Dodaj do ulubionych

Nie kochają mnie rodzice:-(

11.03.06, 19:54
Bardzo, bardzo mnie boli moja chora relacja z mamą. Nie mogę jej sama
zmienić, do tego jest potrzebna wola obu stron, a takowej brak. Mam 5-
letniego Szymka i 2,5-letnią Agatkę. Moja mama kontaktuje się z nami tylko po
to, by pytać o ukochanego wnuka (nigdy o wnuczkę). Nigdy nie jest to: cześć,
co słychać, czy
jesteście zdrowi...Tylko: Jak tam Szymuś? Jadł coś? Kaszle? Zdrowy? Jak się
czuje? Do tej pory prawie kazdej soboty jeździłam z mężem na basen (mamy
kupione karnety do końca maja), a dzieci podrzucaliśmy do mamy na czas
basenu. Prawie regułą stało się też, że szymek zostawał u babci na noc - bądź
z piątku na sobotę bądź z soboty na niedzielę. Od marca, w zw. z nagłym
zniknięciem niani moje dzieci poszły do żłobka i do przedszkola. szymek nic
nie je w przedszkolu, twierdząc, że wszystko jest paskudne (ten typ tak ma, w
ogóle niesłychanie mało jada i nic na to nie poradzimy). Od wtorku byłam
zmuszona iść na opiekę - mały bardzo kaszlał (nadal kaszle, choć bierze leki)
i serwujemy mu stosowne leki nebulizatorem (choruje na astmę oskrzelową).
Moja mama przyszła we wtorek niby mi pomóc przy szymku (ja też źle się
czułam, a od wczoraj rozchorowałam się na maxa i biore antybiotyk). Jednak w
praktyce mama wprowadza b.nerwową atmosferę, bez przerwy mnie opieprza, że
np. ubrałam szymkowi nie taką bluzę, nie takie spodnie, jak trzeba...Po co
nosi te ciężkie zimowe trepy Bartka, przecież ona mu kupiła świetne lekkie
trzewiki, gdzie one są... Właściwie mama odzywa się do mnie tylko w ten
sposób i tylko na takie tematy. Zarzuca mi, że krzywdzę Szymka, bo zapisałam
5-latka do przedszkola. Nalegała (czas przeszły, bo teraz się śmiertelnie
obraziła), żeby go wypisać i moi rodzice przyjeżdżaliby po niego co rano i
brali do swojego mieszkania. Moja mama jest nałogowa palaczką, bardzo dużo
pali i jej mieszkanie, mimo że niby czyste i wietrzone, jest przesiąknięte
tytoniem. Czuję to jako osoba niepaląca (u mamy bywam niezmiernie rzadko, bo
nie lubię przychodzić do rodziców), gdy mama podaje przez mojego męża jakieś
ciuszki dla moich dzieci, które wcześniej kupiła np. w ciucholandzie,
wyprała, wyprasowała...a one niby zdatne do założenia - cuchną papierosami.
Mój ojciec z kolei (jeśli już jest w domu, bo zazwyczaj go nie ma) pije
hektolitry piwa i niewiele przesadzając, czuć tym piwem. We wtorek wyszłyśmy
razem z przychodni (mama nie wiedzieć czemu miała czas, żeby czekać w godz.
kolejce do naszej lekarki, natomiast nie miała czasu, żeby zostać z Szymkiem
i żebym mogła iść do żłobka po przeziębioną Agatkę)i byłam na nią zła, bo
cały czas (po zapaleniu papierocha i kopceniu mojemu dziecku i mnie prosto w
twarze) nadawała mi teksty w stylu "Popatrz, jaką mu kurtkę ubrałaś - czego
mu kurtki ode mnie nie ubierzesz, lepiej by wyglądał?". No i odwieczny
problem mojego utykania, seria bolesnych dezaprobujących spojrzeń, no prawie
przepraszałam, że żyję, bo szłam koło matki, dla której jestem grubą
utykającą nieudaną córką, która nie umie ubrać syna i w ogóle pewnie nic nie
umie. W ten sam wtorek zadzwoniłam do niej i powiedziałam , że nie wypiszę
dziecka z przedszkola, że taki introwertyk tym bardziej powinien na swój
sposób uczestniczyć w jakichś grupowych zajęciach i oswajać bycie w grupie.
Poruszyłam też temat palenia, że nie jest super dla Szymka, gdy długo
przebywa w mieszkaniu babci. Wczoraj matka (znowu ja dzwoniłam) oświadczyła
mi, że nigdy już do nas nie przyjdzie, że nie będzie się kontaktować, bo moje
insynuacje śmiertelnie ją obraziły (tzn. stwierdzenie faktu, że pali
papierosy i że jest to szkodliwe dla dziecka z astmą alerg.) Poryczałam się,
zaczęłam jej wyrzucać, dlaczego nie może być między nami normalnie, itp. W
końcu odłożyłam słuchawkę, bo nie miałam siły rozmawiać. Sobie mam za złe
moje chore przywiązanie do matki i zależność od tego, co powie lub czego nie
powie. Nie jestem ideałem, ale mimo wszystko uważam, że moją największą wadą
jest oczekiwanie od mojej matki akceptacji dla mnie (mam 32 lata), a nie to,
że jestem niepełnosprawna czy z nadwagą. Dziś oczywiście zero kontaktu z
mamą, nie byliśmy na basenie (abstrahując od konfliktu z mamą, i tak jestem
chora i bym nie poszła, mąż nie chciał beze mnie...). Zdołowałam się,
zamierzam wytrwać w postanowieniu ucięcia kontaktu z rodzicami, choć jest mi
źle i boli mnie to bardzo.
Obserwuj wątek
    • llidkaa Re: Nie kochają mnie rodzice:-( 11.03.06, 20:26
      Witam! przykre to co piszesz, bo ja nie wyobrazam sobie takiego traktowania
      przez moją mame, ja od samego początku nie pozwalałam sobie ani mamie ani
      tesciowej wtrócac sie do mojego zycia, tym bardziej do wychowania dziecka,
      jestem osobą niepełnosprawną ale nie czuje sie z tym gorsza i nie pozwole sobie
      nikomu sie obrazac czy tez stosowac jakies uwagi co do mojej osoby i mysle ze
      powinnas powiedziec swojej mamie jasno i wyraznie ze krzywdzi cie tak sie
      traktując. Pomimo ze to twoja mama nie ma prawa tak cie traktowac.
    • czajkax2 Re: Nie kochają mnie rodzice:-( 11.03.06, 21:03
      To włąsnie jest smutne. Mimo ze jestesmy dorośłi,mamy udane zycie,to ciągle
      poszukujemy akceptacji rodziców. Przykre to co piszesz. Moze faktycznie
      zerwanie stosunków coś dadzą. Przepraszam ze to pisze,ale matka traktuje cie
      tak,bo jej na to pozwalasz. Moze własnie pora pokazac matce ze jestes
      dorosła,masz udane zycie i pora zeby to ona troszke sie dostosowała do was, a
      nie wy do niej. Powinnas twardo postawic pewne granice i konsekwentnie ich
      przestrzega. Wiem ze to nie jest łatwe,ale mysle ze dla dobra Swojej rodziny
      powinnas sie na to zdobyc. Twoje relacje z matką sa szalenie toksyczne.
      Dlaczego pozwalasz zeby ta kobieta sprawiała ze czujesz sie nic nie warta? Masz
      2 dzieci,męza który cie kocha. Czy nie uwazasz ze to duzo? Nie powinnas czuc
      sie tak jak twoja matka sprawia ze sie czujesz.
    • monika19782 Re: Nie kochają mnie rodzice:-( 11.03.06, 21:11
      Mam bardzo podobną sytuację i doskonale Cie rozumiem, jedno moge Ci poradzić,
      przepraszam za słowo ale olej to, rób dobrą mine do złej gry, udawaj że nie
      słyszysz przykrych komentarzy,czasem przytaknij, unikaj sytuacji które moga
      wywołać konflikt, oczywiście jeżeli zalezy ci na kontaktach z matką chociażby
      ze wzgledu na dzieci, najważniejsza jest Twoja rodzina czyli mąż i dzieci, oni
      sa Tobie najbliżsi i to dobre relacje z nimi sa najwazniejsze, pamietam Twój
      post też opisujący przykrą sytuację ale pamiętakj że ludzie im starsi tym
      trudniej ich zmienić i czasem sie dogadać. Też jestem nieudanym dzieckiem i po
      prostu przywykłam do mysli że mojej mamie nigdy nie dogodzę, wszyscy wokół są
      wspaniali, sąsiadki, kolezanki. Trzymaj sie cieplutko . Pozdrawiam Cię.
      • grzalka Re: Nie kochają mnie rodzice:-( 11.03.06, 22:01
        Przeczytałam i przykro mi bardzo. Trzymaj się i nie myśl o tym za duzo.
    • joanna666 Hej, Agacz! 11.03.06, 22:17
      Problem może leżeć teraz gdzie indziej. Nie jesteś grubą, nieudaną córką. Jesteś
      za to młodą kobietą, ukończyłaś prestiżowy kierunek, mąż Cię kocha, szanuje i
      nie pije hektolitrów piwa, jak Twój ojciec, masz dwójkę udanych dzieci i
      pracujesz, kupiłaś mieszkanie (chyba dobrze pamiętam? jesteś prawniczką,
      przeprowadziłaś sie niedawno)....
      Po prostu Twoja mama nie ma już własnego satysfakcjonującego życia i zamiast
      sobie znaleźć ciekawe zajęcia (choćby dorywczą pomoc przy wnukach czy
      przysłowiowe kółko różańcowe), to usiłuje Tobie popsuć szyki na całej linii.
      Mnie to wygląda na sabotowanie wszystkiego, co robisz.
