mispolonia
13.02.06, 13:21
moje dziecko jest w szpitalu na zapalenie płuc. Leży z nami inny maluszek też
ma zapalenie płuc. Początkowo myślalam ze maluch jest malutki ale
dowiedzialam sie ze ma 8 mcy tyle ze byl wczesniakiem i urodzil sie ważąc 500
gr!. Nie to jednak jest ważne. Rodzice przychodzą do tego dziecka jak chcą,
nie zostają na noc, nie rozmawiają z nim, kiedy są to przewiną , nakarmią i
znikają. Pielęgniarki pozwalają maluchowi ryczej pół nocy. Podczas
tygodniowego pobytu mojego) jedna pieleniarka się zlitowała i umyła to
dziecko. Widac po nim ze mu potrzeba miłości, uczucia, dość się ju w swoim
życiu wycierpiało (od miesięcy hospitalizowany na rózne choroby). Zal mi
maluszka... Nie mi oceniać rodziców, może nie mają pieniędzy żeby zostawać na
noc wszpitalu, może mają inne obowiązki, ale jakoś nie mogę pogodzić się z
tym że maluch jest 23h na dobę sam. Z drugiej zaś strony kiedyś rodzice nie
mogli zostawać na noc w szpitalu, ciekawe jaka wtedy była opieka nad
dziećmi... le to jakie podejście mają pielęgniarki do tego dziecka też mnie
przeraza. Zachowują się jak urazone księżniczki, które chcą coś udowodnić
rodzicom. Tylko czy ktoś mysli w tym momencie o dziecku?? siedzę sobie tak i
myślę, gdyby nie to że mój już zdrowieje i nie chce go zarazić znów,
utuliłabym tego maluszka, skoro od najbliższych mu osób nie może tego
dostać...