no wściekłam się niemiłosiernie!!! mój i męża przyjaciel - jego dziewczyna
oraz moja szwagierka (meza siostra) ze swoim chlopakiem wszyscy sie znamy.jak
andrzejki - to do mnie i mimo ze mam teraz 10 miesieczne dziecko (wtedy mialo
ile 8?) chetnie zwalają sie nam na głowe i siedzą do 1 w nocy minimum. w
tamte andrzejki przegieli! mój mąż poszedł spać i nikogo to nie ruszyło -
dalej oglądali jakiś film a jak sie skończył to pierdoły byleby siedzieć (ja
wstaje dalej w nocy do dziecka bo budzi mi sie ok 2x na jedzenie) byłam miła
gościnna troche zła może no ale cieszyłam się że przyszli goście że widze
ludzi. pomyślałam "odeśpie jakoś". no i były walentynki. ze szwagierka
pomyslałyśmy że może spędzimy je razem (bo to rzadne w sumie świeto zeby
robić koło niego zamieszanie i szopki - kolacyjno- świecowe. no i tak
gadałyśmy no i jakoś wyszło że tamta para też by z nami chętnie spędziła
czas. nie byłam pocieszona bo zaczęłam się obawiać ego że skończy się na
oglądaniu jakiegoś filmu u mnie w domu i znowu wszystko bedzie na mojej
głowie.
postanowilismy ze pojdziemy do knajpy - nie można było robić rezerwacji więc
szwagierka z facetem mieli czekać i zająć stolik. dojechalismy do arkadii -
oni szwędali sie po sklepie ogladajac pierdoly - z planu nici. wypadlo ze
jedyne miejsce gdzie mozna isc to do nas oczywiscie bo gdzie? wszystko
pozajmowane. wqrzylam sie bo wiedzialam co mnie czeka ale nagelali bo tak
fajnie miło jest u nas. panienka kumpla tylko skomentowala zlośliwie ze nie
chcialam zeby to sie skonczyło kinem domowym (no miała do mnie pretensje ze
chwile wczesniej sie wpraszala!). spytalam jej czy nei ma lepszego pomysłu...
wylądowaliśmy u nas. skończyło się oczywiście tak jak sie tego spodziewalam,
ale tym razem to mój mąż poprosił towarzystwo o 2 w nocy zeby wyszło bo on
jutro do pracy musi iść.
kumpel dostał prace. zapraszał nas do klubu na sobote - postawi butelke -
oblejemy to że dostał prace. jak w piątek wrócił z pracy to moja szwagierka z
chlopakiem , jego panienka pozmieniali mu plany - ida do jego kumpla w piatek
no i poszli. nikt nam słowa nie powiedzial. jestem taka wqr*iona! jak nie ma
lokum to przyjaciele a jak cos organizuja to nikt słowa nie powie!!!!
do kumpla mam pretensje ze nei powiedzial ze w sb nic nie bedzie. ale
szwagierka to mnie wqrzyla

tu przyjaciolka najlepsza pod sloncem a tu taka
dupa. o panience kumpla juz nie wspomne - jak im sie nie ukladalo to
probowalam mu tlumaczyc ze to fajna laska zeby moze sprobowal. no i prosze
jaka fajna! sami przyjaciele qr****!
(spotykamy sie wszyscy co tydzien na bilard)