Dodaj do ulubionych

jezeli praca w domu to nie praca...

11.12.05, 14:24
Witam wszystkich,

Kilka dni temu napisalam notke, ze chce trzeciego dziecka, a maz nie bardzo.
Moj maz dziekuje za troske o jego zycie zawodowe i emocjonalne, tylko zdziwil
sie, ze tam tyle o nim, skoro ja pisalam o swoich klopotach i torskach.
Niestety nie udalo mi sie namowic go do przeczytania chocby jednego postu,
ale i tak byl mile zaskoczony, ze tyle zatroskanych kobiet jest na forum
emama.

A teraz sprawa glowna.
Wiele czytelniczek napisalo, ze praca wdomu to nie praca, bo sie za nia nie
dostaje pieniedzy. Ja zajmuje sie moimi dziecmi (4 lata, 2,5 roku), domem i
wszystkim, co jest z nim zwiazane i musze przyznac, ze wieczorami jestem
czesto bardziej zmeczona od mojego meza, ktory tez nie lekko pracuje. Koszt
opiekunki w warszawie do dwojki dzieci to 1500-2000pln. Uwazam wiec, ze moja
praca jest tyle warta, a moze nawet wiecej. Wiecej, bo moje dzieci rzadko
choruja ( leki uodparniajace, szczepienia, spacery w kazda pogode,
hartowanie), zdrwowo sie odzywiaja, maja zapewniony rozwoj fizyczny i
psychiczny, kontakty z rowiesnikami ( nie siedza przed telewizorem przez pol
dnia), kontakt z rodzina, a przede wszystkim maja kochajaca je osobe na co
dzien, zawsze, a to jest nie do przecenienia.

Rozumiem, ze praca zawodowa niesie za soba stresy, wymagania szefow,
koniecznosc doskonalenia sie, ale daje tez wieksza satysfakcje, wnosi do
zycia urozmaicenie.Nie dyskutuje tu o motywach podjetych decyzji - isc do
pracy czy zostac z malymi dziecmi w domu- te kazdy podejmuje sam ze swoja
rodzina.

Jezeli praca w domu to nie praca, to zaprzsam do siebie na 8 godz do
zajmowania sie dziecmi. Ja nic nie zaplace, Zaproszony nic sie nie nameczy,
bo przeciez praca w domu to nie praca. Mysle, ze chetnych mam do takiej
wymiany bedzie wiecej.

Pozdrawiam wszystkie emamy.
Obserwuj wątek
    • kalina_p tez mnie to dziwi:( 11.12.05, 14:32
      niestety...
      Jeśli mama zmaiast opiekowac sie dzieckiem idzie do pracy, wypłate oddaje
      opiekunce - jest ok.
      Jeśli mama sama wykonuje prace opiekunki, jest kura domowa i nierobem.
      A opiekunka? Pracujaca kobietą.

      Najsmieszniejsza konfiguracja:
      Mama idzie do pracy jako opiekunka, a do swojego dziecka zatrudnia opiekunke,
      hehehe...
      • andaba Re: tez mnie to dziwi:( 11.12.05, 14:41
        Znam coś podobnego, jeszcze z dawnych czasów smile Pani X była damą, więc pani Y u
        niej sprzątała. Ale pani Y również była zbyt wielką damą, aby sprzątać za
        darmo, więc u niej sprzątała pani Z.
        Cztery gminy się z tego śmiały.

        Ale ja jestem zbyt wielką damą, żeby sprzątać u kogoś, a u siebie muszę, więc
        czasem to robię. A o tych 2000 to muszę mężowi powiedzieć. Albo lepiej nie, bo
        mi uzmysłowi ile kosztuje praca palacza, mechanika, szofera, hydraulika, złotej
        rączki i ogrodnika.
        • magdak1977 Re: tez mnie to dziwi:( 11.12.05, 14:59
          ale ja pisze tylko o opiece nad dziecmi, prace domowe sa tu gratisowesmile
        • dagmama Re: tez mnie to dziwi:( 11.12.05, 15:01
          Mnie tylko żal tych pracujących, które wracają do domu, do drugiej pracy.
          Rzumiem, że fakt, iż za pracę w pracy im się płaci, pomaga im w odkurzaniu i
          robieniu lekcji z dziećmi.
          Druga sprawa: czas poświęcony dzeciom. Pracujące mamy żyją w złudzemiu, że ich
          czas poświęcony dzieciom po pracy jest bardziej wartościowy od czasu mamy, która
          jest z pociechą cały dzień. Był artykuł w "Dziecku" na ten temat, zresztą
          stronniczy i dołujący te pracujące.
          Pewnie wyobrażają sobie, że siedzimy przed telewizorem a dzieci robią, co chcą.
          I tu pomyłka, ja nawet nie mam telewizji.
          Na początku przyszłego roku idę do pracy, oby, niestety sprawa się odwleka), ale
          też dobrze, bo synek coraz starszy i fajnie, ze tak długo mogę z nim być Teraz
          ma niecałe 20 miesięcy.
          • kalina_p najlepsze jest okreslenie "siedzą w domu" ;))) 11.12.05, 15:10
            mmmm...jak ja bym chciała sobie siedzieć, gapic sie w TV i sie ponudzic trochę!
            Ale znów to samo - opiekunka (kobieta pracujaca) nie siedzi z dzieckiem,
            prawda? Tylko pracuje (ciężko w dodatku) jako opiekunka. A mama niepracujaca
            siedzi.
            Dziwne.
      • crises Re: tez mnie to dziwi:( 11.12.05, 16:37
        Praca opiekunki, o ile mi wiadomo, jest zajęciem niskopłatnym, dla osób
        niewykwalifikowanych i raczej nie cieszy się szczególną estymą społeczną.
        Wnioski wyciągnij sama.
        • magdak1977 Re: tez mnie to dziwi:( do crises 11.12.05, 16:42
          ale zawsze jest bardziej ceniona niz praca "niepracujacej" matki - ta przeciez
          nic nie zarabia.
          wnioski jak w mailu wyzej
          • magdak1977 Re: tez mnie to dziwi:( do crises 11.12.05, 16:53
            kazdego ranka opiekunka idzie do pracy, a matka zostaje w domu.
            Mysle, ze taka opinie ma lekko liczac 75% spoleczenstwa, jezeli nie wiecej.

            a kazdego wieczora opiekunka wraca zmeczona po pracy, a matka nic nie robila,
            bo byla w domu przez caly dzien.
            Tu powiedzialbym, ze to opinia wiekszosci meszczyzn.
            • dagmama Re: tez mnie to dziwi:( do crises 11.12.05, 16:57
              Chyba żartujesz?
              Mężczyznę przekonasz, jak go zostawisz na trzy godzinki z brzdącami.
              A przekonaj tu kobietę pracującą, że nie "siedzisz" w domu, tylko pracujesz.
              O nie, to kobiety mają takie opinie.
              • magdak1977 Re: tez mnie to dziwi:( do crises 11.12.05, 17:21
                na trzy godzinki, ale nie tylko z dziecmi, ale z domem.

                Moj jak wraca, mowi, wyjdz gdzies sobie. No i ja wychodze. a jak wracam, to
                kawalka podlogi nie widze. Zjedza kolacje, jak im przygotuje na talerzu, a jak
                nie, to mowi, ze dzieciaki nie chcialy i zjadly bulke. Fajnie, jak tak jest
                raz wtygodniu. ale gdyby tak codziennie, to po trzehg dniach bysmy wlasnych
                majtek nie mogli znalezc. I dodam, ze on bardzo kocha dzieci i naprawde chetnie
                sie nimi zajmuje. Ale jak nimi to tylko nimi, a rzeszta potem ja.

                Roznica miedzy mataka a opiekunka jest taka, ze opiekunka ma miec gotowe
                posilki i tylko sie dziecmi zajmowac, a jak chcesz cos wiecej, to muszisz
                doplacic. matka ma zrobic wszystko, bo ja maz utrzymuje. Czesto od ludzi slysz:
                Ty masz: dobrze, ze Cie chlop utrzyma i do pracy nie muszisz isc.
                a moja mama, jak do nas przychodzi do dzieci, to mowi, ze potem w pracy
                odpoczywa - spokoj i tylko pracowac trzeba.

                pozdr
              • izabela_741 praca w domu 12.12.05, 16:33
                Dagmamo, Ty chyba masz jakis wiekszy problem.
                Pierwszy wpis jezcze traktowalam jako sarkazm ale drugi to juz jawna
                zlosliwosc.
                Pierwsza sprawa : niestety niektore kobiety maja tak przekopane, ze pracuja na
                kilku etatach i nie maja pomocy ze strony meza rowniez. I po co je wysmiewasz,
                lzej Ci? Ze tez tacy ludzie jak Ty chodza jeszcze po ziemi i pluja jadem!!!
                Druga sprawa : "czas poświęcony dzieciom. Pracujące mamy żyją w złudzemiu, że
                ich czas poświęcony dzieciom po pracy jest bardziej wartościowy od czasu mamy,
                która jest z pociechą cały dzień."
                Bredzisz kobieto. Nie znasz pracujacych zawodowo kobiet!!! Wiekszosc zamartwia
                sie, ze nie jest z dziecmi wystarczajaco dlugo i jesliby mogly to by
                zrezygnowaly z pracy lub pracowaly na czesc etatu. NIE MOGA Z PRZYCZYN
                MATERIALNYCH.

                Posmialabym sie z Ciebie w przyszlym roku jak zaczniesz rozumiec, co oznacza
                powrot do pracy gdy ma sie male dziecko. Niestety Twoje to juz za duze bedzie,
                zebys mogla zrozumiec.
                • dagmama Re: praca w domu 12.12.05, 20:07
                  Faktycznie złośliwie to zabrzmiałosad
                  Ale to było w ramach polemiki z osobami, które uważają, że czas poświęcony
                  dziecku po pracy jest bardziej wartościowy od mojego czasu. O te, które się nie
                  zamartwiają.
                  Nie trzeba było tego brać do siebie.
                  Co do problemu... Raczej nie mam, ale dzięki za troskę.
                  Pozdrawiam.
        • kalina_p hmmm... 11.12.05, 20:48
          jest mnostwo zawodów nie cieszacych sie estyma spoleczna - sklepikarka,
          sprzataczka, bileterka, fakturzystka, recepcjonistka, itd. itp.
          Tylko co to ma do rzeczy?
        • melka_x Re: tez mnie to dziwi:( 12.12.05, 11:33
          crises napisała:

          > Praca opiekunki, o ile mi wiadomo, jest zajęciem niskopłatnym, dla osób
          > niewykwalifikowanych i raczej nie cieszy się szczególną estymą społeczną.

          Zależy gdzie. Kasta -używam z premedytacją tego słowa- wysoko wykwalifikowanych
          opiekunek "dzieci z wyższej półki"wink)) w Wielkiej Brytanii jest bardzo dobrze
          opłacana.

          W Polsce to też się bedzie zmieniać. W miarę wzrostu zamożności (o ile tego
          doczekamywink wymagania wobec opiekunek (także ich wykształcenia) będą rosnąć, a
          co za tym idzie pensje i szacunek również.
          • triss_merigold6 Opiekunki 12.12.05, 12:01
            Wystarczy przypomnieć jakie wymagania niegdyś stawiano bonom, guwernantkom i
            wychowawcom.wink
    • g0sik Re: jezeli praca w domu to nie praca... 11.12.05, 15:09
      > Wiele czytelniczek napisalo, ze praca wdomu to nie praca, bo sie za nia nie
      > dostaje pieniedzy. Ja zajmuje sie moimi dziecmi (4 lata, 2,5 roku), domem i
      > wszystkim, co jest z nim zwiazane i musze przyznac, ze wieczorami jestem
      > czesto bardziej zmeczona od mojego meza, ktory tez nie lekko pracuje. Koszt
      > opiekunki w warszawie do dwojki dzieci to 1500-2000pln. Uwazam wiec, ze moja
      > praca jest tyle warta, a moze nawet wiecej.

      Czy uważacie, że kobiety pracujące zawodowo po powrocie z pracy nic już nie
      robią? Robią w ciągu 2-4 godzin to na co Wy macie cały dzień. Czy to takie
      ważne co myślą inni? Chyba najważniejsze aby własny mąż doceniał, rozumiał i nie
      mówił, że siedzicie? Możecie swoją pracę wyceniać i na 5000 tys. pod warunkiem,
      że płacą za to Wasi mężowie - to ich dzieci wychowujecie, im gotujecie obiady,
      pierzecie i sprzątacie. Pracuję zawodowo, nie mam przez to mniej obowiązków
      domowych i nie podobają mi się pomysły aby płacić matkom za to, że wychowują
      własne dzieci i obsługują własnych mężów. Gdy siedziałam w domu z dzieckiem nie
      oczekiwałam uznania od innych, wystarczyło mi że mój mąż docenia to co robię i
      po powrocie z pracy pomaga w domu.

      • kalina_p Re: jezeli praca w domu to nie praca... 11.12.05, 15:13
        widzisz, ale to sie bezposrednio przeklada na te pensję.
        Jeśli pójde do pracy, musze zarobic przynajmniej tyle, żeby zapłacić opiekunce.
        jeśli nie ide do pracy, to te pieniądze po prostu nie krążą - zamiast je
        zarobic i wydac na prace jakiejs osoby, ja wykonuje te pracę.

        Co do płacenia matkom - paranoja, zgadzam się.
      • magdak1977 do gosik 11.12.05, 15:15
        A przeczytalas chocby jedno zdanie, za ktos ma mi placic?

        Myslisz, ze przy dwojce malych dzieci w domu, jest wiele czasu na zajmowanie
        sie nim. Tez prawie wszystko robie, kiedy maz wroci i z dziecmi sie bawi
        • g0sik Re: do gosik 11.12.05, 15:17
          Jak poczytasz podobne wątki na tym forum to się zdziwisz ile matek oczekuje aby
          płacić im za ich pracę w domu.
          • magdak1977 Re: do gosik 11.12.05, 15:20
            chodzilo mi bardziej o to, jakie jest nastawienie spoleczne do matek, ktore
            siedza z dziecmi w domu.Jak oczytalam odp. na moja notke ( poprzednia) poczulam
            sie, jakbym zyla w 19 wieku - siedzi baba w domu i nic nie robi, a swiety chlop
            po pracy zmaczony do domu wraca i mu sie nalezy spokoj i poszanowanie.

            pozdr
            • kalina_p zapomniałas dodac 11.12.05, 15:23
              że siedzi w domu, głupieje, "kucia w garach" i chodzi w rozmemłanym szlafrokuwink
              Ale juz praca pani w żłobku czy przedszkolanki, czy chociażby własnie opiekunki
              do dziecka jest jak najbardziej godna szacunku, rozwijajaca itd, itp.
      • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 11.12.05, 20:08
        g0sik napisała:

        > Czy uważacie, że kobiety pracujące zawodowo po powrocie z pracy nic już nie
        > robią? Robią w ciągu 2-4 godzin to na co Wy macie cały dzień. Czy to takie
        > ważne co myślą inni? >

        czy uwazasz, ze kobiety siedzace w domu z dziecmi po przyjsciu mezow do domu
        juz nic nie robia? z ta roznica, ze one robia znow to samo, w przeciwienstwie
        do tych, kotre robia co innego niz w pracy. Choc to oczywiscie nie neguje tego,
        ze kobiety pracujace zawodowo nie sa zmeczone swoja praca. Kazdy jest zmeczony
        tym , co robi, bez roznicy czy w pracy, czy w domu.
        • triss_merigold6 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 11.12.05, 20:11
          Tyle, że urozmaicenie i własna kasa + kontakt z dorosłymi ludźmi dają
          satysfakcję dodatkową. Siedząc tylko w domu można oszaleć z nudów i monotonii,
          dzieci są ok. pod warunkiem, że można od nich odpocząć.
          • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 11.12.05, 20:14
            Pytanie nr 2: co zabierasz dzieciom bedac w pracy, jezeli moglabys byc z
            dziecmi w domu ( nie biore pod uwage tych, ktore musza pracowac z roznych
            wzgledow). Myslalas o tym kiedys? Bo wlasna kaska im tego nie wynagrodzisz!
            Niestety...
            • triss_merigold6 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 11.12.05, 20:19
              Akurat pracuję głównie w domu, wtedy synem zajmuje się niańka a ja pojawiam się
              w celu uzupełnienia kawy.wink W weekendy kiedy pracuję dzieckiem opiekuje się
              mąż. Owszem kasa ma znaczenie o tyle, że nie stresuję się czy starczy do I-go.
              Spokojna matka to spokojne dziecko, nieprawdaż?
              Na marginesie: opiekunka robi to czego sama nie znoszę czyli wychodzi na
              spacery i socjalizuje dziecko z innymi dziećmi. Nie ukrywam, że akurat aspekt
              piaskownicowo podwórkowy macierzyństwa wyjątkowo mnie nudzi.
              • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 11.12.05, 20:26
                Gratuluje pracy, w ktorej tyle zarobisz, ze nianka + wydatki zwiazane z praca
                sa mniejsze od pensji.

                Z Twoich wypowiedzi moge wnioskowac, ze w ogole aspekt macierzynstwa wyjatkowa
                Cie nudzi. Tylko w takim razie , po co taka swiadoma Osoba urodzila dziecko.
                jest przeciez tyle ciekawych rzeczy na swiecie...

                Ps jezeli Spokojna matka to spokojne dziecko, to znudzona matka =..?
              • judytak Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 22:52
                triss_merigold6 napisała:

                > Na marginesie: opiekunka robi to czego sama nie znoszę czyli wychodzi na
                > spacery i socjalizuje dziecko z innymi dziećmi.

                to tak, jak u mnie :o)

                pozdrawiam
                Judyta
            • moofka Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 08:41
              magdak1977 napisała:

              > Pytanie nr 2: co zabierasz dzieciom bedac w pracy, jezeli moglabys byc z
              > dziecmi w domu ( nie biore pod uwage tych, ktore musza pracowac z roznych
              > wzgledow). Myslalas o tym kiedys? Bo wlasna kaska im tego nie wynagrodzisz!
              > Niestety...
              ______________________________________
              co zabieram?
              te ktore musza (z roznych wzgledow) nie sa wyrodne,
              a te ktore nie musza a chca sa wyrodne
              prosze mi powiedziec, bo poczulam sie wywolana do tablicy rowniez
              co zabieram mojemu dziecku pracujac na etacie?

              i jeszcze cos
              ja rozumiem, ze meczy praca zawodowa, bo meczy
              koniecznosc, obowiazki terminy, stres
              co meczy w domu?
              skoro sama sobie jestes szefem, menedżerem i kierownikiem sama sobie ustawiasz
              harnonogram a mimo to jestes zmeczona
              wniosek najprostszy zracjonalizowac dzialania i sie nie meczyc
              w skrocie - swojemu zmeczeniu jestes winna ty sama
              nie maz i nie dzieci
              • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 09:49
                > co zabieram?

