Zacznę od tego, że mąz mi się obraził. W nocy trzasnął drzwiami i poszedł
spać do drugiego pokoju a dziś od rana sie prawie nie odzywał... znaczy
mruczał coś pod nosem od czasu do czasu

A to wszystko dlatego, że nie podoba mu się moje karmienie piersią. Wymyślił
sobie, że to właśnie od mojego mleka nasz syn ma straszne kolki. Przedwczoraj
tylko krzyczał na mnie, że znów go nakarmiłam cyckiem i prosił, żeby w końcu
kupić butelkę i mleko modyfikowane. Wczoraj już się darł i z pracy dzwonił
kilka razy "kup koniecznie butelkę i mleko!". Powiedziałam, że kupię... dla
świętego spokoju... ale nie kupiłam. W nocy jak już pisałam obraził się i
już... chyba ma mnie za wyrodną matkę co to dla swojej wygody naraża dziecko
na ból i płacz.
No bo pewnie... dziecko ma dopiero 6 tygodni, a mi jakoś się nie usmiecha z
butelkami po nocy latać, leniwa jestem to fakt. Dziecko się drze
niemiłosiernie, robi się sine i nie może złapać powietrza. Ja diety nie
stosuję, za bardzo kocham jeść żeby sobie czegoś odmówić.
To co przemawia za karmieniem naturalnym:
-wygoda (zawsze i wszędzie, nawet w szczerym polu mozna dzieciaka nakarmić,
mleko zawsze ciepłe i w zasiegu ręki

)
-jestem chwalona na prawo i lewo przez wszystkich, że karmię tylko piersią
(co za ludzie!!!), jak przestanę będzie na odwrót
-no i moja mama- ciągle składa ręce i prawie płącze jak widzi moje dziecko
przytulone do mojej piersi - że to takie wzruszające i piekne...
-no i opiernicz bym zebrała od pediatry na bank jakbym go odstawiła
-jak miałam popekane brodawki i krew sie lała, zaciskałam zęby przy
karmieniu... to co? tyle mojego poswięcenia teraz w błoto?
-nie da się pozbyc szybko i bezboleśnie laktacji
-...... nie wiem co jeszcze....
Argumenty za butelką:
-ból i wygląd piersi
-"uwiązanie do dziecka" (nie dam rady ściągnąć pokarmu ale to inna sprawa)
-mój wstyd (nie umiem karmic publicznie)
-no i znowu nie jest to aż takie wygodnie na każde zawołanie wyciągaj cycka,
a jak nie chce to chowaj a za 5 minut się zdecyduje i znów wyciągaj
-płacz dziecka (mozliwe, że z powodu tego co jem - piediatra kazała mi
odstawić to czy tamto ale ja nie potrafię)
-mąż się wreszcie odczepi
-będę mogła sobie sama gdzieś na dłużej niż godzinkę wyjść
-byc może kolki sie troche zmieniejszą i dziecko będzie spokojniej jadło bo w
tej chwili strasznie wygina sie i wyje po minucie karmienia (ale to nie jest
pewne!)
-uda mi się wzbudzic poczucie winy u męża i co za tym idzie będzie mi więcej
pomagał - karmił butelką i nosił jak będzie kolka (do tej pory nosił ale po
chwili oddawał mi dziecko bo "może chce cycka" - teraz by tak nie było)
-.... jak cos sobie przypomnę to dopiszę
Dziewczyny, doświadczone kobiety... pomóżcie!
Dodam, że Debridat, koperek, Espumisan i Bobotic nie przynoszą dziecku ulgi.
Co robić? Jakos mi żal dziecka bo jest jeszcze takie maleńkie i tak słodko
przytula się jak ssie, planowałam karmic do 4-5 miesięcy, góra do 8.