi się BACHOR i pies
            znowu wróci do schroniska! To ta telewizja tak ogłupia, żeby te bachory
            rodzić ciągle!"
            Tak mówiąca kobieta albo ma zaburzenia psychiczne (nikt mi nie wmówi, że
            zupełnie zdrowa osoba może poważnie w taki sposób mówić o innych ludziach, w
            tym wypadku dzieciach), albo ją los pokarał, np. nie może mieć dzieci i jest
            rozgoryczona na cały świat. Niezły kanał.... Zastanawiające, jak ją niektóre
            mamusie rozumieją...Ale los biednych piesków na pewno usprawiedliwia takie
            podejście do dzieci, nieprawdaż?
            • kalina_p Re: Pies i "bachory" 07.05.05, 10:28
              To do mnie bylo?
              tak, usrawiedliwiam takie podejście do dzieci, bo sama (dopóki Kinga se nie
              urodziła) uwazałam, ze dzieci to wstretne bachory i że nigdy dziecka mieć nie
              bedę.
              Zdrowa psychicznie jestem.
              Fakt, kobieta nie powinna tak sie odzywać (ta w schronisku), gdyz bylo to
              niemile niekulturalne itd...ale założę się (zreszta któraś z dziewczyn bardziej
              szczegółowo to opisala), że tyle sie napatrzyła na krzywde zwierzaków, że pewne
              rzeczy mozna jej może wybaczyc?
              Natomiast zwiazku z telewizja nie widzewink
              • ledzeppelin3 Re: kalina_p 07.05.05, 15:56
                Gdybyś tak naprawdę myślała, nie miałabyś córysmile Zresztą trochę co innego tak
                uważać, co innego przedstawiać takie poglądy w poważnej rozmowie. Pisałam, że
                TAMTA KOBIETA jest niezupełnie zdrowa psychicznie. Zresztą, kto z nas jest...Ja
                też mam różne odchyłysmile. Na przykład taki, że pieski mnie średnio, delikatnie
                mówiąc, ruszają, a dzieci bardzo lubię. I ich dobro przekładam zdecydowanie
                ponad dobro psów. Dlatego psa nie mam, a dziecko tak. Moje słowa nie były
                skierowane bezpośrednio do Ciebie. Ale takich ludzi, jak ta kobieta, uważam za
                świrów. I tyle.
                • kalina_p Re: kalina_p 07.05.05, 18:52
                  a ja sie bardzo ciesze, że takie osoby sa na świecie. moze nie zachowala sie
                  zbyt elegancko ale za to ile psów uratowala, podleczyła, utrzymuje
                  itd...Podziwiam. Sama bym sie nie zdecydowała az w takim stopniu życia
                  zwierzakom poświęcić...Pewnie zastępuja jej dzieci i jako dzieci je traktuje...
                  Możena to uznac za...hmm...lekki odchyl od sredniej ale za chorobe chyba nie.

                  A co do córy - spodziewalam się optymistycznie, że jak juz bedę mieć to
                  polubię, hehehe. No i kocham ja bardzowink
          • yenna_m Re: Pies i "bachory" 07.05.05, 10:33
            kalina, no jasne, ja rozumiem
            jednak takie uogólnianie mnie razi
            bo wsadza ludzi rzeczywiscie borykających się z alergią dziecka do pewnego
            worka.

            jakby istniało inne wyjście niz oddanie zwierzaka.
            Bo oddania dziecka jakoś nie wzięłam pod uwagę wink

