Dodaj do ulubionych

Głupi to ma szczęście:)

14.11.05, 23:26
Chcę się z Wami podzielić tym, co dzisiaj przeżyłam. Po pierwsze: mój mąż
pojechał dziś z Szymkiem do W-wy, gdzie młody jutro będzie przyjęty na
odzdział okulistyki w CZD. Myślami jestem z nimi i bardzo to przeżywam,
oczywiście w granicach rozsądku, żeby nadmiernym przeżywaniem nie zaszkodzić
córeczce, z którą zostałam w domu. Przyszłam dziś z pracy, wysłuchałam
relacji niani, jak minął dzień i o której chłopaki pojechały. Utkwiło mi, że
Agatka nie była na spacerku, więc chciałam z nia wyjść, co też po zjedzeniu
zupy i odzipnięciu sobie uczyniłam. Młoda chciała do Mc Donald'sa na "flytki
i kałapke". Po kilkuetapowym przygotowaniu do wyjścia i dwukrotnym wracaniu
do mieszkania np. po portfel, telefon, itp - wyszłyśmy. Przez nieobecność
męża i synka jestem jeszcze bardziej spięta niż zwykle, no źle mi, serio. Nie
chciałam, żeby Agatka to bardzo odczuwała i poświęciłam jej całą uwagę,
wybierałyśmy też oprócz jedzenia zabawkę a następnie byłyśmy niezwykle zajęte
zabawą, aż uznałam, że pora wracać do domu (byłyśmy pieszo, miałam wózek).
Nie wiem jak to się stało, zaczęłam ustalać, gdzie mam klucze do mieszkania
jeszcze przed drogą powrotną. Coś mi nie grało. Przetrząsnęłam wszystko kilka
razy - kieszenie, torbę, wózek. NIE MA KLUCZY. Mąż z jednym dzieckiem i
kluczami w Warszawie. Ja z drugim dzieckiem i bez kluczy w rzeszowie, robi
się coraz zimniejsmile. Musiałam zgubić po drodze - robi mi się słabo. Dzwonię
do męża i ustalam z nim, czy będzie w stanie mi jakoś te klucze podać,
przesłać kurierem, ewent. (zostawiwszy Szymka u rodziny) sam przywieźć?
Dzwonię do ojca i zapytuję, czy nie ma kogoś tam na podorędziu, kto sprawnie
włamałby mi się do mieszkania. Uprzedzam go, że nie życzę sobie epitetów pod
moim adresem, tylko konstruktywnej pomocy. Oczyma wyobraźni widzę, jak mimo
jakiegoś tam zastępczego dachu nad głową (pewnie poszłabym do koleżanki z
sąsiedniej klatki) nie przesypiamy z Agatą nocy. Koleżanka, o której myślę,
że nas przenocuje nie odbiera komóry - zero kontaktu. Wracam z młodą w wózku
do domu tą samą trasa, gapię się na chodnik, może gdzieś te cholerne klucze
leżą (wcześniej obsługa mc donaldsa przeszukała kosz z odpadami, do którego
wrzucałam "nasze" śmieci. Ustalam z mężem, że prześle klucze nocnym
pociągiemsmile. Ustalam z ojcem, że przyśle mi jakiegoś włamywacza do tych
nieszczęsnych drzwi z blokadą antywyważeniowasmile. Komunikuję córce, że mamusia
jest głupia i nie mamy dziś swojego domku. Za cholerę nie pamiętam, gdzie
wsadziłam klucze po zamknięciu mieszkania. Jest mi gorzej niż źle i zaczynam
powoli gonić w piętkę, tylko poczucie odp. za dziecko trzyma mnie jeszcze w
pionie. Wysłuchuję od ojca (przez telefon) klasykę, czyli że do niczego się
nie nadaję, że nie powinnam wychodzić z mieszkania, itp. Nie śmiem marzyć, że
znajdę moje klucze w drzwiach mieszkania. docieram do naszego bloku i w
pierwszej kolejności dzwonię domofonem do mieszkania mojej koleżanki, której
najwyraźniej nie ma w domu. No to do sąsiadki z ósmego, mieszkającej nade
mną. Już przez domofon komunikuję, że nie chodzi mi tylko o pomoc przy
wniesieniu wózka, ale o przenocowanie. Sąsiadka zjeżdża do mnie na dół windą,
w międzyczasie dzwoni na komórkę wściekły ojciec, gdzie ja k...wa jestem i
czego nie odbieram kom. (z nerwów cos tam zmieniłam w ustawieniach i od razu
wł. się poczta głosowa). Okazuje się, że przez minutę słuchałam przez telefon
obelg ojca, który stał na zewnątrz przed moją klatką, dzieliły nas tylko
zamknięte dzrzwi wejściowesmile. Z sąsiadką, wózkiem, Agatką i ojcem wjeżdżam na
moje siódme piętro, przymierzamy się już do robót "włamaniowych", niebawem
przyjedzie fachowiec. Dzwoni telefon ojca, oto jakiś tam pan Gienek czy
Zdzisiek już podjechał pod moją klatkę i pyta, czy będzie jakieś źródło prądu
do podłączenia jego wiertarek udarowych i in. okropnych narzędzi. Wysiadam z
windy na siódmym jako pierwsza. W półmroku (światło tylko w windzie) wydaje
mi się, że widzę moje klucze w zamku od drzwi mieszkania. jednak myślę: zbyt
piękne, żeby było prawdziwe. A jednak. Świecę światło na klatce schodowej.
KLUCZE SĄ. Włożone w zamek, całe i zdrowe. Nawet ich nie przekręciłamsad.
I kto mi teraz moje drogie powie, że głupi to nie ma szczęścia?!
Trzymajcie proszę kciuki za mojego Szymka - niech operacja się uda i niech
jak najszybciej wraca z tatą do domu. Oczywiście z kluczamismile.
Obserwuj wątek
    • ewbal Re: Głupi to ma szczęście:) 14.11.05, 23:41
      Na szczęście wszystko dobrze się skończyłosmile

