czasami patrze na mamy, ktore szczebiocza do swoich pociech: kruszynko,
mamusia da ci papu a potem piciu-piciu, sloneczko Ty moje najslodsze itd...".
zastanawiam sie, czemu nie potrafie byc az tak wylewna?
mowie synkowi
, ze jest wspanialy, ze bardzo go kocham, ale jakos mam wrazenie, ze odstaje
w tej swojej milosci od innych mam.
ostatnio spotkalamsie odwiedzilam kolezankami. poczulam sie jeszcze gorzej,
bo poszlam liczac na kawe i ciacho, na mila rozmowe a mialam egzamin z tego
jak opiekuje sie synem. oczywiscie nikt mi w oczy nie powiedzial, ze cos
robie nie tak....ale to da sie wyczuc.
po pierwsze dlaczego mowie, ze jest ciezko? przeciez to takie super miec w
domu DZIDZIE ( boze jak ja nienawidze tego okreslenia, przepraszam, ale z
dzida mi sie kojarzy a nie z moim malym kajtkiem). a przeciez ja nie mowie,
ze jest zle... bo nawet w tych ciezkich momentach jeden bezzebny usmiech daje
sile na dalsze chwile.
oczywiscie najwieksze kontrowersje wzbudza ciagle fakt, ze podaje mleko
butelka ( moje wlasne i bebilon pepti). o tym, jak karmie kolezanki wiedza od
dana, zatem do cholery dlaczego przy kazdej okazji pytaja : jak karmisz?
nastepnym razem nie wytrzymam i powiem, ze lyzka rosol z kluskami wlasnej
roboty podaje.
na 1000% kajtek bedzie mial krzywe zeby i bedzie chodzil do logopedy, bo je z
butelki a nie z cycka. nie moge sobie darowac, ze nie powiedziala,, ze jednej
z kolezanek syn ssal piers poltora roku ma krzywy zgryz i sepleni jak malo
ktore dziecko. po prostu nie chcilam tak zle mowic o jej dziecku.
oczywiscie jestem glupia, bo codziennie kapie dziecko. ZMYWASZ DOBRE
BAKTERIE, kajtek bedzie alergikiem.... taaa, pewnie nie wazne jest to, ze syn
ma swoj rytual, ze lepiej spi po kapieli ( ma wtedy najdluzszy sen), olac to,
ze czasem uleje mu sie mleko na szyjke ( przecieram mokra chusteczka... ale
to nie to samo co mycie!). mozna wymieniac dalej, ale po co?

reasumujac: wychodzac z domu kumpeli mialam wraenie, ze chyba za malo kocham
syna, bo nie umiem/nie chce/nie mam takiej potrzeby by byc swieta, ktora
przyszla na swiat po to by wydac potomstwo a potem juz tylko cierpiec i
przezywac: o! jak pieknie sapnal! o jak jakpieknie podniosl raczke! wszystko
mi sie podoba: i podnoszenie racek i to sapanie itd...ale czy musze przy tym
spazmow graniczacych z orgazmem dostawac?
zastanawiam sie czy jestem normalna, jesli wszyscy dookola mowia: poswic
sie , przystawiaj na sile syna do piersi, poplacze, bedzie glodny i bedzie
ssal, poswiec sie, nie zjedz kielbasy, nie zjedz ciastka, nie zjedz sera,
jedz marchewke i buraki, to syn bedzie zdrowy...ja tak nie umiem. to egoizm?
co to jest?