            acha
            bo zapomniałam napisać: pies to nie brat dla dziecka. Może być przyjacielem,
            toarzyszem zabaw, ale i na uproszczenie, że będzie pelnić funkcję "brata" nie
            zgadzam się.
            W braterstwie istnieje prartnerstwo
            pies ma być podporządkowany również i dzieciom właścicieli i stać na samym dole
            hierarchii.
            Pies to pies.
            MOIM zdaniem.
            • kalina_p Re: Pies i "bachory" 07.05.05, 10:36
              trudno bez wnikliwych badań stwierdzic, które dzecko naprawde ma alergie a
              którego rodzice sie po prostu psem znudzili czy maja dosyc "kłoptu", jednak
              pewnie i tych i tych jest sporo...aergii coraz wiecej, niestety.
              Z tym okresleniem brat...raczej kolega, przyjaciel...tez tak myslę.
            • janet3 Re: Pies i "bachory" 07.05.05, 10:54
              Zapominacie o jednej rzeczy że jest taka prawda że zwierzęta bardzo często
              stają się zabawkami świątecznymi urodzinowymi a kiedy odrosną i zaczynają się
              schody w najlepszym przypadku lądują w schronisku albo gorzej lądują
              przywiązane do drzewa.Kobieta ze schroniska zna bardzo dużo takich przypadków i
              pewnie jeszcze bardziej drastycznych i dlatego pewnie zieje czasem jadem(wcale
              się nie dziwię) chociaż nie wiem czy autorka nie ubarwiła tego postu.Ktoś pisze
              że każda osoba przychodząca do schroniska po zwierzaka powinna byc obdarzona
              kredytem zaufania,,,,,hmm a dlaczego????Tylko dlatego że się tam pojawiła to
              oznacza że jest odpowiedzialną osobą???Rozumiem że to ostateczność kiedy
              dziecko ma naprawde alergie i trzeba oddać zwierzaka ale czy myślicie że zawsze
              ludzie mają wytłumaczalny powód??
              • malwisienia Re: Pies i "bachory" 08.05.05, 16:20
                Ja nie oddałabym moich zwierząt nawet gdyby moje dziecko miało alergię,
                leczyłabym je
                • yenna_m Re: Pies i "bachory" 08.05.05, 16:27
                  Przy astmie dziecka też bys zwierzakow nie oddala?
                  • yenna_m Re: Pies i "bachory" 08.05.05, 16:31
                    dla ulatwienia dodam, że l\dostepne leki NIE LECZĄ alergii tylko minimalizują
                    OBJAWY choroby.
                    Leczy - odcięcie dziecka od alergenu powodującego reakcję alergiczną.

                    Jak sobie wobec tego wyobrazasz "leczenie" dziecka alergicznego?
                    Tylko minimalizowanie objawow? Pytam z ciekawosci. Bo w sumie nic mi do tego,
                    jakie kto ma patenty na zycie.
                    • malwisienia Re: Pies i "bachory" 08.05.05, 19:40
                      Też bym nie oddała, kocham moje zwierzęta równie mocno jak moje dziecko; to tak
                      jakby ktoś, kto ma dwoje dzieci musiał jedno poświęcić, w ten sposób to
                      odczuwam; minimalizowałabym objawy (oprócz leków np. poprzez cotygodniowe
                      płukanie kotów, aby zmyć alergeny z sierści, wyeliminowanie z domu wykładzin
                      zasłon itd)
                      • yenna_m Re: Pies i "bachory" 08.05.05, 22:12
                        I pozwolilabys, żeby dziecko co noc zwracalo Ci od kaszlu albo się dusiło? I na
                        przykład płakało, że nie ma powietrza?
                        Wiesz, leki astmatyczne, pomimo, że osłabiają objawy to jednak w 100 procentach
                        skuteczne nie są. Pomimo brania lekow jednak mozna miec ataki dusznosci.
                        Totalny dyskomfort w plucach. Ataki kaszlu. I te de.

                        Atak astmy moze doprowadzic do uduszenia się.
                        Nie prosciej dzieciaka po prostu oddac w dobre ręce zamiast pozwolic mu męczyc
                        sie? wink Skoro trudno oddac zwierzaka?
                        Bo pylkow to nie wyeliminuje. A zwierzaka pozbyc sie jest latwo. I tu matka
                        będzie winna, to jej zaniedbanie. Ciekawe, czy takie dziecko będzie jej
                        rzeczywiscie wdzieczne za to, ze kosztem jego zdrowia mama trzymala zwierze w
                        domu?
                        Mam wrazenie, ze czlowiek w takim domu stoi na tych samych prawach co zwierze.
                        W takim wypadku zadaję sobie pytanie: co to za matka, ktora faworyzuje
                        wychowane przez siebie psie szczenię kosztem zdrowia/zycia wlasnego dzieciaka?

                        Ale jak napisalam - to nie moja sprawa.
                        Jak mawiają - nie moj cyrk wink i te de wink

                        Mysle, ze nie wiesz, o czym piszesz, bo nigdy zycie nie kazalo Ci sie zmierzyc
                        z poważną chorobą wlasnego dzieciaka. Cale szczescie.
                • lola211 Re: Pies i "bachory" 08.05.05, 16:29
                  Chyba sprawy sobie nie zdajesz, o czym piszesz.Nie ma mowy o leczeniu alergii
                  przy jednoczesnym stalym kontakcie z alergenem.To tak jakbys napisala, ze
                  leczysz dziecko z alergii na mleko, a codziennie podajesz mu je do picia.To
                  nieporozumienie.
                • umasumak Re: Pies i "bachory" 08.05.05, 17:13
                  malwisienia napisała:

                  > Ja nie oddałabym moich zwierząt nawet gdyby moje dziecko miało alergię,
                  > leczyłabym je

                  Najbardziej mnie bawi, jak ktoś nie ma pojęcia o czym pisze. Myslę, że lekarz
                  bardzo szybko wyprostowałby Ci pogląd na sprawę. Pzdr
                  • malwisienia Re: Pies i "bachory" 08.05.05, 19:46
                    a jakby dziecko mało alergię na pyłki, to nigdy z domu by nie wyszło? z
                    alergiami trzeba walczyć; mi swego czasu lekarz zabronił się malować, bo tak
                    było najprościej- wyeliminować kosmetyki i alergia ustanie, jednak takie
                    rozwiązanie było dla mnie nie do przyjęcia, łykałam jakieś tabletki, smarowałam
                    twarz maściami i oczywiście w chwili obecnej normalnie używam kosmetyków
                    • lola211 Re: Pies i "bachory" 08.05.05, 20:01
                      Masz dziecko alergiczne? Z poczatkami astmy?
                      • malwisienia Re: Pies i "bachory" 08.05.05, 20:05
                        nie mam na szczęście, ale świadoma jestem jaka to choroba i jakie sa jej objawy
                        ale mimo wszystko zdania bym nie zmieniła
                        • malwisienia Re: Pies i "bachory" 08.05.05, 20:13
                          dodam jeszcze że nie potępiam tych którzy w takiej sytuacji oddadzą zwierzę, ja
                          tego bym nie zrobiła, pewnie zaraz zasypiecie mnie opowieściami o obajwach i
                          skutakch astmy, ale ja mogę w rewanżu przytoczyć parę opowieści o zwierzętach
                          porzuconych w schroniskach, zresztą wystarczy wejśc na forum: zwierzęta i sobie
                          samemu poczytać, np. ostatnia historia dwóch oddanych do schroniska kotek,
                          które z tęsknoty za właścicielem prawie zagłodziły się na śmierć;
                          jeżeli moja matka oddałaby zwierzę z mojego powodu i naraziłaby je na takie
                          nieszczęscie, to mi ciężko byłoby mi żyć z tą świadomością
                          • marcelino1 do malwisieni 08.05.05, 21:08
                            Ciesz się w takim razie, że nie masz małego alergika w domu.
                            Trzeba mieć priorytety i rozróżniać rzeczy ważne i te najważniejsze, jakim
                            byłoby bez wątpienia zdrowie mojego dziecka.
                            • malwisienia Re: do malwisieni 08.05.05, 21:11
                              no cóż każdy ma swoje priorytety, więc nie ma o czym dyskutować
                              • umasumak Re: do malwisieni 08.05.05, 21:18
                                malwisienia napisała:

                                > no cóż każdy ma swoje priorytety, więc nie ma o czym dyskutować

                                Żaden szanujący się alergolog, nie podejmie się leczenia dziecka, bez
                                wyeliminowania alergenu. Koniec, kropka. To tyle w kwestii zasadniczej, bo o
                                priorytetach nie będę dyskutować z osobą, która uważa, że pies jest tak samo
                                ważny jak człowiek.
                                • malwisienia Re: do malwisieni 08.05.05, 21:23
                                  generalnie uważam, że zwierzęta są wartościowsze od ludzi, koniec kropka;
                                  dyskusja robi się nieprzyjemna, nie będę się wypowiadać w tej kwestii, bo nie
                                  chce mi się wysłuchiwać impertynencji pod moim adresem
                                  pa
                                  • marcelino1 Re: do malwisieni 08.05.05, 21:25
                                    malwisienia napisała:

                                    > generalnie uważam, że zwierzęta są wartościowsze od ludzi,


                                    przypominasz mi Violettę Villas smile
                                    • malwisienia Re: do malwisieni 08.05.05, 21:29
                                      a ty mi ojca rydzyka
                                      • marcelino1 Re: do malwisieni 08.05.05, 21:31
                                        smile
                                  • umasumak Re: do malwisieni 08.05.05, 21:35
                                    Dawno nie spotkałam takiego oszołoma, serio. Czyli, skoro zwierzęta
                                    wartościowsze, to wnioskuje, że w przypadku problemów oddałabyś dziecko. Oj
                                    kobieto, mam nadzieję, że Cię ten pies na starość będzie pielęgnował i jeszcze
                                    na emeryturę Twoją będzie zarabiał. Pzdr
                                    • malwisienia Re: do malwisieni 08.05.05, 21:40
                                      miałam się już nie odzywać ale powiem jeszcze że jakoś nie traktuję mojego
                                      dziecka jako funduszu emerytalnego, a wy widze chcecie swoim na starość
                                      rachunek wystawić, i kto tu jest oszołomem
                                      twierzdę że zwierzęta są wartościowsze od ludzi pod wieloma względami chociażby
                                      taki że zwierzęta nie mordują dla przyjemności, nie wyżynają się na wojnach,
                                      nie budują obozów koncentracyjnych, nie torturują innych zwierząt, nie gwałcą
                                      młodych, nie wyrzucają noworodków na śmietnik, nie biją żon.....
                                      • yenna_m Re: do malwisieni 08.05.05, 22:17
                                        kot zabija myszy dla przyjemnosci
                                        tylko zdrowy kot poluje.
                                        zdrowy i najedzony

                                        moze bez fetyszyzowania swiata zwierząt...
                                        • yenna_m Re: do malwisieni 08.05.05, 22:20
                                          acha, a masa samic odrzuca mioty
                                          moja chomiczka zagryzla wszystkie mlode

                                          bywają tez gwalty w swiecie zwierzat, bywaja

                                          masz powazne zaleglosci z biologii
                                      • tygrysiaczek2 Re: do malwisieni 08.05.05, 22:23
                                        Jak zwierzęta takie fajne to może zaczniesz uprawiać z nimi zoofilię? A moze
                                        juz zaczęłaś? Albo wyjdź za mąż za jakieś zwierzę np. za lwa, będziesz miała
                                        małe kotki z takim Panem....
                                      • umasumak Re: do malwisieni 08.05.05, 22:27
                                        malwisienia napisała:

                                        > miałam się już nie odzywać ale powiem jeszcze że jakoś nie traktuję mojego
                                        > dziecka jako funduszu emerytalnego, a wy widze chcecie swoim na starość
                                        > rachunek wystawić, i kto tu jest oszołomem

                                        Nie ma to jak odwrócić kota do góry ogonem. To nie ja traktuje dziecka jak
                                        fundusz emerytalny, tylko system emerytalny je tak traktuje. I to był tylko
                                        przykład, bo ja żadnych rachunków nie zamierzam wystawiać dziecku. Ty
                                        natomiast, nie zamierzasz zagwarantować swojemu zdrowego rozwoju, gdyby wiązało
                                        się z tym pozbycie się zwierzaka z domu. I kto tu jest oszołomem?


                                        > twierzdę że zwierzęta są wartościowsze od ludzi pod wieloma względami
                                        chociażby
                                        >
                                        > taki że zwierzęta nie mordują dla przyjemności, nie wyżynają się na wojnach,
                                        > nie budują obozów koncentracyjnych, nie torturują innych zwierząt, nie gwałcą
                                        > młodych, nie wyrzucają noworodków na śmietnik, nie biją żon.....

                                        To może uściślij - NIEKTÓRZY ludzie, bo nie wszyscy przecież, a na pewno nie
                                        dzieci wyczyniają takie rzeczy. A powiem Ci w ramach ciekawostki, że suka
                                        potrafi ZJEŚĆ swoje małe zaraz po porodzie. Potrafi je odganiać od piersi,
                                        słabszych nie grzać, a czasem nawet dusić. I co Ty na to?
                                      • berek_76 Re: do malwisieni 09.05.05, 11:24
                                        > taki że zwierzęta nie mordują dla przyjemności, nie wyżynają się na wojnach,
                                        > nie budują obozów koncentracyjnych, nie torturują innych zwierząt, nie gwałcą
                                        > młodych, nie wyrzucają noworodków na śmietnik, nie biją żon.....

                                        Szympanse prowadzą wojny przeciwko innym grupom. Zabijają także dzieci innych
                                        matek. Owszem - torturują. Delfiny grają morświnami w piłkę, dopóki ich nie
                                        zabiją. Zweirzęta nie tylko porzucają swoje młode, ale potrafią je pożreć,
                                        jeśli np. rok jest suchy i nie dałyby rady ich wychować.

                                        Róznica między ludźmi i zwierzętami, owszem, jest - ludzie mają zdolnośc
                                        odróżniania dobra od zła. Nie ma żadnej zasługi w tym, że zwierzęta swoje
                                        okrucieństwa popełniają bez świadomości "zła" - zła nie ma tam, gdzie nie ma
                                        jego świadomości.

                                        A to, że ludzie mają tę świadomość? Owszem, prowadzą wojny, zadają tortury,
                                        gwałcą... Ale człowiek też potrafi poświęcić swoje życie innym, całkowicie
                                        obcym ludziom (np Matka Teresa), potrafi rzucić się własnym ciałem na granat,
                                        aby osłonić od śmierci innych, potrafi spłonąć żywcem, aby uratowac komuś życie
                                        i pójśc na śmierć, aby grupie dzieci ta śmierć była lżejsza...

                                        Są dobrzy ludzie i są źli ludzie. Zwierzęta nie są ani dobre ani złe. uważam,
                                        że twierdzenie, że zwierzęta są lepsze od ludzi, świadczy po prostu o
                                        nieznajomości i zwierząt, i ludzi wink Choć, jak ktoś mądrze powiedział, "im
                                        bardziej poznaję ludzi, tym bardziej szanuję zwierzęta".

                                        A w temacie (poniekąd) - traktuję swoje koty jak członków rodziny. Ale każdy
                                        członek rodziny ma swoje miejsce. Moje dziecko jest jednak moim dzieckiem.
                                        gdyby któres z moich dzieci miało ciężką alergię, musiałabym oddać swoje koty -
                                        w jak najlepsze ręce (co nie oznacza wyrzucenia na bruk!). Bo pozostawienie ich
                                        w domu oznaczałoby w rezultacie znęcanie się nad dzieckiem (astma może być
                                        chorobą śmiertelną, z czego niektórzy nie zdają sobie sprawy).

                                        Pozdrawiam

                                        Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                                  • yenna_m Re: do malwisieni 08.05.05, 22:16
                                    malwisienia napisała:

                                    > generalnie uważam, że zwierzęta są wartościowsze od ludzi, koniec kropka;

                                    rozumiem, ze od Twojego dziecka tez?
                                    gratuluje podejscia do zycia.
                        • lola211 Re: Pies i "bachory" 08.05.05, 21:20
                          Twoja ignorancja jest porazajaca.Od kosmetykow astmy nie dostaniesz, conajwyzej
                          spuchna ci oczy.Jesli natomiast objawem alergii sa nawracajace zapalenie drog
                          oddechowych to idiotyzmem jest narazanie wlasnego dziecka na ciezka chorobe,
                          jaka jest astma.
                          • marcelino1 Re: Pies i "bachory" 08.05.05, 21:24
                            Lolu, ale malwisienia ma inne priorytety sad
                            • malwisienia Re: Pies i "bachory" 08.05.05, 21:33
                              starczy tej drętwej dyskusji, idę spać bo jutro do pracy rano wstaję
                              na ra
                            • lola211 Re: Pies i "bachory" 08.05.05, 22:44
                              Wlasnie przeczytalam.To o takich osobach pisalam, ze staram sie ich unikac-
                              nawiedzonych na punkcie zwierzatek.Ktoby sie tam dzieckiem przejmowal, pies
                              wazniejszy.
                              Ciekawe, czy pod wartosciowsze od ludzi podpadaja tez rybki? Bo niedawno moja
                              welonka zezarla 3 gupiki, nie z glodu bynajmniej.

                • kosheen4 Re: Pies i "bachory" 09.05.05, 09:30
                  malwisienia napisała:

                  > Ja nie oddałabym moich zwierząt nawet gdyby moje dziecko miało alergię,
                  > leczyłabym je

                  ja też.
                  a przede wszystkim - to właśnie jeden z powodów, dla których nie nęci mnie
                  perspektywa zostania matką. oddać zwierzę które jest ze mną 15 lat??? z góry
                  uprzedzam, na villasa mam za mało włosów na głowie wink.
                  rzeczą ludzką jest mieć dylematy, rozważać co jest bardziej ważne - zdrowie
                  dziecka czy przyjaciel od kilkunastu lat? proszę bez krzyków i zywzwisk, ale tu
                  naprawdę rodzi się bardzo poważny dylemat, chociaż nie dla każdego ucha
                  słyszalne są jego ultradźwięki.
                  oddać psa, kota? tak od razu? a jak jedno dziecko będzie miało alergię na pot
                  drugiego, to co wtedy? które oddacie, starsze czy młodsze? a sytuacja jest
                  niewykluczona, bo skoro mozna mieć uczulenie na własną ślinę, to na cudze
                  wydzieliny tym bardziej.
                  ja nie mam racjonalnych argumentów za tym, że powinno się leczyć, ja tak czuję i
                  jestem przekonana. bo związałam się ze wszystkimi psami w domu. co więcej - moja
                  mama też stwierdziła, że kombinowanie co zrobić w takiej sytuacji też ją
                  przerasta, nie ma prostej drogi.
                  nie ma co idealizować ani jednej ani drugiej strony. przywoływanie przykładu
                  suki nie dopuszczającej do siebie słabszych młodych - to psia ekonomia, pozwolić
                  umrzeć słabszym dla silniejszych. co do chomiczki zagryzającej miot - na 100%
                  musiała ona zostać przestraszona, coś musiało jej zaburzyć spokój; to nie
                  wyrodna matka, tylko instynkt zwierzęcia.
                  swoją drogą, jakieś instynkty dochodzą do głosu i tutaj. niech no tylko ktoś
                  pokaże swoją odmienność w poglądach - zaraz współczucie dla dziecka. spacer z
                  naganem gwoli zastrzelenia psa sąsiada też wygląda mi na ekstremizm, jak u
                  chomików. w szale zagryźć młode, w szale zabić wroga.
                  szczerze powiedziawszy, nie rozumiem niechęci do malwisieni i "współczucia" dla
                  dziecka, a z drugiej strony stękania, że np. dzieci znajomych rozwalają
                  mieszkanie w zabawie. to w końcu lubimy wszystkie dzieci czy tylko te śliczne i
                  małe? których bronić a na które skarżyć się w przedszkolu?