      Myślę, że dobrze zrobisz, jeżeli tym razem to TY poczekasz na telefon od
      rodziców, a nie oni na Twój. W tym czasie musisz ułożyc sobie odpowiedzi na
      najczęściej padające zarzuty i powtarzające się sytuacje. Przećwicz je dobrze,
      powtarzaj w myśli. Nie możesz w nieskończoność zabiegać o miłość Twoich
      rodziców. Przecież Twoje dzieci kochasz bezwarunkowo. To, że Szymek ma astmę,
      jest na pewno dla Ciebie kłopotoem, ale czy z tego powodu kochasz go mniej????
      Pozdrawiam Cię serdecznie.
      A propos Twoich problemów z wagą, to kiedyś pisałam artykuł o odzieży dla osób
      puszystych. Prawdę mówiąc zazdrościłam klientkom mojej rozmówczyni, właścicielki
      sklepu, bardzo atrakcyjnej i miłej blondynki rozmiar 44-46 (założyła sklep
      dlatego, że sama miała trudności z kupnem ciuszków dla siebie). Wszystko
      doskonałe gatunkowo, bardzo wdzięczne i kobiece (od dżinsów do kreacji
      wieczorowych) i co najśmieszniejsze - bardzo niedrogie...
    • pade Re: Nie kochają mnie rodzice:-( 11.03.06, 22:25
      Agacz, Ty już kiedyś pisałaś, prawda? O tym, że Twoi rodzice nie chcieli
      wypuścić Twojego synka z domu itd.
      Czajka ma rację, traktują Cię tak jak na to pozwalasz.
      Zeby Cię szanowano musisz sama siebie szanować. Nic Ci nie pomoże nasze:
      współczuję, trzymaj się. Musisz się od nich uwolnić. Masz toksycznych rodziców
      i tyle. Przyjmij to do wiadomości.
      Spróbuj zyć bez pomocy matki, da się, gwarantuję. Gdy zaproponuje pomoc,
      powiedz dziękuję, poradzę sobie sama. Odetnij się przynajmniej na jakis czas, a
      potem jak juz ochłoniesz, odpoczniesz, krótko i zwięźle powiedz dlaczego nie
      chcesz kontaktów z nimi. Uwierz mi, po jakimś czasie będzie Ci łatwiej,
      najtrudniejszy pierwszy krok. Odetnij się, dla dobra swojego i dzieci.
      To, że Twój syn lubi babcię, niczego nie zmienia. Za jakis czas, już niedługo
      będzie Cię traktował tak jak ona. Więc im szybciej pokażesz, że trzeba szanować
      Twoją osobę, tym lepiej dla Ciebie.
      Życzę silnej woli i duuużo szacunku dla siebie.
    • giuliana Re: Nie kochają mnie rodzice:-( 11.03.06, 22:41
      Rzadko pisze,ale tu muszę.Żal mi Cię po prostu.Moja matka też jest z tych
      toksycznych i najlepszym rozwiązaniem jest o.d.c.i.ą.ć s.i.ę, bo szukanie
      akceptacji jest bez sensu.Ja do tego doszłam intuicyjnie,ale widzę,że są na to
      jakieś teorie.Żyj swoim życiem.
    • yenna_m Re: Nie kochają mnie rodzice:-( 11.03.06, 22:48
      agacz, obawiam sie, że ta izolacja na jakiś czas a potem próba spokojnego
      przedyskutowania tego, co Was uwiera byłaby najlepszym wyjściem
      • monika19782 Re: Nie kochają mnie rodzice:-( 12.03.06, 00:33
        Dodam cos jeszcze a propos izolacji. Moim zdaniem a wiem to z autopsji to nie
        jest jednak dobre rozwiązanie jeżeli chcesz zachować kontakt z matką. Kiedys
        tak zrobiłam, pomimo ze moja mama mieszka obok mnie nie kontaktowałysmy sie
        przez ponad miesiąc wynikiem czego było coraz wieksze poczucie winy u mnie i
        coraz wiekszy tryumf u mojej matki ponieważ ma okropna córkę która nie
        interesuje się matką w końcu ja przepraszałam chociaż tak naprawdę nie miałam
        za co a ona od tamtego czasu kompletnie zawładneła moim życiem.
        Robiłam to ze wzgledu na to iz bardzo zalezlo mi na tym żeby moje dzieci miały
        kochająca babcie. Placę za to ogromny koszt, wyzwiska, przykre uwagi ale uczą
        sie z tym żyć bo wiem że ona kochamoje dzieci i jest dla nich naprawdę
        wspaniała, szkoda tylko że tyle milości czułości a nigdy od niej nie zaznałam.
        I nie pozwól wpędzić sie w kompleksy, jestes napewno wspanialą mamą.
        • yenna_m Re: Nie kochają mnie rodzice:-( 12.03.06, 00:51
          pytanie, czy takie niszczenie nadal mozna nazywac kontaktem

          uwazam, że nalezy nakreslic granice wlasnej intymnosci i chronic WŁASNĄ
          rodzine, czyli siebie , meza i dzieci. Niestety, wydaje mi sie (ale moze nie
          mam racji), że takie odizolowanie się nie jest takie glupie. Pozwala
          odseparowac sie na jakis czas od problemu (chodzi mi o sepracje od zdaraajacych
          sie cigle sytuacji), wyciszenie, zebranie mysli, jakies ustawienie priorytetow
          i wyciagniecie wnioskow. A potem dopiero budowanie na nowo relacji na troche
          innych zasadach. Czyli po prostu - pozwala na spokojne przedyskutowanie tego,
          co boli.

          Powiem z wlasnego doswiadczenia, bo tez byloroznie miedzy moimi rodzicami a
          mna. Taka sepracja wbrew pozorom, choc niefajna, bolesna i bardzo przykra dla
          obu stron, jednak pomogla mi zbudowac relacje na troche innych zasadach.
          Dlatego, że teraz obie strony staraja sie nie wchodzic na grzaski grunt i jesli
          rozmowa ma szanse przerodzic sie w konflikt - zawsze jest przez jedna ze stron
          urywana (ale tez nie przeradza sie w konflikt - jedynie pada komunikat, że nie
          ma sie ochoty na ten temat rozmawiac). Czyli jednak nastapilo jakies
          wyciagniecie wnioskow z takich separacji (ale bylo ich kilka i troche trwaly) i
          nie ma dążenia do konfrontacji, a pojawia sie akceptacja faktu, że kazda ze
          stron ma inne zdanie, ktorego nie zamierza zmieniac, malo tego - druga strona
          nie ma zamiaru podwazac tej decyzji, choc (już bez wrzasku) wyraza poglad, ze
          jej sie nie podoba wink

          agacz, naprawde odseparowanie dobrze by Wam zrobilo. Chyba, ze jestescie
          zalezni od rodzicow i musicie korystac z ich pomocy. Wtedy jestescie w kropce i
          kurcze, w takiej sytuacji trza dume chowac do kieszeni, bo inaczej sama wiesz sad

          sciskam Was mocno
          • yenna_m Re: Nie kochają mnie rodzice:-( 12.03.06, 00:54
            > (chodzi mi o sepracje od zdaraajacych sie cigle sytuacji)

            przetlumaczę wink : "chodzi mi o separację od zdarzających się ciągle sytuacji) wink
      • dzemma Re: Nie kochają mnie rodzice:-( 13.03.06, 13:30
        Ja bym się nie izolowała, tylko zdystansowala! nie bierz tak do siebie tego
        wszystkiego co i jak mówi Twoja mama, wiesz doskonale co jest dla Twoich dzieci
        najlepsze i nie musisz do ich wychowania mieć aprobaty mamusi.Zaufaj sobie, a
        to co mija się z Twoim wyobrarzeniem o wychowaniu dzieci poprostu puszczaj mimo
        uszu i sie nie przejmuj dzioewczyno bo zwariujesz! A jeśli mama Ci narzuca
        cokolwiek to stanowczo protestuj! Nie pozwalaj sobie wchodzić na głowę! Jeśli
        będziesz konsekwentna po jakims czasie mama przyzwyczai się do nowej sytuacji i
        przestanie obrażać się na każdym kroku, może nawet sytuacja między wami się
        poprawi, może mama zauważy w Tobie konsekwentną i zdecydowaną kobietę bez
        kompleksów, pewną siebie i nabierze dystansu do siebie samej i szacunku do
        Ciebie, Pozdrawiam i powodzenia!
    • lolinka2 Re: Nie kochają mnie rodzice:-( 12.03.06, 08:51
      Podpisuję się pod tym, co napisała pade. Od siebie dodam tyle, ze odcięcie
      wprawdzie wywołuje... hm, dziwne wrażenie dla obu stron (i nie zawsze musi być
      to przykrość, czasem raczej zdziwienie) niemniej jest wysoce opłacalne. A czas
      bez kontaktu wykorzystaj na 1) poprawę samopoczucia; 2) załatwienie w
      najbliżyszym otoczeniu (mąż, dzieci) tego co TOBIE, nie matce, ewentualnie
      przeszkadza i 3) przetrenowanie asertywnych odpowiedzi na zaczepki i prowokacje,
      bo inaczej się tego nazwać nie da.
      I to prawda, że jak pozwalasz się traktować tak cię traktować będą. Może zdanie
      w stylu: 'Nie życzę sobie, żebyś mówiła do mnie w ten sposób' albo "To jest
      twoje zdanie. Ja mam własne i nie zamierzam póki co go zmieniać, to w końcu moje
      życie". Ja to wygłaszam w wersji hard "Twoje pięć minut jako matki skończyło się
      gdy ja stałam się pełnoletnia. Teraz jesteś tylko babcią." i na szczęście
      momenty kiedy w czasie wizyt u rodziców muszę je wygłaszać są coraz rzadsze...
      Poza tym, my też ograniczyliśmy kontakty do minimum.

      A co do palenia, też pojechałabym z grubej rury mówiąc, ze jeśli jej własna duma
      jest dla niej ważniejsza niż zdrowie i tak chorowitego wnuka, to taka wielka jej
      miłość.... do siebie samej.

      Pozdrawiam i życzę powodzenia smile)
      • falka32 Re: Nie kochają mnie rodzice:-( 12.03.06, 11:50
        Ja też uważam, że izolując siebie i dzieci od babci sporo zyskasz teraz i
        zapobiegniesz wielu kłopotom w pszyszłości.
        Z twojej wypowiedzi wynika, że babcia w zasadzie nie przyjmuje do wiadomości
        istnienia twojej córki. Szymuś i szymuś. Mają rację dziewczyny, które piszą, że
        niedługo może się okazać, że syn zacznie traktowac ciebie tak jak babcia. Dla
        dobra was wszystkich nie pozwól zrobić z niego panicza, wokół którego kręci się
        cały świat. Dla dobra twojej relacji z synem, jego relacji z siostrą, w końcu
        dla dobra siostry. Nie daj sobie wmówić, że możesz to wszystko poświęcić w imię
        dobrych relacji syna z babcią.
        Zorganizuj się sama, utnij kontakty, ogranicz je do czysto towarzyskich typu
        wspólny obiadek raz na miesiąc, weź się za dzieci i nie daj szansy babci się
        wtrącać. Nie udzielaj informacji, nie odpowiadaj na zaczepne i inwazyjne
        pytania, zdawkowo i ogólnikami. A najlepiej idzi na terapię smile
    • niania40 Re: Nie kochają mnie rodzice:-( 12.03.06, 13:10
      Czasem prawda jest okrutna i bardzo boli.
      Czlowiek czuje sie taki...porzucony i rozzalony.
      Ale przyjecie jej do siebie uwalnia od niespelnionych oczekiwan co do kogos i w
      zwiazku z tym uwalnia od rozczarowan.
      Ja tez mam podobny uklad z rodzicami i znam wiele osob, ktore maja podobnie.
      A pisze o tym nie po to ,zeby Cie pocieszyc tylko, zeby Ci uswiadomic, ze takich
      rodzicow jest baaardzo wielu.
      Ze wielokrotnie okazywalo sie, ze za fasada szczesliwej rodziny, ktorej tak
      zazdroscilam innym, kryje sie wiele dramatow.
      Ale niestety, tak to juz jest, bylo i bedzie.
      Choc moze dzieki ich(rodzicow) niewydolnosci emocjonalnej i uczuciowej jestem
      calkiem lubiana mamą i poki co mam przyzwoity kontakt z moimi dziecmi, co w
      przypadku nastolatkow poczytuje sobie za duze osiagniecie.Bo zrobilam wszystko
      co moglam, zeby nie byc taka jak oni.
      Pozdrawiam serdecznie.
    • niania40 Re: Nie kochają mnie rodzice:-( 12.03.06, 13:25
      Ja do mojej mamy pisalam listy, w ktorych pisalam jej co czuje, kiedy ona mowi i
      robi to czy tamto. Nie stawialam jej zadnych zrzutow tylko opisywalam swoje uczucia.
      Separacje tez byla.
      Bez ogrodek mowilam, ze "teraz czuje sie nic nie warta", "strasznie chce mi sie
      plakac jak o mnie tak mowisz", "jak sie pytasz w pierwszej kolejnosci o wnuki,
      to czuje sie jakbym dla ciebie nic nie znaczyla" .
      W pierwszej chwili mama protestowala, wysmiewala, podwazala ale ja twardo
      obstawalam przy swoim, ze wlasnie takie a nie inne uczucia wzbudza we mnie, ze
      mi smutno, przykro i czuje sie jak nikt. Prosilam- nie smiej sie z moich
      uczuc,bo mnie to rani i boli.No i po przeszlo roku konsekwentnych sygnalow jakos
      dotarlo.Mowilam jej wyraznie, ze choc mam 40 lat tez potrzebuje wiedziec, ze
      mnie kocha, ze oboje wnukow potrzebuje kochajacej babci a nie tylko jeden itp.
      Powoli ale jednak.
      Ale mowilam to bez ogrodek, tak jak napisalam i nie w formie pretensji.
      Z mama sie udalo, z ojczymem nie widzialam sie od 6 lat, a moj ojciec swoje
      wnuki widzial 1 raz jak konczyly podstawowke i to tylko na prosbe moich dzieci.

      • agacz2905 Re: Nie kochają mnie rodzice:-( 12.03.06, 14:12
        Ja też pisałam do matki listy - jak byłam nastolatką wyedukowaną na wakacyjnych
        obozach psychoterapeutycznych w Bieszczadach (bardzo dobrzy psychologowie -
        ówczesna kadra naukowa UMCS Lublin). Nie chciała tego czytać, raz zdaje się
        wyśmiała. W życiu bym już nic do niej nie napisała, uwierz. Z Waszych
        odpowiedzi na mój smutny post wynika, że problem toksycznych rodziców jest
        powszechniejszy, niż mogłoby się na tzw."oko" wydawać. Nie odezwę się pierwsza
        do żadnego z rodziców - tego mogą być oboje pewni, tak jak pewna jestem ja.
        Zresztą 30.03 br. wraca z Anglii mój młodszy brat i mama może nie będzie już
        miała takiego ciśnienia na opiekowanie się ukochanym Szymusiem, którego zastąpi
        nieco wyrośnięty, ale zawsze dzieciaczek, 25-letni Łukaszek. Boże broń mnie
        przed byciem wredną, upierdliwa, czepialską i toksyczną mamusią dla moich
        dzieci. Dzięki Wam Wszystkim, Dziewczyny. Pozdrawiam, choć mi nie do śmiechu.
        • falka32 Re: Nie kochają mnie rodzice:-( 12.03.06, 18:34
          Aga, z toksycznymi rodzicami jest tak, że z jednymi można i trzeba naprawić
          stosunki a z innymi się po prostu nie da. I nie jest to kwestia zastosowania
          odpowiedniej metody, typu listy, mediacje, psychoterapia. Potrzebne są tutaj
          dwie współpracujące osoby a nie jedna pełna dobrych chęci. Pewnych cech
          osobowości nie przeskoczysz.
          Część "toksycznych rodziców" to ludzie, którzy kochają swoje dzieci ale nie
          umieją im tego okazać, bo nikt ich tego nie nauczył. Mogą być w słabym kontakcie
          ze swoimi uczuciami, lękami, mogą przekazywać dziecku zupełnie co innego, niż
          jest ich intencją, ale mają ogólnie najlepsze chęci. Tu można wiele zdziałać,
          wiele naprawić, nawet po wielu latach krzywd.
          Ale dzieci posiadają także ludzie po prostu źli, o cechach psychopatycznych,
          którzy traktują innych instrumentalnie, na zimno manipulują i nie potrafią
          inaczej żyć, nie są zdolni do bliskich więzi, nawet z własną rodziną. Ich nie
          zmienisz rozmową, prośbą, łzami ani listem, ani wspólną qwizytą u terapeuty
          rodzinnego. Nie wiem, czy odnosi się to do twojej matki (mam nadzieję, że nie),
          ale w tej drugiej sytuacji można tylko ratować siebie od wpływu tej trucizny,
          poprzez odcięcie się, zerwanie kontaktu, zablokowanie możliwości zranienia.

          I choć to przykre, to lepiej jest w takiej sytuacji ratować siebiei swoją
          rodzinę niż pójśc na dno z całym okrętem, że tak powiem, w imię prób
          podtrzymywania "więzi rodzinnej", która nie istnieje.
          • agacz2905 Re: Nie kochają mnie rodzice:-( 12.03.06, 18:56
            Na pewno mój ojciec ma osobowość psychopatyczną, czemu właściwie dawał wyraz
            odkąd pamiętam. Każdego dnia. Ale rzecz jasna forum nie jest miejscem na
            wywlekanie aż tak osobistych zranień....Co do mojej matki - nie wiem,
            naprawdę... FAKTEM jest, że leczy się z powodu stwierdzonego zespołu
            depresyjnego i 2 tyg. temu przestała przyjmować leki. Zresztą.... kończyłam
            prawo, nie psychologięsmile. Pozdrawiam
            Agnieszka
          • niania40 Tak latwo 12.03.06, 19:22
            Falka napisala
            "(...)Ale dzieci posiadają także ludzie po prostu źli, o cechach psychopatycznych,
            którzy traktują innych instrumentalnie, na zimno manipulują i nie potrafią
            inaczej żyć, nie są zdolni do bliskich więzi, nawet z własną rodziną. Ich nie
            zmienisz rozmową, prośbą, łzami ani listem, ani wspólną qwizytą u terapeuty
            rodzinnego.(...)"

            Latwo napisac o kims, ze jest zly.
            Wszystko to, co napisalas o, jak to nazywasz "zlych" ludziach, mozna przypisac
            rowniez ludziom, ktorych nikt nie nauczyl kochac i szanowac innych ludzi, ktorzy
            sami nie byli kochani przez swoich rodzicow,ludzi z pokolenia wojennego, gdzie
            liczylo sie czesto przetrwanie za wszelka cene i swiat wartosci stanal na
            glowie. Czasem dobrze jest spojrzec na sprawe w szerszym kontekscie i starac
            sie zrozumiec mechanizm. Latwiej wtedy pozbyc sie pogardy i nienawisci do tych,
            ktorzy zamiast nas chronic - krzywdza.
            Gdyby to bylo takie proste, i ludzie dzielili sie na dobrych i zlych, jakze
            latwo by sie nam zylo.
            Dla mnie to bardzo naiwne podejscie i dalekie od rzeczywistosci. Ale jesli
            dzieki niemu jest Ci latwiej, nie bede sie upierac.
            • falka32 Re: Tak latwo 12.03.06, 19:33
              > Dla mnie to bardzo naiwne podejscie i dalekie od rzeczywistosci. Ale jesli
              > dzieki niemu jest Ci latwiej, nie bede sie upierac.

              Nie rozumiem tego ostatniego zdania, to do mnie? Ja nie piszę tutaj o sobie.

              Owszem, są tacy ludzie o których ty piszesz - oni są w tej pierwszej kategorii.
              Choć im czasem też nie da się pomóc, bo zwyczajnie tego nie chcą, nie czują
              potrzeby.
              Podważać istnienie drugiej kategorii oczywiście możesz - jeżeli jest ci dzięki
              temu łatwiej tongue_outPPP
              • niania40 Re: Tak latwo 12.03.06, 21:13
                Szkoda, ze dla Ciebie istnieja tylko 2 kategorie ludzi - dobrzy i zli.
                Swiat ludzkiej psychiki jest bardziej skomplikowany niz podzial na dobro i zlo.
                Ale to moje zdanie i nie zamierzam nikomu go narzucac.
                • falka32 Re: Tak latwo 12.03.06, 21:56
                  Nie ludzi. Toksycznych rodziców. I nie dobrzy i żli tylko psujący relacje z
                  dziećmi z dwóch różnych powodów.

                  Co do świata ludzkiej psychiki, to obawiam się, że stopień jego skomplikowania
                  jest mi znany dość dobrze, choćby z racji wykształcenia psychologicznego. I
                  używając terminu "cechy psychopatyczne" nie mam na myśli jedynie kogoś w rodzaju
                  Hannibala Lectera.
    • nata76 Re: Nie kochają mnie rodzice:-( 13.03.06, 14:55
      agacz, ja miąłm bardzo podobną sytuacje z moim ojcem. u nas jeszcze
      dochodziło,że oprócz wyładowywania się na mnie, lzył sobie z mojego męża,jaki
      to on taki i owaki....
      wzmianie mojego nastawienia do niego, pomogła mi separacja, tzn. niedzwonienie,
      nie widywanie, nie prosiłam jużmoich rodziców o bycie z dziećmi, poprosiłam
      sasiadkę, jak mama mi mowiała,ze ojciec cośma dla nas, dziękowąłm
      serdecznie,ale nie przujmowałam. nie wiem,ale za każdą odmową,za każdym dniem
      niekontaktowania sie było mi lepiej.wewnętrznie,że potrafię bez niego żyć,że
      sobie radzę sama,ze mam wlasne życie......mój ojciec też sie zmienił. nasze
      stosunki są takie, na jakie ja przystaję. oczywiście nie trwało to
      tydzień.........ale jest zdecydowanie lepiej!!!
      napisz na priva, jeśli chcesz,pozdrawiam,nata
    • agacz2905 Re: Nie kochają mnie rodzice:-( 14.03.06, 21:44
      Założyliśmy się z mężem, ile moja mama wytrzyma bez odzywania się do nas i bez
      kontaktu z wnukami. Ja szczerze obstawiałam trzy miesiące, mąż równie szczerze -
      dwa tygodnie. Tymczasem dziś, jak wracałam ze sklepu (kupiłam sobie szałowe
      zimowe bartki z sympateksem kolor: fuksjasmile) mama zadzwoniła na moją komórkę z
      pytaniem, czy przypadkiem do niej nie dzwoniłamsmile). Pytała rzecz jasna o
      Szymkasmile)) A ja jej na to, że Agatka jest chora (co jest zgodne z prawdą). W
      domu doszłam z mężem do wniosku, że moja komórka nie miała szans sama zadzwonić
      do mamy, która w spisie telefonów jest u mnie na "M", jak MAMA właśnie. Mam
      kiepską komórkę z b. czułą klawiaturą i już nieraz się zdarzyło, że np. telefon
      będąc u mnie w torbie jakby sam łączył się - ale z pozycją pierwszą spisu
      telefonów, tj. administracją osiedlasmile). Wykluczyliśmy więc możliwość, że
      (chociażby nieświadomie) dzwoniłam do mamy. Widzę, że nie może ona (mama, nie
      komórkasmile) wytrzymać rozłąki z SZYMUSIEM. Hehehehe - to taki niestety trochę
      gorzki mój śmiech. Pozdrawiam czytających.
      Agnieszka, mama Szymka i Agatki, córka toksycznyj mamy
      • pesteczka5 Re: Nie kochają mnie rodzice:-( 15.03.06, 01:56
        Nie raz zastanawiałam się, dlaczego jedne dzieci (dorosłesmile mają większe
        zapotrzebowanie na miłośc, której czują niedosyt - i będą się o nią ubijać do
        końca życia, ze szkodą dla siebie - a inne godzą się z tym, czego nie dostały i
        do widzenia, wkraczają w dorosłość. I przestają oczekiwać, że dostaną od
        rodziców (częściej matki) to, czego ona dać im nie może, bo nie ma, albo nie
        potrafi dać - i już...
        Najprościej byłoby powiedzieć - olej to, Aga. Żyj swoim życiem. Oczekuj miłości
        od męża, dowodów i troski od męża, pytań o zdrowie i samopoczucie - od męża,
        nie od matki. Ale domyślam się, że to się tak nie da.
        Myślę, że byłoby Ci dużo lżej w mniej zażyłych kontaktach. Bo tak, pozostajesz
        w ciągłej sieci zależności, oczekujesz akceptacji, myślisz, kiedy mama
        zadzwoni, jestes jednym słowem wciąż silnie zaangażowana. Jesteś niesamodzielna
        emocjonalnie, tkwisz w poczuciu żalu, ale i winy, potrzebujesz jakiegoś
        zadośćuczynienia, a jednocześnie rozgrzeszenia przez matkę z jakichś
        iluzorycznych win... a tymczasem dostajesz połajanki i negatywne oceny.
        Gdybym tak mogła podmienic Ci ten skrypt w głowie i wstawić - jestś w porządku,
        jesteś OK, masz rację, ufaj sobie, możesz ufac sobie, zasługujesz na aprobatę,
        dobre buty dziecku zakładasz, masz prawo założyc dziecku buty, jakie chcesz, to
        są dobre buty, to są Bartki, dbasz o dzieci, jestes dobrą matkąsmile) Nie tylko w
        kwestii butówsmile)
        Aga, ja Ci nie umiem pomóc, ale bardzo Ci życzę wszystkiego dobrego. Pamiętam
        twoje dawne posty. I pozdrawiam.
        • falka32 Re: Nie kochają mnie rodzice:-( 15.03.06, 15:01
          bardzo dobrze pesteczka prawisz, bardzo, bardzo
    • kaja2071 Re: Nie kochają mnie rodzice:-( 15.03.06, 12:06
      tego typu problemow nie znam z autopsji ( Bogu dziekuje) ale potrafie sobie
      wyobrazic co czujesz. Moja przyjaciolka jeszcze jakis czas temu przezywala
      podobne rozterki.Nie raz wyplakiwala mi sie w rekaw. Jej matka jest kobieta
      typu - nie podoba mi sie,wiec zmienie to siłą. Przyjaciolka o ktorej mowa ma
      budowe "gruszki". Znaczy sie - od pasa w góre wszystko cacy, natomiast w dół
      mało fajnie, baaardzo szerokie biodra, (nazywajmy rzeczy po imieniu) gruba pupa
      i nogisad Setki razy słyszała wytyki, jakies wstrętne wrecz aluzje. Kiedy
      urodzila dziecko doszla do tego jeszcze "oponka". Gdybyscie slyszaly co ta
      kobieta (matka) potrafila powiedziec swojej wlasnej corce np przy gosciach w
      trakcie jakiejs uroczystosci typu imieniny czy urodziny??!!!! Dziewczyna wpadla
      w takie kompleksy ze nie jestem nawet w stanie tego opisac. A poniewaz zalezało
      jej na jakichkolwiek relacjach z własna mama chociazby ze wzgledu na małe
      dziecko ktore bardzo babcie lubiło, meczyla sie tak bardzo długo.
      Az kiedys przelała sie czara - nawet nie wiem co szanowna pani strasza
      wymyslila, ale w mojej przyjaciolce az sie zagotowało. Moze poprostu wybuchlo
      to co zbieralo sie latami? Od tego momentu - na kazde "jezu,aska jaka ty masz
      gruba dupe!Zrob cos z tym bo wygladasz tak ze wstyd z toba po ulicy isc"
      odpowiadala z szyderczym usmiechem na ustach "JAK CI SIE NIE PODOBA TO NA MNIE
      NIE PATRZ!!" i temu podobne. I wiesz co? Poskutkowalo! Trwało to troche,ale
      kiedy w koncu jej matka zorientowala sie ze jej przytyki nie robia zadnego
      wrazenia na ich adresatce - przestała.No bo po co obrazac i strzepic jezyk,
      skoro nie przynosi to oczekiwanego efektu?
      Spróbuj, moze i u ciebie poskutkuje?
      Ja w kazdym razie zycze ci powodzenia, i duuuzo wiary w siebie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka