Wczoraj mój Mąż ubiera córe na spacer.
On: Co mam jej założyć ?
Ja: Rajstopki, ale najpierw zmień pieluchę.
On(po zmianie pieluchy): A bodziaka też mam zmieniać ?
Ja: A po co ?
On: Bo jest przesikany.
Ja: ????!!!!
Załamałam się. Niby wykształcony, a pyta o takie oczywiste rzeczy: co mam
zjeść, w co się ubrać, ile dać robotnikowi (chociaż ustalone wcześniej). Mam
wrażenie, że on by bez kobiety zginął marnie. A dziecko chodziło by ufajdane
po pachy.