                  koshee
                  • tygrysiaczek2 Re: Pies i "bachory" 09.05.05, 09:36
                    Dla mnie jest oczywiste, że jak zdrowie dziecka jest zagrożone (alergia, astma,
                    itd) To pies schodzi na ostatni plan. Przecież można oddać psa np. na wieś do
                    rodziny. Ja nie ryzykowałabym postępowania objawów chorobowych u dziecka, które
                    mogą być nawet smiertelne!
                    • kosheen4 Re: Pies i "bachory" 09.05.05, 09:51
                      tygrysiaczek2 napisała:

                      > To pies schodzi na ostatni plan. Przecież można oddać psa np. na wieś do
                      > rodziny.

                      nie każdy ma rodzinę na wsi i nie każdy pies nadaje się na wieś. może i masz
                      fajnie, że to takie oczywiste po której stronie stanąć. dla mnie nie jest, a
                      wizja leciwego yorka na grubym łańcuchu jest nie do przyjęcia.
                      może źle odczytałam Małego Księcia, ale jeśli się coś oswaja, to się bierze za
                      to odpowiedzialność. i bierze się też pod uwagę ewentualne koszty, a nie sądzę,
                      żeby wiele z obacnych tu matek zakładało, że dziecko może mieć alergię na zwirzę
                      w momencie przyjmowania szczeniaka i zawczasu szukało mu domu, zapoznawało go z
                      ludźmi którzy go wezmą w razie czego.
                      nie wyobrażam sobie sytuacji pt. wzięty ze schroniska pies - i decyzja, co
                      zrobić wobec małego astmatyka? oddac do piekła schroniskowego? uśpić? chyba
                      wolałabym uśpić, żeby zwierz do końca miał złudne przekonanie że znalazł dom.

                      przykład z najbliższego podwórka - znajoma w moim wieku (27) - parcie na dziecko
                      od dwudziestki. dziecko w końcu jest. w szale opieki nad synem "przeoczyła" że
                      pies (buda i łańcuch) jest chory na raka. że wyje, że go boli. wreszcie
                      zaprowadziła psa do weterynarza - okazało się że ma potworne nowotwory w całym
                      ciele. uśpili. dlaczego tak późno się nim zainteresowali? nie zauważyli... a we
                      mnie się gotuje. wzorowa matka, ale czy wzorowy człowiek? chyba nie.
                  • kalina_p Re: Pies i "bachory" 09.05.05, 09:56
                    ja w ciąży bałam się o te ieszczęsną alergie. ale wiesz co? Wierzylam, że nie
                    będzie alerg, bo co ja bym zobila ze zwierzakami?
                    Nie przeraża mnie oddanie psa w dobre rece, to nie jest takie straszne dla psa.
                    Najlepszym dowodem stare psy znalezione czy przygarniete - potrafia kochac i
                    sie cieszyć...
                    Dla mnie niewykonalnym byłoby znalezienie domu dla 4 zwierzaków, które sie
                    wzajemnie uwielbiaja, 2 sa stareńkie, jeden glupi, jeden cwaniak, z którym
                    ciężko wytrzymać...Nikt by ich razem nie wziąłsad Nikt odpowiedzialny.Nie znalam
                    nikogo takiego...
                    Może o głupie ale wierzyłam, że Bóg nie pozwoli na alergie mojej córki, bo
                    bardzo by na tym ucierpialo czworo stworzonek bożych.
                    Natomiast kwestia - oddac czy nie byla dla mnie jasna pod koniec ciąży, jak
                    zaczynałam tego małego czlowieczka baaaardzo kochać. Bardziej, niz wszysto i
                    wszystkich na świecie...Wczesniej nie...
                    • tygrysiaczek2 Re: Pies i "bachory" 09.05.05, 09:59
                      O to jakie Ty musisz mieć duże mieszkanie na tyle czworonogów. W bloku to bym
                      się nie zdecydowała na taką gromadkę.
                  • umasumak Re: Pies i "bachory" 09.05.05, 10:14
                    kosheen4 napisała:

                    > ja nie mam racjonalnych argumentów za tym, że powinno się leczyć, ja tak
                    czuję
                    > i
                    > jestem przekonana. bo związałam się ze wszystkimi psami w domu.

