Dodaj do ulubionych

Tak z reka na sercu powiedźcie czy...

22.06.06, 08:52
same na siebie zarabiacie i jesteście w stanie same sie utrzymać?
Bo jak słyszę tutaj na forum o własnych mieszkaniach, super pracy,
opiekunkach dla dziecka to nie wierzę.
Ciagle pouczacie, zeby nie prosić o pomoc rodziców, wyprowadzić sie, itp., to
skad tyle biedy w Polsce?
Na ogół ludzie wykształceni, po studiach zarabiają średnio 1200-1300 zł.
Naukowcy, nauczyciele, juz nie wspominajac mam w ciazy i na urlopach wych.
Czy ze swojej pensji kobieta ma na mieszkanie, opłaty, jedzenie i
przyjemnosci???
Obserwuj wątek
    • anetina Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 08:55
      szczerze
      mieszkając sama z dzieckiem utrzymałabym się bez problemu
      mieszkając już z M. stać byłoby nas na domek
      dlatego szukamy jakiegoś do remontu
      • madziaaaa Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 09:01
        miałam swoje mieszkanie jeszcze przedślubem , ale dzięki pomocy najbliższych i
        własnej pracy. W ciąży i po urodzeniu dziecka byłam na utrzymaniu męża, bo
        byłam na macieżyńskim, potem 3 lata na wychowawczym i nie należał nam się żaden
        zasiłek. Teraz zarabiam więcej niż on, co prawda tylko o 200 zł, ale on i tak
        ze śmiechem mi to wypomina. Tak, utrzymałabym spokojnie siebie i dziecko z tych
        pieniędzy.Choć nie są to jakieś straszne kokosy, ale jak na Łódź, bardzo
        przyzwoicie.
      • elag3 Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 09:07
        Nie jest różowo ale tez nie przesadzam z narzekaniem, bywało gorzej kiedy ja nie
        mialam pracy i mieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu. Na mieszkanie zarobiłam
        częściowa na saksach, trochę pomogli rodzice, trochę mieliśmy z wesela a trochę
        pożyczyliśmy i już oddaliśmy. Na codzień radzimy sobie sami choć mój tata czasem
        coś nam da na tzw mleko dla dziecka. Te pieniądze odkładamy na czarną godzinę
        lub zainwestujemy je we własny interes. A co do opiekunki to jest to konieczność
        inaczej nie mogłabym iść do pracy i nie zarabiałabym nic a tak po opłaceniu
        opiekunki coś tam jeszcze zostanie - nie jest tego dużo ale wystarczy na
        bierzące zakupy dla nas i dziecka. Mąż płaci rachunki i ewentualnie coś odkłada.
        • elag3 Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 09:09
          Dodam jeszcze że mieszkam w łodzi i mieszkania są tu bez porównania tańsze niż
          np w Warszawie więc nie musialam brać kredytu na 30lat.
    • gika_gkc Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 09:10
      wszystko co mamy osiagnelismy wlasna praca ale za granica
      od rodzicow nie mamy praktycznie nic
      teraz samej trudno byloby mi sie utrzymac z dzieckiem bo zarabiam 3 razy mniej
      niz przed zalozeniem rodziny
      za to maz nadrabia zaleglosci smile - tak wiec tak czy siak jestesmy
      samowystarczalni (za granice w celach zarobkowych poki co juz nie wyjezdzamy)
    • isma Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 09:12
      Tak, ale ja pracuje od 15 roku zycia wink)). Najpierw korepetycje, potem
      dziennikarstwo (na poczatku, i do dzis - dorywczo, a okresowo na etacie), w
      koncu etat w administracji samorzadowej plus dieta radnego.

      Mieszkanie, cale 36 metrow, z pracy na saksach. Fantastyczna opiekunka do
      nienadajacego sie do przedszkola dziecka w osobie niepracujacego meza (do
      proacy wrocilam, kiedy corka miala 11 miesiecy). Pomoc rodzicow - czasem w
      postaci nieuregulowanej naleznosci za zakupy w hipermarkecie, dzielone na dwa
      domy (ale tez bywa sytuacja odwrotna, my kupujemy dla Rodzicow). Tesciowie
      kilka tysiecy kiometrow stad, kontakt tylko korespondencyjny.

      Zadnych luksusow, ale tez my specjalnie o nich nie marzymy wink)).
    • blou1 Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 09:14
      Nie ma zdecydowanie, może poza kilkoma wyjątkami. U nas zarabia mąż, mieszkamy
      u teścia dzięki czemu unikamy wielu kosztów (coś za coś zero intymności,
      wczoraj mąż zwrócił mi uwagę żebym się nie schylała w obecności narzeczonego
      jego siostry bo mi majtki widać nosz kurna ciągł kontrola).
      I dzięki temu jesteśmy w stanie coś odłożyć ale nie tyle żeby myśleć o budowie
      czy mieszkaniu poprostu jest kasa w razie akcji typu chore dziecko i potrzebne
      lekarstwa.
      Generalnie paranoja nie normalność!
    • izabela1976 Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 09:20
      Będąc sama i zarabiając tyle ile zarabiam - utrzymałabym się. Z dzieckiem już
      nie.

      Oboje z mężem pracujemy i muszę powiedzieć, że na obecną chwilę jest nam
      ciężko. Mamy 3 kredyty (w tym jeden mieszkaniowy na 30 lat smilesmile Za rok nasze
      finanse się poprawią (zostanie nam tylko 1 kredyt).

      Każdy grosz pakujemy w rehabilitację synka, a to niestety kosztuje dużo. Gdyby
      nie choroba dziecka nie byłoby nam źle a tak to niestety ponosimy duzo większe
      koszta utrzymania dziecka niż inni na naszym miejscu (np. buty dla małego co 3
      m-ce to wydatek 200-300 zł za parę - ortopedyczne, robione na specjalne
      zamówienie; mleko za puszkę 22 zł, leki - 100 zł na m-c itd.)
    • mama_kotula Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 09:29
      Z ręką na sercu odpowiadam: nie zarabiam sama i nie jestem w stanie się
      utrzymać. Dopóki będę studiować, będę na przynajmniej częściowym utrzymaniu
      mamy. Zarabiam ok. 1500 na rękę, ale to jeszcze tylko przez ten i następny
      miesiąc sad

      Co do pouczania, żeby nie prosić o pomoc, wyprowadzić się, sprawa jest prosta.
      Jak ktoś siedzi u mamy na garnuszku (tak jak ja big_grinDD) i jeszcze biadoli i jęczy,
      że mu źle, to sorry, ale chyba nie tędy droga. Jak ktoś siedzi na głowie u
      teściowej i ją szkaluje na forum w paskudnych słowach, piszcząc, że mu nie
      pasuje - droga wolna.
      Warto szanować fakt, że się coś dostaje...
      • goo11 Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 09:39
        Tak od serca,to gdyby nie rodzice...Od teściów duże,wyremontowane mieszkanie w
        centrum Krakowa,od rodziców meble itd.Teraz jestem na wychowawczym,więc pensja
        M na życie.Jedyna rozrywka to jazda konna,ale za to też płaci teśc.Z
        wdzięcznością przyjmujemy wszystkie darysmile.Od stycznia wracam do pracy,mam
        nadzieję,że będziemy sobie radzic sami.
      • laminja Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 09:45
        "> Warto szanować fakt, że się coś dostaje..."

        Oj warto...My zawdzięczamy rodzinom bardzo wiele. Przede wszystkim
        wykształcenie, które w części finansowali.
    • kura17 Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 09:41
      my mieszkamy w niemczech.
      teraz pracuje na pol etatu (bo mi szoda syna na caly "etat" do zlobka posylac) i
      z tej polowy pensji to byloby trudno mi sie samej utrzymac... ale moze (MOZE) by
      sie udalo...
      natomiast gdybym musiala byc sama, to kurczak do zlobka i mama do pracy na caly
      etat i utrzymac bym sie potrafila. oczywiscie musialabym zmienic mieszkanie
      (teraz wynaqjmujemy ladny domek i sporo kasy w to idzie co miesiac), ale wyzyc
      bym dala rade. jak bylam na krotkim wychowawczym (8 miesiecy), to zylismy tylko
      z pensji meza (ma identyczna pensje, jak ja na calym etacie) i prawie nam sie
      udawalo nie siegac do zaskorniakow. ale tylko prawie... i kilka wiekszych
      zakupow dla dziecka bylo finansowanych przez babcie. ale gdyby wymienic
      mieszkanie na tansze, to juz nie byloby problemu smile

      ale ja mam inna sytuacje niz Wy. mieszkam w niemczech, mam prace w tzw
      "budzetowce", co daje pensje powyzej sredniej krajowej!

      ``````````````````
      kurczak: 03.03.05
    • nisar Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 09:58
      Tak z ręką na sercu - tak.
      U mnie jest w ogóle śmiesznie, bo tak naprawdę to ja dokładam do mojej Mamy. Ma
      tak beznadziejną emeryturę, że gdybym jej nie dała co miesiąc drugie tyle, to
      pewnie z głodu by nie padła, ale na leki nie byłoby na pewno.
      Pracuję od kilkunastu lat i zawsze zarabiałam b. dobrze, a ponieważ tchórz
      życiowy ze mnie wielki i nieco tylko mniejszy sknerus, więc stać mnie na różne
      rzeczy. A już na pewno na samodzielne utrzymanie siebie, dziecka i mamy.
      Przy czym dla jasności: akurat pod tym względem miałam zawsze w życiu
      szczęście. Trafiałam do dobrych firm, które dobrze płaciły. Mam jednak
      świadomość, że jest masa osób lepiej ode mnie wykształconych, bardziej
      pracowitych i sumiennych, które zarabiają dużo gorzej ode mnie. Niestety nie
      zawsze wszystko jest sprawiedliwie.
    • higa Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 10:02
      nie wiem skąd to przekonanie że to mąż jest ostoją finansową rodziny??? ja
      urodziałm dziecko, po macierzyńskim czyli 4 mcach od razu musiałam wrócić do
      pracy bo mąż straciła pracę. przez ponad pół roku utrzymywałam całą rodzinę, z
      czego kredyt zjadał prawie całą moją pensję a jeszcze czynsz rachunki jedzenie
      itp. Przy rozsądnym i bardzo oszczędnym gospodarowaniu finansami można sobie
      poradzić nawet z bardzo małym budżetem. mąż za to opiekował się wspaniale
      maluchem i teraz ma doskonały kontakt z córką. Na szczęście ma już pracę ale ja
      zupełnie nie rozumiem takiego podejścia ze tą mąż zapewnia byt a kobieta rodzi.
      można sobie ze wszystkim poradzić tylko trzeba chcieć.
      • agaa_p Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 10:10
        sama nie byłabym w stanie się utrzymać. Oboje nie zarabiamy najgorzej jak na nasza zapyziałą mieścinę ale do sredniej krajowej nam daleeeko. Alimnety i kredyt pod hipotekę zabierze nam jedną pensję. Ale dajemy radę, chociaż są miesiące, że bywa naprawdę cięzko. Czasem pomaga nam moja mama (coś kupi do lodówki) chociaż proszę, żeby tego nie robiła - ale w duchu jesteśmy jej ogromnie wdzięczni.
    • ula_max Tak! 22.06.06, 10:08
      Jestem w stanie utrzymać sama siebie i swoje dziecko. Bez najmniejszego
      problemu.
      Lepiej od ponad 15 lat utrzymuję sie sama, tzn. nikt od tylu lat mi nie pomaga
      finansowo. Sama płaciłam za studia, mieszkanie, samochód, wakacje i całą
      resztę. Zamąż wyszłam z miłości. Mam 35 lat.
      • ada_zie ja też 22.06.06, 10:20
        Z mojej pensji spokojnie utrzymałabym siebie, dziecko i męża i żyłoby nam się
        nie najgorzej. Na szczęście nie muszę tego potwierdzać bo mąż pracuje i dobrze
        zarabia.
        Dodam tylko, że od ukończenia liceum jestem na swoim utrzymaniu - mąż podobnie.
        Pracowaliśmy i studiowaliśmy, mieszkaie na kredyt, który już dawno spłaciliśmy.
        Na pomoc finansową rodziców nie możemy liczyć.
        To co osiągneliśmy zawdzięczamy tylko sobie i zapewne pewnemu fartowi w życiu.
        • zuzia_i_werka Re: ja też 22.06.06, 10:35
          A ja pewnie nie-jako pielęgniarka w W-wie miałabym pewnie kłopotysad Żadna to
          tajemnica,że żyjemy na całkiem dobrej stopie tylko i wyłącznie dzięki dobrze
          platnej pracy niemęża. Może pójdę strajkować?smile
    • buleczka8 Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 10:34
      Ja zarabiam tyle że opłace opiekunke 1200 zł i wyżywie dziecko + jakiś ciuszek.
      I to wszytsko. Więc jeśli chodzi o mnie to bez męża pensji byłoby kiepsko!!
      Musiałabym zrezygnować z opiekunki i w tedy musiałabym zacisnąć pasa jeśli
      utrzymywałbym się ze swojej pensji. Jeśli żyłabym na minimu oszczedzaniu to
      wystarczyłoby mi na opłacenie mieszkania, samochodu i skąpym utrzymaniu siebie i
      dziecka.
      P.S.Na szczęście nie muszę. Pozdrawiam
    • oneway9 Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 10:36
      stanowczo tak, ale zaczelam myslec o tym w czsie kiedy inni sie bawili, rodzili
      dzieci itd i teraz czesto narzekaja..
      przerwalam studia w Polsce bo zle sie czulam zyjac na koszt rodzicow, ktorym
      bylo ciezko; wyjechalam za granice gdzie pracowalam po 16 godz dziennie zeby
      zarobic tam na studia; tam je skonczylam, wyszlam za maz i urodzilam pierwsze
      dziecko (maz podobnie jak ja b. ciezko pracowal i tez tam skonczyl studia);
      wrocilismy do kraju i moglismy wybierac prace i ta teraz daje nam poza duza
      satysfakcja spore pieniadze; w miedzyczasie skonczylismy jeszcze dwa tzw
      fakultety i urodzilam kolejne dziecko; niestety wciaz uwazam, ze jesli sie
      czegos chce bardzo to wszystko jest mozliwe, trzeba tylko wlozyc w to
      odpowiednia dawke pracy...
      dodam, ze mam malo wspolczucia do ludzi ktorzy twierdza, ze to wina swiata, ze
      im sie zle powodzi; poza oczywiscie ludzmi chorymi;
      • edytek1 Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 11:26
        A u nas tak mieszkanie pierwsze 40m kupiliśmy zaraz po ślubie wkładając w nie
        wszystkie pieniadze jakie mieliśmy ( z wesela , oszczędnosci) pomogli też
        rodzice jedni dali na jedna ratę drudzy na drugą( teściowie dali na tą
        wiekszą) wcześniej mieszkaliśmy rok w wynajetym. Nie mieliśmy samochodu ja
        kończyłam studia na Uw a maż zarabiał nie mieliśmy jeszcze dziecka i
        samochodu. Nie obyło sie bez kredytu na mieskzanie kiedy go spłaciliśmy ( raty
        były duze , ale na rok) urodziła sie córka i kupiliśmy samochod na kredyt. Ja
        nie pracowałam córką zajeła się niania jak małą miała 1,4 i moja pensja szła
        wtedy dla niani = bilet miesieczny. Moja praca sie wtedy nieopłacała , ale i
        tak chciaąłm pracować. Urządzaliśmy powoli mieszkanko i kiedy powiesiliśmy
        ostania półkę zrobiło się nam ciasno. Postanowiliśmy kupić wieksze. Na 1 ratę
        mieliśmy na resztę planowaliśmy kredyt, ale policzliśmy , ze jeszcze na jedną
        uzbieramy i weźmiemy mniejszy kredyt który będziemy spąłcać jakieś 10 lat.
        Nasze mieszkanie 40 m zostawiamy dla córki. Dziadkowie pomagają , ale nie na
        zasadzie proszę tu 100000 zł lub 100 zł tylko kupują coś małej ( już teraz 4
        letniej) zabierają do siebie na wakacje ( działka) opiekują się w czasie
        choroby ( i nie musze płacić za opiekunkę) nie płącą naszych rachnków nie
        sponsorują rozrywek ( kiedy są u nas to my to robimy). Zatrudniam pania do
        sprzątania która pomaga utrzymać chatę w jako takim porzadku. Mamy jedno konto
        tam wpływaja nasze wypłaty i razem je oczyszczamy, ale gdyby policzyć to ja
        pracuje dla ideii, przedszkole+ wyjsciowy ciuch + bilety+ pani do sprzątania
        to wyszłoby 0 .... a nawet mniej , bo podatkowo tracimy ( gdybym była na
        utrzymaniu meża podatki byłyby z innego progu więc mniejsze) no , ale kontakt z
        zawodem i przyszła emerytura nie są bez znaczenia. Część mojej rodziny
        zazdrosci nam tego "bogactwa" bo według nich stać nas na wszytko( kino teatr
        basen prywatny angieski dla córki i ta pani do sprzatania samochód większe
        mieszanie) nikt jednak nie widzi naszych kosztów tego, ze przez 10 miesiecy
        wstaję o 6 rano a robotę czasem biorę do domu i kończę o 2 w nocy, że czasem
        zakupy mozemy zrobić tylko przez net, że wspólny wekend to dla nas święto (
        oboje z mężem jeszcze się uczymy na studiach podyplomowych), ze porzadne
        wakacje były 3 lata temu, zę maż jak wraca to czasem nie ma siły się do nas
        odezwać, że czasem musi lecieć do Hiszpani ( nie na plażę tylko do pracy), że
        jak sie coś wysypie to nie ma noc czy świt telefon dzwoni a on musi pomóc (
        kieruje zespołem informatyków a oni dzwonią z miejsc gdzie właśnie coś robią
        bez wzgledu na róznice czasu). Mąż mało zajmuje sie córką nie chodzi z nią na
        spacery, na basen ja uczyłam jeżdzić na hulajnodze rowerku i pływać razem z
        tataą corka chodzi do kina w wekendy kiedy ja jestem w szkole. Myślicie, że moj
        maż nie chce pracować od 8 do 16 jeść domowego obiadu a nie w stolowce sodexo
        ależ chce tylko tak sie nie da... Czasami jedyny czas kiedy widzi małą to rano
        kiedy wiezie ją do przedszkola ja czasem jadę znimi ,ale często muszę wyjść
        dużo wcześniej ( budzi pomaga się ubrać i robi palmę na głowie nic innego nie
        umie) jak czasem wraca mała już śpi...
        Dziś ja mam wolne mała została w domu( po zapleniu ucha ma już wolne od
        przedszkola) w sobotę mieliśmy zawieżć ja do dziadków na 3 tygodnie ( do
        podziału między 2 komplety dziadków) właśnie zadzwonił mąż jutro o 18 leci do
        Helsinek muszę zapakować mu torbę coś kupić do jedzenia, aby mi tam z głodu nie
        padł i poprosić dziadka, aby przyjechał po córkę lub zawieżć ją autobusem
        prawie 150 km. Córcia musi jechać do dziadków, bo przez ostanią jej chorobę ma
        zaległości w pracy i muszę je nadrobić a poza tym jeden egzamin. No , ale
        wszytko ma swoje zalety delegacje są płatne i dezieki temu kredyt bedzie
        mniejszy.
        Wyżaliłam się idę prasować mężowskie koszule...
        • edytek1 Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 11:36
          Czy bym się sama utrzymała pewnie żyłabym inaczej. Nie potrzebowałabym
          większego mieszkania i samochodu innego wogóle bym auta nie potrzebrzebowała (
          nie ma prawa jazdy). Na córkę napewno bym zarobiła moze bez luksusów, ale na
          podstawowe potrzeby by starczyło. Pewnie musiałabym zrezygnować z pani do
          sprzątania i z rozrywek typy basen czy kino mozę kupno gazet i ksiażek trzeba
          by ograniczyć ( na czecz czytania w necie i bibliotek) Tylko co bym robila w
          autobusie?( do pracy dojeżdzam 10 km)
    • agni71 Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 10:48
      To ja sie wyłamie z ogólnego trendu. W chwili obecnej nie byłabym w stanie
      utrzymać siebie i dzieci. Starsza córka ma niespełna 4 lata, mlodsza 2 latka, a
      za ok. miesiąc urodze trzecią smile Nie pracuję zawodowo od końcówki pierwszej
      ciąży, czyli juz od jakichś 4 lat. Myślę, że ciężko byłoby mi wrócić do pracy
      po takiej przerwie. Na szczęście mąż dobrze zarabia i stać nas na trójkę dzieci
      i dość wygodne życie (choć np. opiekunki dotąd nie miałam, ale musze teraz o
      tym pomyśleć, bo na żadne babcie nie mogę liczyć). Z drugiej strony, czuję
      pewien dyskomfort - co by bylo gdyby? Gdyby np. cos sie popsuło mdzy mną a
      mężem - bo w tej chwili jestem od niego całkowicie zależna finansowo sad

      aga
      • mamka_klamka Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 25.06.06, 14:05
        Ja też nie byłabym w stanie się utrzymać sama. U nas tylko mąż pracuje, ja
        zajmuję sie domem i dziećmi. Dom dostaliśmy od rodziców (jednych i drugich). I
        jest nam z tym dobrze. Prezenty od rodziców przyjmujemy chętnie i bez krępacji,
        nie przejmując się komentarzami: "bo wy to dostaliście, a my za własne ciężko
        zarobione pieniądze..." Rodzice chcieli, mogli, to dali.
    • babsee Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 11:04
      Ze swojej pensji utrzymam dziecko (he,he,he).Li i jedynie.Czyli -żłobek,zarcie(
      raczej drogie bo alergik),ciuchy.Starcza mi na tel.kom i papierochy.Czyli mnie
      i mieszkanie utzrymuje mąz.Kredytu nie mamy.Mieszkanie fart-spadek po
      wujku.Malusie ale własne.
      Tyle ze ja pracuje od niedawna.Od roku.Wcześniej zarabialam lepiej (swego czasu
      lepiej niż mąż)ale nie dalo sie pracować tam i wychować dziecko.
    • halszkabronstein Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 11:14
      Pamiętaj , że ludzie naprawde biedni raczej nie siedzą przed kompem i nie
      pisuja na forach wink. Mamy tu wycinek ludzi którzy maja dostep do komputera i
      netu .

      > Na ogół ludzie wykształceni, po studiach zarabiają średnio 1200-1300 zł.

      Nie wiem jak jest gdzieś indziej, ale w warszawie w supermarkecie można
      wyciągnąć więcej i to bez studiów. Jak ktoś jest obrotny , pomysłowy , ma
      troche szczęścia to sobie poradzi i bez problemu zarobi więcej .
      • wesolek11 Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 11:21
        A ja dalej podtrzymuje wersje, ze ludzie po studiach tyle zarabiają.
        A ze lepiej sytuowani mają dostęp do komputera to się zgodze. Grono tych osób
        pisze z pracy, wiec i tam muszą mieć niezłe stanowisko, choć z tym nie zawsze
        idą w parze i super zarobki.
    • lila1974 Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 11:19
      Ewentualny rozwód z mężem wymusiłby na mnie obowiązek niezłego kombinowania, co
      zrobić, by zarobić, mieć czas na wychowanie córek i jeszcze zachować osobistą
      wolność. Podejrzewam, że mogłoby być ciężko, ale wierzę, że zawsze i w każdych
      okolicznościach sobie poradzę.

      Jako małżeństwo mamy dysproporcję w zarobkach, mąż zarabia 2 razy tyle co ja.
      Na głowie oprócz zwykłych wydatków mamy kredyty na mieszkanie i samochód -
      jakieś 4 lata spłacania jeszcze.

      Bywało, że nasi rodzice przychodzili nam z pomocą - traktowaliśmy ją jako
      pożyczkę, którą spłacaliśmy w lepszych momentach. Czasami rodzice umażali nam
      jakiś dług, ale pozostaje w nas to uczucie niewyrównanych rachunków i mamy
      nadzieję, że nadejdzie czas, gdy będziemy mogli spłacić każdą pożyczoną
      złotówkę (mąż prowadzi swoistą buchalterię naszych przychodów i rozchodów) lub
      w innej formie okazać rodzicom, że bardzo nam pomogli.

      Z perspektywy czasu doszłam do wniosku, że powinniśmy byli sami sfinansowac np.
      przyjęcie ślubne (choć oczywiście dla naszych rodziców było to naturalne, ze
      oni je finansują) lub wykazac się większą pomysłowością na dodatkowy zarobek na
      własne mieszkanie chociażby.

      Reasumując - staramy się być niezależni finansowo, jednak zdarzają się czasami
      momenty kryzysu (na szczęście dawno już ich nie było).
      • babsee Re: Lila1974 22.06.06, 11:23
        He,he,he Lila, jakoś trudno bylo mi uwierzyć w ten milośc do męża...I wreszcie
        sie wyjaśniło!Dla kasy z nim jesteś!
        • lila1974 Babsee 22.06.06, 13:46
          Teraz to można tak powiedzieć, ale jak się pobieraliśmy to on szczególnie
          kasiasty nie był.
          To raczej on mi czasami wypomina, że jestem oszustką matrymonialną - jak się
          poznaliśmy szastałam forsą, wyjeżdżaliśmy tu i tam, tatuś marynarz, prawie
          własna chata a poślubie wyszło szydło z worka smile)
    • wieczna-gosia Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 11:28
      W tej chwili nie bylabym w stanie sie utrzymac z prostego powodu- nie pracuje na
      pelny etat, z wlasnego wyboru. kosztem czasu dla dzieci mam mniej czasu na prace
      smile a moj maz odwrotnie (chociaz nie pracuje tyle ile pracowal kiedy ja nie
      pracowalam- czy ktos przebrnal przez te figure stylistyczna?)

      Gdybym zostala sama- mysle ze sadze smile ze bylabym w stanie sie utrzymac sama, po
      prostu pracowalabym duuuzo wiecej niz obecnie.
      • luxfera1 Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 11:49
        prowadzimy razem firmę ,nie jest najgorzej chociaż w gasronomii nic
        przewidywalne nie jest.
        Gdybym musiała rozstac sie z męzem i podzielic firme dałabym sobie rade nawet z
        czwórka dzieci.
        Narazie jednak mamy w planach dom,wiec przynajmniej na ten czas mąż moze
        jeszcze byc uzyteczny.Potem sie zobaczy.
    • izabela_741 tak 22.06.06, 12:14
      • izabela_741 Re: tak 22.06.06, 12:33
        Przepraszam za szybko wyslalam. Musialabym jednak pewnie troche kombinowac jak
        to poukladac logistycznie i finansowo, bo co innego wynikac moze z arytmetyki a
        co innego mogloby wyniknac z zycia.
        Nie chce miec pewnosci tongue_out
    • spacey1 Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 13:59
      Byłabym w stanie utrzymać siebie i dwójkę moich dzieci sama. W tym kredyt na
      mieszkanie. Mam też kochanego męża, który zarabia 1/3 tego, co ja i nie byłby w
      stanie się sam utrzymać, to na pewno. Co więcej, z jego i mojej pensji we
      czwórkę czasem wydajemy wszystko, co zarabiamy, trudno nam cokolwiek
      zaoszczędzić. Mamy jednak bardzo wysokie koszty - kredyt mieszkaniowy, wysoki
      czynsz, niania, przedszkole x 2, jeszcze płacimy czynsz komuś z rodziny.
      Co do rodzic ów, to nigdy nam nikt nie pomagał, obecnie żyje już tylko mama męża
      i to my ją wspieramy. I nie bardzo rozumiem, dlaczego któraś z przedmówczyć
      określiła też sytację u siebie jako "śmieszną". Dla mnie to jest dość normalne w
      polskich warunkach. Emeryci mają bvardzo trudną sytuację, a chorujący to już w
      ogóle. Więc jest jasne, że mysimy mamie pomóc, a już na pewno nie ona nam. Co
      więcej, jakby miała pieniądze, też nie widze powodu, aby miała nam coś dawać.
      No ale może to kwestia wieku, wyszłam za mąż mając 30 lat, mąż 32. W tym wieku
      to już naprawdę wstyd byłoby liczyć na "drapane".
    • volta2 Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 14:21
      Ja bym się w tej chwili (wychowawczy) nie utrzymała ani sama ani z dziećmi.
      Wszystkie potrzeby i rozrywki sponsoruje mąż. Gdybym zarabiała na pół etatu,
      jak przed urodzieniem drugiego dziecka to i tak dysproporcja w zarobkach byłaby
      ok 10 krotna. Gdybym pracowała na pełen etat, to utrzymałabym siebie i tylko
      siebie, no dzieci gdyby były już w szkole, to może też, ale jakbym musiała
      zapłacić 2xprzedszkole to już miałabym problemy.

      tak, czy owak o męża dbać muszę, bo to nasze jedyne źródło finansowania,
      zresztą w przypadku rozstania możliwe, że to on wziąłby dzieci do siebie,
      również z powodów finansowych.
    • burza4 Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 15:59
      pomijając kilkumiesięczny raptem okres urlopu wychowawczego zawsze byłam w
      stanie utrzymać siebie i dziecko, na początku naturalnie dość oszczędnie, dość
      szybko już bez większych ograniczeń. W zakupie pierwszego mieszkania pomogli
      rodzice (częśc kasy miałam swoją, część pożyczyłam, część dali). Na kolejne,
      większe mieszkanie, samochód i wyposażenie zarobiłam sama. Nie mam i nie miałam
      żadnych kredytów więc mogę sobie pozwolić na wygodne życie.

      Warszawa jest dość specyficzna, "na ogół" w moim otoczeniu ludzie zarabiają
      znacznie więcej, nawet młodzi startują z pułapu bliżej średniej krajowej.
      • asiak78 Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 16:27
        No to ja się wyłamięsmile Niestety, prawdopodobie nie potrafiłabym wyżyć z mojej
        pensji o utrzymaniu dziecka nie wspominając. No może jednak sama, BARDZO
        oszczędnie to bym prezeżyła. nadmienię, że mamm wyższe wykształcenie i pracuję
        w zawodzie. A pracę mam satysfakcjonującą, tylko niestety mało płatną. Ale to
        specyfika zawodu!! I oczywiście nie narzekam, bo wybierając kierunek studiów
        doskonale zdawałam sobie sprawę że to nie jest "dochodowy" zawód. Ale mam męża,
        który dobrze (wg mnie) zarabia, nie szalejemy, ale niczego sobie i synkowi nie
        odmawiamy i potrafimy nawet troszkę odłozyć. Ale za to mieszkamy w starej
        kamienicy w wynajmowanym mieszkaniu. Pozdraiwam
    • g0sik Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 16:37
      Oczywiście, że tak i to bez problemu. Na pewno nie na takim poziomie jak teraz,
      bo pensja męża jest znacznie większa niż moja. Jeśli dodać ewentualne alimenty -
      oczywiście nie mam na myśli 300 zł to mogłabym nadal oddawać dziecko do żłobka
      i zatrudniać opiekunkę na cały etat...
    • minka55 Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 17:11
      Pracuję na pełnym etacie, na stanowisku kierowniczym w słuzbie zdrowia smile)))
      zdecydowaną większość pensji oddaję niani, za pozostałą część w żadnym razie
      nie utrzymałabym siebie i dziecka. Mąż też służba zdrowia, pracuje od rana do
      nocy, dzięki temu funkcjonujemy w miarę normalnie.
      • nosmoking1 Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 17:24
        Prowadzimy z mezem wspolny interes. Zalozylam go sama-najpierw zrobilam biznes
        plan i dostalam kredyt. Nie ukrywam ze duzo pomogli mi tez rodzice. To bylo
        jeszcze za czasow mojego pierwszego meza. Potem kiedy poznalam mojego obecnego
        meza interes bardzo sie dzieki jego pomocy rozwinal, wiec teraz moge powiedziec
        ze dajemy sobie rade choc na poczatku bylo baaardzo ciezko, bo po zaplaceniu
        rachunkow czasem nic nie zostawalo do zycia. Ale teraz jest dobrze .
        • zuzanna56 Re: Tak z reka na sercu powiedźcie czy... 22.06.06, 18:47
          Tak

          Zarabiałam już w liceum udzielając korepetycji z angielskiego.
          Potem studiowałam anglistykę więc mogłam więcej brac za korepetycje.

          Mam 36 lat i nie dostałam nawet złotówki od rodziców chociaz byłoby ich na to
          stac. Mamy 3 pokojowe mieszkanie bez kredytu, samochód i działke budowlaną na
          kredyt.
          Pracujemy oboje, ja na półtora etatu w szkole plus znowu korepetycje.

          Nie jest mi łatwo i jestem czasem bardzo zmęczona ale nie wyobrażam sobie brac
          od kogos pieniędzy. Zresztą nikt nie chce mi ich dać...
    • boziaj Nie - mam wykształcenie i 1200/m-c :( 22.06.06, 17:27
      niestety nie, ja mimo dobrego wykształcenia zarabiam ok. 1200/m-c; mieszkam w
      duzym mieście, więc koszty utrzymania sa duże; dodatkowo pokrywac musze koszty
      szkolenia podyplomowego, co przy założeniu programu minimum pochłania średnio
      ok. 200/m-c
      gdybym nie mogła liczyc na pensję męża to musiałabym podjac dodatkowa pracę ale
      popołudniowo-nocną (taką mam mozliwość)i to tez bynajmniej nie kokosową;
      nie ukrywam, że jestem sfrustrowana tą sytuacją

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka