ma.dzia
29.08.05, 16:21
Przyjaciel mojego M. jest dwa lata po slubie ale ze swoja zona sa razem juz
od 7 lat. Zamieszkali razem dopiero po slubie. Ostatnio chcieli sie spotkac i
wypic piwo ale kolega sie migal,ze on nie moze bo zona ma fochy itd. Do
siebie tez nie mogl go zaprosic bo maja male dziecko i zona nie pozwala...
Facet pracuje ciezko na rodzine, jest normalny (nie taki co tylko czeka na
okazje do napicia). Wkurzyl sie i skorzystal z okazji,ze jego rodzice
wyjechali i umowil sie z moim u nich w mieszkaniu a zonie powiedzial,ze jest
w pracy. Byl wkurzony i sie upil. Wiadomo,ze klamstwo ma krotkie nogi... Zona
najpierw zadzwonila do pracy a potem do rodzicow i zdziwlia sie,ze odebral
jej maz ostro nawalony. No i awantura na calego. A ja sobie mysle,ze sama
jest sobie winna. Dlaczego kobiety zabraniaja mezom wychodzic z domu??? Moj
mezczyzna ciezko pracuje, czesto po 12h dziennie i wiem,ze wyjscie na piwo a
nawet powrot nad ranem (wiem zawsze gdzie wychodzi i z kim) nie jest dla mnie
problemem. Oczywiscie on zna granice swojego wychodzenia i jest ok. Ja tez
moge isc na impreze z kumpela i nie ma tragedii. O co tu chodzi?