                    W tym rzecz, że warunkiem podjęcia lecznia, jest zlikwidowanie alergenu.
                    Dziewczyny które pisały o tym że oddały zwierzaki, LECZĄ swoje dzieci nadal.
                    Mnie całe szczęscie ominął podobny dylemat, mimo iż moja córka jest alergiczką,
                    ale szczęśliwie się składa, że mamy dom z dużym ogrodem, którego część
                    zaadoptowaliśmy dla zwierzków, mają ogromny kojec i warunki do godziwego życia.
                    Rozumiem jednak, że moze być inczej i wtedy jednak ważniejsze jest dobro
                    dziecka, przynajmniej w moim mniemaniu.

                    > nie ma co idealizować ani jednej ani drugiej strony. przywoływanie przykładu
                    > suki nie dopuszczającej do siebie słabszych młodych - to psia ekonomia,
                    pozwoli
                    > ć
                    > umrzeć słabszym dla silniejszych.

                    Zjedzenie całego miotu, to też psia ekonomia? Zresztą mniejsza z tym, przykład
                    przywołałam tylko dlatego, że ktoś zaczął idealizować świat zwierząt, podając
                    jako kontrast złe zachowanie ludzi. Owszem, dewiacje są, ale nie jest to domena
                    tylko ludzi. Pzdr
                  • janet3 kosheen4........................ 09.05.05, 12:28
                    Jesteś bardzo mądrą babką i uwielbiam czytać twoje posty i miło się je znajduje
                    w tej stercie bzdur.A dziewczyny na forum same zachowują się jak dzika
                    zwierzyna,ale cóż taki "urok"tego forum.Pozdrawiam wszystkie miłosniczki
                    zwierzaków różnych różniastych
    • tygrysiaczek2 Re: do malwisieni 08.05.05, 22:17
      Co do zwierząt, głównie piesków: większość niepilnowanych, walących wielkie
      kupy na trawkę (gdzie bawią się dzieci)to na pewno nie oddałąbym do schroniska,
      po prostu przerobiłabym na kotlety tuczkiem do mięsa albo przepuściła przez
      maszynkę do mięsa. Zwierzęta generalnie lubię, ale bardziej od piesków
      zdecydowanie wolę hipopotamy. Podejrzeam, że gdyby mój mały miał alergię np. na
      psa sąsiada to wzięłabym giwerę i zastrzeliła.
      To tak odnośnie wartości psa nad dzieckiem Droga Malwisienio.
      Nie ma to jak rybki i akwarium....
      • aniael Re: do malwisieni 09.05.05, 00:06
        Malwisienio - w takiej sytuacji żaden lekarz nie podjął by się leczenia twojego
        dziecka.
        Współczuję Twojemu dzieckusad Zwierzę ważniejsze...
      • kalina_p Re: do malwisieni 09.05.05, 07:01
        a ja na miejscu sasiada odplaciłabym czyms podobnym.
        Przesada w każdą strone jest chora!
        A jaka wina PSA w tym, ze kupe robi, żeby go mordowac za kare???
        Oj, chyba Cie ponioslo...
        • dzindzinka Re:W prawie alergii 09.05.05, 08:36
          W radiu TOK FM pani dr Dorota Sumińska mówiła, że w razie alergii nie trzeba
          oddawać zwwierzaka, wystarczy u dobrego weterynarza usunąć zwierzakowi jakieś
          gruczoły i co dziennie przecierać go wilgotną ściereczką. Prawie w 100% pomaga.
          • dzindzinka Re: W sprawie alergii. 09.05.05, 08:37
            Oczywiście.
        • tygrysiaczek2 Re: do malwisieni 09.05.05, 09:31
          Wiesz, to chyba za duża kara, to moze lepiej wymordować właściciela psa, że nie
          potrafi posprzątać po swoim piesku robiącym na srodku chodnika. Coż, jaki
          właściciel taki pies.
          • kalina_p Re: do malwisieni 09.05.05, 09:51
            pies jest psem i nie od wlaściciela zalezy, czy kupy robi czy nie, więc
            zdanie 'jaki właściciel taki pies" uwazam za pozbawione sensu.

