Dziewczyny, szukam patentu na naturalne doenergetyzowanie - coś zamiast snu.
Dziecko mi co prawda przestało wstawać o 5 ale zaczęło o 4. Niby potem
dosypia między 6-7, ale przeważnie u mnie na kolanach, bo płacze, kiedy
odkładam do łóżeczka. Co zamiast snu?

Macie jakiś sposób? Coś w stylu no
nie wiem jabłko z marchewką posypane pieprzem i wegetą, mięta z kawą i
cytryną albo inne cholerstwo?