bianka2004
16.03.06, 17:17
Z dnia na dzien bardziej nienawidze moich tesciow. Gdy urodzilam moje
pierwsze dziecko przez dwa miesiace niewiedzieli jak ma ono na imie, po
prostu ich to nie obchodzilo, potem przyslali nam kartke na swieta, z
pozdrowieniami dla dziecka o zupelnie innym imieniu niz bylo w rzeczywistosci
(ewentualne imie ktore wspomnielismy gdy bylam w piatym miesiacu ciazy).
Przez ostatni rok bardzo duzo im pomagalismy, nie mieszkamy wPolsce i ze
wzgledu na ich niezbyt ciekawa sytuacje materialana na nasze nieszczescie
sciagnelismy ich tutaj. Maz wypelnial ich wszystkie dokumenty, latal po
urzedach, zalatwial prace itd...dopoki mial pelne rece roboty z ich sprawami,
bylo jako tako, nawet kilka razy zostali z naszym dzieckiem na kilka godzin,
ale gdy juz wszystko pozalatwial i poprosil ich o mala przysluge (dokladnie o
to aby zameldowali go w mieszkaniu w Polsce)- "obrazili" sie na nas, maz
kilka razy dzwonil, ale juz przestal, nie interesuje ich jak sie czujemy, jak
czuje sie ich wnuczka. Ja jestem ponownie w ciazy (5 miesiac), ale nie mam
zamiaru ich o tym informowac. Mam ochote zrobic im jakas przykrosc, na taka
sama skale jaka oni robia nie tyle mnie ile mojemu mezowi i mojej corce. Nie
potrafie zrozumiec takiego postepowania, moja mama jest zupelnie inna, wiem
ze zrobilaby dla nas wszystko. Jak mozna tak traktowac swojego syna, jakby
sroce spod ogona wypadl??? Ggy o nich mysle jest mi poprostu niedobrze. Moj
maz choc stara sie tego nie pokazywac, bardzo to przezywa, denerwuje sie boli
go glowa i chodzi zestresowany. Wiem ze jest mu tez troche wstyd za rodziow.
Rozmowy z nimi nie pomagaja. Dwukrotnie dawalismy im do zrozumienia ze sa co
najmniej dziwni, pierwszy raz po wyzej wspomnianych swietach, a drugi raz gdy
tesc na chrzciny swojej pierwszej wnuczki przyszedl w jeansach i swetrze (w
tych samych w ktorych pracuje i uzywa na co dzien), nie przyniosl jej nawet
zlamanego kwiatka wyrwanego z ogrodka, kartki, po prostu nic, przyszedl
odstal swoje w kosciele, zjadl i poszedl- uwazajac to za jak najbardziej
normalne. NBIe chodzi mi o dobra materialne, ale o sam fakt, mogl jej upiec
torta obojetnie, "narysowac laurke". Dla porownania, moja mama przyjechala z
Polski, przywiozla wnuczce dosyc droga pamiatke, przyciagnela ze soba
najlepsze ubranie, i stala dwa dni w kuchni aby te chrzciny byly udane. Jak
to pisze to lzy cisna mi sie do oczu. Co ja powiem za kilka lat mojemu
dziecku o jej dziadkach mieszkajach 20 min autobusem od nas...Mysle tez o
zemscie. Chcialbym im pokazac ze nie jestesmy kozlami ofiarnymi ktore mozna
wykorzystac i olac. Mysle ze gdybym ja choc raz zrobila im jakas przykrosc
zrobiloby mi sie lepiej. Jak im przemowic do rozsadku. Wierze ze wiele z was
ma podobne doswiadczenia, mam nadzieje ze chociaz niektore zakonczyly sie
happy endem. Prosze podzielcie sie ze mna. Pozdrawiam.