            A co do strzlania do psa sasiada - a może lepiej przeprowadzka..? Co pies
            sasiada ma wspólnego z ew. alergia twojego dziecka? Jego wina???
            A na miejscu sasiada wzięłabym kolejnego psa i wystapila o gigantyczne
            odszkodowanie...
            • tygrysiaczek2 Re: do malwisieni 09.05.05, 10:01
              Kalino to była taka przenośnia z tym strzelaniem. Dla mnie oczywiste jest że
              dobro człowieka jest najważniejsze. Zdrowie.
              • kalina_p Re: do malwisieni 09.05.05, 10:03
                Tak ale w tym momencie zdrowie Twojego dziecka to twoj problem a nie sasiada a
                tym bardziej jego Bogu ducha winnego psawink))
                Dlatego napisalam, ze w takim wypadku radzilabym przprowadzke.
                • tygrysiaczek2 Re: do malwisieni 09.05.05, 10:07
                  Dokładnie.
      • malwisienia [...] 09.05.05, 11:20
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • lola211 [...] 09.05.05, 11:48
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • blanqua Re: Pies i "bachory" 09.05.05, 12:27
      Hm,
      ja mam psa i alergię.
      Alergia wyszła mi w wieku dorosłym już, tylko jako alergia skórna (kontaktowa,
      zmiany na skórze).
      W domu moim psy są od zawsze. Co ciekawe na własnego psa alergii nie mam, nie
      reaguję źle.Jednak wystarczy kontakt z psem mojej kuzynki (bokser, sliniący
      się) a wysypka od razu. Mój własny pies nie ślini się tak.
      Jestem leczona w poradni alergologicznej, chodzę także prywatnie do dr.n.med
      alergologa - bardzo dobrego. Jest poinformowany o tym, że pies jest w domu i
      zostanie w nim na pewno. Już grubo ponad 20 lat mam psy w domu.
      Przy pewnych obostrzeniach pies jest sobie spokojnie - po kontakcie ze śliną
      myję ręce, pies oczywiście śpi osobno (ale to u nas norma), regularnie kąpany i
      czesany.Czesanie często za mnie ktoś robi. Ja i mój pies jesteśmy bardzo
      zadowoleni a i dobrze się czujemy.
      Po prostu mi się udało
      Blanka
      • yenna_m Re: Pies i "bachory" 09.05.05, 12:37
        No dobra, ale co wtedy, gdy się nie udaje?
        co wtedy, gdy dzieciak ma alergie juz nie skorną, ale oddechową?
        albo początku astmy? albo po prostu astmę?

        ja ciągle uwazam, że wszystko to kwestia mniejszego zla.
        I ze zwierze mozna probowac ulokowac u znajomych, u rodziny.
        Ale jak się nie uda - coz... schronisko daje lepsza gwarancje, że zwierzak
        trafi do ludzi, niz przywiazanie tego zwierzaka w lesie, czy też puszczenie go
        z dala od domu samopas... Bo jednak zwierzakowi będzie lepiej w schoronisku
        niż "na wolnosci".
        • twinmama76 Yenna, nie przegadasz :-( 09.05.05, 12:52
          Ktoś, komu się dziecko w nocy nie dusiło (ja też przeżyłam coś takiego) nie
          zrozumie o co chodzi.
          Przy silnej alergii nie chodzi "tylko" o zdrowie dziecka, czasem stawką może
          być jego życie.
          • yenna_m Re: Yenna, nie przegadasz :-( 09.05.05, 13:01
            masz rację

            ale irytuje mnie taka argumentacja

            to tak, jakby matka dziecka laergicznego powiedziala: nie zrezygnuję z kwiatkow
            w domu, bo to rzadkie okazy i jestem do nich przywiązana, nie zrezygnuję z
            pluszaków bo przecież sprawiają, że pokoj dziecinny wygląda jak pokoj
            dziecinny, nie zrezygnuję z dywanu, bo świetnie komponuje się z kolorem ścian i
            z obiciem kanapy

            bo w sumie astmę można leczyć a dizajn chałupy dla mnie najważniejszy
            a jak sie dzieciak będzie dusic - wezwiemy pogotowie i już. Albo pogamy leki.

            zwierzę to zwierzę
            nigdy nie powinno stać wyzej niż człowiek
            a już nigdy wyzej od czlowieka będącego domownikiem, w szczegolnosci wlasnego
            dziecka.

            i tyle.

            jesli jest inaczej - coz, dla mnie takiej matce nalezaloby odebrac dziecko, bo
            nie dorosla do roli matki, skoro dokonywanie wyborow zyciowych na korzysc
            zdrowia/zycia dziecka sprawia jej takie straszne klopoty... i preferuje
            wychowane przez siebie szczenię od urodzonego wlasnego dziecka.
Pełna wersja