                Mozliwosc wyboru, bo dziecko zostawiasz z tym, kto Twoim zdaniem jest
                dopowiedni i tyle. Kazde male dziecko ( podkreslam male) potzrebuje kontaktu z
                rzocicami i to wiekszego niz 3 gozdz dziennie. taki kontakt daje sile i
                psychiczna pewnosc, ze jest sie kochanym, a to barzdzo wazne w pozniejszym,
                doroslym juz zyciu. Inna oczywiscie jest sutyacja, kiedy z dzieckiem zostaje
                babcia, czy ktos z rodziny, bo to osoba, ktora je kocha, ale ktos zajmujacy sie
                dzieckiem dla pieniedzy, niestety zawsze bedzie traktowal je jako zrodlo
                dochodow, a nie najwiekszy skarb. Chyba nie ulega watpliwosci, ze przy malym
                dziecku sa czesto takie sytuacja, w ktorych tylko dzieki wielkiej milosci
                pokonujemy trudnosci, o jakich wczesniej nam sie nie snilo.I zadna, nawet
                najlepsza nania czy opiekunka tyle sily w sobie nie bedzie miala, bo to nie jej
                dziecko po prostu.

                > co meczy w domu?
                Cholrenie duzo pracy fizycznej, psychiczny dol , ktory dosiega kazda matke , bo
                wciaz widzi te same sciany i te same garnki oraz czesto brak chocby
                najmniejszej formy wspolpracy ze strony dzieci, ktore kaza sie soba zajmowac
                bez wzglegu na Twoje potrzeby ( stan zdrowia, nagle sprawy osobiste itp.) W
                domu nie ma urlopu i zwolnienia, bo nie powiem dzieciom, ze dzis mamusia ma
                goraczke i w zwiazku z tym nie bedzie sie nimi zajmowac. Pozostaje jeszcze
                aspekt psychiczny, kotry rozne kobiety znosza roznie, ale to juz inna kwestia.
                Zmeczenie wynika po prostu z wielkiej ilosci pracy, najczesciej po prostu
                fizycznej.

                Pozdrawiam
                • moofka Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 10:06
                  > > co meczy w domu?
                  > Cholrenie duzo pracy fizycznej, psychiczny dol , ktory dosiega kazda matke ,
                  > bo wciaz widzi te same sciany i te same garnki oraz czesto brak chocby
                  > najmniejszej formy wspolpracy ze strony dzieci, ktore kaza sie soba zajmowac
                  > bez wzglegu na Twoje potrzeby ( stan zdrowia, nagle sprawy osobiste itp.)
                  ______________________________
                  praca fizyczna w domu?
                  nie przesadzajmy
                  jesli mecza cie proste domowe czynnosci, to chyba warto zadbac o siebie
                  a nie w imie wyzszej sprawy zadreczac sie
                  gdybym byla studentka beztroska, ktora jada w zlotej kurce a po swieza posciel
                  chodzi na dol do pralni moze bym ci ostro wspolczula
                  ale tez jestem matka zona gospodynia i pania domu
                  do tego pracujaca na etacie
                  i wiem, ze dom to nie jest kamieniolom
                  wystarczy dobra organizacja i odrobinka zdrowego egoizmu
                  zareczam ci, ze dziecko woli zjesc makaron i pobiegac w pomietym czasem dresie,
                  a matke miec usmiechnieta i wymalowaną
                  niz perfekcyjną i udreczoną
                  jestes dorosła, masz problem, ale to Ty musisz go rozwiazac
                  cos cie cisnie i tam sobie poluzuj
                  a i dzieci beda szczesliwsze
                  • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 10:16
                    Nie chodzi o stopien skomplikowania prac, tylko o ich ilosc. O ile dzieci moga
                    chodzic w wymietch ciuchach, o tyle maz juz chyba do pracy musi miec
                    wyprasowana koszule?... Po za tym praca przy wiekszej niz jedno ilosci dzieci
                    nie rosnie liniowo tylko wykladniczo, wiec przy dwojce niestety jest jej nie
                    dwa razy tyle ale cztery, bo musisz jeszcze na nich nawzajem uwazac, zeby sami
                    sobie krzywdy nie zrobili.
                    • moofka Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 10:24
                      magdak1977 napisała:

                      > Nie chodzi o stopien skomplikowania prac, tylko o ich ilosc. O ile dzieci
                      moga
                      > chodzic w wymietch ciuchach, o tyle maz juz chyba do pracy musi miec
                      > wyprasowana koszule?
                      _____________________________
                      nie mow mi, ze uprasowanie mezowi koszuli cie meczy i ze to ciezka praca
                      fizyczna
                      a uwazanie zeby sie dzieci naie zagrazly to dwa razy wiecej pracy niz jedno
                      male dziecko
                      Ty lubisz po prostu pouzalac sie nad soba, ja tez znam takie damy, ktore to
                      uwielbiają - czuc sie udreczone i miec na co narzekac
                      to ich byt uszlachetnia, kiedy cierpią glosno
                      wiec sie uzalaj, mezowi dzieciom - teksty o poswieceniu obowiązkowe,
                      ale nie oczekuj od matek, ktore mają jeszcze wiecej zajec niz ty, a mimo to są
                      usmiechniete i znajdują czas na rozrywke i dokształcanie jeszcze
                      tu nie chodzi o ilosc obowiazkow tak naprawde, ale o charakter

                      • gabi683 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 10:39
                        Nie jest męczące uprasowanie męzowi 20 koszul i nie meczy gotownie sprzatanie
                        spacery zakupy nie to nie meczace w cale .Przypilnowanie dzieci przy lekcjach
                        nie to nie cięka praca ale bardzo monotonna jak byś nie zuwazyła.Więc kto tu
                        mowi o uzalani a gdyby nwet to co w tym złego.Jasne to my mamy jestesmy gorsze
                        od Ciebie bo pracujemy w domu a Ty pracujesz zawodowo i jesteś supr mamą .No
                        prosze nie rub siebie tak zorganizownej i praktycznej mamy cos koszczem czegos
                        moja droga ,bo nie uwieze ze pracując poswięcasz wystarczjaco czas dkla
                        dziecka .A mze zpytaj swojego dzieciackza czy wystarcza mu Twoja obecnosc przez
                        trzy godziny.Bo jak sama mówisz pracujesz sprzątasz gotujesz i zjmujesz sie
                        dzieckim skąd na to masz czas no chba ze 24 h
                        • moofka Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 10:58
                          gabi683 napisała:

                          > Nie jest męczące uprasowanie męzowi 20 koszul
                          ___________________
                          to twoj wybor
                          20 koszul starcza na caly miesiac chyba?
                          no prawie
                          czyli looz z prasowaniem koszul na reszte dni
                          jak cie meczy uprasowanie 20, to prasuj po jednej
                          w czym problem
                          a jak cie meczy nawet jedna to nie pracuj wcale, niech sobie sam prasuje
                          ja tez mam meza i tez nosi koszule
                          i dlatego wiem, ze to nie jest meczace
                          a ty grzmisz na mnie

                          i nie meczy gotownie sprzatanie
                          > spacery zakupy nie to nie meczace w cale.
                          _________________________
                          robie to samo wiec pewna wiedze na ten temat mam
                          jesli chcemy sie licytowac kto ma gorzej (wiem, ze niektorzy to lubią smile
                          to uwazam ze bardziej meczace jest gotowanie po pracy niz po spacerku smile)

                          Przypilnowanie dzieci przy lekcjach
                          > nie to nie cięka praca ale bardzo monotonna jak byś nie zuwazyła.
                          ________________________
                          czego to ma dowodzic?
                          czy dzieci matek pracujacych nie chodza do szkoly, czy nie odrabiaja lekcji
                          zreszta uwazam, ze to wcale nie jest konieczne


                          Więc kto tu
                          > mowi o uzalani a gdyby nwet to co w tym złego.Jasne to my mamy jestesmy
                          gorsze
                          > od Ciebie bo pracujemy w domu a Ty pracujesz zawodowo i jesteś supr mamą .
                          _______________________________
                          ja nie napisalam, ze ktos jest gorszy?
                          kazdy czyta to co chce przeczytac
                          a ja owszem pracuje i jestem super mama
                          dlaczego nie moge tego stwierdzic?
                          kogos to kluje?
                          oczywiscie wiem, ze lepiej jest stekać, tylko to nie w moim stylu smile


                          No
                          > prosze nie rub siebie tak zorganizownej i praktycznej mamy cos koszczem
                          czegos
                          > moja droga ,bo nie uwieze ze pracując poswięcasz wystarczjaco czas dkla
                          > dziecka .A mze zpytaj swojego dzieciackza czy wystarcza mu Twoja obecnosc
                          przez
                          >
                          > trzy godziny.Bo jak sama mówisz pracujesz sprzątasz gotujesz i zjmujesz sie
                          > dzieckim skąd na to masz czas no chba ze 24 h
                          _______________________________________
                          pracuje dziennie osiem godzin
                          doba ma wiecej niz 11 smile
                          zostaje mi wiec nie 3 tylko duuuzo wiecej
                          a czasem sa weekendy tongue_out
                          czy mu wystarcza? a do czego wystarcza?
                          rozwiń tę ostatnią myśl, bo jest dla mnie cokolwiek niezrozumiała
                        • e_r_i_n Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 18:27
                          gabi683 napisała:

                          > Nie jest męczące uprasowanie męzowi 20 koszul i nie meczy gotownie
                          > sprzatanie spacery zakupy nie to nie meczace w cale .Przypilnowanie dzieci
                          > przy lekcjach nie to nie cięka praca ale bardzo monotonna jak byś nie
                          > zuwazyła.

                          Matka pracujaca tez robi zakupy, gotuje obiad, prasuje koszule mezowi i pare
                          innych spraw. Tak wiec wie, czy to jest meczace i monotonne.
                  • triss_merigold6 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 10:27
                    Pomijając aspekt finansowy praca zawodowa jest m.in. po to, żeby oderwać się od
                    domowej monotonii. Jak Cię dopada psychiczny dół to idź do pracy chociaż na pół
                    etatu.
                    Prace fizyczne domowe specjalnie męczące nie są, chyba, że masz ambicję
                    codziennie dokładnie sprzątać, gotować trzydaniowy obiad i aktywnie organizować
                    czas dzieciom przez parę godzin.

                    Idiotyczne rozróżnienie:
                    - te, które pracują, bo bez ich pensji rodzina by nie przeżyła są ok.
                    - te, które pracują, bo lubią a ich dochód jest udogodnieniem i podnosi
                    stadnard życia nie sa ok.
                    Nie znoszę dorabiania ideologii do zajęć domowych. To zwykłe rutynowe czynności
                    znacznie mniej pracochłonne niż jeszcze 20 lat temu.
                    • wieczna-gosia Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 10:38
                      > Prace fizyczne domowe specjalnie męczące nie są, chyba, że masz ambicję
                      > codziennie dokładnie sprzątać, gotować trzydaniowy obiad i aktywnie organizować
                      >
                      > czas dzieciom przez parę godzin.
                      >

                      ja tam bym zostawila tylko ten ostatni punkt Triss. Bo PO TO sie zasadniczo jest
                      z dzieckiem w domu, no nie? Czy ja cos przegapilam? Z dzieckiem jest sie w domu
                      po to by je wychowywac a nie polozyc na kocyku i ogladac serial. A wychowywanie
                      polega na organizowaniu mu zajec. Miedzy innymi smile W koncu wlasnej niance
                      placisz za to ze ona wykonuje elementy wychowania twojego dzuiecka, ktorych ty
                      nie lubisz, czyli wyceniasz jej... no prace chyba, nie?

                      > Idiotyczne rozróżnienie:
                      > - te, które pracują, bo bez ich pensji rodzina by nie przeżyła są ok.
                      > - te, które pracują, bo lubią a ich dochód jest udogodnieniem i podnosi
                      > stadnard życia nie sa ok.
                      sie zgadzam. Idiotyczny. Albo czlowiek lubi/ umie wychowywac dzieci, albo nie
                      lubi/ nie umie. Niech idzie do pracy wtedy. Sytuacja w ktorej kobieta po prostu
                      musi isc do pracy bo trzeba utrzymac rodzine jest gorsza o tyle, ze kobeta tego
                      wyboru lubi/ nie lubi- jest pozbawiona.

                      > Nie znoszę dorabiania ideologii do zajęć domowych. To zwykłe rutynowe czynności
                      >
                      > znacznie mniej pracochłonne niż jeszcze 20 lat temu.

                      tez sie zgadzam. W ogole nie lubie gdy kobiety niepracujace uzywaja ich jako
                      argumentow. Kazdy sprzata, myje kibel, wynosi smieci. Mnie to tylko- jako
                      koboete glownie domowa rozdraznia. Bo ja np nie chce by moj maz trywializowal
                      moje pozostawanie w domu- bo ty sprzatasz. Nie- ja zostaje w domu bo zajmuje sie
                      dziecmi. Robie oczywiscie wiele czynnosci domowych, bo jestem w domu, ale moj
                      maz po pracy tez wiele z nich robi. I nie narzeka, bo wie ze nie jestem w domu
                      zeby mu obiadki robic. Ani rachunki placic.
                      • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 11:43
                        > > Idiotyczne rozróżnienie:
                        > > - te, które pracują, bo bez ich pensji rodzina by nie przeżyła są ok.
                        > > - te, które pracują, bo lubią a ich dochód jest udogodnieniem i podnosi
                        > > stadnard życia nie sa ok.
                        > sie zgadzam. Idiotyczny. Albo czlowiek lubi/ umie wychowywac dzieci, albo nie
                        > lubi/ nie umie. Niech idzie do pracy wtedy.

                        Pytam sie tylko, czy ich dzieci lubia byc w przedszkolu przez 12 gosz ( znam
                        takie mamy i ojcow), albo czy lubia siedziec z pania opiekunka do wieczora.
                        Rozmowa na tenat standardu zycia jest bezcelowa, bo dla jednych super
                        standardem jest wyjazd na dzialke, a dla innych wycieczka na Karaiby. Kazdy
                        moze sobie swoj stamdard dostosowywac do wlasnych wymagan i potzreb, pod
                        warunkiem, ze nie odbywa to sie kosztem dzieci. w koncu ktos je na swiat
                        powolal i jest teraz dopowiedzialny nie tylko za ich byt matrerialny, ale takze
                        za rozwoj emocjonalny i dostarczenie milosci. Stad moje rozroznienie na te,
                        ktore musza, bo nie maja na zupe, a te , ktore chca, bo im kareira i pensja
                        ucieknie.


                        > > Nie znoszę dorabiania ideologii do zajęć domowych. To zwykłe rutynowe cz
                        > ynności
                        > >
                        > > znacznie mniej pracochłonne niż jeszcze 20 lat temu.


                        Nikt przy zdrowych zmyslach nie dorabia filozofii do zmywania czy prania, ale
                        odkad mam dzieci, nauczylam sie, ze dopoczywa, kiedy robie cos bez nich - po
                        prostu wtedy robie tylko jedna rzecz. I kiedy wieczorem przychodzi moj maz i
                        moge spokojnie zamknac sie w kuchni, oddycham z ulga ze juz nie musze
                        nasluchiwac co sie dzieje w pokoju obok i biegac tam co chwile, tylko moge
                        patzrezc sie w garnki i kroic cebule. za mamy pracujace roboty domowe
                        wykonywane w ciagu dna ( przygotowanie dzieciom posilku, sprzatniecie zabawek,
                        przebranie dzieci, zapranie brudnych ubranek itp. ) wykonuje niania albo opieka
                        przedszkolna. Bo nie uwieze, ze Wasze dzieci sie nie brudza, a posilki na caly
                        dzien zostawiacie gotowe wieczorem.

                        Jest tylko jedna roznica: kazda zawodowa opiekunka ma w nsoie to, czy porzadnie
                        zajmie sie dzis Waszym dzieckiem czy nie, bo jesli dzis pusci mu tzry filmy, to
                        nic sie nie stanie, a jezeli nie wyjdzie dzis na spacer to nic sie nie stania,
                        bo to nie jej dzicko nie bedzie na dworze tylko przed telewizorem. ja chce dla
                        moich dzieci, aby kazdy ich dzien byl udany, bo to moje dzieci. I moze dlatego
                        robienie zwyklego prania i gotowanie jest takie klopotliwe, jezeli sie chce
                        jednoczesnie dobrze dziecmi zajac.

                        Do triss:

                        Chyba nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo klopotliwe przy dwojce dzieci jest
                        wyjecie deski do prasowania i zelazka, bo oni nie usiada na tylkach na 20 min ,
                        bo mama teraz prasuje i mozna sie oparzyc. Wiec Twoja propozyje, aby prasowac
                        po jednej koszuli uazam za niedorzeczna. A 20 koszul dla meza nie mam.
                        Podobnie jest z myciem lazienki srodkami zracymi itd...
                        • wieczna-gosia Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 11:48
                          lo jezu jezu- jak nie siedzi w domu i nie pracuje bo nie ma na zupe to od razu
                          siedzi po 12 godzin w pracy?

                          Albo w domu albo pracoholik a porodku nic?
                          • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 11:50
                            Przykro mi, ale ja wsrod moich znajmych nie mam takich, ktorzy ida na 8 godz i
                            wychodza o 16 i duze pieniadze do domu przyniosa. Troche sie czasy zmienily.
                            Albo sie idzie na full do pracy, albo sie zarabia tyle, ile pochlania
                            opiekunka, czyli nie idzie sie do pracy, bo tzreba, tylko bo sie chce. Ale
                            jezeli znasz zawody, dzieki ktorym mozna malym kosztem duza kase zrobic,
                            napisz, moze sie przekwalifikujesmile
                            • wieczna-gosia Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 12:41
                              niestety nie odpowiem ci magdo na to pytanei gdyz pracuje bo chce.

                              I zgadzam sie genralnie z toba ze praca w domu to jest praca, natomiast
                              opowiesci o laczeniu zajmowania sie dziecmi i obowiazko domowych nie bardzo mnie
                              zajmuja. Moze dlatego ze dzieci mam wiecej niz dwoje, a MIMO to- obowiazki
                              domowe uwazam za dodatek do dzialalnosci glownej i pochodna tego ze dzieckiem
                              zajmuje sie w domu. Chetnie cos bym ci podpowiedziala, ale nie wiem co- kwestia
                              prasowania przy dzieciach, oparzen itd jakos nigdy nie zaistniala w moim domu,
                              jak i innych obowiazkow domowych- ot wyjmuje deske, prasuje, koncze, chowam
                              deske smile gtuje, sprzatam, okna myje. Nie oczywiscie nie siedze w domu, ale tez
                              na tarze nie piore, wody ze studni nei nosze wiec mam sporo czasu smile
                              • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 12:55
                                no i zgoda. jezeli uda Ci sie tak laczyc prace z domem, ze masz czas i na
                                dzieci i na dom, to ok, ale przyznasz, ze w duzej czesci wypadkow odbywa sie to
                                niestety kosztem dziecisad

                                co do prasowania, to nie wiem, czemu wzbudza ono tyle kontrowersji, bo akurat
                                mam je za soba i na tydzien spokoj. Opowiedzialam po prostu Triss, ze o ile
                                dzieciaki moga chodzic jak chca to juz moj maz nie i tyle ( wiec tak zupelnie
                                wszystkiego nie moge sobie olac i szczesliwie cieszyc sie chwilami z dziecmi).
                                a ze jak zaczynam prasowac, to najwieksze szlenstwa w moim domu se odbywaja, to
                                tak jest i uwazan niezle musze, zeby mi deski nie przewrocili albo zelazka nie
                                zwalili. Moze ja mam jakies wyjatkowo zywe dzieci, nie wiem.
                            • judytak Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 23:00
                              magdak1977 napisała:

                              > Przykro mi, ale ja wsrod moich znajmych nie mam takich, ktorzy ida na 8 godz i
                              >
                              > wychodza o 16 i duze pieniadze do domu przyniosa.

                              a ja znam samych takich, co to pracują 8-9 godzin dziennie, a przynoszą
                              pieniądze - nie, może nie duże, ale wystarczające

                              co to za argument, że "bo moi znajomi"...

                              pozdrawiam
                              Judyta
                        • moofka Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 11:52
                          Do triss:
                          >
                          > Chyba nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo klopotliwe przy dwojce dzieci jest
                          > wyjecie deski do prasowania i zelazka, bo oni nie usiada na tylkach na 20
                          min ,
                          >
                          > bo mama teraz prasuje i mozna sie oparzyc. Wiec Twoja propozyje, aby prasowac
                          > po jednej koszuli uazam za niedorzeczna. A 20 koszul dla meza nie mam.
                          > Podobnie jest z myciem lazienki srodkami zracymi itd...
                          ____________________________________
                          bosh, jak chciałabym miec twoje problemy big_grinDD
                          • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 11:57
                            moofka napisała:

                            > Do triss:
                            > >
                            > > Chyba nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo klopotliwe przy dwojce dzieci
                            > jest
                            > > wyjecie deski do prasowania i zelazka, bo oni nie usiada na tylkach na 20
                            >
                            > min ,
                            > >
                            > > bo mama teraz prasuje i mozna sie oparzyc. Wiec Twoja propozyje, aby pras
                            > owac
                            > > po jednej koszuli uazam za niedorzeczna. A 20 koszul dla meza nie mam.
                            > > Podobnie jest z myciem lazienki srodkami zracymi itd...
                            > ____________________________________
                            > bosh, jak chciałabym miec twoje problemy big_grinDD


                            I oczywiscie prace domowe to nie profesura, przy ktorej misz sie naglowic, ale
                            powiedzmy sobie szczerze, ze w robocie, pomijajac moze naukowcow, odkrywcow
                            itp. tez znowu codziennie nie zmagasz sie z problemami nie do rozwiazania. A
                            jednak pracujesz i cenisz siebia za to, ze pracujesz. Wiec jesli ktos ma inne
                            problemy do rozwiazania w swojej pracy, nawet jesli jest ona w domu, to juz
                            jest glupkiem siedzacym w domu nie majacym pojecia pracy???

                            Wiesz moja tesciowa piwiedziala do mnie kiedys: ja to bym najbardziej na
                            swiecie chcaial tak jak Ty w domu z tymi wnukami siedziec, zebym tylko zarabiac
                            nie musiala. Wiec jej powiedzialam, ze ja oddam jej cala swoja pensje i bedzie
                            mogla siedziec z wnukami. Nie bylo odzewu. Bo praca w domu, choc bardzo
                            wartosciowa i spolecznie potzrbna, jest bardzo, bardzo niewdzieczna.
                            • moofka Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 12:15
                              > Wiesz moja tesciowa piwiedziala do mnie kiedys: ja to bym najbardziej na
                              > swiecie chcaial tak jak Ty w domu z tymi wnukami siedziec, zebym tylko
                              zarabiac
                              >
                              > nie musiala. Wiec jej powiedzialam, ze ja oddam jej cala swoja pensje i
                              bedzie
                              > mogla siedziec z wnukami. Nie bylo odzewu. Bo praca w domu, choc bardzo
                              > wartosciowa i spolecznie potzrbna, jest bardzo, bardzo niewdzieczna.
                              __________________________________
                              wiesz magda,
                              przeczytalam w innym twoim watku, ze twoj maz nie chce się zgodzic na jeszcze
                              jedno dziecko
                              i wydaje mi się, ze wiem czemu
                              nie odbierz tego, jakos niefajnie, bo nie chce cie urazic
                              masz dwojke dzieci – w wieku przedszkolnym jak wyczytałam, czyli wedlug mnie
                              tym najfajniejszym i najmniej upierdliwym – niemowlęce klopoty się skończyły, a
                              szkolne jeszcze nie zaczely – przedszkolak jest samodzielny i rozumny i można
                              się z nim dogadac, a czasem i pomoze jak trzeba i zrobi to z radością, w
                              przeciwienstwie do nastolatka na przyklad – a nie robi rozpierduchy jak
                              dwulatek z wrzaskiem w dodatku
                              oprocz tego, żeby dzieci były zadbane, w domu było wzglednie czysto i obiad na
                              stole nic innego twojej glowy i czasu nie zajmuje
                              masz głębokie poczucie, ze wlasnie ta droga jest sluszna i dobra dla twojej
                              rodziny
                              ale nie cieszysz się z tego tylko narzekasz
                              na monotonie, nadmiar pracy – (co mi kobiecie pracującej w pracy a domowej w
                              domu ciezko jest zrozumiec)
                              z twoich postow bije taka beznadzieja, ze nie dziwie się mezowi, ze nie chce ci
                              dokładać
                              jeżeli uprasowanie koszuli przy dzieciach jest dla ciebie gimnastyką ponad
                              siły, umycie lazienki stanowi zagrozenie
                              jak chcesz zorganizowac to z trojką dzieci?
                              Poczucie niedocenienia siedziw nas samych – gleboko
                              Pretensje do swiata, ze cie nie cenią, skieruj najpierw do siebie, sobie w
                              pracy ulzyj, i do siebie się uśmiechaj
                              Jeśli ty sama nie potrafisz być szczesliwa – (a zareczam ci, ze wiele kobiet
                              może pozazdrościć ci luzu i wygody)
                              To nie uszczęśliwi cie tez trzecie dziecko
                              Ani ty udreczona, trojki dzieci i meza


                              • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 12:18
                                sorry to nie tem watek, a jakbys przeczytala tamten do konca, to bys wiedziala,
                                ze sprawa zakonczona i wspolna decyzja podjeta. Chyba nie o to chodzi na forum,
                                zeby bez podstawowej wiedzy czyjes zycie oceniac i za czyjegos meza sie
                                wypowiadac.

                                Jakbys nie zauwazyla, to jakos sobie radze i maz koszule wyprasowane ma. Wiec
                                to wywod nie na temat. Napisz do mnie, jak bedziesz miala dwojke dzieci i
                                powiedz jak sobie ze wszystkim sama radzisz. Moze sie wtedy czegos naucze.

                                pozdr
                        • e_r_i_n Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 19:35
                          magdak1977 napisała:

                          > bo jesli dzis pusci mu tzry filmy, to nic sie nie stanie, a jezeli nie
                          > wyjdzie dzis na spacer to nic sie nie stania, bo to nie jej dzicko nie bedzie
                          > na dworze tylko przed telewizorem. ja chce dla moich dzieci, aby kazdy ich
                          > dzien byl udany, bo to moje dzieci.

                          A to dzien bez spaceru lub dzien z trzemami filmami jest z gory nieudany?
                          To moje dziecko mialo tych nieudanych dni w zyciu sporo. I to ja, wyrodna
                          matka, nie bezduszna opiekunka, mu to zafundowalam.
                    • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 11:47
                      Jak Cię dopada psychiczny dół to idź do pracy chociaż na pół
                      etatu.

                      Ale jakm mysle, ze mam dzieciaki z obca kobieta zostawic, nawet na pol etatu,
                      to mnie jszcze wiekszy dol dopada. To jest po prosu cos za cos, ale latwo,
                      uwiez mi, wcale z tym nie jest.
                • cocollino1 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 13.12.05, 16:01
                  W
                  > domu nie ma urlopu i zwolnienia, bo nie powiem dzieciom, ze dzis mamusia ma
                  > goraczke i w zwiazku z tym nie bedzie sie nimi zajmowac.

                  a jak mama pracująca ma urlop, czy jest na chorobowym to co? to juz nie zajmuje
                  sie dzieckiem???? chory tekst. Jak jestem na urlopie to tez zajmuje sie
                  dzieckiem, jak jestem chora rowniez. Naprwde!!!!!!!!!!! Serio, nikt mnie z tego
                  nie zwalnia.
            • judytak Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 22:51
              magdak1977 napisała:

              > Pytanie nr 2: co zabierasz dzieciom bedac w pracy, jezeli moglabys byc z
              > dziecmi w domu

              zdaje się, że nic :o)
              dowód: trójka moich dzieci jest bezproblemowo dwujęzyczych, a kontakt z moim
              językiem ojczystym mają (oprócz wakacji) tylko ze mną, a ja pracowałam na cały
              etat po roku od porodu
              jak się chce, to może :o)

              pozdrawiam
              Judyta

              P.S. owszem praca w domu jest pracą
              ale pracująca matka nic nie zabiera dziecku, a może wiele dać, jeśli dobrze
              sprawę przemyśli (czyli: jeśli zostawia dziecko z opiekunem, który ma zdolności
              i chęci w dziedzinach, w których matka nie ma, albo ma mało...)
              J.
          • kalina_p triss, ludzie sa różni, racz to zauwazyc 11.12.05, 20:52
            i to, co Ciebie nudzi, dla kogos może byc fascynujacym zajeciem.
            Każdy ma inną potrzebe kontaktu z ludxmi, mniejsza lub wieksza.
            A to, czy sie czlowiek nudzi, czy nie, zależy od niego. Ludzie inteligentni
            podobno się nie nudza.
            A monotonia - dlaczego? To jedno. A drugie - praca to nie monotonia? Codziennie
            w to samo miejsce, codziennie podobne czynności i codziennie powroty do domu (
            w większości przypadków tak jest).
    • mamalgosia Re: jezeli praca w domu to nie praca... 11.12.05, 15:21
      Ja powiem tylko tyle: przy jednym dziecku wróciłam do pracy na pół etatu i
      byłąm mniej zmęczona niż gdy byłam tylko w domu.
    • mamalgosia Re: jezeli praca w domu to nie praca... 11.12.05, 15:23
      poproszę
      • dagmama Re: jezeli praca w domu to nie praca... 11.12.05, 16:30
        "Gdy siedziałam w domu z dzieckiem nie
        oczekiwałam uznania od innych, wystarczyło mi że mój mąż docenia to co robię i
        po powrocie z pracy pomaga w domu."


        Naprawdę uważasz, że "siedziałaś"? Skoro doceniał? I musiał Ci pomagać?
        Siadał koło Ciebie?
    • trzebowianka Re: jezeli praca w domu to nie praca... 11.12.05, 18:34
      Mam dobre porównanie, bo pracuję zawodowo, ale czas pracy mam elastyczny,
      chodzę do pracy raz, dwa w tygodniu. Mam tez dwójke dzieci - 4 lata i półtora.
      I powiem szczerze - chodzę do pracy odpocząć. Nikt nie jest w stanie mnie tak
      zmęczyć, jak moich dwoje dzieci. A pracę mam w miarę aktywizującą
      intelektualnie - pracuję na uczelni, mam tytuł naukowy. Niech więc pracujace
      mamy nie wyrażają się pogardliwie o tych, co "siedzą w domu" (ja siedzę w
      pracy, w domu nie mam na to czasu), bo kiedy one idą do pracy, ktoś za nich
      odwala kawał ciężkiej i niezbyt dobrze opłacanej roboty.
      • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 11.12.05, 18:36
        dzieki, warto na takie notki czekacsmilesmilesmile
        • gabi683 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 11.12.05, 20:34
          Brdzo mnie ucieszylo to co napisałaś smileI powiem wam ze ja uwielbiem byc w domu
          z mimi pociechami i robic dekoracje świateczne smile
    • ladyq Re: jezeli praca w domu to nie praca... 11.12.05, 20:59
      Jezeli praca w domu to nie praca, to zaprzsam do siebie na 8 godz do
      > zajmowania sie dziecmi. Ja nic nie zaplace, Zaproszony nic sie nie nameczy,
      > bo przeciez praca w domu to nie praca. Mysle, ze chetnych mam do takiej
      > wymiany bedzie wiecej.
      >
      Ja się dam zaprosićsmilesmile o ja uwielbiam pracę w domu tylko przy dzieciach,
      kuchni itp. Ja oprócz tej mojej miłej pracy najczęściej musiałam brać na siebie
      dodatkowo pracę na etacie, a dom i dzieci były oprócz tego.Nie masz pojęcia jak
      mi było przykro wstając rankiem, w mroźny wczesny ranek, gdy na dworze mróz, a
      córcia sobie słodko śpi, oj jak ja strasznie chciałam się wówczas do niej
      przytulić i jeszcze choć chwilkę z nią poleżeć.
      Wychowywanie dzieci w domu, opieka nad nimi, zajmowanie się domem to dla mnie
      przyjemność więc chętnie do Ciebie zaglądnęsmilesmile
      • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 11.12.05, 21:15
        Rozumiem, ze wychodzenie od dziecka rano musi byc okropne i sama sobie tego nie
        wyobrazam. Dlatego podkreslilam, ze nie mowie o tych, ktorzy z roznych wzgledow
        musza pracowac. Pisalam do tych, ktorzy uwazaja, ze opiekujac sie dziecmi nic
        nie robie, bo tylko maz zarabia i tylko on ma prawo podejmowac decyzje zwiazane
        z utrzymaniem rodziny. stad moja propozycja pracy za darmo, bo tak ja ocenialy
        niektore czytelniczki.

        Zycze duzo wytrwalosci i szczescia
        • iizaa Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 10:43
          To może ja się wtrącę.

          magdak1977 napisała:

          > Rozumiem, ze wychodzenie od dziecka rano musi byc okropne i sama sobie tego
          nie
          >
          > wyobrazam.

          Masz małą wyobraźnię.

          Pisalam do tych, ktorzy uwazaja, ze opiekujac sie dziecmi nic
          > nie robie, bo tylko maz zarabia i tylko on ma prawo podejmowac decyzje
          zwiazane
          >
          > z utrzymaniem rodziny.

          Żadna z Pań nie stwierdziła, że nic nie robisz, bo KAŻDA z nas robi to samo.
          Pierze, gotuje, sprząta, zajmuje się dziećmi, chodzi do pracy i na wszystko
          MUSI znależć czas. I zgodzę się z jednym ze stwierdzeń,że mama będąca w domu ma
          na te czynności cały dzień (wiem, boo sama nie pracuje), a mama pracująca do
          godz. 16 (przy dobrym układzie) wraca do domu koło 17 i kładzie sie wykończona
          o północy.

          >Nie dyskutuje tu o motywach podjetych decyzji - isc do
          pracy czy zostac z malymi dziecmi w domu- te kazdy podejmuje sam ze swoja
          rodzina.

          I słusznie, że niedyskutujesz, bo często motyw jest jeden - BRAK ŚRODKÓW DO
          ŻYCIA, a dziecko muszą jeść.

          >Moj jak wraca, mowi, wyjdz gdzies sobie. No i ja wychodze. a jak wracam, to
          kawalka podlogi nie widze. Zjedza kolacje, jak im przygotuje na talerzu, a jak
          nie, to mowi, ze dzieciaki nie chcialy i zjadly bulke.

          Zakrawa to na bałaganiarstwo z jego strony. Ciekawe dlaczego mężczyznom się
          wydaje, że jak coś sprzątną, nie daj Boże pozmywają to im odpadną ręce tongue_out

          >Z Twoich wypowiedzi moge wnioskowac, ze w ogole aspekt macierzynstwa wyjatkowa
          Cie nudzi. Tylko w takim razie , po co taka swiadoma Osoba urodzila dziecko.
          jest przeciez tyle ciekawych rzeczy na swiecie...

          Mnie też macierzyństwo czasem nudzi,a nawet wścieka. CZasem swojego dziecka ma
          powyżej uszu i nie mam ochoty na nic. Takie odczucia sa czasem najbardziej
          naturalne.Ale to nie oznacza, że jej nie kocham, że nie jest moim największym
          skarbem i nigdy w życiu nie żałowałam, że ją mam.

          >Ps jezeli Spokojna matka to spokojne dziecko, to znudzona matka =..?


          To dziecko w swoim pokoju bawiace się czasem samo i djace mamie odetchnąć.
          Podziwiam cie jesli jestes zawsze radosna, pełna werwy, pozytywnie nastawiona i
          nie zmęczona przy dwójce dzieci, bo ja przy jednym mam czasem totalnie dość.

          >Kazde male dziecko ( podkreslam male) potzrebuje kontaktu z
          rzocicami i to wiekszego niz 3 gozdz dziennie. taki kontakt daje sile i
          psychiczna pewnosc, ze jest sie kochanym, a to barzdzo wazne w pozniejszym,
          doroslym juz zyciu. Inna oczywiscie jest sutyacja, kiedy z dzieckiem zostaje
          babcia, czy ktos z rodziny, bo to osoba, ktora je kocha, ale ktos zajmujacy sie
          dzieckiem dla pieniedzy, niestety zawsze bedzie traktowal je jako zrodlo
          dochodow, a nie najwiekszy skarb. Chyba nie ulega watpliwosci, ze przy malym
          dziecku sa czesto takie sytuacja, w ktorych tylko dzieki wielkiej milosci
          pokonujemy trudnosci, o jakich wczesniej nam sie nie snilo.

          Przepraszam za stwierdzenie ale chyba nie byłaś jeszcze w takiej sytuacji,
          mając już dzieci, że nie miałaś pieniedzy doo pierwszego i stałaś w sklepie i
          zastanawiałas się co możesz kupić i na co ci starczy 5 zł. Może byś wtedyy
          zmieniła zdanie. Największą miłościa dziecka nie nakarmisz. Samodzielen mamy
          nad życie kochją swoje dzieci, często po koszmarnych przejscia, ale ta ich
          wielka miłość CUDU nie dokona. Trochę realizmu.

          >Cholrenie duzo pracy fizycznej, psychiczny dol , ktory dosiega kazda matke ,
          bo
          wciaz widzi te same sciany i te same garnki oraz czesto brak chocby
          najmniejszej formy wspolpracy ze strony dzieci, ktore kaza sie soba zajmowac
          bez wzglegu na Twoje potrzeby ( stan zdrowia, nagle sprawy osobiste itp.) W
          domu nie ma urlopu i zwolnienia, bo nie powiem dzieciom, ze dzis mamusia ma
          goraczke i w zwiazku z tym nie bedzie sie nimi zajmowac.

          Powtórze się: Każda matka to robi, kazde dziecko wymaga zajmowania się sobą. I
          nie jest to zależne od tego, czyt pracujesz na etacie czy też nie. Nie jestes
          wyjątkiem.

          To chyba tyle. Pozdrawiamsmile
          • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 12:07
            > Przepraszam za stwierdzenie ale chyba nie byłaś jeszcze w takiej sytuacji,
            > mając już dzieci, że nie miałaś pieniedzy doo pierwszego i stałaś w sklepie i
            > zastanawiałas się co możesz kupić i na co ci starczy 5 zł. Może byś wtedyy
            > zmieniła zdanie. Największą miłościa dziecka nie nakarmisz. Samodzielen mamy
            > nad życie kochją swoje dzieci, często po koszmarnych przejscia, ale ta ich
            > wielka miłość CUDU nie dokona. Trochę realizmu.

            I dlatego napisalam, ze sa sytuacje, w ktorych pojscie do pracy i zostawianie
            malego dziecka pod opieka nani jest jedynym rozwiazaniem. Ale sama doskonale
            wiesz, ze wiele przypadkow to chec realizoania wlasnej kareiry bez
            zastanowienia sie czy dziecku bedzie z tym dobrze. Pp prostu ma dziecko, bo tak
            wypada i potem juz moge go nie miec, ale jednak nie chce z niczego w moim zyciu
            zrezygnowac. tylko dlaczego dzieciak - podkreslam ze pisze o malym dziecku-
            musi zrezygniowac z obecnosci mamy?
            • iizaa Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 13:17
              magdak1977 napisała

              > I dlatego napisalam, ze sa sytuacje, w ktorych pojscie do pracy i
              zostawianie
              > malego dziecka pod opieka nani jest jedynym rozwiazaniem.

              Niani?? A myslisz, że przeciętan Polka zarabia tyle, żeby było ja stać na
              nianię? Prawie zawsze jest to niestety żłobek.
              • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 13:20
                > > I dlatego napisalam, ze sa sytuacje, w ktorych pojscie do pracy i
                > zostawianie
                > > malego dziecka pod opieka nani jest jedynym rozwiazaniem.
                >
                > Niani?? A myslisz, że przeciętan Polka zarabia tyle, żeby było ja stać na
                > nianię? Prawie zawsze jest to niestety żłobek.

                poprawka: niani lub zlobka, ale nie o takich sytuacjach pisalam, ten kto nie
                ma mozliwosci byc z dzieckiem nie moze z nim byc i koniec. Niestety tu nie ma o
                czym dyskutowac. Przykre to ale prawdziwe.
    • edorka1 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 08:21
      Z ta pracą w domu to jest tak, że końca nie widaćsmile.
      Ale wszystko zależy od punktu widzenia. Ja siedzę w domu, niańczę, gotuję, sprzątam, prasuję itd,ip. I zwyczajnie dobrze mi z tym...Całe życie gdzieś gnałam, biegłam, zjadałam pizzę w biegu i dalej. I nagle po trzydziestce wytraciłam ten impet. Wstaję rano, dzieciaki jeszcze śpia , piję kawkę i mam przed sobą cały fajny dzień. Zrobię tysiące rzeczy, których nie będzie widać. Wieczorem panę na twarz ze zmęczenia...Ale do wieczora daleko smile.
      Normalnie dobrze mi z tym. Z tymi dzieciakami uwieszonymi na szyji i rozciacianiem poranno-szlafrokowym...Więc mam najlepszą opcję z możliwych - robię co lubię. Ale niech mi tylko ktoś powie, że nic nie robię - a są tacy co próbują - pogryzę. Bo chyba nigdy nie robiłam tak dużo, szybko i tak wiele jednocześnie jak teraz! I tak bez końca tego samego...
      • wieczna-gosia tego elementu mi brakuje :) 12.12.05, 10:41
        Wstaję rano, dzieciaki jeszcze śpia , piję kawkę......


        kurcze nikt mnie nie uprzedzil, ze zamiast dziecka urodze echosonde smile))) Dwa
        razy udalo mi sie o 5 rano napic sie kawki w lazience smile

        wizja kuszaca przyznaje smile
        • magdak1977 I nie chodzi o to... 12.12.05, 12:15
          aby wartosciowac, kto jets bardziej zmeczony i zapracowany: mamy pracujace
          zawodowo czy zajmujace sie dziecmi w domu. Jak mozna przeczytac, niektore Panie
          ida do pracy i tam odpoczywaja, inne wracaja do domu umordowane i jeszcze musza
          sie dzieckiem zajmowac. Nie w tym rzecz. Chodzi o to, aby spoleczenstwo
          zauwazylo, to co juz od dawna widza na zachodzie, ze praca z dziecmi w domu
          jest rownie ciezka jak ta zawodowa i matka zajmujaca sie dzieckiem jest tak
          samo zmaczona jak to po pracy, a czaesm moze bardziej. Niestety istnieje
          przyzwolenie spoleczne na stwerdzenie, ze kobieta niepracujaca, zajmujaca sie
          dziecmi w domu nic nie robi, bo w domu siedzi. W takim razie przedszkolanki tez
          siedza, panie w zlobkach tez siedzia, a czesto pielegraniarki tez nic nie
          robia, bo tylko zajmuja sie chorymi dziecmi, tak jak matka w domu. A ze matkiw
          domu wykonuja te same czynnosci domowe co kobiety pracujace - zgoda.
          • magdak1977 i dodam jeszcze... 12.12.05, 12:28
            ze najbardziej przykra rzecz, jak bije z niektorych postow, to poczuvie
            wyzszosci pracujacych kobite nad tymi, ktore nie pracuja. Stwierdzenia:
            chcialabym miec twoje klopoty ( a ja Twoje i co z tego?)
            sama sobie szefem, wiec musisz sobie lepiej prace zorganizowac ( a skad wiesz,
            jaka mam organicazacje, moze genialna i dlatego moge tu napisa, bo inaczej nie
            mialbym czasu)
            prasowanie koszul meza przy dzieciach to dla Ciebie gimnastyka ( jezeli komus
            przychodzi to bez zadnego wysilku - gratuluje)

            tylko to potwierdzaja.

            napisalam tem watek nie po to, aby uslyszec komentarz dotyczacy mojego zyci, bo
            z nim nie mam klopotow, tylko tak ogolnie, myslac o wszystkich niepracujacych
            zawodowo mamach.
            Powiem tylko tyle - Ktos pracuje w wybor ( bo takie przypadki tu rozwazam),
            ktos z wyboru zajmuje sie dziecmi. koniec. szacunek nalezy sie kazdemu bez
            wzglegu na jego wybor. A porownywanie pracy matki przy dzieciach
            do "niskoplatnej i niwykwalifikowanej pracy opiekunki" z tym szcunkiem ma malo
            wspolnego. Tyle.

            lece do moich dzieci

            pozdr
            • aletka1 Re: i dodam jeszcze... 12.12.05, 12:42
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=33317991&v=2&s=0
              czy to moze twoj maz?
              • iizaa Re: i dodam jeszcze... 12.12.05, 13:21
                wiek dzieci się zgadza...

                A tak na marginesie to żyjesz Magdo w komfortowych warunkach, dla wielu
                niedostępnych. I to jest super tylko brak ci realnego spojrzenia na wiele spraw.
                • magdak1977 Re: i dodam jeszcze... 12.12.05, 13:26
                  > wiek dzieci się zgadza...
                  >
                  > A tak na marginesie to żyjesz Magdo w komfortowych warunkach, dla wielu
                  > niedostępnych. I to jest super tylko brak ci realnego spojrzenia na wiele
                  spraw

                  A sadzisz, ze triss czy moofka zyja ponizej minimum socjalnego? I one maja
                  realne spojrzenie, a ja nie, bo jestem w domu. Patrz " i dodoam jeszcze..."
            • izabela_741 z niektorych postow 12.12.05, 17:09
              Widze Magdo, ze nie czytasz uwaznie tych niektorych postow. Nie znam osoby
              pracujacej na caly etat (8+ a jednak ponizej 12 godz dziennie z dojazdem za
              uczciwe tj. dobre pieniadze), ktora twierdzilaby, ze praca zawodowa jest dla
              niej lzejsza niz praca domowa.
              Na prace domowa matka-pracujaca ma duzo mniej czasu niz wychowujaca dziecko w
              domu, bo jak nie chce robic ich kosztem dziecka, to pracuje po nocach lub placi
              komus z zewnatrz.
              Kazdy ma prawo isc do pracy, bo lubi. Nawet matka (!!!!), ktora stwierdzi, ze
              wychowywanie dziecka jej nie kreci az tak jak myslala, ze bedzie krecilo.
              Czesc kobiet woli uczyc sie nowych rzeczy pracujac niz wymyslac kolejnej zabawy
              dla dziecka.
              • magdak1977 Re: z niektorych postow 12.12.05, 17:18
                izabela_741 napisała:

                >
                > Kazdy ma prawo isc do pracy, bo lubi. Nawet matka (!!!!), ktora stwierdzi, ze
                > wychowywanie dziecka jej nie kreci az tak jak myslala, ze bedzie krecilo.
                > Czesc kobiet woli uczyc sie nowych rzeczy pracujac niz wymyslac kolejnej
                zabawy
                >
                > dla dziecka.


                I to nas rozni, bo mnie dzieci nie kreca, tylko je kocham i tyle, a bycie z
                nimi, jezeli moge to zronic, uwazam za cos normalnego.
                A moze warto bylo najpierw sprobwac w przedszkolu i zobaczyc, czy dzieci Cie
                kreca, czy nie.
                podzr
                • judytak Re: z niektorych postow 12.12.05, 23:09
                  magdak1977 napisała:

                  > I to nas rozni, bo mnie dzieci nie kreca, tylko je kocham i tyle, a bycie z
                  > nimi, jezeli moge to zronic, uwazam za cos normalnego.
                  > A moze warto bylo najpierw sprobwac w przedszkolu i zobaczyc, czy dzieci Cie
                  > kreca, czy nie.

                  no i z czyich tu postów bije poczucie wyższości?

                  w tym momencie dyskusja traci sens...

                  pozdrawiam
                  Judyta

                  P.S. jest mnóstwo dobrych matek, które wychowali fajnych, porządnych,
                  szczęśliwych ludzi, i które nie_lubią się bawić z małymi dziećmi
                  no, ale oczywiście tym gorzej dla faktów...
                  J.
                  • izabela_741 Judytak 13.12.05, 10:37
                    Dlatego postanowilam nie ciagnac dalej tego chrzanienia i nie udawadniac na
                    przykladach, kto jest jaka matka, zona i kochanka i co poeta gdzie mial na
                    mysli.
                    Pozdrawiam Cie Judyta
                    wink)
    • mamamonika Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 13:01
      Dla mnie istotne jest to, żeby robić coś twórczego, ciekawego, pasjonującego.
      Mi akurat praca TYLKO w domu nie daje takiej frajdy, żebym chciała ograniczyć
      się wyłącznie do takiej roli. Po prostu jak powietrza potrzeba mi aktywności
      zewnętrznej - bez tego zdecydowanie gorzej bym się czuła. Staram się godzić
      aktywność zawodową z wychowaniem dzieci - mam możliwość pracy w domu. Bez
      takiej aktywności bym chyba uschła smętnie...
      Oboje z mężem nie przeceniamy ani nie demonizujemy domowych czynności. Staramy
      się je wykonywać wspólnie. Na pewno samo "dbanie o dom" w życiu nie skłoniło by
      mnie do rezygnacji z pracy. Jestem w stanie zarobić i na osobę, która takie
      rzeczy wykona, i jeszcze coś go wspólnej kasy dołożyć. Natomiast już chyba
      tylko "po kątach" pokutuje przekonanie, że to właściwie nie praca tylko coś co
      się robi mimochodem i do czego kobiety mają wręcz genetyczne predyspozycje wink
      Za to na pewno dzieciaki, które spędzają więcej czasu w domu, z osobami które
      je kochają są szczęśliwsze i spokojniejsze. Przerabiałam też
      wariant "opiekunkowy" i różnicę da się zauważyć. Także warto jest przez kilka
      lat wykonywać najbardziej skomplikowane ewolucje logistyczno-organizacyjne,
      żeby jednak czas wczesnego dzieciństwa dzieciaki spędziły z kimś bliskim.
      Piszę to, bo naprawdę praca poza domem nie jest czymś koniecznym dla załatania
      budżetu (przynajmniej dla mnie), ale ważną częścią mnie. Jakbym nie miała tego,
      znalazłabym coś innego - po prostu nie umiem inaczej wink. Dla mnie ta "domowa"
      część życia to "tylko" jego część - tak samo jak ta druga. Nie chciałabym z
      żadnej rezygnować
    • 18_lipcowa Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 13:19
      Praca w domu jest prosta, banalna wręcz, mało czasu pochłania, mniej niz kiedyś
      jak nie było pralki, odkurzaczy, zmywarek itp.
      Praca w domu jest mniej odpowiedzialna, mniej męczaca i nie nazwałabym tego
      pracą.
      A ktoś kto tak uwaza to dorabia sobie ideologię i tyle.
      • jol5.po Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 13:37
        a jednak można oszacować finansowo pracę w domu
        miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35762,3061273.html
        dla niektórych praca domowa jest także pracą zawodową
        • triss_merigold6 I? 12.12.05, 14:11
          Opieka nad cudzymi dziećmi i sprzątanie cudzego domu za wynagrodzenie jest
          pracą (zawodową niekiedy). Robienie tego samego z własnymi dziećmi i własną
          chatą pracą nie jest. U kogoś - podlega wycenie jak każde zlecenie. D U siebie -
          nie.
          • jol5.po Re: I? 12.12.05, 14:27
            jeśli jestem w stanie sama zrobić korektę książki, którą napisze, to oznacza, że mogę oszczędzić na pracy, którą zleciłabym korektorowi.
            Usługa nie zaistniała, ale praca została wykonana
            ta sama praca

            jeśli ta domowa byłaby taka >łatwa, prosta, banalna wręcz, mało czasu pochłaniająca< - nie kosztowałaby tyle jako usługa
            i do tego odnosił się powyższy artykuł o gosposiach i mój głos

            a czy jej wartośc jest taka sama finansowo, kiedy jest usługą dla kogoś czy dla siebie samego - hmm, o tym u mnie nie było ani słowa
            • moofka Re: I? 12.12.05, 15:35
              jol5.po napisała:


              > a czy jej wartośc jest taka sama finansowo, kiedy jest usługą dla kogoś czy
              dla
              > siebie samego - hmm, o tym u mnie nie było ani słowa
              _____________________________
              to jest tak smile
              za prace placi ten, komu ona jest potrzebna
              komu potrzebne jest, zeby w magdy domu było czysto a JEJ dzieci najedzone?
              zakupy zrobione a pranie uprane?
              kto ma to robic jesli nie ona?
              i dlaczego takim problemem jest zrobic koło swojej, za przeproszeniem doopy
              i zadbac o SWOJE dzieci?
              ja tego nie rozumiem, czy ktos mnie oswieci?
              • magdak1977 do moofki 12.12.05, 15:37
                • magdak1977 Re: do moofki 12.12.05, 15:41
                  Co sie mnie czepnelas z tym sprzataniem, praniem itp!!!?.

                  Mowimy o opiece nad dziecmi i jak rozumiem, kiedy wychodzisz do pracy, nie
                  zostawiasz swojego malucha w domu samego na 9 godz, tylko jakas mila pani
                  odplatnie za Ciebie sie nim zajmuje. Wiec skoro ktos sie sam zajmuje swoimi
                  dziecmi, to jego rodzina tych pieniedzy nie wydaje. I podkreslam, ze nie pisze
                  tu o pani do SPRZATANIA tylko pani do DZIECKA. A ze wycena jakas istnieje , to
                  chyba logiczne. jakos ciezko to do Ciebie dochodzi,a wydaje sie takie
                  prostesmilesmilesmilesmile
                  • moofka Re: do moofki 12.12.05, 15:48
                    magdak1977 napisała:

                    > Co sie mnie czepnelas z tym sprzataniem, praniem itp!!!?.
                    ______________________
                    bo to ty stwierdziłaś, ze jest to ciezka praca fizyczna, ktora meczy jak cholera
                    >
                    > Mowimy o opiece nad dziecmi i jak rozumiem, kiedy wychodzisz do pracy, nie
                    > zostawiasz swojego malucha w domu samego na 9 godz, tylko jakas mila pani
                    > odplatnie za Ciebie sie nim zajmuje. Wiec skoro ktos sie sam zajmuje swoimi
                    > dziecmi, to jego rodzina tych pieniedzy nie wydaje. I podkreslam, ze nie
                    pisze
                    > tu o pani do SPRZATANIA tylko pani do DZIECKA.
                    ________________________
                    moje dziecko chodzi do zlobka
                    swietnie sie rozwija, jest towarzyskie, przebojowe, uczy sie kontaktow w grupie
                    rowiesniczej i nawiazuje pierwsze przyjaźnie
                    rysuje, maluje, lepi i rzeźbi, a wieku dwoch i pol zna taka ilosc wierszy i
                    piosenek, ze nie wiem, czy ktorekolwiek domowe dziecko w jego wieku zna smile
                    w tym czasie ja nie jestem w solarium, tylko zarabiam duuuzo wiecej niz koszt
                    zlobka
                    nie trzeba dlugo liczyc, zeby sie doliczyc, ze gdybym zostawala w domu
                    byloby mniej
                    ale moze to tylko dla mnie takie proste

                    A ze wycena jakas istnieje , to
                    >
                    > chyba logiczne. jakos ciezko to do Ciebie dochodzi,a wydaje sie takie
                    > prostesmilesmilesmilesmile
                    • magdak1977 Re: do moofki 12.12.05, 15:55
                      moofka napisała:

                      > magdak1977 napisała:
                      >
                      > > Co sie mnie czepnelas z tym sprzataniem, praniem itp!!!?.
                      > ______________________
                      > bo to ty stwierdziłaś, ze jest to ciezka praca fizyczna, ktora meczy jak
                      choler
                      > a
                      > >
                      >

                      Ale nie prosilam Cie o rady i porady, moze jakies inne forum znajdziesz i tam
                      bedziesz swoje zdolnosci ujawniac. Ze tak powiem , sie kolo wlasnej d.. krec ,
                      uzywajac Twojego jezyka.


                      Co do zlobka - ja nie nie oddalabym dzieci do zlobka, gdybym nie musiala. Ale
                      skoro Ty oddajesz, to Twoja sprawa. No comments.
                      • moofka Re: do moofki 12.12.05, 16:02
                        magdak1977 napisała:

                        > Ale nie prosilam Cie o rady i porady, moze jakies inne forum znajdziesz i tam
                        > bedziesz swoje zdolnosci ujawniac.
                        ________________________
                        a czy ja ci radze?
                        pisze co mysle o takim poedjsciu jak twoje
                        o leniwych rozkapryszonych babach, ktore maja pretensje do calego swiata, ze
                        piora i gotuja i SWOIMI dziecmi sie zajmuja
                        a forum jest publiczne i jak mi sie chce tak pisac bede
                        mozesz mnie ewentualnie wygasić tongue_out

                        Ze tak powiem , sie kolo wlasnej d.. krec ,
                        > uzywajac Twojego jezyka.
                        >
                        _________________
                        magdo, pfu, tak obcesowo? milusia mamusia domowa a takie sformulowania
                        to jak ty musisz sie do tych biednych dzieci zwracac? smile

                        > Co do zlobka - ja nie nie oddalabym dzieci do zlobka, gdybym nie musiala. Ale
                        > skoro Ty oddajesz, to Twoja sprawa. No comments.
                        _______________________
                        a ja oddalam choc nie musialam, cop wiecej jestem z tego rozwiazania baaardzo
                        zadowolana i dziecie moje takoż smile
                        no comments rozumiem, ze coś być mi chciała dokuczyc z tego tytułu, tylko nie
                        bardzo wiesz jak? tongue_outPP
      • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 13:53
        18_lipcowa napisała:

        > Praca w domu jest prosta, banalna wręcz, mało czasu pochłania, mniej niz
        kiedyś
        >
        > jak nie było pralki, odkurzaczy, zmywarek itp.
        > Praca w domu jest mniej odpowiedzialna, mniej męczaca i nie nazwałabym tego
        > pracą.
        > A ktoś kto tak uwaza to dorabia sobie ideologię i tyle.
        >

        Lipcowa, Ty czytaj watki, na ktore sie wypowiadasz, a potem pisz.

        Nie mowilam o pracy w domu, tylko o opiece nad dziecmi. Do zmywania, gotowania
        i prania trzeba byc w domu caly dzien.
        • 18_lipcowa Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 13:56

          > Nie mowilam o pracy w domu, tylko o opiece nad dziecmi. Do zmywania,
          gotowania
          >
          > i prania trzeba byc w domu caly dzien. \

          A opieka nad dziecmi to jakies wielkie halo?
          • mamamonika Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 14:02
            Dobrze i z sercem zrobiona - tak
          • xymena.l Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 14:07
            W praktyce czasem halo.
            W teorii wszystko jest banalnie proste.
            • marychna31 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 13.12.05, 01:04
              > W teorii wszystko jest banalnie proste.

              Dodam jeszcze, ze w teorii na użytek innych. Bo tak sie jakoś składa, że ci,
              którzy mają tendencję do upraszczania problemów innych wykazują niezwykłe
              skłonności do roztkliwiania i rozczulania się nad swoimi problemamiwink
          • mama_oli_i_tomka Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 14:12
            Kurcze Lipcowa często-gęsto się z Tobą zgadzam, ale tu trochę przegiełaś. Bo
            czy dzieckiem zajmuje się mama czy niania to mają taką samą pracę. Pomijając
            oczywiście wszelkie inne kwestie - mówię li tylko o zajmowaniu się dzieckiem. I
            ta praca jest dla mnie równoznaczna - skąd ten brak zrozumienia, pogarda dla
            mamy "siedzącej" w domu (kurcze skąd się to wzięło?? ja siedzę na tyłku raptem
            30 do 60 minut na dobę plus 5 godzin snu) a pochwały dla osoby która podejmuje
            się pracy opiekunki.
            Inna kwestia to ogólne prace domowe - cały widz polega na tym że jak sie
            rodzinka z rana rozejdzie po pracach, szkołach, żłobkach czy przedszkolach to
            od tej 7-8 rano do ok 17 mniej więcej nikogo w domu nie ma. Nikt nie nanosi
            kurzu i brudu z kolejnych kilku spacerów, nikt do śmietnika nie wrzuca
            kolejnych papierków itp, nikt nie używa kolejnych naczyń i brudnych do zlewu
            nie wstawia.
            Nawet jak z dziecki niania siedzi w naszym domu to ogólnie po sobie i dziecku
            ogarnie (w większości przypadków jak mniemam) ujmując mamie pracy po powrocie z
            pracy.
            To tyle z mojego "domowego" punktu widzenia.
            Niemniej pozdrawiam serdecznie w ten smętny mokry dzień smile
            • 18_lipcowa Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 15:08
              Miliony kobiet na swiecie zajmuja sie dziecmi i nie kwękają.
              Czemu to jest takie wielkie halo dla mam z forum?
              • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 15:18
                18_lipcowa napisała:

                > Miliony kobiet na swiecie zajmuja sie dziecmi i nie kwękają.
                > Czemu to jest takie wielkie halo dla mam z forum?
                >
                Widze Lipcowa , ze jestes obeznana w innych forach dla matek, skoro wiesz, co
                sie dzieje na swiecie. I powiedz, co Ty potem robisz z ta wiedzasmilesmilesmile
          • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 14:12
            18_lipcowa napisała:

            >
            >
            >
            > A opieka nad dziecmi to jakies wielkie halo?
            >
            >
            Halo, bo w tym czasie nie mozesz wyjsc z domu i isc do " normalnej" pracy. Tak
            dla Twojej wiadomosci, dzieci same w domu mozna zostawic tak od jakiegos 8 roku
            zycia i tez nie na dlugo.
            • nchyb Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 14:15
              > Halo, bo w tym czasie nie mozesz wyjsc z domu i isc do " normalnej" pracy.
              Tak
              > dla Twojej wiadomosci, dzieci same w domu mozna zostawic tak od jakiegos 8
              roku
              >
              > zycia i tez nie na dlugo.
              Na szczęście istnieją przedszkola. Nie tylko jako przechowalnie ale i miejsca
              socjologizacji (jak ja lubię takie ładne wyrazy) i nauki dla trochę młodszych
              dzieci.
              • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 14:18
                nchyb napisała:

                > > Halo, bo w tym czasie nie mozesz wyjsc z domu i isc do " normalnej" pracy
                > .
                > Tak
                > > dla Twojej wiadomosci, dzieci same w domu mozna zostawic tak od jakiegos
                > 8
                > roku
                > >
                > > zycia i tez nie na dlugo.
                > Na szczęście istnieją przedszkola. Nie tylko jako przechowalnie ale i miejsca
                > socjologizacji (jak ja lubię takie ładne wyrazy) i nauki dla trochę młodszych
                > dzieci.

                Ale darmowych jeszcze nie widzialam, a wiec jezeli mama robi to za przedzskole,
                to rodzina te pieniadze oszczedza.
                • mamamonika Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 14:21
                  Tak bym tego nie ujmowała - mama potrafi zarobić dużo więcej niż koszty
                  związane z jej nieobecnością, a potencjalnie jeszce więcej w przyszłości - nie
                  przerywa pracy, awansuje, zmienia pracę na lepszą. Chodzi bardziej o osobisty
                  kontakt z dzieckiem we wczesnym dzieciństwie - bezcenny (za resztę kartą... wink)
                • judytak Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 23:15
                  magdak1977 napisała:

                  > Ale darmowych jeszcze nie widzialam, a wiec jezeli mama robi to za
                  przedzskole,
                  >
                  > to rodzina te pieniadze oszczedza.

                  mama nie robi tego, co przedszkole
                  bo jest mamą, a nie grupą rówieśnicza
                  czyli nie przyczynia się do ukaształtowania takich cech, składających się na
                  dojrzałość szkolną, jak współpraca w grupie, świadoma koncentracja uwagi,
                  niezależność emocjonalna, itp. itd.

                  pozdrawiam
                  Judyta

            • 18_lipcowa Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 15:09

              > Halo, bo w tym czasie nie mozesz wyjsc z domu i isc do " normalnej" pracy.
              Tak
              > dla Twojej wiadomosci, dzieci same w domu mozna zostawic tak od jakiegos 8
              roku
              >
              > zycia i tez nie na dlugo.

              Zalezy jakie dzieci? Fujary tak. Samodzielne mozna na dluzej.
      • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 15:24
        18_lipcowa napisała:

        > Praca w domu jest prosta, banalna wręcz, mało czasu pochłania, mniej niz
        kiedyś
        >
        > jak nie było pralki, odkurzaczy, zmywarek itp.
        > Praca w domu jest mniej odpowiedzialna, mniej męczaca i nie nazwałabym tego
        > pracą.
        > A ktoś kto tak uwaza to dorabia sobie ideologię i tyle.
        >


        Lipcowa, a nie przyszlabys do mnie tak troche "niepopracowac"? pralke i
        odkurzacz mam.
        • 18_lipcowa Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 15:40
          Nawet dla osoby o średnim IQ tak jak Ty ,prace domowe powinny być proste.
    • triss_merigold6 Pytanie mam 12.12.05, 14:14
      Skoro wykonywanie czynności opiekuńczo-wychowawczych w stosunku do własnych
      dzieci jest pracą (bo innym należałoby za to zapłacić) to czy pożycie z mężem
      również jest pracą? Ostatecznie usługi seksualne też podlegają wycenie,
      wymagają pewnego wysiłku i czasu a są osoby trudniące się tym zawodowo i
      profesjonalnie. Skoro więc są ludzie współżyjący z innymi za pieniądze (więc
      pracujący) to czy darmowy stosunek z mężem jest pracą czy nie?
      • nchyb Re: Pytanie mam 12.12.05, 14:16
        Musimy triss ustalić, czy przyjemność z tego mamy my czy też mąż, bo to może
        powodować różne sposoby wyceny tejże pracy. No i jeszcze pozycja, bo kto na
        górze i bardziej się przykłada, więcej pracuje smile
        • moofka Re: Pytanie mam 12.12.05, 14:33
          nchyb napisała:

          > Musimy triss ustalić, czy przyjemność z tego mamy my czy też mąż, bo to może
          > powodować różne sposoby wyceny tejże pracy. No i jeszcze pozycja, bo kto na
          > górze i bardziej się przykłada, więcej pracuje smile
          ___________________________
          i jeszcze kary umowne warto w kontarkcie zawrzec
          co bedzie jak sie nagle przy prezesie zasnie, co niektórzy pisali, ze im sie
          zdarza wink
          buźka nchyb, miło Cie widzieć smile
          • nchyb Re: Pytanie mam 12.12.05, 15:52
            > buźka nchyb, miło Cie widzieć smile
            Jak to my Moofko wiemy, przy jakich ciekawych wątkach się spotykać smile
      • magdak1977 Re: Pytanie mam 12.12.05, 14:16
        triss_merigold6 napisała:

        > Skoro wykonywanie czynności opiekuńczo-wychowawczych w stosunku do własnych
        > dzieci jest pracą (bo innym należałoby za to zapłacić) to czy pożycie z mężem
        > również jest pracą? Ostatecznie usługi seksualne też podlegają wycenie,
        > wymagają pewnego wysiłku i czasu a są osoby trudniące się tym zawodowo i
        > profesjonalnie. Skoro więc są ludzie współżyjący z innymi za pieniądze (więc
        > pracujący) to czy darmowy stosunek z mężem jest pracą czy nie?

        Pytanie tyle zalosne, co bezsensowne.
        A co bedzie, jak maz kaze sobie placic?smilesmilesmilesmilesmilesmilesmilesmilesmilesmile
        • nchyb Re: Pytanie mam 12.12.05, 14:17
          e tam, triss chyba tak nisko nie upadła, żeby żigolaków zatrudniać. Jak mąż
          zażąda to się go pogoni i tyle smile
        • triss_merigold6 Re: Pytanie mam 12.12.05, 14:21
          Zastanowiłam się chwilę... jakby mąż zażądał opłat za świadczenia erotyczne to
          zostałby w krótkich abcugach eksmitowany. Myślę, że w moim wieku jeszcze ktoś
          za darmo by się skusił. P
      • mamamonika Re: Pytanie mam 12.12.05, 14:17
        Jak Cię do męża ciągnie natura - tak - ciężka praca i święty małżeński
        obowiązek wink W przeciwnym razie całkiem niezła rozrywka wink
        • mamamonika Re: Pytanie mam 12.12.05, 14:19
          Oczywiście miało być - "nie ciągnie natura" w pierwszym zdaniu
        • magdak1977 Re: Pytanie mam 12.12.05, 14:34
          mamamonika napisała:

          > Jak Cię do męża ciągnie natura - tak - ciężka praca i święty małżeński
          > obowiązek wink W przeciwnym razie całkiem niezła rozrywka wink


          A jak meza nie ciagnie?smilesmilesmilesmile
          Ale facet to chyba jakos przeboleje?smilesmilesmilesmilesmile
      • babka71 triss_merigold6 12.12.05, 17:29
        odpowiadam to ciężka praca dzień w dzień kurka wodna ...robić męzowi
        dobrze..cholerka
        ale się wkopałam nie wiedziałam, że można za to brać pieniądze he he!
        jutro męża podpuszczę może mi zapłaci za usługę małżeńską!!!wieczorem..,
        a) etatu nie mam czyli bezrobotna TO !!!!!
        niech chociaż za usługi łóżkowe płaci mi do skarbonki..
        A co zbieram na emeryturę!!!!!!!!!!! Należy mi się
    • g0sik Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 15:37
      >Ale darmowych jeszcze nie widzialam, a wiec jezeli mama robi to za
      >przedzskole, to rodzina te pieniadze oszczedza.

      Ile oszczędza? 300-500 zł? Oszczędza gdy mama zarabia poniżej kosztów
      przedszkola. Ale jeśli matka jest w stanie zarobić więcej to gdzie tu
      oszczędność? Raczej małżonek dokłada bo utrzymuje żonę....chociaż ona w zamian
      za to pierze, prasuje, gotuje DLA NIEGO.

      Opiekunce płacimy 1000 zł. Nie płacimy za jedzenie, nocleg, środki czystości,
      ubrania, kosmetyki, rozrywki itd, itp.....Jeśli zarabiam dużo więcej niż koszt
      opiekunki to jaka tu oszczędność? Jeśli wychowanie własnych dzieci potraktujemy
      jako pracę zarobkową to płatnikiem i tak jest mąż.....to na jego rzecz ta
      praca....
      • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 15:46
        g0sik napisała:

        > >Ale darmowych jeszcze nie widzialam, a wiec jezeli mama robi to za
        > >przedzskole, to rodzina te pieniadze oszczedza.
        >
        > Ile oszczędza? 300-500 zł? Oszczędza gdy mama zarabia poniżej kosztów
        > przedszkola. Ale jeśli matka jest w stanie zarobić więcej to gdzie tu
        > oszczędność? Raczej małżonek dokłada bo utrzymuje żonę....chociaż ona w
        zamian
        > za to pierze, prasuje, gotuje DLA NIEGO.
        >
        > Opiekunce płacimy 1000 zł. Nie płacimy za jedzenie, nocleg, środki czystości,
        > ubrania, kosmetyki, rozrywki itd, itp.....Jeśli zarabiam dużo więcej niż
        koszt
        > opiekunki to jaka tu oszczędność? Jeśli wychowanie własnych dzieci
        potraktujemy
        >
        > jako pracę zarobkową to płatnikiem i tak jest mąż.....to na jego rzecz ta
        > praca....

        A przy kilkorgu dzieci to juz wieksze koszty, taka prosta arytmetyka, troche
        dodawania. sprawy obcowania dziecka z obcymi ludzmi juz nie podnosze, bo i ak
        zostanie pominieta, jako ze dzieci traktujemy jak przedmioty wzglednie
        zwierzeta - zapewnic byt i tyle.

        Ps a co Ci do kosmetykow matkiw domu? Rozumiem, ze te w domu powinny szarego
        mydla uzywac i tyle.
    • edorka1 Zabawna dyskusja... 12.12.05, 15:53
      I w dodatku o prawdach oczywistych. Bo wiadomo że w domu jest co robić. I wiadomo, że są dziewczyny, które na luksus domowych robótek li i jedynie pozwolić sobie nie mogą. I często ciągną na 2 etaty - ten domowy i ten na umowę o pracę.Czapka z głowy!
      A są i takie które moga a nie chcą. Nie chcą bo wkurza je rytm domowych obrządków powtarzanych do obłędu dzień w dzień. Bo to jednak wymaga samodyscypliny i organizacji czasu też, żeby nie zwariować,bo trzeba nie tylko formy ale i treści. I często najbardziej lekceważaco kurę domesticę traktują te ostatnie. Ciekawe dlaczego???
      Czyżby jednak jakiś wyrzut sumienia?
      • g0sik Re: Zabawna dyskusja... 12.12.05, 16:03
        Jeśli podejmuję jakieś wybory życiowe to nie narzekam i nie oczekuję aplauzu. O
        ile mi wiadomo to w tym kraju nie ma obowiązku sprawania osobistej opieki nad
        dzieckiem 24 h na dobę. Można zatrudnić nianię, oddać dziecko do żłobka lub
        przedszkola, a samej pracować zawodowo. Jeśli chciałaym sama sprawować opiekę
        to miałabym gdzieś, że sąsiadka, koleżanka, nieznajoma z forum uważa, że siedzę
        i nic nie robię.....
        • magdak1977 Re: Zabawna dyskusja... 12.12.05, 16:07
          g0sik napisała:

          > Jeśli podejmuję jakieś wybory życiowe to nie narzekam i nie oczekuję aplauzu.
          O
          >
          > ile mi wiadomo to w tym kraju nie ma obowiązku sprawania osobistej opieki nad
          > dzieckiem 24 h na dobę. Można zatrudnić nianię, oddać dziecko do żłobka lub
          > przedszkola, a samej pracować zawodowo. Jeśli chciałaym sama sprawować opiekę
          > to miałabym gdzieś, że sąsiadka, koleżanka, nieznajoma z forum uważa, że
          siedzę
          >
          > i nic nie robię.....

          to po co tu piszesz, skoro masz to gzdzies?
      • magdak1977 Re: Zabawna dyskusja... 12.12.05, 16:06
        edorka1 napisała:

        > I w dodatku o prawdach oczywistych. Bo wiadomo że w domu jest co robić. I
        wiado
        > mo, że są dziewczyny, które na luksus domowych robótek li i jedynie pozwolić
        so
        > bie nie mogą. I często ciągną na 2 etaty - ten domowy i ten na umowę o
        pracę.Cz
        > apka z głowy!
        > A są i takie które moga a nie chcą. Nie chcą bo wkurza je rytm domowych obrząd
        > ków powtarzanych do obłędu dzień w dzień. Bo to jednak wymaga samodyscypliny
        i
        > organizacji czasu też, żeby nie zwariować,bo trzeba nie tylko formy ale i
        treśc
        > i. I często najbardziej lekceważaco kurę domesticę traktują te ostatnie.
        Ciekaw
        > e dlaczego???
        > Czyżby jednak jakiś wyrzut sumienia?


        I mam nieodparte wrazenie, ze do tych prostych prac domowych maja tez pania,
        ktora przychodzi co wtorek i je wykonuje. To tak jakbym ja o hafcie ludowym sie
        wypowiadala - tez kiedys widzialam, ale robic, nie robie.
        pozdr
    • 18_lipcowa Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 16:10
      Nie potrafie nazwać siedzenia w domu pracą.
      No nie potrafię.
      • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 16:11
        18_lipcowa napisała:

        > Nie potrafie nazwać siedzenia w domu pracą.
        > No nie potrafię.
        >
        Kochaniutka Lipcowa, a jak siedzisz w pracy i piszesz na forum to pracujesz?
        ja tez tego nie nazwalabym praca.
        • 18_lipcowa Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 16:19
          Ale ja nie siedzę w pracy obecnie.
          • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 16:21
            18_lipcowa napisała:

            > Ale ja nie siedzę w pracy obecnie.
            >
            >
            To taka zaharowana to nie jestes.
            • 18_lipcowa Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 16:24
              No widzisz, fajnie mam co?
        • sofi84 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 16:20
          Jezu nie przebrnelam przez to smile nie bylam w stanie smile Lipiec wiesz co,
          siedzenie w domu nie jest wcale udreka. nie skarze sie na pranie zmywanie
          gotowanie i zajmowanie sie dzieckiem, nie mniej jednak nie jest to łatwe
          szczegolnie jesli musisz to wszystko robic w tak zwanym MIEDZYCZASIE bo trzeba
          sie brzdacem zajac - to nie jest wcale takie łatwe, jednak nei ejst tez powodem
          do narzekania oczywiscie. nie mniej jednak milo jak maz wraca z pracy i nie
          mowi ze caly dzien nic nie robilas,tylko powie "dziekuje za obiad kochanie".
          ale zrozumiesz to jak bedziesz miala dziecko.
          poZdrawiam
          Sofi
          • 18_lipcowa Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 16:25
            sofi84 napisała:

            > Jezu nie przebrnelam przez to smile nie bylam w stanie smile Lipiec wiesz co,
            > siedzenie w domu nie jest wcale udreka. nie skarze sie na pranie zmywanie
            > gotowanie i zajmowanie sie dzieckiem, nie mniej jednak nie jest to łatwe
            > szczegolnie jesli musisz to wszystko robic w tak zwanym MIEDZYCZASIE bo
            trzeba
            > sie brzdacem zajac - to nie jest wcale takie łatwe, jednak nei ejst tez
            powodem
            >
            > do narzekania oczywiscie. nie mniej jednak milo jak maz wraca z pracy i nie
            > mowi ze caly dzien nic nie robilas,tylko powie "dziekuje za obiad kochanie".
            > ale zrozumiesz to jak bedziesz miala dziecko.
            > poZdrawiam
            > Sofi

            Nie zrozumiem. Nie potrafie siedzieć w domu i czekać az ktos obiad doceni.
            • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 16:28
              Nie zrozumiem. Nie potrafie siedzieć w domu i czekać az ktos obiad doceni.

              Lipcowa, nie myslalas nigdy, ze Cie moze po prostu nikt nie docenia?
              • 18_lipcowa Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 16:29
                Nie, po prostu mam troszke inne cele, ale Ty tego nie zrozumiesz.
                • sofi84 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 16:33
                  Chodzilo mi o to ze jesli jest dziecko to trzeba miec oczy do okola. brzdac sie
                  czybko nudzi i posprzatanie czegosto wyzwanie-nie jest meczace ale trzeba czas
                  dobrze zorganizowac. a dziecko tez mnostwoenergii pochlania.i jak wraca maz z
                  pracy to poprotu milo jest jesli nie powie ze sie siedzialo caly dzien w domu
                  tylko ucieszy sie z obiadu. moj mi kiedyspowiedzial ze wlasnie nic nie robie.
                  nie musialnic sprzatac ja wszystko posprzatalam- zostawilam go z mlodym na pol
                  dnia. jak wrocilam do domuto uslyszalam"zajmij sie dzieckiem bo ja padam na
                  twarz. od tamtej pory dziekuje mi za obiad ktory robie ktory robilam zawsze.
      • edorka1 Wszystko przed Tobą :). Jak dobrze pójdzie 12.12.05, 16:15
        oczywiście. I wtedy pogadamy - jak już osiagniesz znajomość i teorii i praktyki smile.
        • 18_lipcowa Re: Wszystko przed Tobą :). Jak dobrze pójdzie 12.12.05, 16:20
          Siedziałam w domu, nie pracowałam. I dokladnie moge to siedzeniem nazwać.
          Bo co to za filozofia posprzątać, ugotować?
          • edorka1 No te jest forum z mamami w roli głównej 12.12.05, 16:22
            dzieci nie wychwywałaś. Więc jak dojdziesz do tego etapu daj znać czy nie zmieniłas zdania smile.
        • magdak1977 Re: Wszystko przed Tobą :). Jak dobrze pójdzie 12.12.05, 16:20
          edorka1 napisała:

          > oczywiście. I wtedy pogadamy - jak już osiagniesz znajomość i teorii i
          praktyki
          > smile.
          >
          Moze sie Lipcowej zapytam, na pewno mi jakas wskazowke da. ona na kazdy temat
          ma cos do powiedzeniasmilesmilesmile:
          • 18_lipcowa Re: Wszystko przed Tobą :). Jak dobrze pójdzie 12.12.05, 16:26
            Raczej nie.
            Dawać rad jak prać męzowi skarpety i co zrobić na obiad nie bede.
            A Ciebie zdaje sie tylko to trapi codziennie.
    • g0sik Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 16:33
      >nie mniej jednak milo jak maz wraca z pracy i nie
      >mowi ze caly dzien nic nie robilas,tylko powie "dziekuje za obiad kochanie".

      To całe forum ma Ci dziękować, że ugotowałaś obiad dla własnego męża???
      Jeśli facet Cię nie docenia niech jada na mieście - skoro pracuje to pewnie go
      stać?
      • sofi84 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 16:35
        ja nie chce zeby mi dziekowal. chodzi mi o to ze jest mi cholernie milo jesli
        robi to sam z siebie.
        • magdak1977 Re: do sofi 12.12.05, 17:48
          • magdak1977 Re: do sofi 12.12.05, 17:50
            Ja tez lubie, jak mi maz mile slowo, o tym co zrobilam, wieczorem powie. Widac
            niektorym tu mezowie takich rzeczy nie mowia i stad te przycinki. Nie przejmuj
            sie - kazdy ma takiego meza, jakiego sobie wybral. Sa lepsi i gorsi..hahasmilesmilesmile
            • 18_lipcowa Re: do sofi 12.12.05, 18:01
              Nie mam takich zapędów by ktos mnie chwalił za dobry obiad albo wyjątkowy
              ładnie wyszorowany kibel. Sama wiem że dobrze to robię.
              • edorka1 Lipcowa, obiadek i kibelek :) 12.12.05, 18:15
                Ej Lipcowa,zagalopowałas się jakby...nie sprowadzaj tematu do ...kibla. Robię obiadek i mąz mi często mówi że fajny ten obiadek. I to jest miłe. I na tym także polegają stosunki międzyludzkie w małżeństwie: na miłym słowie i docenianiu obiadków. Bo fajnie jak jest miło. Można nigdy nic nie powiedzieć o obiadkach i podobnych kwestiach. Tylko żonie wtedy bywa smutno bo obiadek ciężką pracą jest - no oczywiście nie ten kupiony w barze obok.
      • moofka Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 16:44
        g0sik napisała:
        >
        > To całe forum ma Ci dziękować, że ugotowałaś obiad dla własnego męża???
        __________________________
        cale, nie wiesz?
        a magdzie jesczze zrzutke zrobic - za gotowanie obiadu 4,80 za kompot 2,70
        za zmywanie 47 za godzine
        do tego dodatek za szkodliwosc, bo dzieci przeszkadzały, razy cztery, bo dwojka
        dzieci to cztery razy wiecej roboty niz jedno
        a potem stopy wymasowac bo to ciezka praca jest

        a jeszcze pytanie, dlaczego mezowi? a wy co jecie? szprotki z puszki jedynie?




        > Jeśli facet Cię nie docenia niech jada na mieście - skoro pracuje to pewnie
        go
        > stać?
        • sofi84 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 16:51
          jak nie ma meza nie gotuje dla siebie.strasznie uogolniasz wieszindifferent juz
          wytlumaczylam o co chodzi. jesli Twoj maz wracado domu i każe sobie podaćoboad
          to CI wspolczuje. Ja uwazam to za moj obowiazek maz tak nie uwaza i moze
          dlatego to docenia. i nie napisalam nigdzie ze udreka jest zajecie sie dziecmi!
          napisalam ze pochalania czas i energie ale nie pisalam ze sie skarze. nawet
          chyba podkreslilam że NIE.

          -♥-♥-♥-♥-♥-♥-♥-
          moje małe Serduszko♥♥♥
          • moofka Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 17:21
            sofi84 napisała:

            > jak nie ma meza nie gotuje dla siebie.
            _______________
            dzieci sa jeszcze a ich nie nakarmisz szprotkami z puszki smile

            strasznie uogolniasz wieszindifferent juz
            > wytlumaczylam o co chodzi. jesli Twoj maz wracado domu i każe sobie
            podaćoboad
            > to CI wspolczuje.
            _________________
            a jak nie to nie wspolczujesz? tongue_out

            Ja uwazam to za moj obowiazek maz tak nie uwaza i moze
            > dlatego to docenia.
            __________________
            nie mowimy o obowiazkach smile
            czy to jest ciezka praca dla Ciebie zrobic pracujacemu mezowi obiad?
            ciezka w najprostsztym slowa rozumieniu, fizycznie ciezka i mecząca?

            • sofi84 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 13.12.05, 10:19
              qrde juz mowilam ze nie jest to ciezkie izycznie tylko moje dziecko wymaga
              ty6le mojego czasu ze poprostu robie ten obiad w przerwie miedzy jego zabawami.
              nigdZie nie pisalam ze to ciezka praca fizyczna

              i moje dziecko nie jada szprotek tylko mleko i sloiczki gerberka poki co
              • moofka Re: jezeli praca w domu to nie praca... 13.12.05, 10:59
                sofi84 napisała:

                >> i moje dziecko nie jada szprotek tylko mleko i sloiczki gerberka poki co
                ________________________
                niesłusznie smile
                szprotki zawierają więcej wapnia niż mleko, że o wit. D nie wspomnę big_grin
                • sofi84 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 13.12.05, 11:06
                  > niesłusznie smile
                  > szprotki zawierają więcej wapnia niż mleko, że o wit. D nie wspomnę big_grin

                  wink
        • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 16:55
          a magdzie jesczze zrzutke zrobic - za gotowanie obiadu 4,80 za kompot 2,70
          za zmywanie 47 za godzine


          Jak zrobisz zrzutke, forsy nie odmowie, a ze Wy bogate jestescie, bo zrobkowo
          pracujecie i Wam po oplatach za opieke nad dziecmi zostaje, to pewnie klopotu
          nie bedzie. Powiedz tylko, kiedy sie po gotowke zglosicsmilesmilesmile
          I milo, ze tak o mnie czule myslicie, ale ten masaz to juz naprawde
          niepotzrebnysmilesmilesmile:smile
          • katse Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 18:09
            do 27 miesiaca pracowalam w domu, raczej był to rodzaj studiów + zleconko.
            Jak poszłam do pracy to...w pracy odpoczywam, w domu zapierniczam.
            Ale bywam tez wyrodna, teraz sobie czytam forum a moja corka betoniarką po domu
            jeździ.

            Dlaczego pracuje?? Bo praca męża dziś jest, jutro jej może nie być, mój etat to
            zawsze większa gwarancja zapewnienia podstowego bytu.

            Poza tym chyba lubiesmile)
    • e_r_i_n Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 18:12
      magdak1977 napisała:

      > Koszt opiekunki w warszawie do dwojki dzieci to 1500-2000pln. Uwazam wiec, ze
      > moja praca jest tyle warta, a moze nawet wiecej.

      A ja sie nie zgadzam. Bo dla opiekunki to PRACA, dla Ciebie wolny wybór - masz
      dzieci, bo chcesz je miec i bycie z nimi to cos wiecej, niz obowiazek.
      • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 18:15
        e_r_i_n napisała:

        > magdak1977 napisała:
        >
        > > Koszt opiekunki w warszawie do dwojki dzieci to 1500-2000pln. Uwazam wiec
        > , ze
        > > moja praca jest tyle warta, a moze nawet wiecej.
        >
        > A ja sie nie zgadzam. Bo dla opiekunki to PRACA, dla Ciebie wolny wybór -
        masz
        > dzieci, bo chcesz je miec i bycie z nimi to cos wiecej, niz obowiazek.


        opiekunka tez moze zostac kim chce - nauczyvielka, krawcaowa, szefem kuchni czy
        stewardesa. Ale nie o to chodzi. Dzieci sa moje, ale cena pracy ogolnie jest
        znana, co nie znaczy wcale, ze chce , aby ktos mi za nia placil
        pozdr
        • magdak1977 do e_r_i_n 12.12.05, 18:18
          Ale masz skomplikowany nicksmilesmilesmile

          A jak dasje w prezencie komus kwiaty z wlasnego ogrodka, to one nic nie sa
          warte, bo je sama wychodowalam i nic za nie nie zaplacilam?
          Czas to pieniadzsmilesmilesmile
        • e_r_i_n Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 18:35
          Owszem, nie chcesz, zeby ktos Ci za to placil, ale probujesz wyceniac swoja
          prace. A ja uwazam, ze mija sie to z celem, bo posiadanie dziecka i zajmowanie
          sie z nim to jednak co innego - dla mnie nigdy nie bedzie to czyms do
          rozwazania w kategorii pracy. Tym bardziej, ze przeciez w domu jestes po to,
          zeby dac swoim dzieciom to, co najlepsze.
          • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 18:38
            Ale jak napisalam w jedym z pierwszych zdan, tylko po to ten caly watek, ze
            przy okazji innego wiele Pan napadlo na mnie, ze skoro nie pracuje, to nic nie
            robie i mam cicho siedziec i meza sie sluchac. a do nich nie przemawia nic
            innego jak pieniadze, niestety. Reszta watku potoczyla sie juz sama, ale tak to
            juz tu jest,
            Pozrdrawiam
            • e_r_i_n Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 18:44
              No nie uwazam, ze niepracowanie odbiera prawo do wlasnego zdania smile Szczegolnie
              jesli nie pracujesz, bo maz tez tego chce.
              Natomiast nie zauwazylam u innych patrzenia na te sprawe przez pryzmat kasy - w
              koncu to Ty zatytułowaś watek "jezeli praca w domu to nie praca..."
              A ja uwazam, ze bycie w domu to nie jest praca.
              • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 12.12.05, 18:47
                Jezeli tylko maz tego chce to kiepsko!

                zatytulowam i zaprosilam te mile panie, ktore twierdzily, ze w domu przy
                dzieciach nic sie nie robi. jakos nie bylo odzewusad

                Widac zauwazylysmy co innego ( tak a propos kasy).
                pozdr
              • edorka1 tak z czystej ciekawości tylko 12.12.05, 18:48
                bo nie mam poczucia udręczenia dla sprawy i dobrze mi w życiu smile - czym jest bycie w domu dla męża i dzieci jak nie pracą - pojmowaną inaczej i inne przynoszącą efekty - ale pracą właśnie?
                • magdak1977 Re: tak z czystej ciekawości tylko 12.12.05, 18:50
                  edorka1 napisała:

                  > bo nie mam poczucia udręczenia dla sprawy i dobrze mi w życiu smile - czym jest
                  by
                  > cie w domu dla męża i dzieci jak nie pracą - pojmowaną inaczej i inne
                  przynos
                  > zącą efekty - ale pracą właśnie?

                  Jest, a najlepszym tego dowodem jest fakt, ze komu innemu za te sama"prace -
                  nieprace" nalezy sie zaplata.
                  za wypoczynek na wakcjach, nad morzem na przyklad, nie trzeba by nikomu placic,
                  tak myslesmilesmilesmile
                  >
                  • e_r_i_n Re: tak z czystej ciekawości tylko 12.12.05, 19:18
                    magdak1977 napisała:

                    > Jest, a najlepszym tego dowodem jest fakt, ze komu innemu za te sama"prace -
                    > nieprace" nalezy sie zaplata.

                    Moim zdaniem mylne wnioski wyciagasz. Ktos sprzatajcy/pilnujacy dzieci pracuje,
                    bo to jego zawod. Ty jestes w domu, bo CHCESZ.
                • moofka Re: tak z czystej ciekawości tylko 12.12.05, 18:56
                  edorka1 napisała:

                  > bo nie mam poczucia udręczenia dla sprawy i dobrze mi w życiu smile - czym jest
                  by
                  > cie w domu dla męża i dzieci jak nie pracą - pojmowaną inaczej i inne przynos
                  > zącą efekty - ale pracą właśnie?
                  >
                  ____________________
                  czy kobieta ktora przychodzi do domu po pracy jest
                  w pracy? czy w domu?
                  wytłumaczcie mi, bo ja nie rozumiem
                  jedyne co nas - pracujące rozni od was niepracujących to to, ze my w tym domu
                  spedzamy mniej czasu, codziennie wychodzimy do pracy
                  to wszystko
                  tez - gotujemy sprzatamy pierzemy, prasujemy zbieramy o swicie dziecko do
                  zlobka albo nianki
                  dlaczego wasze siedzenie w domu oceniacie wyzej?
                  skad takie parcie, zeby wasze zasługi (???) za jakie uwazacie proste domowe
                  czynnosci uznawac za cos wielkiego?
                  i cennego
                  czy zupa ugotowana przez mnie jest mniej cenna od twojej?
                  czy bajka czytana przeze mnie dziecku jest czytana gorzej, czy z mniejszym
                  zaangazowaniem?
                  same dla siebie oczekujecie dziekczynnych peanow podczas kiedy nie potraficie
                  uszanowac czy chocby docenic tego, ze ktos robi TO SAMO co wy, a dodatkowo
                  pracuje zarobkowo i czesto wypelnia bardzo odpowiedzialne zadania
                  jezeli ktos potrafi odpowedziec mi na to madrze i spokojnie (nie tak jak
                  magda1977) naprawde z radoscia przeczytam


                  • magdak1977 Re: tak z czystej ciekawości tylko 12.12.05, 19:06
                    Ja Ci spokojnie wytlumacze, bo widze po pracy zmeczona i nerwowa jakas jestessad

                    Jak wracasz do domu to jestes w domu. Proste.

                    Jezeli po powrocie sama sie dzieckiem zajmujesz i inne rzeczy w domu robisz ,
                    ta na ktore nie mialas czasu, bo w pracy bylas, to nadal pracujesz, bo przeciez
                    nie odpoczywasz.

                    Jezeli po powrocie ksiazke dziecku czytasz, a maz Ci zapitala w kuchni albo z
                    odkurzaczem,. albo jakas pani myje Ci okna, to juz nie pracujesz, bo mozesz
                    tylko jednej czynnosci sie posiwecic i to nie bardzo meczacej, bo za dzieckiem
                    steskniona jestes, bo go caly bozy dzien nie widzialas.

                    A ze po pracy zmeczona wracasz - nie przecze.
                    • moofka Re: tak z czystej ciekawości tylko 12.12.05, 19:13
                      madziu kochana
                      ja prosiłam o odpowdz mądrą i spokojną
                      ale widze ze ciebie to przerasta

                      nie trudź sie więcej odpisywaniem na moje posty, my sobie nie pogadamy
                    • kai_30 Re: tak z czystej ciekawości tylko 12.12.05, 19:13
                      magdak1977 napisała:
                      > Jezeli po powrocie ksiazke dziecku czytasz, a maz Ci zapitala w kuchni albo z
                      > odkurzaczem,. albo jakas pani myje Ci okna, to juz nie pracujesz, bo mozesz
                      > tylko jednej czynnosci sie posiwecic i to nie bardzo meczacej,

                      Rozumiem, że masz zwyczaj czytajac dzieciom jednoczesnie zapitalac z odkurzaczem
                      albo chwiac sie na drabince przy myciu okien? smile))
                      • magdak1977 Re: tak z czystej ciekawości tylko 12.12.05, 21:50
                        nie, ale jak robie tylko jedna rzecz na raz czuje sie jakbym odpoczywala.
                        Jedna rzecz na raz to znaczy nie musiec martwic sie , co robia w tej chwili
                        dzieciaki.

                        pozdr
                    • triss_merigold6 Prace różne 12.12.05, 19:18
                      "Przykro mi, ale ja wsrod moich znajmych nie mam takich, ktorzy ida na 8 godz i
                      wychodza o 16 i duze pieniadze do domu przyniosa. Troche sie czasy zmienily.
                      Albo sie idzie na full do pracy, albo sie zarabia tyle, ile pochlania
                      opiekunka, czyli nie idzie sie do pracy, bo tzreba, tylko bo sie chce. Ale
                      jezeli znasz zawody, dzieki ktorym mozna malym kosztem duza kase zrobic,
                      napisz, moze sie przekwalifikujesmile" - tak napisałaś.

                      Uświadomię Cię: można pracować wychodząc z domu 2x w tygodniu na mniej niż 8
                      godzin i zarabiać znacznie więcej niż pensja opiekunki. Można pracować 8 godzin
                      od 8 do 16 bez wyjazdów i siedzenia po nocach i też sensowanie zarabiać. Może
                      bez odpalania fajki od stówy ale w miarę przyzwoicie.
                      Wystarczy pouczyć się parę lat i mieć trochę stosownego doświadczenia
                      zawodowego.
                      Przykre, że praca kojarzy Ci się z niskopłatnym staniem za ladą albo siedzeniem
                      w urzędniczym okienku. Są inne zawody, naprawdę.

                      Na marginesie całej dyskusji radziłabym Ci przyuczyć do prasowania koszul męża.
                      Ja prasowania nie tykam.
                      • magdak1977 Re: Prace różne 12.12.05, 21:51
                        > Ja prasowania nie tykam.

                        a ja tykam, moze dlatego, ze dla mojego meza watrosmile
                      • magdak1977 Re: Prace różne 12.12.05, 21:53
                        triss_merigold6 napisała:

                        > > Uświadomię Cię: można pracować wychodząc z domu 2x w tygodniu na mniej niż
                        8
                        > godzin i zarabiać znacznie więcej niż pensja opiekunki. Można pracować 8
                        godzin
                        >
                        > od 8 do 16 bez wyjazdów i siedzenia po nocach i też sensowanie zarabiać. Może
                        > bez odpalania fajki od stówy ale w miarę przyzwoicie.
                        > Wystarczy pouczyć się parę lat i mieć trochę stosownego doświadczenia
                        > zawodowego.
                        > Przykre, że praca kojarzy Ci się z niskopłatnym staniem za ladą albo
                        siedzeniem
                        >
                        > w urzędniczym okienku. Są inne zawody, naprawdę.
                        >
                        >

                        Na marginesie, podaj te zawody, wzglednie miejsca pracy, to moze przez te
                        kilka lat sie przyucze, a jak ja nie dam rady, to moze meza wysle. zawsze jakby
                        wiecej byl w domu to fajniej.
                        • triss_merigold6 Re: Prace różne 12.12.05, 22:02
                          Ależ proszę: mąż ma wąską specjalizację handlową i perfekcyjną znajomość
                          konkretnego rynku, ja piszę rzeczy różne na zlecenia (recenzje, artykuły,
                          lekcje do podręczników) oraz prowadzę zajęcia (wykształcenie politolog-
                          prasoznawca z przygotowaniem dydaktycznym). Bardzo prosta praca: przygotowujesz
                          się w domu, idziesz na zajęcia, mówisz różne rzeczy na temat, ludzie słuchają,
                          firma płaci.
                          • magdak1977 Re: Prace różne 12.12.05, 22:11
                            Wiesz, bo ja mam w rodzinie profesora i jakos mu tak slodko nie placa?
                            a napraacowac sie musi, aby sie przygotowac do kazdego wykladu .
                            A co do przedstawicieli handlowych, to zdaje sie, ze sa na prowizji, wiec to
                            nie taka stala pensja. I chyba nikt w handlu tak malo nie pracuje.

                            Nie skorzystam jednak z Twoich propozycji, bo zadne propozycje na zecenia
                            milionow nie daja ( co wiecej nie daja tez ubezpieczenia emerytalnego), a praca
                            w handlu niestety mojego meza nie zadowoli.

                            Ale wiem , skad w Tobie tyle sarkazmu, bo kiedys chlopaka z nauk politycznych
                            mialam i to srodowisko troche poznalam.

                            dobranoc
                            • triss_merigold6 Re: Prace różne 12.12.05, 22:18
                              Małżonek nie jest przedstawicielem handlowym na szczęscie. Handel to nie tylko
                              objeżdżanie lub obchodzenie klientów z torbą badziewia lub sprzedawanie w
                              markecie. P
                              Może masz profesora z mało intratnej branży?
                              Kto powiedział, że nie przygotowuję się do wykładów? Przygotowuję tylko dla
                              kilku grup wystarczy, że zrobię to raz. P Pamięć mi, chwała Bogu, dopisuje.

                              Widzisz, mnie na milionach nie zależy tylko na sensownym życiowym standardzie i
                              bezpieczeństwie materialnym + żeby robić to co lubię stosunkowo małym nakładem
                              sił. I to mam.smile

                              Sarkazm mam wrodzony, kierunki studiów nie miały wpływu. P
                              • magdak1977 Re: Prace różne 12.12.05, 22:24
                                triss_merigold6 napisała:

                                > Małżonek nie jest przedstawicielem handlowym na szczęscie. Handel to nie
                                tylko
                                > objeżdżanie lub obchodzenie klientów z torbą badziewia lub sprzedawanie w
                                > markecie. P
                                Ja handel troche szerzej traktuje, ale skoro Ty tak, to rozumiem.
                                > Może masz profesora z mało intratnej branży?

                                Moze, ale profesor to jednak nie magister, chyba sama zuwazysz roznice, no
                                chyba,ze nie pochwalilas sie tytulem naukowym, w co watpiesmile
                                > Kto powiedział, że nie przygotowuję się do wykładów? Przygotowuję tylko dla
                                > kilku grup wystarczy, że zrobię to raz. P Pamięć mi, chwała Bogu, dopisuje.

                                gratuluje pamieci, bo jak prowadzilam cwiczenia na elektronice, to do kazdego
                                nastepnego sem. musialam sie od nowa przygotowywac. A z pamiecia tez u mnie nie
                                najgorzej.
                                >
                                > Widzisz, mnie na milionach nie zależy tylko na sensownym życiowym standardzie
                                i
                                >
                                > bezpieczeństwie materialnym + żeby robić to co lubię stosunkowo małym
                                nakładem
                                > sił. I to mam.smile
                                >
                                > Sarkazm mam wrodzony, kierunki studiów nie miały wpływu. P

                                a jednak nauki polityczne to wyjatkowo nieprzyjazny dla ludzi" z zewnatrz"
                                kierunek.

                                Gratuluje godziwych zrobkow
                                • mama_debiutantka Re: Prace różne 13.12.05, 01:28
                                  ja trochę off topic wink
                                  1/ magister to _jest_ tytuł naukowy (w oróżnieniu od licencjata np.)
                                  2/ biedny ten profesor, który musi sie tak naaarobić podczas przygotowań do
                                  wykładu. przez tyle lat nie zdążył się nauczyć swojego przedmiotu? tongue_out
                        • judytak Re: Prace różne 12.12.05, 23:29
                          magdak1977 napisała:

                          > Na marginesie, podaj te zawody, wzglednie miejsca pracy, to moze przez te
                          > kilka lat sie przyucze, a jak ja nie dam rady, to moze meza wysle. zawsze
                          jakby
                          >
                          > wiecej byl w domu to fajniej.

                          porządny specjalista z kilkuletnim doświadczeniem w warszawie zarabia 2 - 5
                          razy średnią krajową, co oczywiście nie oznacza "miliony", ale można z tego
                          spokojnie żyć (branże przeróżne, od technicznych, IT, przez finanse,
                          księgowość, marketing, sprzedaż, HR, albo chociażby asystentka zarządu...)

                          pozdrawiam
                          Judyta
                        • mama_inwestorka Re: Prace różne 14.12.05, 12:48
                          magdak1977 napisała:

                          > Na marginesie, podaj te zawody, wzglednie miejsca pracy, to moze przez te
                          > kilka lat sie przyucze, a jak ja nie dam rady, to moze meza wysle. zawsze
                          jakby
                          >
                          > wiecej byl w domu to fajniej.

                          Polecam "zawód" inwestora. Naprawdę można zarobić. I czasochłonne nie jest...
                  • edorka1 Re: tak z czystej ciekawości tylko 12.12.05, 19:18
                    Ależ ja Cię rozumiem. I szanuję - pisałam o tym wczesniej. Czapka z głowy i szacunek dla pracujących zawodowo mam. Bo Wam często jest trudniej.
                    Ale nie wmawiajcie nam siedzącym w domu, że to co robimy jest nic nie robieniem.
                    Bo robiąc to samo w dwie godziny popołudniu albo czyimiś rękami (niania, babcia), nie robicie jednak tego samego. Bo po prostu nie da się zrobić wszystkiego perfect. Zawsze gdzieś czegoś zabraknie. I zamkną się oczy ze zmęczenia nad bajką albo nie wybudujesz tej wieży z klocków. Bo doba ma tylko 24 godziny.
                    Ostatecznie jednak wszystko jest kwestią człowieka. To co dla jednego jest Everestem, dla kogoś bywa ledwie wzniesieniem.
                    A z tą dyskusją jest tak jak z jajkiem i kurą...
                    A i tak najlepiej wie Lipcowa smile.
                    • e_r_i_n Re: tak z czystej ciekawości tylko 12.12.05, 19:20
                      edorka1 napisała:

                      > Ale nie wmawiajcie nam siedzącym w domu, że to co robimy jest nic nie
                      > robieniem.

                      Nie czytalam wszystkich postow, przyznaje i nie wiem, czy ktos napisal,
                      ze siedzac w domu nic sie nie robi (bzdura, przy dzieciach zawsze jest co
                      robic).
                      Ale moim zdaniem racje maja te, ktore mowia, ze nie jest to PRACA.
                  • lila1974 Re: taka skromna uwaga 12.12.05, 19:35
                    To nie kobieta kobiecie musi udowadniać te sprawy.
                    Problem narodził się przez facetów, którzy uważają, że żona w domu, to jest na
                    WAKACJACH. On biedny tyra, jak wół, a ona opierdziela się przez cały dzień i
                    jeszcze ma czelność prosić go o zmycie naczyń po kolacji lub pobawienie się z
                    dzieckiem. Niestety, takich patafianów nie brakuje.

                    Nie dziwię się autorce wątku, że tak go zatytułowała. Każda z nas ma za dużo
                    obowiązków na głowie i ta pracująca u obcych i ta pracująca w domu.

                    Moofko idziesz do pracy na 8 godzin (załóżmy), ona w tym czasie spędza te osiem
                    godzin na opiece przy dzieciach - zmęczyć się można nie wąsko i tu i tu -
                    przyznasz? Ty wracasz do domu i zabierasz się za robotę, która na nią również
                    czeka. Życie kobiet jest identyczne bez względu na to, gdzie pracują.

                    I przykro się czyta, jak jedna mama drugiej mamie zarzuca, że ma slodkie życie,
                    bo nie poszła do pracy i niech w związku z tym siedzi cicho i nie pracuje.

                    Ja jestem jakby pogodzeniem obu typów - pracuję na zmiany i mam sporo czasu na
                    przebywanie z dziećmi - uwierz, że swoją pracę traktuję jako relaks.
                    • ala67 Re: taka skromna uwaga 14.12.05, 09:20
                      lila1974 napisała:

                      > To nie kobieta kobiecie musi udowadniać te sprawy.
                      > Problem narodził się przez facetów, którzy uważają, że żona w domu, to jest
                      na
                      > WAKACJACH. On biedny tyra, jak wół, a ona opierdziela się przez cały dzień i
                      > jeszcze ma czelność prosić go o zmycie naczyń po kolacji lub pobawienie się z
                      > dzieckiem. Niestety, takich patafianów nie brakuje.

                      A ja właśnie, czytając ten uroczy wątek dochodzę do wniosku, że to nie faceci
                      klasyfikują matki niepracujące jako obijające się nieroby na wiecznych
                      wakacjach. A już na pewno nie przede wszystkim faceci. Niestety - to kobiety
                      utrwalają takie krzywdzące stereotypy. Przykre.
                      • lila1974 Re: alu 14.12.05, 13:04
                        Nie rozumiem zjawiska.
                        Może właśnie dlatego, że mój mąż zostaje z dziewczynkami w domu, gdy ja idę do
                        pracy i ma na głowie całe gospodarstwo, nie wyjeżdża z chorymi tekstami,
                        że "nic nie robię". Ma świadomość, co znaczy utrzymanie domu we względnym
                        porządku, gotowanie, pranie, prasowanie itd itp. oraz niezwariowanie, gdy w tym
                        wszystkim plączą się dzieci.
                        Dlatego nie rozumiem, jak kobieta kobiecie może zarzucać, że ma lajtowe życie,
                        bo nie pracuje - obłęd jakiś.
                        Panna Lipcowa, no owszem, wygląda na to, że za dużo obowiązków nie ma, więc się
                        nawet nie dziwię, że farmazony wypisuje ale reszta ... zastanawiające.
                        • moofka Re: alu 14.12.05, 13:20
                          liluniu kochana
                          ale w swoim wywodzie bardzo upraszczasz
                          to nie jest albo dom, albo praca
                          u matki domowej to jedno obciazenie - niemale i wiele czasu kradnące - odchodzi
                          nikt nie pwoiedzial, ze praca kobiety w domu jest mniej cenna, ale ze jej nie ma
                          po prostu, jest jej lzej
                          a wiem, co mowie, bo siedzialam z malym w domu długo zanim poszłam do pracy
                          i bardzo to lubiłam
                          pewnie ze czasem był strajk i ruskie ze sklepu, bo wolalam z malym caly dzien
                          maszerowac daleko albo spedzic dzien nad woda
                          ale miałam looz absolutny i sama sobie ukladalam grafik
                          kiedy poszlam do pracy dom nie zaczal sie sam sprzatac gary myc, a koszule
                          prasowac, dziecko jest poza domem, kiedy mnie w nim nie ma
                          kiedy jestem jest i ono
                          kiedy slysze ze w domu jest ciezka praca fizyczna, to nie dziw sie, ze mnie to
                          moze rozbawic, bo ja wykonuje ja po 8 godzinach w pracy
                          i nie mam pretensji
                          do kogo mam miec?
                          • ala67 Re: Moofko... 15.12.05, 10:58
                            Być może nie było to Twoim zamiarem, ale w wypowiedziach wielu mam pracujących
                            bez większego wysiłku można wyczuć nie tyle pretensje, co podszyte zdumieniem i
                            czasem rozbawieniem oburzenie. No bo jak można odczuwać zmęczenie, mając tak
                            mało na głowie? Tak mało, że to coś nie zasługuje nawet na miano pracy?
                            Niekoniecznie ciężkiej i fizycznej, ale jednak? A co na to miano zasługuje? Co
                            jest miarą, praca czy nie? Dlaczego ma nią być wyłącznie zapłata, jak zostało
                            tu wielokrotnie stwierdzone? Dlaczego nie zmęczenie, znużenie, a czasem wprost
                            przeciwnie - satysfakcja z osiągniętego efektu?
                            Aha, i jeszcze jedno. Gdzieś tu zapytałaś, czy zupa ugotowana przez Ciebie jest
                            gorsza. Ja mam natomiast nieodparte wrażenie, że to właśnie zupa ugotowana
                            przeze mnie ma w oczach mam pracujących znacznie mniejszą wartość - bo jej
                            zrobienie nie jest czynem heroicznym, dokonanym po 8 godzinach pracy. Przecież
                            ugotowałam ją niemal w ramach zabicia czasu, którego mam w nadmiarze...I choć
                            niby nikt nie ma do mnie pretensji, bo przecież nikomu życia nie układałam - to
                            czasem czuję się tak, jakby nietaktem z mojej strony było powiedzieć, że też
                            bywam po prostu zmęczona...
                • e_r_i_n Re: tak z czystej ciekawości tylko 12.12.05, 19:17
                  edorka1 napisała:

                  > czym jest bycie w domu dla męża i dzieci jak nie pracą - pojmowaną inaczej
                  > i inne przynoszącą efekty - ale pracą właśnie?

                  Obowiazkiem, przyjemnoscia (no bo nie sadze, ze ktos Was w domu trzyma na
                  łancuchach), wyborem. Owszem, wysilkiem tez, nie przecze - takim samym jak dla
                  matki pracujacej smile
                  Nie praca - bo dla mnie praca to co innego. Praca to dla mnie aktywnosc
                  ZAWODOWA.
                  W domu nie pracuje - w domu wykonuje obowiazki wynikajace z bycia zona i matka.
                  • triss_merigold6 Re: tak z czystej ciekawości tylko 12.12.05, 19:19
                    Eee tam zaraz żoną i matką. Nie będąc żoną i matką też niekiedy sprzątałam,
                    robiłam zakupy, pranie i inną prozę życia.wink
                    • e_r_i_n Re: tak z czystej ciekawości tylko 12.12.05, 19:21
                      Hehe, no tak - ale mowimy o terazniejszosci smile Ok, obowiazki wynikajace z bycia
                      czlowiekiem, ktory musi zjesc, ubrac sie i mieszkac w jako takim ładzie smile
                      • moofka Re: tak z czystej ciekawości tylko 12.12.05, 19:22
                        e_r_i_n napisała:

                        > Hehe, no tak - ale mowimy o terazniejszosci smile Ok, obowiazki wynikajace z
                        bycia
                        >
                        > czlowiekiem, ktory musi zjesc, ubrac sie i mieszkac w jako takim ładzie smile
                        ____________
                        o to to smile
                        samoobsluga najogolniej
                        kto ma to robić, zebym ja chodzilam w czystych gaciach i jadla cieply obiad?
                        a jesli ma sie dzieci trzeba zdbac i o nie
                        i nie jest to praca ponad siły, nie przesadzajmy
                        • e_r_i_n Re: tak z czystej ciekawości tylko 12.12.05, 19:24
                          moofka napisała:

                          > i nie jest to praca ponad siły, nie przesadzajmy

                          Dokladnie, nie jest ponad sily. A ja i tak mysle, ze najbardziej meczace
                          z domowych obowiazkow jest dziecko. A meczy tak samo pracujace, jak
                          i niepracujace.
                  • edorka1 Re: tak z czystej ciekawości tylko 12.12.05, 19:23
                    a widziszsmile. A ja owszem - pracuję i dobrze się tą pracą bawię. Byłoby fatalnie gdyby dom był tylko obowiązkiem albo wyborem.Aby bycie mamą było obowiązkiem. Wyborem prania i gotowania, obowiązkiem wychowania dzieci ...Jest pracą - wymagającą serca, uwagi i miłości. I cierpliwości. I dającą dużo satysfakcji- innej niż finansowa, to prawda smile.
                    • e_r_i_n Re: tak z czystej ciekawości tylko 12.12.05, 19:26
                      Dla mnie nagroda za bycie matka i zona jest milosc moich bliskich, dziekuje
                      za dobry obiad itd. Nagroda za prace - stosowne wynagrodzenie. Dlatego bycie
                      zona i matka nie jest praca dla mnie. Obowiazkiem, ale i wyborem. Bo nikt do
                      bycia w domu i bycia matka i zona nie zmusza.
                      • dagmama To się paranoja trochę zrobiła. 12.12.05, 19:40
                        Jeśli żona zmywa, to nie praca, a jeśli pani do pomocy, to jednak praca. Seks z
                        mężem to nie praca, a prostytutka za taki numerek dostaje 200 zł. czy ile tamsmile
                        Znajoma daje korki z matmy i to jest praca, a jak pomaga wnuczkowi z lekcjami,
                        to nie jest praca. Kluczem są tu pieniądze i tyle.
                        Za pracę się płaci, a jeśli za coś nie dostajemy kasy, to nie jest to praca.
                        Nawet jeśli czynności są te same.
                        Kumamsmile
                    • moofka Re: tak z czystej ciekawości tylko 12.12.05, 19:28
                      edorka1 napisała:

                      > Wyborem prania i gotowania, obowiązkiem wychowania dzieci ...Jest pracą -
                      wymag
                      > ającą serca, uwagi i miłości. I cierpliwości. I dającą dużo satysfakcji-
                      innej
                      > niż finansowa, to prawda smile.
                      >
                      ____________
                      nie wiem, czy dobrze zrozumialam, smile
                      ale odebralam to tajk, jakbys sugerowala, ze matki pracujące pozbawione sa
                      satysfakcji z macierzynstwa i wychowywania dzieci
                      • e_r_i_n Re: tak z czystej ciekawości tylko 12.12.05, 19:29
                        moofka napisała:

                        > nie wiem, czy dobrze zrozumialam, smile
                        > ale odebralam to tajk, jakbys sugerowala, ze matki pracujące pozbawione sa
                        > satysfakcji z macierzynstwa i wychowywania dzieci

                        Lub inaczej - albo satysfakcja zawodowa, albo macierzynsko - malzenska.
                        Kurcze, trudny wybor smile
                        • edorka1 Re: tak z czystej ciekawości tylko 12.12.05, 19:50
                          E tam, bajki dla nieuważnych, nigdzie takich wniosków nie wyciagnełam. Ja tam nie jestem mamą z obowiązku, jestem bo lubię. I mam ten komfort, że nie muszę dzielić tego z niczym innym jak narazie... Mycie garów i pranie i odkurzanie i gotowanie i inne podobne to PRACE DOMOWE. Zabawa z dziećmi to zabawa. Praca zawodowa to PRACA tyle, że za kasę. Seks z mężem to przyjemność smile.
                          A co do wyborów - dyskusja prowadzona od lat, dylemety pracujących mam ogromne - wystarczy poczytać na forum. I dylematy niepracujących też spore. Jajko i kura. Albo - bardziej na czasie - Boże Narodzenie i Wielkanc.
                  • 18_lipcowa Re: tak z czystej ciekawości tylko 12.12.05, 19:35

                    > W domu nie pracuje - w domu wykonuje obowiazki wynikajace z bycia zona i
                    matka.

                    Łał erin teraz to dowaliłaś.
                    Ja wiem wiem, jestes wyżej ode mnie na tej drabinie spolecznej boś żona i
                    matka, ale czy nie sądzisz że bezdzietne osoby, bez wiezów małzenskich NIE MAJA
                    obowiązków domowych?
                    • marychna31 Re: tak z czystej ciekawości tylko 13.12.05, 01:14
                      > matka, ale czy nie sądzisz że bezdzietne osoby, bez wiezów małzenskich NIE
                      > MAJA
                      > obowiązków domowych?

                      Te które nie mają własnych domów, tylko mimo 24 lat siedzą na głowie rodzicom,
                      rzeczywiście nie mają "obowiązków domowych"smile))
                      • mama_inwestorka proszę o diagnozę 13.12.05, 10:31
                        Od kilku lat nie pracuję zawodowo. Z pracy zrezygnowałam świadomie i bez żalu
                        po urodzeniu pierwszego dziecka. Idąc więc tokiem rozumowania wielu z Was, od
                        paru lat jestem na nieustannym urlopie, choć wykonuję w domu wszystkie
                        czynności służące temu, żeby rodzina funkcjonowała prawidłowo - niektóre z nich
                        robię z konieczności i bez przyjemności. Jak nazwać takie czynności? Bo nie
                        pracą, waszym zdaniem. Moim zdaniem to po prostu kwestia umowna i ja bym to
                        nazwała pracą - tyle, że nie zarobkową.
                        A teraz druga sprawa. Aktualnie nie pracuję zawodowo - ale zarabiam! I to
                        całkiem nieźle. Mianowicie inwestuję nasze oszczędności. Nie zabiera to dużo
                        czasu, wymaga tylko pewnej wiedzy i odwagi, aby czasem zaryzykować. A przede
                        wszystkim - wymaga pewnego kapitału. Który oczywiście nie spadł nam z nieba.
                        Pracowaliśmy mianowicie na niego wspólnie z mężem, zanim urodziły się dzieci.
                        Dzięki takiej strategii mogę teraz na swoje zarabianie (pracę?) poświęcać
                        bardzo niewiele czasu, a bilans jest i tak znacznie lepszy, niż w przypadku
                        pracy na etacie - oczywiście pomijam tu superkariery i wysokie stołki, na które
                        i tak prawdopodobnie nie miałabym szansy ani też, prawdę mówiąc, ochoty.

                        Do której grupy przynależę, Waszym zdaniem? Jestem kurą domową bez większych
                        aspiracji czy godną szacunku kobietą pracującą?
                        • ledzeppelin3 Re: proszę o diagnozę 13.12.05, 10:52
                          Masz po prostu głowę na karku i tyle. I nikomu tłumaczyć się z tego, co robisz,
                          nie musisz. I o to chyba w życiu chodzi, a nie o dywagacje, kto jest lepszy-
                          mamy pracujące w domu , mamy "siedzące" w domu, mamy obijające gruchy w pracy,
                          mamy ciężko pracujące, którym praca dostarcza satysfakcji, mamy "spełniające
                          się zawodowo" przez ogłupiającą, codziennie taką samą pracę, czy wspinające się
                          po szczebalach kariery, czy wariujące w domu z nudy codziennych czynności, czy
                          znajdujące w codzienności domowej przyjemność i spełnienie.
                          • mama_inwestorka Re: proszę o diagnozę 13.12.05, 11:01
                            No właśnie! Dokładnie tak!
                            Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że te niepracujące mamy ciągle próbują udowodnić
                            całemu światu, że nie są gorsze. Całemu światu - a w pierwszej kolejności -
                            sobie! Gdyż - jak wiadomo - winni się tłumaczą. I stąd cały ten wątek, jak
                            również wiele podobnych.

                            • ledzeppelin3 Re: proszę o diagnozę 13.12.05, 11:04
                              ....a pracujące często mają poczucie winy, że nie są z dziećmi, i
                              usprawiedliwiają się z tego, co robią... I tak dalej. Ci, co się tłumaczą, i
                              udowadniają innym, że ci inni są gorsi, a oni lepsi, mają zwykle jakieś
                              poczucie niespełnienia czy winy...Ludzie spełnieni, pewni tego co robią, nie
                              muszą się tłumaczyć.
                              • mama_inwestorka Re: proszę o diagnozę 13.12.05, 11:09
                                O to właśnie mi chodziło.
                                • mamamonika Re: proszę o diagnozę 14.12.05, 13:10
                                  Tak jak napisałam - najważniejsze jest pozucie spełnienia, robienia w życiu
                                  tego, co daje radość i rozwija. Oczywiście, wiadomo, że często życie wymusza na
                                  nas różne kompromisy, ale do tego trzeba dążyć - próbować "pożenić" różne role
                                  i przede wszystkim nie zapomnieć o sobie.
                                  Czy lepsza jest jałowa, nudna i powtarzalna praca czy wymuszone
                                  okolicznościami przepełnione beznadzieją i poczuciem traconego czasu "bycie w
                                  domu" - wolałabym nie oceniać. Do obu przypadków można dorobić górnolotną
                                  ideologię żeby wspomóc psychikę wink
                                  Mama inwestorka - skoro korzystasz z umiejętności jakie masz i robisz to co
                                  lubisz - śmiem stwierdzić, że nie jest z tobą najgorzej wink
                                  • mama_inwestorka Re: proszę o diagnozę 14.12.05, 15:40
                                    Ufffff!wink

                                    A teraz mam pytanie: która z Was, mamy ciężko pracujące na etacie, jest gotowa
                                    się ze mną zamienić? Bo wiele z Was deklaruje, że praca jest Wam potrzebna nie
                                    jako li tylko źródło kasy, tylko metoda samorozwoju, źródło satysfakcji czy
                                    wręcz większego poczucia własnej wartości. Czy zarabiając tak jak ja,
                                    miałybyście Waszym zdaniem szanse na spełnienie tych wszystkich potrzeb?

                                    Niestety, mało mam ma jeszcze siłę zajrzeć do tego wątku, żałuję, bo chciałabym
                                    poznać wasze zdanie.
                                    • triss_merigold6 Re: proszę o diagnozę 14.12.05, 15:53
                                      Zajrzałam jeszcze.smile
                                      Napisałaś, że inwestujesz i z tego czepiesz zyski. Ok. Pomjając kwoty, wolę
                                      kiedy praca polega na kontakcie z żywymi ludźmi. Niekoniecznie codziennie ale
                                      wychodzenie z domu do pracy sprawia mi przyjemność. Autentyczny wypoczynek
                                      psychiczny mam od momentu kiedy zamykam za sobą drzwi i przestaję myśleć o
                                      domu, dziecku, jak mąż sobie radzi z małym i innych domowych zagadnieniach.
                                      Spełniam się kiedy uczę ponieważ uczyć lubię i umiem.
                                      Czyli reasumując, nie zamieniłabym się.
                                      • mamamonika Re: proszę o diagnozę 14.12.05, 17:01
                                        Podobnie jak ja smile. To co mnie "kręci" to organizowanie, rozwiązywanie
                                        problemów, kontakt z ludźmi, nowe sytuacje i doświadczenia. Same korzyści
                                        finansowe to nie wszystko, chociaż rzecz niezbędna wink
                                        • mama_inwestorka Re: proszę o diagnozę 14.12.05, 19:11
                                          Cieszę się, że zajrzałyściesmile I prawdę mówiąc, jeśli spodziewałam się
                                          odpowiedzi, to takich.
                                          No to pozwólcie, że podrążę: czy Wasze podejście uległoby zmianie, gdyby zyski
                                          z inwestycji wielokrotnie przewyższały Wasze aktualne dochody? Jednym
                                          umiejętnym i szczęśliwym (nie ukrywam, że ten element ma spory udział)
                                          posunięciem inwestorskim można zarobić nawet roczną pensję.
                                          Czy mając pieniądze (zarobione, jakby nie było, przez siebie) i czas, nie
                                          byłybyście w stanie zapewnić sobie: kontaktu z ludżmi, wypoczynku psychicznego,
                                          spełnienia w działaniu, nowych doświadczeń, itp. doznań, których dostarcza Wam
                                          praca zawodowa?
                                          • triss_merigold6 Re: proszę o diagnozę 14.12.05, 20:30
                                            Nie. Muszę dla zdrowia psychicznego wychodzić do ludzi. Wolontariat to nie to
                                            samo i spotkania towarzyskie w kółku zainteresowań/sportowym również nie
                                            rekompensują doznań jakie daje praca.wink
                                            • mama_inwestorka Re: proszę o diagnozę 14.12.05, 21:36
                                              triss_merigold6 napisała:

                                              > Nie. Muszę dla zdrowia psychicznego wychodzić do ludzi. Wolontariat to nie to
                                              > samo i spotkania towarzyskie w kółku zainteresowań/sportowym również nie
                                              > rekompensują doznań jakie daje praca.wink

                                              Zasadniczo - zdadzam się absolutnie. Ale - czy każda praca?
                                              Triss, masz szczęście wykonywać zawód, który może stać się pasją i który daje
                                              dużą i doraźną satysfakcję. To rzeczywiście coś, z czego żal byłoby rezygnować.
                                              Dobrze Cię rozumiem - sama kiedyś robiłam coś pokrewnego, było to w czasie
                                              studiów, praca na umowę - zlecenie. Gdybym mogła do tego teraz wrócić, na
                                              pstryknięcie...Zrobiłabym to, choć zarobki mogłyby pewnie nawet dziś
                                              satysfakcjonować może studentkę, mającą jeszcze inne żródła dochodu. Ale
                                              zrobiłabym - pod warunkiem, że nie musiałabym w tym celu rezygnować ze swojej
                                              aktualnej "pracy".
                                              Jednak zawód, który wykonywałam bezpośrednio przed urodzeniem dzieci, nie dawał
                                              mi tej satysfakcji. Nie był pasjonujący sam w sobie, nie czułam, że się
                                              wybitnie rozwijam, uprawiając go - choć trochę rozwijałam się na pewno, bo ten
                                              zawód niewiele miał wspólnego z kierunkiem mojego wykształcenia - zatem
                                              poznawałam nową dla mnie dziedzinę. Niemniej pasjonująca na swój sposób była
                                              głównie świadomość, że pracuję i zarabiam na swoje potrzeby. To mi nie
                                              wystarczało i dlatego z ta pracą rozstałam się bez żalu.
                                              I bardzo jestem ciekawa - ile z Was, drogie pracujące emamy, protekcjonalnie i
                                              czasem z lekką pogardą wyrażające się o nieambitnych matkach niepracujących czy
                                              lepiej - kurach domowych - może sie pochwalić tym, że praca przynosi im godziwe
                                              pieniądze oraz satysfakcję i poczucie, że sie w niej rozwijacie intelektualnie,
                                              społecznie i zawodowo?
                                              A ile z Was wykonuje wciąż te same powtarzalne, męczące czynności, i z radością
                                              porzuciłaby je, gdyby nie kasa?
                                              Tym pierwszym - zazdroszczę. Ale tym drugim - i obawiam się, że to większa
                                              grupa - współczuję. I myślę, Magdo - założycielko tego wątku, jeśli to
                                              przeczytasz - że też możesz im współczuć...
                                              Wszyskie zaś emamy - pozdrawiam
                                              • mamamonika Re: proszę o diagnozę 15.12.05, 14:31
                                                Ja na szczęście uwielbiam swoją pracę wink. Gdyby nie była mi potrzebna jako
                                                źródło zarobkowania też bym ją wykonywała, dla przyjemności. Albo coś, co
                                                dawałoby mi równie wielką frajdę - co prawda to prawda, od zajęć mniej lub
                                                bardziej non-profit a ciekawych i dających mnóstwo zabawy i satysfakcji aż się
                                                roi w otoczeniu.
                                                A jednocześnie - gdyby mi przyszło robić coś, czego nie lubię, bo zmusiłyby
                                                mnie do tego okoliczności - oczywiście bym to robiła, pilnie wyciagając szyję
                                                na boki i do góry, żeby sytuację zmodyfikować na swoją korzyść oczywiście.
                                                Jeśli chodzi o źródło "wyższości" klasy pracującej - moim zdaniem przyczyna
                                                jest prosta i głęboko zakodowana. Kobieta "tylko" domowa jest na utrzymaniu
                                                swojego partnera, czego by tam do tego nie dorabiać ideologicznie. Praca daje
                                                jednak niezależność, czasami psychiczną li tylko, ale zawsze. Pozycja osoby
                                                utrzymywanej zawsze była gorsza. Mężczyźni w takiej roli z reguły wcale nie
                                                potrafia się odnaleźć. Same czynności wykonywane przez "osobę utrzymywaną" też
                                                są zaliczane do kategorii gorszych. I to niestety mamy głęboko w głowie. To co
                                                naprawdę piękne w roli kobiety domowej - fakt, że dom ma duszę, a nie cztery
                                                ściany i kurz na meblach wink i ze rosną w nim szczęśliwe dzieciaki dopiero teraz
                                                staje się powszechnie akceptowaną wartością - jak w efekcie zmian
                                                cywilizacyjnych zaczęlismy takie "oczywistości" tracić.
    • floric Re: jezeli praca w domu to nie praca... 14.12.05, 19:37
      > A teraz sprawa glowna.
      > Wiele czytelniczek napisalo, ze praca wdomu to nie praca, bo sie za nia nie
      > dostaje pieniedzy. Ja zajmuje sie moimi dziecmi (4 lata, 2,5 roku), domem i
      > wszystkim, co jest z nim zwiazane i musze przyznac, ze wieczorami jestem
      > czesto bardziej zmeczona od mojego meza, ktory tez nie lekko pracuje. Koszt
      > opiekunki w warszawie do dwojki dzieci to 1500-2000pln. Uwazam wiec, ze moja
      > praca jest tyle warta, a moze nawet wiecej. Wiecej, bo moje dzieci rzadko
      > choruja ( leki uodparniajace, szczepienia, spacery w kazda pogode,
      > hartowanie), zdrwowo sie odzywiaja, maja zapewniony rozwoj fizyczny i
      > psychiczny, kontakty z rowiesnikami ( nie siedza przed telewizorem przez pol
      > dnia), kontakt z rodzina, a przede wszystkim maja kochajaca je osobe na co
      > dzien, zawsze, a to jest nie do przecenienia.

      napisz sobie to w c.v.
      napewno potencjalny pracodawca doceni takie doświadczenie "zawodwe"
      • miirabelka Re: jezeli praca w domu to nie praca... 14.12.05, 22:34
        Przede wszystkim muszę powiedziec, że mama_inwestorka bardzo trafnie określiła
        stosunek mam pracujących do tych "siedzących" w domu, wlele w nim pogardysad
        I tak jak jeszcze niedawno zastanawiałam się kto wymyślił to niezbyt miło
        brzmiące określenie "kura domowa"(housewife przy tym to pieszczotliwe
        określenie), tak po przeczytaniu tego wątku mam gotową odpowiedż.
        Muszę Wam powiedziec drogie mamy pracujące, że trudno mi uwierzyc w to
        odpoczywanie psychiczne poza domem z całkowitym wyłączeniem myślenia o tym co
        się tam obecnie dzieje. Mnie prawdopodobnie nie byłoby na to stac, ale cóż
        często obserwuję na spacerach opiekunki z dziecmi i bardzo sie cieszę, że moje
        dzieci są pod moją opieką. Historię ku przestrodze opowiedziała mi ostatnio
        wspaniała dziewczyna, która wychowuje trójkę dzieci. Kiedy była na spacerze z
        dzieciakami widziała grupkę zagadanych opiekunek i kręcące sie wokoło
        dzieciaczki. Jedno z nich wyszło na ulicę, a opiekunka nawet tego nie
        zauważyła!!!Mama tego dzieciaczka zapewne siedziała wtedy w pracy "odpoczywając
        psychicznie"...

        ♥♥ • ♥♥ • ♥♥ • ♥♥
        • mama_inwestorka Re: jezeli praca w domu to nie praca... 15.12.05, 14:37
          Kura domowa - czyli osóbka o bardzo małym rozumku, siedząca w domusmile A jak w
          takim razie nazwać kobiety siedzące w domu, ale o większych rozumkach? Czy też
          może należy traktować te dwie sprawy nierozłącznie?
          A diagnozy w końcu i tak się nie doczekałam...
          • mamamonika Re: jezeli praca w domu to nie praca... 15.12.05, 14:46
            A po co Ci ta diagnoza? Jak się dobrze czujesz w swojej skórze - to chyba masz
            zdecydowane prawo do gwizdania na stereotypy i robienia swojego. Utwórz sobie
            kategorię "umysłowa niebiurowa" i będzie OK wink
            • mama_inwestorka Re: jezeli praca w domu to nie praca... 15.12.05, 15:37
              To mi się podobasmile
              Umysłowa domowa też może byćsmile))
              Pozdrawiam
              • magdak1977 Re: jezeli praca w domu to nie praca... 15.12.05, 16:50
                Fajnie, ze ten watek tak milo sie konczy, bo zaczal sie inaczejsad.

                Praca to praca, kazdy kto cos ROBI , pracue i tyle. Moga byc tylko inne misje
                tej pracy. Ale same pieniadze, to byloby za malo, zeby mozna zdefiniowac
                pojecie.

                Mysle, ze wiekszosc, jezeli nie wszystkie mamy, ktore w domu zajmuja sie
                dziecmi, napracuja sie przy tym zajeciu. A zaplate mamy inna - nie forsa na
                konto, ale cos waznego mysle dla wielu kobiet - usmiechniete i zdrowe dzieci,
                radosna i szczesliwa rodzina.

                I wiem, ze zaraz Panie pracujace powiedza, ze maja tak samo : usmiechniete i
                zdrowe dzieci, radosna i szczesliwa rodzina.
                Wiec zeby nie narazac sie na dalsze dywagacje na ten temat, pisze: tak, macie
                tak samo, tylko jeszcze sie w pracy napracujecie.
                A my kobiety "domowe" napracujemy sie w domu. I tyle.

                pozdrawiam emamy
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka