agacz2905
11.03.06, 19:54
Bardzo, bardzo mnie boli moja chora relacja z mamą. Nie mogę jej sama
zmienić, do tego jest potrzebna wola obu stron, a takowej brak. Mam 5-
letniego Szymka i 2,5-letnią Agatkę. Moja mama kontaktuje się z nami tylko po
to, by pytać o ukochanego wnuka (nigdy o wnuczkę). Nigdy nie jest to: cześć,
co słychać, czy
jesteście zdrowi...Tylko: Jak tam Szymuś? Jadł coś? Kaszle? Zdrowy? Jak się
czuje? Do tej pory prawie kazdej soboty jeździłam z mężem na basen (mamy
kupione karnety do końca maja), a dzieci podrzucaliśmy do mamy na czas
basenu. Prawie regułą stało się też, że szymek zostawał u babci na noc - bądź
z piątku na sobotę bądź z soboty na niedzielę. Od marca, w zw. z nagłym
zniknięciem niani moje dzieci poszły do żłobka i do przedszkola. szymek nic
nie je w przedszkolu, twierdząc, że wszystko jest paskudne (ten typ tak ma, w
ogóle niesłychanie mało jada i nic na to nie poradzimy). Od wtorku byłam
zmuszona iść na opiekę - mały bardzo kaszlał (nadal kaszle, choć bierze leki)
i serwujemy mu stosowne leki nebulizatorem (choruje na astmę oskrzelową).
Moja mama przyszła we wtorek niby mi pomóc przy szymku (ja też źle się
czułam, a od wczoraj rozchorowałam się na maxa i biore antybiotyk). Jednak w
praktyce mama wprowadza b.nerwową atmosferę, bez przerwy mnie opieprza, że
np. ubrałam szymkowi nie taką bluzę, nie takie spodnie, jak trzeba...Po co
nosi te ciężkie zimowe trepy Bartka, przecież ona mu kupiła świetne lekkie
trzewiki, gdzie one są... Właściwie mama odzywa się do mnie tylko w ten
sposób i tylko na takie tematy. Zarzuca mi, że krzywdzę Szymka, bo zapisałam
5-latka do przedszkola. Nalegała (czas przeszły, bo teraz się śmiertelnie
obraziła), żeby go wypisać i moi rodzice przyjeżdżaliby po niego co rano i
brali do swojego mieszkania. Moja mama jest nałogowa palaczką, bardzo dużo
pali i jej mieszkanie, mimo że niby czyste i wietrzone, jest przesiąknięte
tytoniem. Czuję to jako osoba niepaląca (u mamy bywam niezmiernie rzadko, bo
nie lubię przychodzić do rodziców), gdy mama podaje przez mojego męża jakieś
ciuszki dla moich dzieci, które wcześniej kupiła np. w ciucholandzie,
wyprała, wyprasowała...a one niby zdatne do założenia - cuchną papierosami.
Mój ojciec z kolei (jeśli już jest w domu, bo zazwyczaj go nie ma) pije
hektolitry piwa i niewiele przesadzając, czuć tym piwem. We wtorek wyszłyśmy
razem z przychodni (mama nie wiedzieć czemu miała czas, żeby czekać w godz.
kolejce do naszej lekarki, natomiast nie miała czasu, żeby zostać z Szymkiem
i żebym mogła iść do żłobka po przeziębioną Agatkę)i byłam na nią zła, bo
cały czas (po zapaleniu papierocha i kopceniu mojemu dziecku i mnie prosto w
twarze) nadawała mi teksty w stylu "Popatrz, jaką mu kurtkę ubrałaś - czego
mu kurtki ode mnie nie ubierzesz, lepiej by wyglądał?". No i odwieczny
problem mojego utykania, seria bolesnych dezaprobujących spojrzeń, no prawie
przepraszałam, że żyję, bo szłam koło matki, dla której jestem grubą
utykającą nieudaną córką, która nie umie ubrać syna i w ogóle pewnie nic nie
umie. W ten sam wtorek zadzwoniłam do niej i powiedziałam , że nie wypiszę
dziecka z przedszkola, że taki introwertyk tym bardziej powinien na swój
sposób uczestniczyć w jakichś grupowych zajęciach i oswajać bycie w grupie.
Poruszyłam też temat palenia, że nie jest super dla Szymka, gdy długo
przebywa w mieszkaniu babci. Wczoraj matka (znowu ja dzwoniłam) oświadczyła
mi, że nigdy już do nas nie przyjdzie, że nie będzie się kontaktować, bo moje
insynuacje śmiertelnie ją obraziły (tzn. stwierdzenie faktu, że pali
papierosy i że jest to szkodliwe dla dziecka z astmą alerg.) Poryczałam się,
zaczęłam jej wyrzucać, dlaczego nie może być między nami normalnie, itp. W
końcu odłożyłam słuchawkę, bo nie miałam siły rozmawiać. Sobie mam za złe
moje chore przywiązanie do matki i zależność od tego, co powie lub czego nie
powie. Nie jestem ideałem, ale mimo wszystko uważam, że moją największą wadą
jest oczekiwanie od mojej matki akceptacji dla mnie (mam 32 lata), a nie to,
że jestem niepełnosprawna czy z nadwagą. Dziś oczywiście zero kontaktu z
mamą, nie byliśmy na basenie (abstrahując od konfliktu z mamą, i tak jestem
chora i bym nie poszła, mąż nie chciał beze mnie...). Zdołowałam się,
zamierzam wytrwać w postanowieniu ucięcia kontaktu z rodzicami, choć jest mi
źle i boli mnie to bardzo.