Dodaj do ulubionych

samotność w małżeństwie

28.12.05, 01:32
jestem wiele lat po ślubie , mąż jest bardzo dobry , bardzo dużo pomaga i jest
atrakcyjny ale jak czuje sie samotna i nie chcę już dalej być z nim , mysle ze
nigdy go nie kochalam a teraz znudziło mi sie udawanie, jestem wyksztalcona i
atrakcyjna ale ja już nie chcę żadnego partnera , chce być sama , od dawna
próbuje go w jakis sposob do siebie zniechecic ale sie nie udaje ...mam
wrazenie , ze będąc sama nie byłabym tak samotna jak teraz , jestem niezalezna
finansowo i mam dorosłe dzieci czy ktoś coś takiego przeżywa? , to fakt ,ze
dzieli nas troche pogladów na życie / religia np/ ale zawsze jakoś mi to nie
przeszkadzało choć zawsze zdawałam sbie sprawę ze jestem z nim bo ...co ludzie
powiedzą a ja chce być sama i koniec
Obserwuj wątek
    • kawka_z_mleczkiem Re: samotność w małżeństwie 28.12.05, 07:36
      Co Cię wobec tego powstrzymuje przed złożeniem pozwu o rozwód? Co ludzie
      powiedzą?
    • karolcia801 Re: samotność w małżeństwie 28.12.05, 07:46
      przemysleć, pomysleć, postanowić i odejść.
    • 18_lipcowa Re: samotność w małżeństwie 28.12.05, 10:41
      myślę że marudzisz i jak wiele bab nie wiesz czego chcesz...
      • mik5 Re: samotność w małżeństwie 28.12.05, 10:44
        Lipiec czyżbyś była męską szowinistką wink ??
        • 18_lipcowa Re: samotność w małżeństwie 28.12.05, 11:27
          mik5 napisała:

          > Lipiec czyżbyś była męską szowinistką wink ??


          Dlaczego?
          • mik5 Re: samotność w małżeństwie 28.12.05, 11:36
            Bo twoja wypowiedź jest w stylu charakterystycznym dla tego typu ludzi.
            • 18_lipcowa Re: samotność w małżeństwie 28.12.05, 11:38
              mik5 napisała:

              > Bo twoja wypowiedź jest w stylu charakterystycznym dla tego typu ludzi.


              Eee tam.
              • mik5 Re: samotność w małżeństwie 28.12.05, 11:40
                Nie e tam tylko mówie ci że tak.
                • 18_lipcowa Re: samotność w małżeństwie 28.12.05, 12:47
                  nie, po prostu nie lubie bab ktore nie wiedza czego chca
                  • mik5 Re: samotność w małżeństwie 28.12.05, 12:55
                    A jak definiujesz "babę"?
                    • 18_lipcowa Re: samotność w małżeństwie 28.12.05, 12:57
                      mik5 napisała:

                      > A jak definiujesz "babę"?

                      bo wlasnie jak narzeka, marudzi to jest taka baba
        • gruba-buba Re: samotność w małżeństwie 29.12.05, 12:36
          poprawnie mówi się: "męską szowinistyczną świnią"

          PS Czy za "świnię" post zostanie usunięty? wink
          • mik5 Re: samotność w małżeństwie 29.12.05, 12:39
            smile
      • magdalenamk Re: samotność w małżeństwie 28.12.05, 12:45
        lipcowa, pierwszy raz się z Tobą zgadzam
    • kleonike Re: samotność w małżeństwie 28.12.05, 11:04
      A co powie maz? On juz sie nie liczy?
      • mamaoskarka Re: samotność w małżeństwie 28.12.05, 11:17
        To moze potrzebujesz takiego, ktory przyjdzie z pracy i walnie piescia w stol,
        walnie sie z gazeta w fotelu i nic go wiecej nie bedzie obchodzic, a jak
        dostanie obiad to zupa bedzie za slona. Docen kobieto to co masz, pewnie
        niejedna by chciala byc na Twoim miejscu.
    • triss_merigold6 Re: samotność w małżeństwie 28.12.05, 11:42
      Facet jest nudny, tak? Jeśli próbowałaś coś zmienić i nie podziałało to
      pozostaje albo żyć własnym życiem będąc formalnie w związku albo odejść.
    • magdalenamk Re: samotność w małżeństwie 28.12.05, 12:44
      A może poprostu jesteś zmeczona codziennością, może warto byłoby najpierw
      gdzies wyjechać na jakiś dłuższy czas i wtedy dopiero podjęłabyś decyzję.
      Obserwuję moją mamę, która od śmierci taty, 3 lata temu została sama. Wcześniej
      nie byli najlepszym małżeństwem. Więcej ich dzieliło niż łaczyło. Mama zawsze
      uważała tatę za tzw. "nieudacznika", twierdziła, że ona zasługuje na kogoś
      lepszego, że ją tata denerwuje, że lepiej byłoby jej samej. Kiedy zmarł odtąd
      okazało się, że właściwie mama żyje tylko tym co tata w życiu osiągnął, jego
      sukcesami, których wcale nie było tak mało, ale ich wcześniej nie widziała, nie
      moze znieśc samotności, pustego domu, tego że nie ma co zrobić z wolnymi
      weekendami, ze na ma z kim pojechać na wakacje, że nie ma się do kogo odezwać i
      pokłócić, że koleżanki, które mają meżów, wybierają towarzystwo małzeństw, ze
      kolezanki nie maja czasu bo mają meżów, że towarzystwo starszych samotnych
      kobiet jej zupełnie nie odpowiada, bo są zdziwaczałe, a samotni mezczyźni w jej
      wieku to ewenement, albo jeśli już są to najczęsciej jest bardzo wybrakowany
      towar.Moja mama też jest i zawsze była osobą niezależną finansowo.
      Obsewując mamę i podobne do Twojego wywody na forum, dochodze do wniosku, ze
      bardzo jest trudno cieszyć się z tego co się ma. Najczęsciej docenia się to
      dopiero jak się to straci. Tzn. stabilny, może nieco nudny zwiazek małżeński to
      moim zdaniem skarb, o który należy dbać i go pielęgnować. Jeśli czasem zakrada
      się nuda, to z nią trzeba walczyć, ale nie musi to oznaczać rozwalenia tego co
      przez lata trawało. Zastanów się, ze lepiej byłoby gdyby mąż np. zdradzał cię,
      nie wracał na noce do domu, pił, nie dbał o rodzinę. Może wtedy potrafiłabyś
      docenić to co masz... Samotność jest dobra przez miesiąc, czasem dwa. Potem
      jest dużo gorzej.
      • ledzeppelin3 Re: samotność w małżeństwie 28.12.05, 20:31
        Jak go chcesz zniechęcić, to sposób jest dziecinnie łatwy: przyprowadzasz do
        domu jakiegoś gościa i bzykasz się z nim na oczach męża. Zadziała. Krótko i bez
        hipokryzji.
    • olkamaz Re: samotność w małżeństwie 29.12.05, 00:59
      e tam... wszyscy myslą,że jak nie pije i nie bije to jest ok, takich płytkich
      watków się spodziewałam , wiele kobiet czuje to co ja ale nie zerwie związku
      bo.....ja też nie zrywam bo....ale czy to jest uczciwe ,\? jedna z Was
      napisała ,ze po smierci taty jej mama zyła tylko Nim ale to nie jest normalne a
      gdzie jej zycie ? przeciez kiedys go nie znała i tez zyła... mysle ,że my nie
      wykorzystujemy swoich możliwości ze strachu i lenistwa , mówie tez o sobie! mam
      dwie kolezanki , które opusciły swoich bardzo przystojnych , nie pijacych ,
      nie bijacych mężów...wszyscy im pokazywali kuku a one / ja tez/ odwazyły się bo
      nie były szczesliwe, bo musiały sie zmuszac do seksu i naginać do ich wcale nie
      duzych wymagańa le ja znałam tych facetów , byli bardzo przystojni , zadni
      babiarze super , niestety kazdy z nich z bliska biał takie cechy ,ze ...na
      przykład jeden z nich nie lubił ludzi a jego bardzo towarzyska zona tak , przez
      10 lat nie zapraszała prawie wcale kolezanek bo on zawsze był w złym humorze a
      ona? się dusiła, rozmowy nic nie dały nie lubił i koniec , wrescie ona
      zakończyła , odeszła teraz ma takiego człowieka jak ona...szkoda tylko dzieci
      ale ile ona przeszła , wiecznie tylko z nim, wakacje z nim wieczory z nim a jej
      potrzebe społecznosci zamkneła do szafy ... teraz jest zupełnie innym
      człowiekiem...znamy się bardzo dobrze , ja nie ukrywam,ze się boję , mnie
      dzieli temperament , religia ... ale jestem większym cykorem a może litośc ?
      • kayah73 Re: samotność w małżeństwie 29.12.05, 02:40
        Tez mialam "super meza" co nie pil, nie bil, pieniadze dawal, w domu pomagal,
        nie "puszczal sie" itd. A jednak dusilam sie okropnie i wtedy nie wiedzialam
        dlaczego - przeciez byl taki dobry... Zebralam sie w koncu na uczciwosc i
        odeszlam, wszyscy mnie wyzywali od tych co nie potrafia docenic, co nie wiedza
        czego chca, nawet moja mama wziela jego strone. Dopiero po jakims czasie
        zorientowalam sie o co mi tak na prawde chodzilo - byl cholernie zaborczy, w
        taki cichy, manipulacyjny sposob i nikt tego tak na prawde nie widzial, nawet
        ja. Cokolwiek ja chcialam bylo dziecinna fabanaberia, natomiast jego zyczena
        byly te dojrzale, przemyslane, glebokie. Dopiero kiedy odeszlam zorientowalam
        sie, ze nie mam zadnych przyjaciol (bo on nie lubil), nie umiem rozmawiac z
        ludzmi (bo on wolal zebym tylko z nim rozmawiala), nie wiem co sie na swiecie
        dzieje (bo on byl domator to ja tez musialam byc) i mam o sobie bardzo kiepska
        opinie.
        Kilka lat dochodzilam do siebie po tym, na oko perfekt wygladajacym,
        malzenstwie.
        Nigdy nie zalowalam tego, ze odeszlam (choc bylo straszliwie trudno, nawet moja
        mama wziela jego strone, ja bylam bez pracy, bez mieszkania, bez srodkow do
        zycia) i do zawsze bede opatrznosci dziekowac, ze nie mialam z nim dzieci.
        Nic nie dzieje sie bez przyczyny - jesli jest sie w malzenstwie samotnym,
        niespelnionym, nieszczesliwym - to jakies przyczyny ku temu sa.

        Teraz od 5 lat jestem z czlowiekiem, ktorego rzeczywiscie kocham i za ktorego
        jestem losowi wdzieczna kazdego dnia. Wiec nie byla to u mnie
        kwestia "nieumiejetnosci docenienia"...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka