Dodaj do ulubionych

Niewierzące dzieci wśród rówieśników

30.04.06, 20:48
Nie ochrzciłam swojego dziecka, ponieważ jesteśmy ateistami (sama też jestem
nieochrzczona). Za moich czasów jednak religia była w kościele, a osiedle
olbrzymie, więc nawet nie było wiadomo, kto chodzi do jakiej parafii i czy w
ogóle - na religię. Dziś wszystko odbywa się, że tak powiem "na widoku" czyli
w szkole. W związku z tym mam pytanie - czy któraś z was ma swoje niewierzące
dziecko w wieku szkolnym i może mi odpowiedziec, jak to teraz wyglada w
praktyce - czy takie dzieci rzeczywiście są dyskryminowane przez rówieśników
i jak wygląda kwestia tej nieszczęsnej etyki w szkole - jest czy jej nie ma ?
Obserwuj wątek
    • sutra Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 30.04.06, 21:32
      Moje dziecko jest w pierwszej klasie, nie chodzi na religię i nikt go z tego
      powodu nie dyskryminuje ani w ogóle nie komentuje tego faktu. Etyki zamiast
      religii nie ma, za to jest wyjście do biblioteki, gdzie może sobie cos
      poprzeglądać albo pograć na komputerze. Nie muszę dodawać, ze jest tym
      zachwycony, zwłaszcza możliwością grania kiedy nie ma żadnych innych dzieci
      konkurujących o komputer. W niektórych szkołach etyka podobno jest.
      • shady27 Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 30.04.06, 22:23
        i tak naprawde nie wiadomo co gorsze...religia czy etyka...ja w szkole mialam etyke ale szybko sie z nia pozegnalam...dla mnie jakies farmazony bezsensowne....
        moj synek tez mam nadzieje nie bedzie mial problemow w szkole, bo go na to przygotuje smile
      • wobbler Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 01.05.06, 08:10
        Nie ma jak to zabic pare osob na ekranie,zamiast marnowac czas na jakiegos
        nudziarza,ktory kiedys umarl za mnie na krzyzu.
        • aprilia33 Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 01.05.06, 10:37
          Ta,a wiadomo to czy umarł,czy nie?A może to Budda miał rację,a może Mahomet?A
          może niewierzący? Nie lepiej to plackiem w kościele leżeć niż tracić czas na
          forum? Jasne,wszystkie gierki polegają na zabijaniu,innych nie ma,zwłaszcza w
          szkolnej bibliotece.
          Swoim postem wzbudzasz jednynie niechęć niewierzących do religii,bo niby nic a
          jadzik się sączy-jakie to typowe!
          Moje dziecko jest nieochrzczone i jednak boję się "tolerancji" w szkole.Widać
          ją nawet na tym forum.Szkoda gadać.
        • halszkabronstein Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 01.05.06, 10:56
          Troche dosadnie to ujełaś ale pewnie dla ogromnej grupy dzieci w wieku szkolnym
          i nawet licealnym z grubsza miałabyś ogromną racje wink.
          Nie wiem tylko czemu zakładasz , że jej syn akurat zabija kogoś na ekranie .
          Gry są różne naprawde i założe się , że większość z wypowiadających się o nich
          ludzi nie ma o tym bladego pojęcia . Są np gry o wymiarze edukacyjnym , nawet
          strzelanki o których wspomniałaś np call of duty pokazuję i odtwarza realia II
          wojny światowej , można dowiedzieć się wielu faktów o historii o broni , o tym
          jak było się traktowanym w wojsku ,o kampaniach (...) itd . Jeśli komuś
          podobają się filmy typu wróg u bram to naprawde fabuła jest podobna tyle , że
          czynnie bierzesz udział wink. Akurat młodszy brat mojego ukochanego bardzo lubi
          historie dzieki takim grom i nie raz zna sporo szczegółów których w książkach
          nie ma. Wiadomo jednak , że dzieci są ciekawe a nauka przez zabawe jest
          świetna . Polecam także dorosłym wink.

          To prawda , że są i gry bezwartościowe , ale to dotyczy wszystkiego co nas
          ogólnie otacza na świecie . W związku z powyższym ja wole by moje dziecko w
          ramach rozrywki sobie w coś pograło (nawet jeśli byłaby to zwykła denna
          strzelanka wyrabiająca celność i refleks ) przez tą godzine niż traciło czas na
          religie ......
        • marysia_p Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 01.05.06, 11:03
          Poluzuj berecik...
        • sutra Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 01.05.06, 13:03
          wobbler napisała:

          > Nie ma jak to zabic pare osob na ekranie,zamiast marnowac czas na jakiegos
          > nudziarza,ktory kiedys umarl za mnie na krzyzu.

          Nie umarł, a nawet jak umarł to nie za mnie, nie był Bogiem, nie ma powodu,
          żeby poświęcać temu więcej uwagi niz innym świętym osobom, które kiedyś
          poumierały. I odchrzań sie uprzejmie od tego, w co wierzymy albo nie.
    • lola211 Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 30.04.06, 23:27
      Dyskryminacji nie ma, etyki brak.
      • halszkabronstein Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 01.05.06, 11:01
        Teoretycznie brak etyki jest pewna formą dyskryminacji - jest niezauważaniem ,
        że w szkołach mogą być też dzieci nie wierzące i dać im alternatywe . Zawsze
        tak jest , że gdy alternatywy brak to więcej "biednych duszyczek" tongue_out się na
        religie zabłąka bo przyjmuje odgórnie do wiadomości ,że to norma a nie ich
        wybór. Ponadto na religie człowiek powinien się wpisywać deklarując swoje
        poglądy ( nawet bardzo młody człowiek ) a nie być automatycznie zapisywanym i
        kombinować jak się z tego wypisać , no litości !! To przypomina marksizm
        leninizm na który trzeba chodzic i już !! wink.

        Jeśli w szkole nie ma etyki to powinna ona być 1 albo ostatnią lekcją by uczeń
        w ogóle nie musiał w szkole czasu marnować .
        • lola211 Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 01.05.06, 11:26
          Racja.Piszac, ze dyskryminacji brak mialam na mysli stosunek rowniesnikow do
          dzieci nieuczeszczajacych na religie.Jestem bardzo niezadowolona, ze etyki nie
          ma i córka 2 godz. w tygodniu spedza w swietlicy, bo oczywiscie religia jest w
          srodku zajec.Na szczescie nie sama, jak bylo w zerówce, tylko z kolega, ktory
          jest innego wyznania niz katolickie.
    • a.g.n.e.s1 Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 01.05.06, 00:03
      pracuję w małej szkole i etyki nie ma. Plan tak ułożony, że dzieci nie
      uczęszczające na religię idą do domu (religia ostatnia). Ale pracowałam też w
      dużej szkole )1300 dzieci) i etyki też nie było
      • sutra A propos etyki w szkołach... 01.05.06, 13:09
        Była ostatnio w gazecie bardzo ciekawa wypowiedź etyka, Jana Hartmana, pod
        którą się (prawie w pełni) podpisuję:

        Etyczny obowiązek?
        Jan Hartman* 27-04-2006 , ostatnia aktualizacja 25-04-2006 19:48

        Etyka powinna być nauczana w szkołach. Ale nie jako oddzielny przedmiot - jak
        chce MEN - lecz w ramach lekcji filozofii - pisze prof. Jan Hartman

        Od lat polskie środowisko filozoficzne ubiega się bezskutecznie, by przywrócono
        w Polsce nauczanie filozofii w szkołach. Czego nie udało się osiągnąć
        profesorom, bez trudu, i to z nawiązką, osiągnęli biskupi. Filozofia ma być
        wykładana nie tylko w liceum, nie w wymiarze jednej godziny tygodniowo przez
        jeden rok, nie w formie zajęć fakultatywnych, a więc nie tak jak chcieli
        filozofowie, lecz bodaj w takim wymiarze jak religia, czyli przez cały okres
        trwania szkoły, nawet przed dwie godziny tygodniowo, obowiązkowo, jakkolwiek
        wyłącznie dla uczniów, którzy nie chodzą na religię. Jednak nie cała filozofia,
        a tylko jeden jej dział - etyka.

        Otóż z całym szacunkiem dla ministra edukacji - nasze silne skądinąd środowisko
        nie jest w stanie podołać temu wyzwaniu. Absolwenci filozofii mogą uczyć
        filozofii, a w ramach tego przedmiotu także etyki, ale z pewnością nie samej
        etyki i nie w takim wymiarze. I raczej nie siedmioletnie dzieci. Przeciętnie
        student filozofii odbywa jeden lub dwa cykle zajęć z etyki w ciągu całych
        studiów. Miałżeby jej nauczać w szerszym zakresie niż jego samego na studiach
        uczono? Sam jestem etykiem (a etyków jest w naszym kraju zaledwie garstka,
        pewnie około stu) i doprawdy miałbym kłopot z wykładaniem tego przedmiotu przez
        całe lata i to w oderwaniu od naturalnego kontekstu nauczania etyki, jakim jest
        historia filozofii i filozofia człowieka.

        A może jestem naiwny? Może tu wcale nie chodzi o nauczanie etyki, ale o rodzaj
        lekcji wychowawczych umoralniających, i to w duchu jednej orientacji ideowej,
        bliskiej rządowi? W takim razie konstytucyjny wymóg światopoglądowej
        neutralności państwa i świeckiego charakteru szkoły zostałby brutalnie
        pogwałcony. Zwłaszcza gdyby pod jakimś pretekstem (np. wykładu z etyki w
        seminariach duchownych) lekcje etyki prowadzili nie absolwenci studiów
        filozoficznych, lecz księża, a lekcje te służyły przekonywaniu uczniów do
        jednej tradycji myśli etycznej, a mianowicie do etyki katolickiej.

        Jeśli władzom przyświecają jednak dobre intencje, niechaj okażą je, zapewniając
        społeczeństwo, iż żadnej indoktrynacji nie będzie, a lekcje etyki będą
        rzetelnymi lekcjami filozofii. Wówczas jednak powinny łatwo dojść do wniosku,
        że chcąc uczyć etyki, należy najpierw przeprowadzić odpowiedni program nauki
        filozofii w ogóle. Bardzo bym był temu rad. Nie bardzo sobie jednak wyobrażam,
        w jaki sposób te lekcje miałyby być zorganizowane, skoro w każdej klasie jest
        zaledwie kilku uczniów niechodzących na religię. Czy nauczyciel filozofii
        będzie prowadził lekcje dla trzech osób? I dlaczego właściwie lekcji filozofii
        i etyki mieliby być pozbawieni uczniowie chodzący na religię?

        Przy okazji chciałbym odnieść się jeszcze do sprawy egzaminu maturalnego z
        religii. Otóż sam zwrot "egzamin z religii" ma sens wyłącznie retoryczny.
        Słowo "egzamin" odnosi się do procedury sprawdzającej wiedzę lub umiejętności,
        a religia nie jest ani jednym, ani drugim. Egzamin może być z teologii, z
        religii zaś tylko w sensie metaforycznym, tak jak metaforycznie można mówić
        o "egzaminie z miłości". Żeby jednak prowadzić egzaminy z teologii, trzeba by
        jej nauczać. Tymczasem tak się nie dzieje. Lekcje religii w liceum nie dają
        uczniom żadnej wiedzy o dogmatyce katolickiej, nie mówiąc już o elementach
        teologii katolickiej. Przekonuję się o tym każdego roku od nowa, gdy wykładam
        studentom elementy myśli katolickiej. Wszystko to jest dla nich całkowicie
        nowe, a imię Tomasza z Akwinu słyszą zwykle pierwszy raz w życiu właśnie ode
        mnie. Ich przekonania religijne są zaś najbliższe pelagianizmowi.

        Ponawiam apel do władz: wprowadźcie nauczanie filozofii do szkół. Filozofia to
        dzieje mądrości, to dzieje najważniejszych pytań. Bez filozofii nie ma
        wykształcenia w ogóle, bo "filozofia" to nazwa, jaką Europa nadała samym
        podstawom wykształcenia. Od filozofii wykształcenie się zaczyna i do niej, na
        najwyższym już poziomie, powraca. A przecież to dla wykształcenia i mądrości
        jest szkoła. Jej nazwa - "liceum" - miała być pomnikiem wystawionym
        największemu filozofowi starożytnej Grecji Arystotelesowi. Taką nazwę bowiem
        nosiła założona przez niego w Atenach uczelnia. Studenci Uniwersytetu
        Jagiellońskiego, absolwenci liceów, nie wiedzą o tym. Nie wiedzą, bo szkoła, do
        której chodzili, sama zapomniała swego imienia. Zapomniała o Arystotelesie, na
        którego cześć ją nazwano, i zapomniała o filozofii. Komentarz jest tu chyba
        zbędny.

        Częścią tradycji intelektualnej, dziejów myślenia, czyli filozofii właśnie,
        jest refleksja nad naturą i treścią obowiązków moralnych, a więc etyka. Jest to
        fascynująca i pełna powagi dziedzina wiedzy, ożywiona wielkimi sporami, które
        nigdy nie wygasną - dziedzina, w której nic nie jest proste. Nauczajmy jej, ale
        kompetentnie i nie w separacji od nauki dziejów ludzkiej mądrości, nauki
        filozofii. Inaczej lekcje etyki zamienią się w luźne dyskusje lub dogmatyczne
        kazania. I uczyńmy wreszcie polską szkołę średnią godną noszonej przez nią
        dumnej nazwy "liceum".
        • triss_merigold6 Re: A propos etyki w szkołach... 01.05.06, 15:21
          Cóż, pan ma rację ale to idealista.wink
          • sutra Re: A propos etyki w szkołach... 01.05.06, 15:42
            To tylko pokazuje, jakim picem na wodę od początku była etyka w
            szkołach. "Etyka" brzmi ładnie, ale ciekawa jestem, czy ktokolwiek zapytał
            etyków, czy jest wykładalna przez 12 lat. Inna sprawa, że jest bardzo fajny
            program etyki dla dzieci i filozofii dla dzieci opracowany przez Marka Lipmana
            (więcej informacji tu, który
            polega na omawianiu problemów etycznych i filozoficznych na podstawie
            codziennej sytuacji, tylko tego raczej nie da sie zrobić przy uczestniczącym
            jednym dziecku. Poza tym, jak mówił Hartman, nie ma powodu, zeby pozostałe
            dzieci były go pozbawione, tym bardziej że program jest naprawdę świetny. Ale
            do tego trzeba by wyszkolić nauczycieli, zapewnić materiały...
            • lola211 Re: A propos etyki w szkołach... 01.05.06, 15:50
              > To tylko pokazuje, jakim picem na wodę od początku była etyka w
              > szkołach

              Co do tego to chyba nikt nie mial watpliwoscismile, mydlenie oczu i tyle.
              W szkolach jest nie tylko religia, ale organizuje sie jaselka, uczy koled na
              lekcjach, dziecko nie ma mozliwosci calkowicie uniknac zetkniecia sie z
              katolicyzmem.
              • egoya Re: A propos etyki w szkołach... 01.05.06, 16:15
                tak jak i przebywania z wierzącymi w inną religię/sektę?bądź niewierzącymi. O ile niewierzacy nie wchodzą na temat religii, o tyle np. wyznawcy Jehowy aż nadto. Wkurza mnie to, że potrafią włazić z buciorami do czyjegoś domu, (więc lepiej z nimi nie rozmawiać, bo nie dadzą spokoju), to najbardziej cierpia na tym dzieci. Znam osobiscie dójkę dzieci niewiele starszą od mojego 5 latka i wmawiają mu że jak nie przepisze się do świadków Jehowy, to do piekła pójdzie, albo umrze szybko. No ludzie, ja ucze tolerancji moje dzieci, ale jak słyszę coś takiego od dziewczynki która ma lat 6 to mnie nosi. I nie dziwię się że moje dziecko stara się jej unikać, bo z tą małą romowa jest tylko na jeden temat-religi (nieważne czy jej czy jego, zawsze to jakaś religia, acz Jehowcy to sekta)
                • lola211 Re: A propos etyki w szkołach... 01.05.06, 16:30
                  Czym innym jest kontakt z wierzacymi, jaka by wiare nie wyznawali, czym innym
                  szkolny program.Poki co w szkolach obecna jest tylko wiara katolicka, odgórnie
                  wprowadzona.
                • agn Re: A propos etyki w szkołach... 01.05.06, 21:03
                  Tak z ciekawości - jaka jest wg Ciebie różnica między religią a sektą?
                  • sutra Re: A propos etyki w szkołach... 02.05.06, 00:18
                    Liczebna?
              • wobbler Re: A propos etyki w szkołach... 01.05.06, 19:09
                Czy katolicyzm to jakas smiertelna choroba zakazna,ze trzeba go tak bardzo
                unikac?Ksiadz wywalil Cie z kosciola,czy co,ze jestes taka radykalna?
                • aprilia33 Re: A propos etyki w szkołach... 01.05.06, 20:38
                  Przed takimi katolikami jak Ty-chroń nas panie Boże...
                • lola211 Re: A propos etyki w szkołach... 01.05.06, 22:00
                  SZkola powinna byc calkowicie swiecka, na religie jest miejsce w kosciolach i
                  koscielnych instytucjach.Tylko o to mi chodzi.
                  • natiania Re: A propos etyki w szkołach... 03.05.06, 08:55
                    zgadzam się z tobą, jestem kaoliczką ale szkoła według mnie powinna być jak
                    najbardziej świecka a lekcje religii odbywać się w kościele lub przeznaczonych
                    do tego salkach, tak samo jest rownież z rekolekcjami, a filozofia jako
                    przedmiot w szkole jak najbardziej TAK, to taka piękna nauka.
                  • zuzanna56 Re: A propos etyki w szkołach... 04.05.06, 14:17
                    I tu się z tobą zgodzę chociaż jestem osobą wierząca i regularnie chodzącą do
                    kościoła.
                    Wolałabym żeby religia nie była przedmiotem szkolnym i żeby chodziły na nią
                    dzieci które tego chcą.
                • sutra Re: A propos etyki w szkołach... 02.05.06, 00:19
                  wobbler napisała:

                  > Czy katolicyzm to jakas smiertelna choroba zakazna,ze trzeba go tak bardzo
                  > unikac?