      Trzymam kciuki za synkasmile
    • anna-pia Re: Głupi to ma szczęście:) 14.11.05, 23:45
      Agnieszka, jesteś rewelacyjna, powinnaś bloga pisać! Świetnie się Ciebie
      czyta smile
      Trzymam kciuki za Szymka smile
    • julia246 Re: Głupi to ma szczęście:) 15.11.05, 01:22
      Ja też trzymam kciuki za Szymka, napisz ja wrócą, czy wszystko w porządku.
    • mamadwojga Re: Głupi to ma szczęście:) 15.11.05, 07:44
      smile Na szczęście dobrze się skończyło.
      Ja też mam zawsze stres kiedy mąż wyjeżdża i ogromnie boję się zgubienia
      kluczy. Kiedyś nawet przypinałam te klucze agrafką do kieszeni, he he. Teraz
      wiem, że w ciągu dwóch godzin (maksymalnie) dostarczą mi je rodzice lub
      teściowie, bo wszystkim dałam po zapasowym komplecie, i stresu nie mam.
    • kochamcie Re: Głupi to ma szczęście:) 15.11.05, 08:02
      a ja mam pytanie z innej parafii: jesli Twoje dziecko jezdzi jeszcze w wozku, to
      ma pewnie jakies 2-3 latka? Takiemu maluchowi serwujesz taaakie zarcie?
      • anna_geras kochamcie co to Cie obchodzi??? 15.11.05, 09:20
        trzymam kciuki za synkasmile
      • gemmavera Re: Głupi to ma szczęście:) 15.11.05, 11:28
        kochamcie napisała:

        > a ja mam pytanie z innej parafii: jesli Twoje dziecko jezdzi jeszcze w
        wozku, to
        > ma pewnie jakies 2-3 latka? Takiemu maluchowi serwujesz taaakie zarcie?

        Hehe, ciekawa byłam, kto pierwszy się czepi...
        Na forum nie wolno pisać, że się poszło z dzieckiem na frytki, tylko do
        biblioteki. wink)

        Aga, niezła historia...
        Trzymam kciuki za Szymka, będzie ok. My własnie jesteśmy po neurologii i muszę
        powiedzieć, że Zuzka czuła się w szpitalu niemal jak na wczasach. wink Mam
        nadzieję, że z Szymonem będzie podobnie.
        POzdrawiam serdecznie smile
        gemma
        • agacz2905 Re: Głupi to ma szczęście:) 15.11.05, 13:22
          Gemma, czy byłaś z Zuzą też w CZD? Cieszę się, że mała przeszła to godnie i bez
          większego stresu (bo mniejszy to pewnie był). Jeśli chcesz, to stuknij mi na
          priv, co tam u Was słychać - odbiorę w domu wieczorem, ciekawa jestem, jakie są
          losy rówieśnicy Szymkasmile. Szczerze - to nie mam z kim wymieniać mailisad, choć
          przyznam - większego doła brak, bo wczorajsze zdarzenie uświadomiło mi, że
          jednak mam szczęście. Pozdrawiam Cię serdecznie toosmile

          P.S.Co do niezdrowego żarcia, to Agatka pożarła cheesburgera i troszkę frytek:-
          ). Jest (w porównaniu z biednym Szymkiem) dzieckiem wszyskożernym i cieszę się,
          że od czasu do czasu mogę jej sprawić frajdę w postaci zestawu happy meal. Do
          biblioteki póki co nie chadzamy - wiecie, ta wszechobecna kultura obrazkowasmile.
    • e_r_i_n Re: Głupi to ma szczęście:) 15.11.05, 08:44
      No to uff smile I trzymam kciuki za Szymka!
    • lola211 Re: Głupi to ma szczęście:) 15.11.05, 09:24
      Sprawdz tylko, czy ktos w miedzyczasie w mieszkaniu nie buszował.
      Tez mi sie zdarzylo zostawic klucze w zamku od zewnatrz, ale zawsze wtedy, gdy
      ja bylam w mieszkaniu- po prostu po otwarciu drzwi zapominalam je wyjac.Teraz
      bardzo sie pilnuje.

    • haganna Re: Głupi to ma szczęście:) 15.11.05, 09:45
      Niezłego masz ojca - chamstwo pierwsza klasa. Jemu nie zdarzają się wpadki?
      Dobrze się skończyło - to najważniejsze.
    • 18_lipcowa Re: Głupi to ma szczęście:) 15.11.05, 10:23
      No ma głupi szczęście, no ma.
    • gandzia4 Re: Głupi to ma szczęście:) 15.11.05, 11:20
      Agnieszka ja cię w pełni rozumiem ja też tak zakręconasmile Z oczkami Szymka
      będzie dobrze bo trzymamy kciuki. A o blogu to pomyśl bo całkiem fajnie
      piszeszsmile)
      • verdana Re: Głupi to ma szczęście:) 15.11.05, 13:09
        Super opowieść!
        Przy takim szczęściu - i klucze się znalazły i nikt sie nie włamał, na pewno i
        operacja będzie całkowicie udana!
        A pomysł, aby odreagować zdenerwowanie na niezdrowych kanapce i frytkach -
        doskonały. Lepsze zdrowie psychiczne od zdrowej żywności!
        • agacz2905 Re: Głupi to ma szczęście:) 15.11.05, 13:26
          Dzięki za wsparcie - i Tobie Verdano, i wszystkim innym życzliwym dziewczynom.
          Bardzo się denerwuję, że Szymek na 99% przeżywa teraz stres. Ma przy sobie
          tatę, który ten stres nieco złagodzi. Co do kluczy: dziś mam je w torbie, w
          specjalnej kieszonce z bokusmile. I tak trzymać, ot co.
    • agnieszka996 Re: Głupi to ma szczęście:) 15.11.05, 20:34
      Trzymam kciuki za Szymka!!!!!!!!!!!!!!!!!
      A jeszcze tak niesmialo chciala bym sie przyznac, ze jestem wielka fanka Twoich
      postow.
      a
    • agacz2905 Re: Głupi to ma szczęście:) 16.11.05, 23:20
      Jutro o 9 mój syn będzie miał operację.
      • gandzia4 Jutro o 9 zaciśniemy kciuki mocniej:) 16.11.05, 23:24
        Wszystko będzie dobrze. Po operacji daj znać jak już coś będziesz wiedzieć.
        • reforma Re: Jutro o 9 zaciśniemy kciuki mocniej:) 17.11.05, 09:15
          zaciskam mocno kciuki!!!!
    • mama_maksa Re: Głupi to ma szczęście:) 17.11.05, 09:32
      U mnie z kluczami to narmalka, ze zawsze gdzieś wkitram i nie pamietam gdzie.
      Ale taka sytuacja, że nie zamknęłam drzwi też mi sie kiedyś przytrafiłam. Byłam
      wtedy chyba w 4 klasie podstawówki, zagadałam się z koleżanka i zamknęłam drzwi
      tylko na klamkę. Wracam po szkole, zadowolona a sąsiadka mnie zaczepia że drzwi
      nie zamknęłam. Ja zadowolona, jak to przecież je otwieram, a ona, że odnalazła
      moja mamę (a mieszkaliśmy tam dopiero ok. 1 miesiąc, więc nie wiele sąsiedzi
      wiedzieli o nas) i mama przyjechała i zamkneła drzwi. A sąsiedzi byli tam
      naprwdę ok. Mój ojciec wrócił wtedy z delegacji, kupa kasy leżała na wierzchu,
      i nic nie zginęło!!! A drzwi zamknięte tylko na klamkę otworzyły się (bo był
      przeciąg). Sąsiadka najpierw myslała, że zasłabłam w łazience, ale przeszła
      całe mieszkanie i nikogo nie zastała, rozpoczęła więc poszukiwania..... Drugi
      raz zdarzył się całkiem niedawno. Byliśmy z mężem i synkiem na spacerze.
      Musiałam pilnie do łazienki. Tak pilnie, że wpadłam do domu rzuciłam gdzieś
      klucze i nie pamietałam gdzie. Poszukiwania trwały ok 4 godzin. Poszłam nawet
      do kilku sąsiadów mieszkających wyżej, bo myślałam, że może zostawiłam klucze w
      drzwiach i ktos schodził i wyjął. Ale nikt nie widział moich kluczy. To był
      piatek wieczorem. Juz szukaliśmy firmy niedaleko nas która założy dodatkowy
      zamek. Weszłam do łazienki ostatni raz poszukać i patrzę a klucze leżą przy
      lustrze pomiędzy butelkami z perfumami. Niestety te dwa razy niczego mnie nie
      nauczyły. zanim wyjde z domu zawsze się naszukam kluczy....
    • wegatka Re: Głupi to ma szczęście:) 17.11.05, 09:46
      Aga, ale przygoda, współczuję przeżyć smile No, ale dobrze, że obyło się bez
      wiercenia.
      Trzymam też kciuki za synka, żeby wszystko było o.k.

      A co do kluczy, to dobrze jednak dać komuś zapasowy komplet, sama się o tym
      wczoraj przekonałam, bo też miałam niezłą jazdę, która niestety nie skończyła
      się tak pomyślnie jak Twoja.

      Moja Wierka, zamiast normalnych lekcji, poszła z klasą do filharmonii. Dzieci
      miały potem wrócić jeszcze na jedną godzinę angielskiego, więc worki z butami
      zostawiły w szatni. Będąc w pracy, odebrałam telefon od teściowej (córka chodzi
      do niej po lekcjach), że ktoś młodej ukradł z szatni worek. Poprosiłam ją, żeby
      w takim razie poszła z Wierką do szkołu po południu na gimnastykę korekcyjną i
      przejrzała inne szatnie, bo może go ktoś przewiesił. Okazało się, że faktycznie
      tak było - worek wisiał w innym boksie. Po wyjściu ze szkoły, teściowa miała
      jeszcze odebrać Agatkę z przedszkola - i co się okazuje? - Agatce w przedszkolu
      ktoś rąbnął kurtkę! No i jak tu się nie wściec? Dzięki Bogu, teściowa miała
      klucze od naszego mieszkania i poszła po inną. Gdyby nie te klucze, to nie wiem
      w czym mała przyszłaby do domu, a zimno było jak cholera. Niestety kurtki dziś
      nikt nie raczył łaskawie do przedszkola podrzucić, trzeba będzie kupić nową sad





    • mamuska80 Re: Głupi to ma szczęście:) 17.11.05, 09:53
      Superowa historia, dobrze że wszystko się kończyło z happy endem, trzymam
      kciuki za Szymka, ja też jestem z Rzeszowa, pozdrawiam
      Justyna i Mateusz
      • niutaki Re: fajnie:) 17.11.05, 14:22
        jak znam siebie to mi by tak lajtowo nie poszłosmile
    • agacz2905 Operacja się udała i pacjent przezył:) 18.11.05, 00:21
      Mój syn dostarczył dziś pracownikom Oddziału Okulistyki CZD niezapomnianych
      wrażeń i niewatpliwie poszerzył ich doświadczenie zawodowe, przynajmniej jeśli
      idzie o kwestię postępowania z dziećmi nadpobudliwymismile. Po wybudzeniu z
      narkozy wpadł w szał? amok? histerię? Nie wiem jak to nazwać, bo mnie przy tym
      nie było. Miast grzecznie dać się zawieźć przed- i odwieźć po- operacji na
      wózku - moje dziecko SZŁO na własnych odnóżach obok tegoż wózka. Mało tego, po
      narkozie wpadł w jakiś amok i poleciał przed siebie z rykiem, a przestraszony
      Paweł (tatuś) i zapewne jeszcze ktoś z personelu - chodu za nim, żeby się
      dzieciak nie zabił przypadkiem. Potem mój syn tradycyjnie odmówił wejścia do
      łóżeczka (śpi z moim mężem NA PODŁODZE) i zaczął wyć. Wycie trwało kilka
      godzin. Rękami powydzierał sobie gumowe rurki włożone w kanały łzowe i
      uchodzące nosem. Na szczęście ktoś zdolny i mądry włożył mu to na miejsce bez
      potrzeby kolejnego usypiania. Histeria trwała kilka godzin, mój mąż omal nie
      dostał zawału. Do Szymka nic nie docierało, żadne perswazje, tłumaczenia,
      prośby czy wreszcie groźby. Wobec tych wszystkich faktów poproszono Pawła, aby
      wyszedł. Dopiero dziecko zaszantażowane, że tatuś nie przyjdzie, dopóki on się
      nie uspokoi i nie obieca, że nie będzie sobie gmerał łapami w operowanym
      miejscu - zaczęło kombinować i chyba zatrybiło. Rozmawiałam z mężem dwie godz.
      temu i słyszałam Szymka-explorera (nawet po relanium podanym domięśniowo nie
      złożył broni i nadal czuwał), który bardzo spokojnym głosem prosił tatusia a to
      o wytarcie noska, a to o podanie tic-taków i zapewniał tatusia, że "Szymek zje
      cukielki i nie będzie bolał brzuch". W dzisiejszym dniu też mój mąż odniósł
      sukces wychowawczy, przekonując Szymka, który zwykle dyryguje tatusiem że hej -
      do zjedzenia dwóch jogurtówsmile. Lekarze zgodnie stwierdzili, że takiego
      zawodnika to jeszcze nie mielismile. Sugerują wizytę u neurologa, zwł.
      anestezjolog, który widział uśpionego i b. spiętego, usztywnionego Szymka.
      Ponoć dzieci w narkozie się rozluźniająsmile. Cóż, widać Szymuś odziedziczył
      system nerwowy po mamusismile. Brakuje mi już moich chłopaków, nie mogę się
      doczekać ich przyjazdu do domu (ma to nastąpić w sobotę). Pozdrawiam czytające
      (-ych) ten wątek.
      • gandzia4 Re: Operacja się udała i pacjent przezył:) 18.11.05, 10:35
        To fajnie, że wszystko dobrze. Co do zachowania po narkozie to nasz Oskar ma
        podobniesmile)) Po pierwsze zaskoczył lekarzy, że po wybudzeniu wcale nie wołał
        mamy, tylko się wydarł "gdzie mój tata". Później dostał maksymalna dawkę
        usypiaczy, by przespał choć kilka godzin po zabiegu, a on owszem odpoczywał....
        teroryzując męża by mu czytał w kółko tą samą książeczkę i nie dał się położyć,
        tylko na siłę niemal udawało nam się go utrzymać w pozycji siedzącej (chciał
        biegać i cały czas usiłował uciec z łóżka), a miał zabieg na jąderko i kilka
        szwów nisko na brzuszku. Przesyłamy całusy dla dzielnego Szymka i jego małej
        siostrzyczkismile)
      • e_r_i_n Re: Operacja się udała i pacjent przezył:) 18.11.05, 10:39
        Ło matko. Alez masz motorek. Dobrze, ze juz po wszystkim. Usciski!
    • a_melia Re: Głupi to ma szczęście:) 18.11.05, 12:30
      Cieszę się że wszystko w porządku.
      A co do kluczy - ta ja mam taki patent:
      torba z H&M ma taką fajną ozdobną smycz z jednej strony przyczepiona jest do
      torby a z drugiej ma końcówkę na zaczepienia np. kluczy. Smycz jest dość długa -
      ja niska osoba spokojnie przekręcam/manewruje kluczami bez potrzeby
      odczepiania ich od torby. Nie ma mowy, żebyś je zgubiła !!! chyba, że zgubisz
      torbę, ale o to troszkę trudniej.
      Pozdrawiam,
      Amelia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka