lineczkaa
27.10.05, 13:34
Przeszłam z forum ciąża i poród do niemowlaków pełna nadziei na rzeczowe
doradztwo innych mam. Zostałam mamą 2,5 miesiąca temu. Sama również chciałam
być pomocna w kwestii spraw, które znam. Jakież było moje rozczarowanie...
Gdzie na poprzednim, wspomnianym forum było dużo ciepła i naprawdę pomocnych
postów czy odpowiedzi tak tutaj bardzo często jest warczenie na siebie i
udowadnianie, która jest gorszą matką. Odnoszę również wrażenie, że średnia
wieku gwałtownie się obniżyła na niemowlakach. Gdzie na ciąży były (za moich
czasówJ) bardzo konkretne pytania i takież odpowiedzi, z małymi tylko
wyjątkami, tak na niemowlakach dużo „infantylności”. Pełno misiów, dzidzi,
niuń itp. Tak jakby kobiety oszalały i rzuciły wszystko w kąt, mężów,
partnerów, zainteresowania, pasje czy koleżanki. Klapki na oczach i jazda.
Prasowanie ubranek z dwóch stron, wyobrażam sobie ile musi zajmować to czasu.
Czy warto go tracić na tak niepotrzebną rzecz? Kiedy ubieram swoją córkę to
interesuje mnie, czy będzie jej ciepło i wygodnie, a nie, jaki kolor mają
spodnie, czy bluzeczka i czy aby ciuszek nie pognieciony. Wolę, żeby jak już
ktoś ma się na temat Leny wypowiadać, to to, że ma cerę jak brzoskwinka,
ładnie się uśmiecha i zdrowo wygląda, niż, jej moda. Sama mam koleżankę, która
przy spotkaniu ze mną odkrywa, swoją córkę mówiąc „patrz, jakie Rozalka ma
super ciuchy, jest lepiej ubrana niż ja”. Potworność. Dziecko to nie lalka,
którą się stroi i pokazuje innym. Jedna z pań na forum napisała, że przebiera
synka kilka razy dziennie, więc się nie nudzi. Pytam się, po co? Że dziecko
trochę ulało i się pobrudziło? Wątpię, czy dla dzieci to tak frajda.
Zwłaszcza, że ruchem rak i nóg steruje wówczas mama.
Kolejna sprawa spędzające sen z powiek to wszechobecne bakterie. Wyparzanie,
sterylizowanie wszystkiego, czego używa dziecko. Przyjmowanie gości najpierw w
kuchni, żeby wyrównać temperaturę ciała z tą panującą w domu. Zakaz
przytulania dziecka w kurtce, czy zabawy jedynie na wygotowanym kocyku. Jeden
ze znanych mi tatusiów, zabronił wejść do pokoju w domu w butach mówiąc, „że w
szpitalu to trzeba mieć obuwie ochronne” Nie wiedzieliśmy co odpowiedzieć?
Jaki szpital? A już za okrucieństwo uważam oddawanie psów do schroniska, bo
zarazki i bakterie. Na kocyku do szpitala Leny leżeliśmy wszyscy: ja, mój
chłopak i Szprota, nasz wyżeł.
Kiedy wróciłam z Leną do domu odwiedzili nas najbliżsi przyjaciele, a moja
przyjaciółka trzymając Lenę na rękach uraczyłam nie najmilszym komplementem,
mówiąc, że Lena da niej to jak siostrzenica. Bakterie, zarazki?? Założę się o
wszystko, że jak pielęgniarki idą do sklepu poza teren szpitala czy na
papierosa to nie zmieniają ani butów, ani fartuchów. Zresztą proszę sobie
przypomnieć ile osób dziennie kontaktuje się z niemowlakiem? Koleżanki na
sali, codziennie inny pediatra, pielęgniarki, salowe. Ha! Jak leżałam na sali
pooperacyjnej po cc to Pani salowa wytarła tą samą szmatką mój stolik, którą
wcześniej wytarła toaletę. Ach te oddziały septyczne J. Noworodki (te, które
urodziły się o czasie i jako zdrowe, a takich jest większość) to przecież małe
wozy pancerne. Silniejsze niż nam się wydaje.
Kult piersi. Dodam, że wybór karmienia to moim zdaniem indywidualna sprawa i
jego rodzaj nie powinien budzić, jednej sensacji czy dezaprobaty. Zanim
urodziłam córkę, zdecydowałam, że nie będę karmić córki piersią, tylko ściągać
pokarm do butelki. Dlaczego? Dla wygody, dla pewności, ze moje dziecko zjadło
odpowiednią ilość i nie jest głodne, żeby mógł ją karmić tata, kiedy ja mam
coś do załatwienia lub chcę się spotkać z koleżankami, czy iść na imprezę. W
szpitalu musiałam podpisać deklaracje, że nie chcę karmić piersią. Każdy
(lekarze i pielęgniarki) kto mnie odwiedzał podczas obchodu, przekonywał, jaka
to metafizyka i jaka to ja krzywdę robię dziecku. Bzdura! Moja mama, karmiła
nas wszystkich ściągniętym pokarmem, a mnie jako wcześniaka nie widziała przez
miesiąc i co? Mam z mamą rewelacyjny kontakt. Dodatkowo, oszczędzę córce szoku
i dramatu związanego z odstawieniem od piersi. Próbowałam karmić piersią i nie
sprawiło mi to żadnej przyjemności.
Zabieram córką ze sobą gdzie się da, nawet na małe imprezy do przyjaciół (śpi
sobie wtedy we własnym śpiworku na ich łóżku w sypialni). Niczego jej nie
prasuję, butelki i smoczki wyparzam tylko jak jestem chora i na wyjazdach. Mam
prawie 3 miesięczną, roześmiana, zdrową, przesypiającą noc zawsze w swoim
łóżeczku fajną Lenkę.
Dziecko to radość i duma.
Pozdrawiam