                  Nie ma powodu ani żeby go unikać, ani żeby się z nim kontaktować nie z własnej
                  woli.
    • aqua696 Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 01.05.06, 16:41
      zalezy najwiecej od katechety ksiadz
      moj mlody kiedys wrocil ppochmurny przed bozym narodzeniem bo okazolao sie z
      edzieci przezywaja go diabel
      pani katechetka-siostra zakonnar miala powiedzec ze nieochrzczone dzieci to
      diably
      sa jaselka koledy wigilia wiec religia na codzien krzyze w salach itp wyjscia
      do kosciola dni wolne jak sa rekolekcje
      rozpoczecie roku szkolnego msza
      etyki niema i jesli kiedykolwiek bedzie obowiazkowo wprowadzona mam nadzieje ze
      niebeda jej uczyc osoby po KULu czy innych katolickich uczelniach bo bedzie to
      tylko pranie mozgu
      a odp w stylu stzelanek i umierania na krzyzu zachowaj dla siebie to wlasnie
      jest brak tolerancji w najgorszym wydanie-moherowych beretow
      • sutra Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 02.05.06, 00:22
        aqua696 napisała:

        > pani katechetka-siostra zakonnar miala powiedzec ze nieochrzczone dzieci to
        > diably

        To się kwalifikuje do natychmiastowego złożenia skargi na ręce dyrektora
        szkoły, zwierzchnika tej pani oraz do kuratorium. Ewentualnie można tez o
        sprawie powiadomić lokalną prasę. W takich przypadkach nie jesteśmy bezsilni.

        > sa jaselka koledy wigilia wiec religia na codzien krzyze w salach itp wyjscia
        > do kosciola dni wolne jak sa rekolekcje

        To mnie drazni najbardziej. Nie rozumiem, czemu moje dziecko ma tracić lekcje w
        szkole tylko dlatego, że inne dzieci uprawiają w tym czasie praktyki religijne.
    • vharia Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 01.05.06, 18:47
      Do klasy mojej córki chodzi kilkoro (troje chyba) dzieci Świadków Jehowy.
      Zrozumiałe, że nie chodzą na religię i rzuca się to w oczy. NIKT ich nie
      dyskryminuje ani nawet krzywo się nie popatrzy. Ale to z pewnościa kwestia
      dojrzałosci i kultury rodziców pozostałych uczniów. Religię spędzaja w swietlicy
      albo w ogóle w domu, bo zwykle plan jest tak układany, aby religia była ostatnia
      lub pierwsza. Inne wyznanie, to nie niewierzący, ale myślę, ze byłoby tak samo.
    • aqua696 Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 01.05.06, 21:22
      w konstutucji jest zapis o wyborze wiary i nikt niema prawa nic narzucac nikt...
      nawet katolicy swojej wiary a wieszanie krzyzy nauka religi i jaselaka koledy
      sa wlasnie narzucaniem
      jak i wycieczki jehowych
      • procesor Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 01.05.06, 22:25
        czy niewierzacy chca czy nie -
        zyjemy w kregu kultury chrzescijanskiej

        nie krzyczcie od razu na mnie smile
        mnie jest naprawde wszystko jedno czy kolezanka mojej córki chodzi do koscioła
        czy nie - tak jak i na religie
        mojej córce - tez

        nie wrzucajcie wszytskich chrzescijan/katolików do jednego wora

        ludzie bywaja dobrzy i zli, dobrze wychowani i chamscy - niezaleznie od wyznania
        czy wiary-niewiary

        jakos nie widze żeby ateiści masowo żądali by pozwolic im pracowac w dni wolne
        od pracy z okazji świąt CHRZEŚCIJAŃSKICH a nie tylko katolickich
        choinka na ogół we wszystkich domach (no, nie wiem jak u świadków Jehowy..) czas
        prezentów
        wielkanocne jajka też pewnie w wielu..

        podcinanie korzeni - a tym jest niezaleznie od tego czy to dobrze czy źle -
        kultury chrzescijańskiej, nie jest rozsądne
        warto wiedziec, poznać, na jakim gruncie wyrosła literatura i sztuka w Europie
        chyba że np. ocenzurowac Pana Taduesza dla radykalnych ateistów.. ;P
        i zamknąć oczy na piękno malarstwa czy rzeźby o ile "skażona" jest ona duchem
        chrzescijaństwa..

        w kraju gdzie tak wielu jest jedynie ochrzczonych
        katolikami tylko z przyzwyczajenia, dla świetego spokoju, z lenistwa - bo żeby
        się "wypisać" trzeba wykazać jakąs aktywność umysłową
        dziwi mnie że tak wielu ma watpliwości czy dziecko będzie szykanowane w szkole

        popatrzcie na fora
        i pomyslcie ilu rodziców w klasie waszego dziecka myśłi podobnie do tu piszacych?
        ja już wole tych co uczciwie postawili sprawe smile
        i nie chrzcza dzieci i nie posyłają do Komunii dla świętego spokoju!
        to im nalezy sie szacunek za to że są UCZCIWI

        ale też oczekuje od ateistów szacunku do tego w co ja wierze..
        • babka71 AMEN...)))) 01.05.06, 22:51
          nie zauważyłam postów ponad 1000 pod tytułem:
          ochrzciłam dziecko, mam normalną rodzinę, zgadzam się , żeby dziecko
          uczestniczyło na lekcje religi w szkole publicznej..w Polsce - RP
          RZECZPOSPOLITEJ
          ALE:
          mam dylemat ponieważ 2 dziewczynki są wyznania Islam?, one is : ateist,
          3 :Budda,
          : itdd
          I CO jakoś nie widać żeby katolicy zabraniali ateistom wyznawania nie wiary!!
          wręcz przeciwnie największa agresja, wychodzi od ateistów: NIKT WAM NIE
          ZABRANIA, A WY NADAL O TYM PISZECIE I GADACIE
          W CZYM PROBLEM JESLI WAM TO WISI???
          • sutra Re: AMEN...)))) 02.05.06, 00:30
            babka71 napisała:

            > mam dylemat ponieważ 2 dziewczynki są wyznania Islam?, one is : ateist,
            > 3 :Budda,
            > : itdd

            czy twoja wiara zabrania ci pisania po polsku i z sensem?
        • anna-pia Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 01.05.06, 22:59
          procesor ma rację, ja dorzucę jeszcze trzy grosze - popatrzcie na Francję: tam
          zlaicyzowano kraj, a skutki ponoszą teraz, kiedy muzułmanie dyktują warunki
          nauczycielom w szkole

          i jeszcze jedno - tolerancji uczy dom, otoczenie; dorośli potrafią źle
          traktowac te dzieci, które po prostu w jakis sposób są inne, wyłamuja się spod
          sztampy (sama miałam przykre doświadczenia z głupimi nauczycielami, choćby wf-
          u)
          • sutra Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 02.05.06, 00:34
            anna-pia napisała:

            > procesor ma rację, ja dorzucę jeszcze trzy grosze - popatrzcie na Francję:
            tam
            > zlaicyzowano kraj, a skutki ponoszą teraz, kiedy muzułmanie dyktują warunki
            > nauczycielom w szkole

            To zdanie to jedna wielka pomyłka. Muzułmanie nie dyktują warunków nauczycielom
            w szkole, jest odwrotnie - nie wolno w szkole nosić muzułmańskich chust (w
            Polsce wolno). Po drugie, muzułmanie zostali sprowadzeni do Francji z powodu
            braku rąk do pracy i zobowiązań moralnych wobec wcześniejszych kolonii
            francuskich. Ta sprawa nie ma żadnego związku z laicyzacją kraju, a tym
            bardziej z niej nie wynika. Wręcz odwrotnie, gdyby w szkołach odbywaly się
            lekcje religii, wisiały krzyże, również islam upomniałby się o znacznie szersze
            prawa i w duchu równości musianoby mu je przyznać.
            • wobbler Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 02.05.06, 08:01
              O jakich zobowiazaniach moralnych mowisz?Polityka ani gospodarka nie zna
              takiego pojecia.Owszem,chodzilo o tania sile robocza,ale i o stworzenie
              przeciwwagi dla katolickiego spoleczenstwa.Niestety,lewica nie
              przewidziala,jakie efekty na dluzsza mete przyniesie przywleczenie Islamu do
              Europy.Skutki tego kroku mozemy dzisiaj obserwowac chocby na przykladzie
              niedawnego demolowania francuskich miast.
              • sutra Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 02.05.06, 11:18
                wobbler napisała:

                > O jakich zobowiazaniach moralnych mowisz?Polityka ani gospodarka nie zna
                > takiego pojecia.

                Owszem, zna.

                Owszem,chodzilo o tania sile robocza,ale i o stworzenie
                > przeciwwagi dla katolickiego spoleczenstwa.

                Widzę, ze siedziałaś w głowie ówczesnych decydentów?
                To twierdzenie jest oczywiście bezsensowne.
              • dorianne.gray Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 02.05.06, 21:42
                W laickiej Francji nie ma "katolickiego społeczeństwa".
                • wobbler Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 03.05.06, 08:34
                  Wlasnie.JUZ nie ma.
                  • sutra Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 03.05.06, 10:40
                    Już gdzieś od Wielkiej Rewolucji Francuskiej.
        • sutra Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 02.05.06, 00:39
          procesor napisała:

          > czy niewierzacy chca czy nie -
          > zyjemy w kregu kultury chrzescijanskiej

          Nie oznacza to, że religia chrzescijańska musi być obecna również w szkole
          publicznej, utrzymywanej z podatków ludzi wierzących i niewierzących.

          > choinka na ogół we wszystkich domach (no, nie wiem jak u świadków Jehowy..)
          cza
          > s
          > prezentów
          > wielkanocne jajka też pewnie w wielu..

          Tak, te pogańskie obyczaje - dobrze że Kościół je pzyjął, przywiązaliśmy się do
          nich, prawda?

          > podcinanie korzeni - a tym jest niezaleznie od tego czy to dobrze czy źle -
          > kultury chrzescijańskiej, nie jest rozsądne

          Korzenie zmienne są, przykładem Mieszko I, który podciął nasze korzenie,
          przyjmując wiarę i kulturę chrzescijańską. Kto wie, jakie korzenie będa
          podcinać nasi prapraprawnukowie...
          Tylko że my nie podcinamy korzeni nie wysyłając naszych dzieci na religię w
          szkołach.

          > chyba że np. ocenzurowac Pana Taduesza dla radykalnych ateistów.. ;P

          Masz zbyt daleko idące postulaty. Az dziwię się, czemu je zgłaszasz jako
          chrześcijanin.

          > i zamknąć oczy na piękno malarstwa czy rzeźby o ile "skażona" jest ona duchem
          > chrzescijaństwa..

          Jw. - twoje propozycje są naprawdę radykalne, mnie by się to nawet nie śniło.

          > ale też oczekuje od ateistów szacunku do tego w co ja wierze..

          Czy ktoś cie nie szanuje?
          • wobbler Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 02.05.06, 07:40
            Rozumiem,ze u Ciebie w domu ani Wielkiej Nocy,ani Bozego Narodzenia sie nie
            obchodzi?Czy tez oczekuje sie "zajaczka"i fetuje "Dziadka Mroza"zza wschodniej
            miedzy?Jezeli swiat nie wyprawiasz,to istotnie jestes w porzadku i nikomu nic
            do tego.Ale jezeli robisz swieta i opowiadasz dziecku,ze to "zajaczek"i"Nowy
            Rok",to nie mowisz calej prawdy i jestes hipokrytka.Jestes tez wowczas czystej
            wody poganka,a nie ateistka.
            Prawda,ze sa w swietach nalecialosci poganskie(choinka,jajko),zeby latwiej bylo
            trafic Kosciolowi do swiezo nawroconych czcicieli Swiatowida itp.ale sama
            istota obchodow jest chrzescijanska.Dlatego tez polecam ateistom rezygnacje ze
            swietowania tych okazji po to,zeby zachowac uczciwosc wobec samych siebie.Zaraz
            pewnie przeczytam,ze guzik mi do tego,co kto swietuje.Prawda-nic mnie to nie
            obchodzi i nie mam prawa sie wtracac.Ale obchodzenie swiat z okazji zdarzen,w
            ktore sie nie wierzy,jest zaklamaniem.
            • lola211 Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 02.05.06, 09:22
              Czesc zapewne nie swietuje, czesc po prostu spotyka sie z rodzina w czasie
              tychze swiat i tak wlasnie traktuje te okazje- jako spotkanie na gruncie
              rodzinnym.Prawdziwe swietowanie to oprócz uczty wizyta w Kosciele.
            • sutra Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 02.05.06, 11:27
              wobbler napisała:

              > Rozumiem,ze u Ciebie w domu ani Wielkiej Nocy,ani Bozego Narodzenia sie nie
              > obchodzi?

              W dniu Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy urzadza się spotkanie rodzinne przy
              pogańskiej choince i pogańskich potrawach przejętych wcześniej lub później
              historycznie przez Kościół (chionka np. jest bardzo świeżą tradycją w KK). Nie
              mam z tego tytułu żadnych wyrzutów sumienia, ponieważ 1. są to akurat dni
              wolne, bardzo odpowiednie na spotkania rodzinne; 2. Boże Narodzenie zostało
              przez Kościół ustalone w dniu poganskiego święta przesilenia zimowego, nie jest
              to i nigdy nie była data zastrzeżona na wyłącznosć dla świąt katolickich.

              Jestes tez wowczas czystej
              > wody poganka,a nie ateistka.

              A czy ja kiedykolwiek twiedziłam, że jestem ateistką??? Przeczytaj sobie
              uwaznie wątek.
          • procesor Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 02.05.06, 22:43
            Sutra, znane ci jest słowo "kpina"? smile

            swoją droga - zdecydowanie jestem niezadowolona z wprowadzenia religii do szkoły! smile
            uważam że moej i moich znajomych chodzenie na religie do przykościelnych salek
            było dużo zdrowszym ukłądem - tyle że w młodszych klasach jest to zwyczajnie
            wygodne dla rodziców że maluchy religie mają w szkole

            mało tego - rekolekcje wg mnie też powinny sie odbywac niezaleznie od zajęć w
            szkole - czyli normalnie lekcje a rekolekcje po południu.. (zresztą tak jest że
            adwentowe tak sie odbywają a tylko w wielkopostne te siupy z wolnymi dniami są)
            smile

            pewnie sie ze mną zgadzasz big_grin

            pogańskie zwyczaje - owszem kościół je przejmował.. ale czy nadal jaja
            wielkanocne sa traktowane jako pogański obrzęd?
            choinka - symbol świat - owszem świezy, ale jednak nie jest to symbol zimowego
            przesilenia i zwycięstwa dnia nad nocą.. smile

            korzenie NIE SĄ zmienne smile
            one są nadal
            (choc akurat w przypadku słowiańszczyzny to dość skutecznie niszczono nawet ślad
            po nich)
            Mieszko przyjmując nową wiare miał cel.. czy narzucenie ateizmu tez miałoby?
            wiara ponoć czyni cuda.. czego o niewierze chyba się nie da powiedzieć.. smile

            (mam nadzieję że dasz rade odczytac gdzie używam łagodnej kpiny.. litości)

            jestem kobietą jakbys się nadal nie doczytała..
            • sutra Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 03.05.06, 10:46
              procesor napisała:

              > Sutra, znane ci jest słowo "kpina"? smile

              Kpina musi mieć jeszcze jakiś sens i cel, zeby była kpiną, a nie zbiorem
              luźnych refleksji nie na temat smile

              > pogańskie zwyczaje - owszem kościół je przejmował.. ale czy nadal jaja
              > wielkanocne sa traktowane jako pogański obrzęd?

              W Kościele na pewno nie, a poza Kosciołem mogą być i nikomu nic do tego wink

              > choinka - symbol świat - owszem świezy, ale jednak nie jest to symbol zimowego
              > przesilenia i zwycięstwa dnia nad nocą.. smile

              Nie; jest miłą dekoracją smile

              > korzenie NIE SĄ zmienne smile
              > one są nadal
              > (choc akurat w przypadku słowiańszczyzny to dość skutecznie niszczono nawet
              śla
              > d
              > po nich)

              Korzenie są zmienne. Ponad 2000 lat temu kultura chrześcijańska, antyczna i
              rzymska nie zaliczały się do naszych "korzeni", a teraz owszem, są tak
              traktowane. Za to słowiańszczyzna jako punkt odniesienia praktycznie nie
              istnieje i jest bardzo słabo znana - a szkoda, w końcu to sa właśnie nasze
              właściwe korzenie, reszta to zbiór późniejszych wpływów.

              > Mieszko przyjmując nową wiare miał cel..

              Ten cel już jest nieaktualny. Kraj nie musi już być chrześcijanski, żeby
              należeć do wspólnoty krajów Zachodu. Teraz realizujemy ten cel przez
              przynaleźność do UE.
        • milka72 Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 02.05.06, 12:32
          Należy oddzieliś TRADYCJĘ (polską: święcenie jajek, śmigus-dyngus, jasełka,
          itp.) od RELIGII!!!

          A etyka powinna być, ale rzetelnie prowadzona przez przygotowanych filozofów, a
          nie nauczycieli "skażonych" katolicyzmem.

          Niestety, u nas nie przestrzega się konstytucji i dzieci innych wyznań bądź
          niewierzące skazane są na uczestnictwo w różnorakich obrzędach katolickich.

          Miejsce religii i innych uroczystości religijnych jest w kościele. Szkoła
          (przedszkole, żłobek) jest instytucją świecką. Dość nauczalnia kolęd,
          malowania, jajek, noszenia święconek!!!

          Religia do kościoła.
      • babka71 a hanuka ?? 01.05.06, 22:53
        judastyczne swieto??
        • babka71 Re: a Hanuka ?? SWIĘTO... 01.05.06, 23:07
          obchodzone i ulubione przeze mnie, w każdą sobotę...
          choć jestem moherowy beret....
          ateistkom:
          MÓWIMY NIE NIE WIECIE CO TO TRADYCJA!
          NIE WIECIE CO TO BÓG!!
          NIE WIECIE CO TO MIŁOŚC!
          NADZIEJA!
          WIARA!
          hmnnn współczuje Wam ateistom tak PO PROSTU...
          W NIC NIE WIERZYC ????
          JAKIE MUSI BYĆ PUSTE WASZE ŻYCIE!!!...
          I CO TAK Z DNIA NA DZIEŃ???
          I ZERO WIARY w Nic???!!!

          DLA WAS TO tylko slowa....
          • juska26 Re: a Hanuka ?? SWIĘTO... 01.05.06, 23:18
            -jestem ateistką
            -wiem co to miłość
            -wiem co to nadzieja
            -nie potrzebuje ani boga (w żadnej postaci)
            -a juz napewno nie potrzebuje współczucia
            -pozdrawiam. J
            • babka71 juska26...napewno?? 01.05.06, 23:27
              jeśli tak jest, to po co odpowiadasz? na takie głupie pytania:
              po, co Ci to, jeśli u Ciebie wszystko OK!!! !??!!
              • juska26 Re: juska26...napewno?? 01.05.06, 23:33
                tak widzisz musiałam to napisać żebym sama w to uwierzyła...tyle we mnie
                niewiary...
            • babka71 juska26 01.05.06, 23:34
              Pozdrawiam..!!....naprawdę,,hmnnn serio pozdrawiam...
              • juska26 Re: nawzajem n/t 01.05.06, 23:36
          • aprilia33 Re: a Hanuka ?? SWIĘTO... 02.05.06, 00:18
            Babko,z Ciebie miłość chrześcijańska aż na mnie po prostu promienieje.
            Przekonała mnie Twoja wypowiedź,jutro wybieram się na klęczkach do Częstochowy.
            Jakoś nie widzę jadu sączącego się z wypowiedzi mam dzieci niechodzących na
            religię.Wręcz przciwnie,dyskusja była bardzo zrównoważona i spokojna,dopóki
            ktoś z wierzących bardziej od samego papieża,nie zapragnął wstrzyknąć trochę
            swojej chrześcijańskiej miłości.Babko,ja też Ci współczuję,naprawdę-tego jak
            radośnie i bezmyślnie tkwisz w swojej hipokryzji.
          • sutra Re: a Hanuka ?? SWIĘTO... 02.05.06, 00:28
            babka71 napisała:

            > ateistkom:
            > MÓWIMY NIE NIE WIECIE CO TO TRADYCJA!

            Niby czemu ateiści mają nie wiedzieć, co to tradycja? Tradycja to obyczaj i nie
            ma nic wspólnego z wiarą lub niewiarą.

            > NIE WIECIE CO TO BÓG!!

            Skąd taki pomysł?

            > NIE WIECIE CO TO MIŁOŚC!

            Na jakiej podstawie tak twierdzisz?

            > NADZIEJA!

            Jw.

            > WIARA!

            Jw.

            > hmnnn współczuje Wam ateistom tak PO PROSTU...

            Bądź uprzejma i odstosunkuj się od ateistów; mogłabyś za to powspółczuć
            dzieciom z domu dziecka, nawet czynnie. Zapewniam cię, ze byłaby to lepiej i
            bardziej po chrezścijańsku spożytkowana energia.
    • asiaasia1 Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 02.05.06, 10:41
      Nie ochrzciliśmy dzieci. Nie obchodzimy świąt (już o tym pisałam kiedyś ).

      Mój partner : po szkole katolickiej w USA plus po wychowaniu lekko zdewociałej mamy, (od której uciekł do amerykańskiej armii w wieku 19 lat na drugi koniec Stanów), nie wejdzie do kościoła. Nasze dzieci nie mają nawet polskich imion i nie chcemy, żeby uczęsczały na lekcje religii w przyszłości.Same wybiorą, kiedy będą świadome wyboru .

      Zastanawiam się więc, jak wygląda chrześcijańska / katolicka miłość bliźniego do tego typu rówiesników, którzy nie uczęszczają, jak większość, na wyżej wymienione lekcje.

      Jesteśmy osobami uduchowionymi, jednak nie wierzącymi.
    • olimpia.szuwar Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 02.05.06, 11:41
      Ja też zastanawiam się jak będzie wyglądało szkolne życie mojego syna, którego
      wolelibyśmy nie posyłać na religię.

      Z jednej strony zgadzam się, że żyjemy w kulturze judeochrześcijańskiej i
      uważam za absurd domaganie się, żeby w szkole nie uczono kolęd i nie wystawiano
      jasełek. Niestety trzeba się pogodzić z tym, że większość polskich tradycji
      jest nierozerwalnie związana z religią. Nie wiem, czy warto w imię demonstracji
      swoich przekonań rezygnować ze Świąt, które posiadają olbrzymi aspekt
      niereligijny. Co więcej - znam wielu ateistów "z dziada pradziada", którzy w
      Boże Narodzenie idą na pasterkę, a na Wielkanoc święcą koszyki. W ramach
      szacunku dla tradycji smile Być może świeżo upieczonym ateistom albo ludziom,
      którzy sprzeciwiają się religii ze względu na swoje negatywne z nią
      doświadczenia trudniej jest coś takiego zaakceptować.

      Z drugiej jednak strony religia w szkole robi z niej wydarzenie towarzyskie.
      Moja przyrodnia siostra, która ma lat 12, od kiedy poszła do szkoły podstawowej
      nie tylko chodzi na religię, ale i do kościoła. Nie żeby specjalnie wiedziała o
      co chodzi, ale koleżanki umawiają się na różaniec towarzysko - i jej miałoby
      zabraknąć? I czy miałaby nie chodzić na lekcje, na które koleżanki chodzą?
      Znowuż druga znana mi dziewczynka właśnie niedawno wymogła na ojcu pozwolenie
      na chrzest (mama jest wierząca), ponieważ za rok cała klasa idzie do komunii. I
      wszyscy będą mieli ładne sukienki i przyjęcia, a ona nie!

      I właśnie dlatego trudno mi uwierzyć, że moje dziecko nie będzie się czuło
      skrzywdzone "społecznie", jeśli nie pójdzie na religię. Ale cieszę się, że
      mamy, które mają doświadczenie w tej kwestii, piszą, że to możliwe. Zanim mój
      syn podrośnie to jeszcze trochę czasu minie i nawet rząd się zdąży (miejmy
      nadzieję!) zmienić. A nuż wykombinują jakieś sensowne rozwiązanie?
      • triss_merigold6 Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 02.05.06, 12:38
        Jakoś mnie te koszty społeczne nie przekonują.wink Jestem ateistką, dziecka nie
        ochrzciłam i na religię chodzić nie będzie. W każdym razie dopoki ja będę na to
        miała jakiś wpływ.
      • sutra Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 02.05.06, 13:15
        olimpia.szuwar napisała:

        > Z jednej strony zgadzam się, że żyjemy w kulturze judeochrześcijańskiej i
        > uważam za absurd domaganie się, żeby w szkole nie uczono kolęd i nie
        wystawiano
        >
        > jasełek.

        Jasełka to dla mnie taki folklor, który kazdy, wierzący czy nie, powinien w
        życiu zobaczyć, ale nie pamiętam, zeby za moich czasów wystawiano je w szkole.
        Zawsze były wystawiane w kościele i tak powinno być dalej. Kolędy to też
        zjawisko z tego nurtu, ale odpowiednim miejscem do ich nauki jest dom i
        ewentualnie kościół, a nie szkoła.

        Niestety trzeba się pogodzić z tym, że większość polskich tradycji
        > jest nierozerwalnie związana z religią. Nie wiem, czy warto w imię
        demonstracji
        >
        > swoich przekonań rezygnować ze Świąt, które posiadają olbrzymi aspekt
        > niereligijny.

        Wydaje mi się, ze nikt nie rezygnuje ze świąt w imię swoich przekonań, ale jak
        widzisz, w tym wątku domagają sie tego od nas katolicy (w imię ich przekonań).


        Co więcej - znam wielu ateistów "z dziada pradziada", którzy w
        > Boże Narodzenie idą na pasterkę, a na Wielkanoc święcą koszyki. W ramach
        > szacunku dla tradycji smile Być może świeżo upieczonym ateistom albo ludziom,
        > którzy sprzeciwiają się religii ze względu na swoje negatywne z nią
        > doświadczenia trudniej jest coś takiego zaakceptować.

        Wiesz, to jest z kolei traktowanie całego kościoła jako jednego wielkiego
        folkloru; dla mnie kościół jest to mimo wszystko instytucja religijna, duchowa,
        a pasterka i święcenie jajek to religijne obrzędy. I choć nie przeszkadza mi
        uczestnictwo w nabożeństwie, kiedy jest to konieczne, to na pewno nie będę go
        traktować jako fajną tradycję - podobnie jak ślubu kościelnego nie traktuję
        jako miłego teatrzyku, bez którego nie można mówić o wyjści za mąż. Tego
        rzeczywiście nie mogę zaakceptować, ale nie dlatego, ze jestem świeżo upieczoną
        ateistką czy przez negatywne doświadczenia z kościołem, ale przez szcunek dla
        duchowego wymiaru tej instytucji i dla głębokiej wiary niektórych jej członków.


        > Znowuż druga znana mi dziewczynka właśnie niedawno wymogła na ojcu pozwolenie
        > na chrzest (mama jest wierząca), ponieważ za rok cała klasa idzie do komunii.
        I
        >
        > wszyscy będą mieli ładne sukienki i przyjęcia, a ona nie!

        Zastanawiam się właśnie, jak mój syn się odniesie do komunii całej reszty
        klasy. Nie zależy mu na przyjęciu, nie zależy mu na garniturku, ale
        przypuszczam, ze trzeba mu będzie fundnąć jakiś duży prezent, żeby się nie czuł
        gorszy. Ja się nie czułam gorsza nie idąc do komunii, kiedy cała klasa szła,
        ale wtedy nie było jeszcze religii w szkołach. Z drugiej strony potem jednak
        poszłam do komunii, ale nie miałam sukienki jak do ślubu i nie dostałam jakichś
        wystrzałowych prezentów, głównie jakieś dewocjonalia, więc gdybym miała jakies
        kompleksy na punkcie otczenia, i tak bym się ich nie pozbyła.

        > I właśnie dlatego trudno mi uwierzyć, że moje dziecko nie będzie się czuło
        > skrzywdzone "społecznie", jeśli nie pójdzie na religię. Ale cieszę się, że
        > mamy, które mają doświadczenie w tej kwestii, piszą, że to możliwe.

        Mogę ci powiedzieć, że nigdy się nie czułam z tego powodu gorsza. Mam nadzieję,
        ze moje dziecko też nie będzie. Ciągle je pytam, czy chce chodzić na religię,
        ale nie chce. Jeśli by chciał, na pewno by chodził.
        • olimpia.szuwar Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 02.05.06, 14:19
          Ha, mnie te "koszta społeczne" też nie przekonują, co nie zmienia faktu, że
          wolałabym ich uniknąć wink

          > Jasełka to dla mnie taki folklor, który kazdy, wierzący czy nie, powinien w
          > życiu zobaczyć, ale nie pamiętam, zeby za moich czasów wystawiano je w
          szkole.
          > Zawsze były wystawiane w kościele i tak powinno być dalej. Kolędy to też
          > zjawisko z tego nurtu, ale odpowiednim miejscem do ich nauki jest dom i
          > ewentualnie kościół, a nie szkoła.

          A ja myślę, że to fajnie, jeśli dziecko może wziąć udział w przedstawieniu. A
          co do ich związku z religią - jasełka nie są obrzędem religijnym i co najwyżej
          mogą dziecku pozwolić poznać bliżej wiarę, z którą będzie się stykać na każdym
          kroku przez resztę swojego życia, jeśli nie wyemigruje. O kolędach będzie
          dalej wink

          > Wiesz, to jest z kolei traktowanie całego kościoła jako jednego wielkiego
          > folkloru; dla mnie kościół jest to mimo wszystko instytucja religijna,
          duchowa,
          >
          > a pasterka i święcenie jajek to religijne obrzędy. I choć nie przeszkadza mi
          > uczestnictwo w nabożeństwie, kiedy jest to konieczne, to na pewno nie będę go
          > traktować jako fajną tradycję - podobnie jak ślubu kościelnego nie traktuję
          > jako miłego teatrzyku, bez którego nie można mówić o wyjści za mąż. Tego
          > rzeczywiście nie mogę zaakceptować, ale nie dlatego, ze jestem świeżo
          upieczoną
          >
          > ateistką czy przez negatywne doświadczenia z kościołem, ale przez szcunek dla
          > duchowego wymiaru tej instytucji i dla głębokiej wiary niektórych jej
          członków.

          Po pierwsze: moje słowa nt. "świeżo upieczonych ateistów" nie miały być
          obraźliwe (sama pochodzę z rodziny głęboko wierzącej) i niepotrzebnie wzięłaś
          je do siebie smile Miały tylko ilustrować pewne zjawisko, które zresztą przewinęło
          się wyżej - któraś z dziewczyn pisała, że jej mąż tak się zniechęcił do wiary
          przez matkę-dewotkę, że teraz NIE PRZESTĄPI PROGU KOŚCIOŁA. To według mnie nie
          jest normalny i zdrowy ateizm wink

          Po drugie: nie mieszajmy pojęć. Istnieje pewna subtelna różnica między
          _przyjęciem sakramentu_ przez niewierzącego (czyli przykład ślubu, który
          podałaś), a poświęceniem przez niego pisanek! W życiu nie przyszłoby mi do
          głowy, że ktokolwiek mógłby to ostatnie uznać za przejaw braku szacunku do
          wiary chrześcijańskiej. To takie same "obrzędy religijne" jak obrazek św.
          Krzysztofa w samochodzie albo przytaczane wyżej śpiewanie kolęd. Czy mam
          rozumieć, że Ty poważnie uważasz, że w ustach ateisty słowa kolędy to
          bluźnierstwo?

          Co do komunii, to pewnie masz rację, że jakiś zastępczy prezent się przyda.
          Zresztą szczęśliwie dla mnie to na razie czysta teoria smile
          • sutra Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 02.05.06, 16:08
            olimpia.szuwar napisała:

            > Po pierwsze: moje słowa nt. "świeżo upieczonych ateistów" nie miały być
            > obraźliwe (sama pochodzę z rodziny głęboko wierzącej) i niepotrzebnie wzięłaś
            > je do siebie smile

            Nie wzięłam ich do siebie, bo anim ateistka, ani świeżo upieczona wink Wyjaśniam
            tylko, ze jest kilka innych możliwych motywacji dystansowania się od
            niewierzących biorących "z tradycji" udział w pasterce albo święcących jajko.

            > Po drugie: nie mieszajmy pojęć. Istnieje pewna subtelna różnica między
            > _przyjęciem sakramentu_ przez niewierzącego (czyli przykład ślubu, który
            > podałaś), a poświęceniem przez niego pisanek! W życiu nie przyszłoby mi do
            > głowy, że ktokolwiek mógłby to ostatnie uznać za przejaw braku szacunku do
            > wiary chrześcijańskiej. To takie same "obrzędy religijne" jak obrazek św.
            > Krzysztofa w samochodzie albo przytaczane wyżej śpiewanie kolęd. Czy mam
            > rozumieć, że Ty poważnie uważasz, że w ustach ateisty słowa kolędy to
            > bluźnierstwo?

            Nie uważam, żeby pasterka czy święcenie jajek (oba odbywają się w kościele, z
            udziałem księży) były tym samym, co obrazek św. Krzysztofa w samochodzie albo
            śpiewanie kolęd, o których zresztą pisałam, ze dla mnie to zjawisko z tego
            nurtu, co jasełka, czyli taki miły folklor. Dlatego nie ma i nie było podstaw,
            zebyś przypuszczała, ze moim zdaniem w ustach ateisty słowa kolędy to
            bluźnierstwo. Natomiast nadal uważam, że branie udziału w pasterce czy
            święceniu jajek to z punktu widzenia ateisty, nawet przywiązanego do tradycji,
            lekki bezsens i podważanie religijnego charakteru tych obrzedów. Ale nikomu
            tego nie zabraniam, spokojnie! smile
    • aqua696 brak komuni 02.05.06, 13:38
      moj syn nieszedl do komuni
      dopytywalam sie czy chce
      a on odpowiadal ze dzieci maja stresa i placza-chodzilo o egzaminy
      dopuszczajace do komuni
      dwa: komputer mam rower mam ..cosik tam wymienial i mowil po co mi to
      Od 2 lat nieregularnie uczeszcza do szkolki biblijnej w kosciele Prostestanckim-
      tak chcial-jego tata jest protestantem
      Bylismy rowniez na filmie JAn PAwel II w wersji wloskiej-on bardzo chcial isc
      i teraz majac lat 12 przxebakuje o chrzecie narazie duskutujemy-bo jak to on
      niemoze byc to cosik normalnego i pewne zalozenia sobie obral wrewcz
      niewykonalne
      Teraz chce tez pojechac do synagogi porozmawiac z Rabinem-jego wybor
      niestane mu na drodze
      owszem swiata obchode u mamy serce by jej peklo gdyby nas niebylo
      w kosciele moj syn 2-3 razy moze wsiecil jajaka za drugim byla afera bo ludzie
      byli oburzeni ze dziecko mowi ze ksiadz robi deszcz-jakby niewidzeli z ejest
      chorym dzieckiem-co tez bylo przyczyna odmowy chrztu jak byl malutki-
      ja po tym incydencie juz do konca przestalam wierzyc
    • blanez16 Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 02.05.06, 21:28
      O kurczę jakie piekiełko rozpętałam ... wink A tak na poważnie bardzo serdecznie
      dziękuję za wszystkie głosy, trochę mi lżej ... Chyba strach ma wielkie oczy.
      Pozdrawiam wszystkich wierzących i oczywiście tych, którym od wszelkiej wiary
      daleko.
      W skrytości ducha też mam nadzieję, jak olimpia.szuwar, że może do tego czasu
      rząd się zmieni i w ogóle, i nastaną czasy tolerancji, wyrozumiałości i
      wzajemnego poszanowania. Ale jestem naiwna ....
      • procesor Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 02.05.06, 22:33
        blanez16 napisała:
        > Ale jestem naiwna ....

        nooooooo....
        ;P

        takie mamy rządy jakich mamy ludzi..
        tolerancja "u góry" nie musi miec przełożenia na tolerancję "na dole" smile

        czytam to forum i tak myslę
        że każdy z nas musi sie jej cały czas uczyć
        mamy z tego forum też
        ja też smile
        i nasze dzieci też wtedy nią nasiąkają..
        • kameroon Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 03.05.06, 00:18
          Sutra napisała:
          >dla mnie kościół jest to mimo wszystko instytucja religijna, duchowa,
          >a pasterka i święcenie jajek to religijne obrzędy. I choć nie przeszkadza mi
          >uczestnictwo w nabożeństwie, kiedy jest to konieczne, to na pewno nie będę go
          >traktować jako fajną tradycję - podobnie jak ślubu kościelnego nie traktuję
          >jako miłego teatrzyku, bez którego nie można mówić o wyjści za mąż. Tego
          >rzeczywiście nie mogę zaakceptować, ale nie dlatego, ze jestem świeżo upieczoną
          >ateistką czy przez negatywne doświadczenia z kościołem, ale przez szcunek dla
          >duchowego wymiaru tej instytucji i dla głębokiej wiary niektórych jej członków.

          ...Święte słowa!!! No nikt nie mógł chyba wyraźniej i w bardziej zwięzły sposób
          wyrazić tego, co od pewnego czasu kołacze mi się po głowie.
          zyję bez ślubu w szczęśliwym związku od lat dziesięciu. Mamy córę pięcioletnią.
          Mimo mojej niechęci była chrzczona. Pozwoliłam na to wbrew sobie i tylko i
          wyłącznie zrobiłam to dla czterech babci i teściowej. I własnie dlatego, że się
          poddałam, z jeszcze większą niechęcią myślę o komunii. I wiecie co jest
          najgorsze? Nikt nie podziela tego co ja myślę, nawet osoby głęboko wierzące,
          powody pójścia do komuni argumentują w sposób, który chyba nie powinien
          przystawac do prawdziwych katolików. Otóż... każdy mówi o tym, że zrobię krzywdę
          dziecku, że wszystkie dzewczymiki będą miały bialutkie sukienki, że wszyscy będa
          dostawać kupę prezentów ...A ONA NIE! Że później bedzie sie wstydzić, jesli
          kiedyś tam zeche miec ślub kościelny i będzie musiała jako dorosła panna
          "zaliczyć" komunię i bierzmowanie. ze dzieci w szkołach są okrutne ( a są,
          własnie latego, że maja takich strasznie "tolerancyjnych" rodziców)
          Nikt, ale to nikt, z ludzi, katolików, optujących za komunią nie przedstawiał
          tego faktu w kategoriach SAKRAMENTU! Nosz do cholery! Przecież tu nie chodzi o
          otoczkę! Sednem sprawy przecież jest duchowe przeżycie rodziców, świadome
          wprowadzenie dziecka na - że tak sie wyrażę - wyższy poziom wtajemniczenia we
          wiarę. I to własnie dlatego, z - jak napisała Sutra - z szacunku do ludzi
          naprawdę głęboko wierzacych nie chce popełniać tej całej komunijnej szopki.
          Dla mnie to jest NIC ...w duchowym sensie!
          Wracając do tematu - trafia mnie, że religii nie ma tam gdzie być powinna, że w
          z założenia świeckim państwie w klasach wiszą krzyże (a potem moje dziecko pyta
          się, dlaczego ten pan jest tam powieszony). Powiedzałam sobie, że córa będze
          chodzić na religię jeśli sama tego zechce. A jesli bedzie chodzić tylko w celach
          towarzyskich to może w starszym wieku zrozumie po co się chodzi do kościoła i
          sama dokona swiadomego wyboru.
    • wobbler Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 03.05.06, 08:53
      Niby dlaczego dziecko ateistow ma nie chodzic na religie?Jezeli ja np.nie
      wierze w koniecznosc znajomosci ortografii i uczenia sie o Mickiewiczu,to mam
      dziecku zabronic uczeszczania na lekcje polskiego?I potem mam miec pretensje,ze
      ktos moje dziecko wysmiewa z powodu analfabetyzmu?Moge winic tylko siebie za
      taki stan rzeczy.
      Jestem zdania,ze dziecko powinno uczyc sie religii niezaleznie od przekonan
      rodzicow.W stosownej chwili samo zdecyduje,czy to tylko takie bajki,czy tez
      moze uwierzy,ze to prawda.Nie mozna z gory odbierac dziecku mozliwosci
      dokonania wyboru,bo jest to ograniczanie jego praw jako czlowieka i
      obywatela.Konstytucja rowniez dziecku gwarantuje wolnosc wyznania,a nic nie
      mowi o tym,ze rodzic ma prawo narzucac swoje przekonania religijne.Ciekawy
      bylby precedens w sadzie na ten temat...
      A swoja droga uwazam,ze religia powinna wrocic do salek parafialnych,bo dobrze
      by to zrobilo i samej religii,i wolnosci wyznania.
      • janowa Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 03.05.06, 09:24
        wobbler napisała:

        > Konstytucja rowniez dziecku gwarantuje wolnosc wyznania,a nic nie
        > mowi o tym,ze rodzic ma prawo narzucac swoje przekonania religijne.Ciekawy
        > bylby precedens w sadzie na ten temat...
        -
      • triss_merigold6 Biedna Wobbler... przykre tak nic nie rozumieć 03.05.06, 09:51
        Religia w szkole nie jest tym samym co religioznawstwo - taki przedmiot
        (dyscyplina naukowa) o różnych systemach religijnych, ich historii, doktrynach,
        twórcach. Na religioznawstwo dziecko bym wysłała bez wahania, na religię w
        wersji katechetycznej NIE.
        Dziecko powinno (podobnie jak dorosły) mieć wiedzę podstawową na temat różnych
        religii na świecie. Ewangelizacji - a na tym polega religia w szkole - jestem
        przeciwna.
        Konstytucja gwarantuje wszystkim wolność wyznania i sumienia ale technicznie
        rzecz biorąc za 7-latka decydują rodzice. 7-latek nie jest zdolny do podjęcia
        decyzji czy będzie wierzącym.
        Rodzic kształtuje światopogląd dziecka dopóki ma dominującą rolę w socjalizacji
        pierwotnej. Potem faktycznie dziecko dojrzewa do samodzielnych wyborów.
        • kameroon Re: Biedna Wobbler... przykre tak nic nie rozumie 03.05.06, 10:37
          DZiewczyny!
          Gdzie wy się podziewacie/ukrywacie?
          Mieszkam w bardzo dużym mieście, a moim otczeniu zmam tylko jedną osobę która
          świadomie nie ochrzciła dziecka! A najbardziej wkurzający jest fakt, że wszyscy
          ci, którzy tak wrzeszczą, że chrzest, że komunia, że to być musi, nie stosują w
          swoim życiu zasad wiary katolickiej, juz nie mówiąc o tym aby chodź raz, tak bez
          okazji zabrali dziecko do kościoła.
          • sutra Re: Biedna Wobbler... przykre tak nic nie rozumie 03.05.06, 10:51
            Jesteśmy, jesteśmy, tylko nie tworzymy grupy według tego kryterium. Może
            powinno się ją założyć, żeby dawać wsparcie społeczne osobom, które tego
            potrzebują wink
            • janowa Re: Biedna Wobbler... przykre tak nic nie rozumie 03.05.06, 11:09
              Na szczescie nie mam w swoim otoczeniu zadnych fanatycznych katolikow, ani
              hipokrytow. Tylko na forum smile
              Moze dlatego nie musze sie z tym ukrywac, ani nikogo przekonywac, ze chrzest
              dzieci nam nie jest potrzebny.

              ---
              "Bo tak normalnie to człowiek (kobieta człowiek ma pierś, a na niej cyce) wink"
              bonkreta
      • kaja5 Re: wobbler 03.05.06, 21:56
        wobbler napisała:

        > Niby dlaczego dziecko ateistow ma nie chodzic na religie?Jezeli ja np.nie
        > wierze w koniecznosc znajomosci ortografii i uczenia sie o Mickiewiczu,to mam
        > dziecku zabronic uczeszczania na lekcje polskiego?I potem mam miec
        pretensje,ze
        >
        > ktos moje dziecko wysmiewa z powodu analfabetyzmu?Moge winic tylko siebie za
        > taki stan rzeczy.
        > Jestem zdania,ze dziecko powinno uczyc sie religii niezaleznie od przekonan
        > rodzicow.W stosownej chwili samo zdecyduje,czy to tylko takie bajki,czy tez
        > moze uwierzy,ze to prawda.Nie mozna z gory odbierac dziecku mozliwosci
        > dokonania wyboru,bo jest to ograniczanie jego praw jako czlowieka i
        > obywatela.Konstytucja rowniez dziecku gwarantuje wolnosc wyznania,a nic nie
        > mowi o tym,ze rodzic ma prawo narzucac swoje przekonania religijne.Ciekawy
        > bylby precedens w sadzie na ten temat...
        > A swoja droga uwazam,ze religia powinna wrocic do salek parafialnych,bo
        dobrze
        > by to zrobilo i samej religii,i wolnosci wyznania.
        _________________________
        Chciałam napisać dokładnie to co ty. Wyręczyłaś mnie. Wiec sie tylko pod tym
        podpisze smile)
        • triss_merigold6 Re: wobbler 03.05.06, 21:59
          I nie wstyd Ci się tak do zwykłej głupoty przyznawać? Mnie by tam wstyd było...
          • gabi683 Re: wobbler 04.05.06, 07:37
            triss_merigold6 napisała:

            > I nie wstyd Ci się tak do zwykłej głupoty przyznawać? Mnie by tam wstyd
            było...

            _______________________________________________________________________
            A Ja się zgadzam 100% z tym co napisalaśsmile
          • kaja5 triss_merigold6 04.05.06, 13:52
            Wstydzić mogę sie czegoś innego, a nie tego.
            Każdy ma swoje zdanie na ten temat.Czy ja musze mieć takie samo jak ty?Bo jeśli
            mam inne to co?To musze sie już wstydzić?
        • olimpia.szuwar Re: wobbler 04.05.06, 09:40
          > > Nie mozna z gory odbierac dziecku mozliwosci
          > > dokonania wyboru, bo jest to ograniczanie jego praw jako czlowieka i
          > > obywatela. Konstytucja rowniez dziecku gwarantuje wolnosc wyznania,a nic
          > > nie mowi o tym,ze rodzic ma prawo narzucac swoje przekonania
          > > religijne.Ciekawy
          > > bylby precedens w sadzie na ten temat...

          Szalenie ciekawy! Dlatego koleżanka Wobbler, jak sądzę, proponuje prowadzanie
          dzieci w wolnym czasie do wszystkich dostępnych kościołów i z pewnością zdążyła
          już wyedukować swoje pociechy w zakresie podstaw większych systemów
          wyznaniowych świata. Na podstawie tego solidnego wykształcenia dzieci pani
          Wobbler podjęły/podejmą w pierwszej klasie szkoły podstawowej świadomą decyzję
          dotyczącą kwestii uczestniczenia w lekcjach religii.
          • sutra Re: wobbler 04.05.06, 14:37
            O, koleżanka wobbler na pewno nie tylko prowadza dzieci do wszystkich możliwych
            świątyń, ale i poddała dzieci obrzedom inicjacyjnym wszystkich możliwych
            religii - żeby miały wybór. Na przykład dzieci przyjęły schronienie (obrzęd
            buddyjeki), zostały obrzezane i przeszły Bar Micwę. Zresztą co ja będę
            wymieniać, na pewno koleżanka wobbler pamięta lepiej. Przeciez gdyby nie
            obrzezała synka, nie miałby wyboru i nie mógłby potem zostać muzułmaninem czy
            żydem (w sensie wyznania)!
      • tora99 Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 04.05.06, 07:17
        bylaby to indoktrynacja
    • koza_w_rajtuzach Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 04.05.06, 09:58
      Ja jestem dzieckiem ateistów. Nie byłam szykanowana z tego powodu, a sama
      cieszyłam się, że mam mniej zajęć szkolnych niż inne dzieci. Moja młodsza
      siostra, która uczęszcza teraz do 2 klasy nie skarży się i nie daje żadnych
      znaków, żeby ktokolwiek jej dokuczał. Mój starszy brat też nic na ten temat nie
      mówił.
      Wiadomo, że jak ktoś chce nam dokuczyć, to potrafi przyczepić się do
      wszystkiego: religii, koloru włosów, czy czegokolwiek. Zdarzyło mi się słyszeć
      głupi tekst na temat mojego nie chodzenia na katechezę raz w ciągu całej
      podstawówki, czyli raz w ciągu 8 lat. Jeśli mi dokuczano, to naprawdę z innych
      powodów.
    • breneka Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 04.05.06, 13:26
      Z gory uprzedzam, ze nie jestem matka, ale temat ciekawy, wiec.
      Ja tam jestem za unikaniem wprowadzania niepotrzebnych podzialow.
      Wierzacy/niewierzacy. Coz z tego? Ja jestem wierzaca i praktykujaca, ale nie
      bede leciala za ateista czy osoba innego wyznania, wymachujac krzyzem. Moja
      rzecz to sie pomodlic za wszystkich i juz. Religia w szkolach niech sobie
      bedzie. Ale tak na zdrowy rozum to powinna byc NAUKA O RELIGII (a nie modlitwy
      przez 45 min + indoktrynacja w promocji). Powinna byc, bo duzo kultury jest
      osadzone w religii (muzyka, malarsrwo, literatura). Tego sie nie da ominac.
      Wiec dzieciaki powinny wiedziec, co to za pan, co na obrazach na krzyzu wisi, o
      co chodzi z tymi wszystkimi swietymi na obrazach (przeciez malartwo do pewnego
      okresu opieralo sie wylacznie na religii innego prawie ze nie bylo), co to msza
      Bacha, co to wreszcie apokalipsa, czy tez o co chodzi z wieloma przyslowiami
      stosowanymi w jwzyku codziennym. Przyda sie sie i wierzacym i niewierzacy. Ot
      wiedza. Ta wiedza pomaga zrozumiec innych. Powinna uczyc tolerancji a nie
      dzielic.
      Natomiast duchowa strone religii powinno sie zalatwiac w kosciele i w przede
      wszystkim w domu. A nie w budzie miedzy polakiem a matma.
      Takie moje przemyslenia.
      • janowa Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 04.05.06, 13:29
        Bardzo sluszne przemyslenia. Tylko... idealistka z ciebie. To nie w TYM kraju
        niestety...

        ---
        "Bo tak normalnie to człowiek (kobieta człowiek ma pierś, a na niej cyce) wink"
        bonkreta
        • breneka Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 04.05.06, 13:31
          janowa napisała:

          To nie w TYM kraju
          > niestety...

          A tak, z tego akurat sobie zdaje sprawe uncertain
      • melmire Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 04.05.06, 13:38
        Na religie nie chodzilam, a to wszystko o czym piszecie (podstawy religijne
        architektury, sztuki i inne) przerabialam - na lekcjach polskiego.Czyli religia
        jako taka jest niepotrzebna, jesli opierac sie tylko na tych argumentach.


        PS co ciakawe, jako osoba niewierzaca nie mialam problemow z rozszyforwaniem
        wyrazen typu "stac jak zona Lota" czy "Sodoma i Gomora". Moje kolezanki,
        wierzace sciagaly ode mnie smile
        • janowa Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 04.05.06, 13:42
          A ja sobie nie przypominam tych tematow z lekcji polskiego. Ale ja moze juz
          dawno do szkoly chodzilam smile

          ---
          "Bo tak normalnie to człowiek (kobieta człowiek ma pierś, a na niej cyce) wink"
          bonkreta
          • melmire Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 04.05.06, 13:51
            Pol knigi do pierwszej klasy liceum jest o Biblii i jej wplywie na kulture,
            zwlaszcza sredniowiecza ale nie tylko.
            Na religie chodzilam tylko kilka lat (zatrzymalam sie przed sama komunia,
            powodujac wielkie wzburzenie parafii...o kotrym to wzburzeniu dowiedzialam sie
            po latach big_grin) i jakos jednak podstawowa wiedze o religii katolickiej posiadam.
            Kurcze, przeciez w dni swiat religijnych w dzienniku wieczornym wyjasniaja co
            to za swieto i o co chodzi - tak jakby w kraju 98% katolikow bylo to
            potrzebne wink
        • breneka Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 04.05.06, 13:47
          Wiesz melmire, jak dla mnie to wiedza jest potrzeba. Wiedza, nie indoktrynacja.
          To tak jaby powiedziec, ze nie bede chodzic na w-f, bo nie bede sportowcem a
          olimpiade obejrze w tv, to sie polapie o co chodzi.

          I podkreslam, mnie chodzi o wiedze o religii, a nie o jej duchowe przezywanie w
          szkole, ktore jest dla mnie bez sensu KOMPLETNIE, bo jak czytam czasem opisy,
          jak prowadzone sa lekcje religii, to mi slabo, i jak bym miala dziecko, to tez
          bym wolala je od tych lekcji z daleka trzymac.
          • zuzanna56 Re: Niewierzące dzieci wśród rówieśników 04.05.06, 14:44
            Zgadzam się z tym ze religia w szkole to nie to samo co w kościele.
            Nawet w szkole katolickiej gdzie uczę (szkoła średnia).
            Młodzież buntuje się gdy raz w miesiącu musi iść na Mszę do kościoła.
            Po co przyszli do szkoły katolickiej?
            Nie wiedzą...

            Ideałem byłoby gdyby na religie chodzili ci którzy naprawdę czują taką potrzebę.
            I gdyby było wiecej księzy rozumiejących młodzież...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka