Dodaj do ulubionych

proszę o opinie

26.06.06, 14:48
Z góry uprzedzam, że będzie przydługawo, bo chcę jak najdokładniej
przedstawić sytuację. Poza tym temat też już oklepany. Ale ponieważ dotyczy
mnie osobiście trudno mi spojrzeć z dystansu.
Jakiś czas temu rozpoczęłam wątek pod tytułem "izolować toksyczną babcię?".
Poruszyłam w nim problem, jakim jest zachowanie mojej mamy w stosunku do mnie
i mojej rodziny. Sytuacja była tak napięta, że wylądowałam u psychiatry w
obawie, czy nie nabawiłam się depresji poporodowej. On stwierdził, że jeżeli
ktoś wymaga leczenia, to nie ja i powinnam odizolować od siebie i mojej
rodziny swoją matkę, bo inaczej zatruje nam życie.
Dla niewtajemniczonych postaram się pokrótce i od początku.
Moje małżeństwo trwa już siódmy rok. Tylko przez pierwsze kilka msc
mieszkaliśmy z moją mamą, ponieważ mieszkanie, do którego się wyprowadzaliśmy
było w trakcie remontu. Na szczęśie tylko kilka msc, bo to było nie do
wytrzymania. Moja mama próbowąła oczywiście we wszystko ingerować. Jaki
proszek powinniśmy kupować, jak włączać pralkę, co jeść, czego nie kupować
itd. Nie pomijając, że na każdym kroku słyszałam, że jestem beznadziejną żoną
i mąż na pewno niedługo ode mnie odjedzie (jak widać przetrwał 7 lat).
Potem był spokój. Pierwsze dziecko urodziłam dwa lata temu i od samego
początku zajmowałam się nim sama. Na piersze tygodnie przyjechała do nas
teściowa, ponieważ miałam cesarkę i lekarz zalecił się oszczędzać, a ona nie
pracowała już wtedy i pierwszy wnusio, więc sama radość. Potem zostałam sama
i nigdy nie prosiłam o pomoc. Wszystko układałam tak, żeby nie musieć małego
nikomu podrzucać. Zabierałam go ze sobą dosłownie wszędzie. Nawet do lekarza,
czy fryzjera. Na szczęscie był na tyle "dobrym" dzieckiem, że najzwyczajniej
w świecie wtedy spał w wózku. Babcie - moją mamę - znał tylko z niedzielnych
obiadków. Nigdy nie zaproponowała, że zabierze go na spacer, czy coś w tym
rodzaju. O przepraszam, zrobiła tak raz w sobotę, ale wróciła po 30 min, a
płacz małego słyszeliśmy już przez balkon. Taki układ był dla mnie, jak
najbardziej normalny. Może tylko dziwne mi się wydawało, że nie ma potrzeby
więcej czasu spędzać z wnuczkiem (też jej jedynym).
Gdy mały miał 8 msc, okazało się, że jestam w 2 ciąży. Lekarka kategorycznie
zabroniła mi dźwigać. Powiedziała, że źle się to może skończyć dla mnie i dla
dziecka (zwżywszy, że poprzednia cesarka była niecały rok wcześniej). Mąż
porozmawiał z moją mamą i porosił ją, żeby mi trochę pomagała w ciągu dnia,
bo mały już całkiem sporo ważył. Ona się zgodziła, ale tylko raz przyszła i
dowiedziałam się wtedy, że jestem leniwa i przy własnym dziecku nie che mi
się robić i szukam służących. W 6 msc ciąży wylądowałam w szpialu na
podtrzymaniu i siłą rzeczy mama musiała poniekąd się zająć małym (teściowa
mieszka na drugim końcu Polski), nie mialiśmy opiekunki. No i czywiście mama
nie mogła odmówić, bo co by ludzie powiedzieli (w jej mniemaniu).W szpitalu
odwiedziła mnie tylko raz, żeby powiedzieć, że teraz to już jakość mi pomoże.
Po powrocie do domu przekonałam się, że bardziej niż pomagać,mama chce
rządzić. Wytrzymałam tydzień w nadziei, że jakoś się to ułoży, a potem
powiedziałam, że dziekuję i zatrudniliśmy opiekunkę. Mama oczywiście się
obraziła.
Po porodzie ponownie przyjechała teściowa, a po jej wyjeździe mama
zaproponowała, że chętnie mi pomoże. I ponownie okazało się, że do pomocy
jest ostatnia, a do rządzenia pierwsza. Mało tego codziennie znalazła powód
do kłotni i pretensji. A to w kuchni bałagan i kawy nie ma gdzie wypić, a to
spodenki, ktore przygotowałam dla małego beznadziejne, bluzka też, o butach
nie wspminając. Kremem go nie nasmaruje, tego mu nie założy, a w ogóle, to
dlaczego jeszcze nie gotowy do paceru (zapomniałam dodać, że jej pomoc
ograniczyła się do "wyprowadzania" małego na spacer i to o czasie, jaki ona
uznawała za stosowny. Sytuacjastawała się coraz bardziej napięta. Mama
pozwalała sobie coraz więcej, zaczęła mnie poniżać i krytykować przy dziecku,
zmieniać ustalone mu przeze mnie i męża tzw. "granice", a na jakąkolwiek
uwagę, czy prośbę, reagowała ubliżaniem mi i wyśmiewaniem mojej głupoty
(wszystko oczywiście przy dziecku). W międzyczasie byłam u wspomnianego
wcześniej psychiatry, ale postanowiłam dać jej jeszcze szansę. W końcu to
matka. Pomyślałam, że może jak będę bardziej stanowcza, to w końcu zrozumie,
że nie ma sensu. Nie liczyłam, że się zmieni.
Miarka się przebrała, gdy moja kochana parka się rozchorowała jedno po
drugim ,a w międzyczasie my z mężęm. Po weekendzie mama pojawila się, jakby
nigdy nic z pretensjami, że mąż nie pjechał na działkę jej skosić trawy, bo
zaprosiła gości na grill (nawiasem mówiąc mąż po kilkudniowej delegacji
wrócił do domu w piątek w nocy, a w sobotę obudził się z goroączką, a ja sama
od poniedziałku z choraczkami).
To jeszcze przetrawiłam. W ubiegłym tygodniu mała miała gorączkę trzydniową.
Zbiegło się w czasie z upałami i był po prostu koszmar. Całymi dniami
płakała. Jak tyko zasnęła budziła się z gorąca. Na rękach przysypiała i
płakała, bo aż się do mnie kleiła, w łóżeczku nie mogła zasnąć, bo chciała
się przytulić. Istny horror. Mama oczywiście ani raz nie zapytała, czy może
jakoś pomóc. Zjawiała się regularnie o 10, żeby małego zabrać na spacer, a o
13 już jej nie było. Oczywiście pretensje, że mały nie ubrany, dlaczego nie
dałam mu jeszcze drugiego śnidania, biedne głodne dziecko. A że mała ryczy,
to oczywiście nie widziała. Dlaczego zupki mu nie ugotowała itd.
Powiedzialam, żeby kupiła mu taką w słoiczku, to ona, że się do sklepu nie
wybiera. No to mówię, że zje mleko, albo kaszkę z musem owocowym. No to znowu
jestem nienormlna, zeby takie rzeczy dawać dziecku na obiad. No to mówię, w
takim rzie pójdzie spać głodny i oczywiście jestem popierdziel.....
W piątek już nie wytrzymałam. Ja wieszam pranie, mała ryczy, bo zmęczona i
jeszcze trochę gorączkuje, mały nudzi, bo chce już iść na spacer, ale
jeszcze nie wyszedł, bo babcia nie przebierze mu ubranka, bo nie jest moją
służącą, a poza tym nie widzi takiej potrzeby i co z tego, że się obsikał,
jest ciepło, to zaraz wyschnie...Ja latam, jak z piórem, zrobić im picie,
jedzonko dla małej, jeszcze pieluszki, pranie rozwiesić na balkonie, w końcu
się ubrać i wyjść na spacer (i tak gorąco, a mała w wózku zaśnie). A babcia
siedzi i pogania, ona chce już wyjść, jak chcę go przebierać, to szybko, bo o
której oni wyjdą, gdzie jest smoczek małej, bo płacze. Mówię, że mała od
tygodnia nie używa smoczka i znowu jestem nienoramlna. myślę sobie matka
matką, ale to jest szczyt. i mówię do niej : "Mamo dziekuję Ci bardzo za
wszelką pomoc, jakiej mi udzeliłaś, ale teraz proszę ubierz się i idź już do
domu. Jestem zmęczona twoją krytyką i pretensjmi. Od poniedziałku możesz nie
przychodzić, dam sobie radę sama". A to pewnie ciśnienie złe, albo mam okrs
dostać, co ja pieprz...(wsszystko przy małym, który ją odpycha i mówi: "Baba
nie" - czytaj: Babcia nie krzycz na mamę). Powtarzam jeszcze kilka razy to
samo, coraz dobitniej, ale bez skutku. Siedzi, jak siedziała. Siłą jej nie
wypcham za drzwi, mały i tak już wyje, więc dałam za wygraną.
Dziś rano wszystko wcześniej przygotowałam - mała na szczęście już zdrowa - i
wyszłam z domu zaraz po 9. Zrobiłam zkupy w osiedlowym sklepiku i usiadłam z
małym na ławce w cieniu, żeby dać śniadanie. Maleńka zasnęła w wózku.
Telefon. mama. Gdzie jestem i dlaczego mnie nie ma w domu, ona stoi pod
drzwiami. Mówię, że na spacerze i że miła nie przychodzić. Ale przyszła, chce
jej się sikać i pić, żebym ją wpóściła do mieszkania do łazienki. No cóż.
Wróciła z łazienki, my się bawimy w piasku, a ta ani myśli iść do domu. I
zaczyna od nowa. Niech on nie siedzi w słońcu - a siedzi w cieniu, tylko
część pieskownicy jest w słońcu i jak jeździ samochodzikiem, to siłą rzeczy
przechodzi przez "słońce", a małą do cienia trzeba przes
Obserwuj wątek
    • ewazak3 Re: proszę o opinie 26.06.06, 14:56
      ja sie ogranicze chyba do jednego slowa: WSPOLCZUJE.
      moja mama na zaledwie namiastki "dyrygowania" i tego nie wytrzymuje, podziwiam
      bo ja ze swoja w takiej sytuacji bym juz chyba nie rozmawiala.
      • igielka6 Re: proszę o opinie 26.06.06, 15:00
        Dziękuję za współczucie i podziw, choć nie jestem pewna, czy zasłużony.
        Zapewniam Cię, że ani trochę nie jestem jej dłużna, jeżeli chodzi o
        złośliwości. Najbardziej jednak buduje mnie Twoje wsparcie. Oznacza bowiem, że
        chyba jednak nie jestem taka straszna.
    • izabela_741 Re: proszę o opinie 26.06.06, 14:58
      Polecam Ci mur - na kazda propozycje: dziekuje za rade i pomoc, poradze sobie
      sama.
      Na wyzwiska: nie zycze sobie, idz powyzywac sie na kims innym.
      Do oporu to samo.
      Jak bedziesz konsekwentna da Ci spokoj.
      • igielka6 Re: proszę o opinie 26.06.06, 15:01
        Autopsja?
        • izabela_741 Re: proszę o opinie 26.06.06, 15:57
          Na szczescie nie, raczej trudne doswiadczenia zyciowe z szefem. Ale jest juz
          moim eks-szefem wiec poza rozmowa kwalifikacyjna moge na niego bluzgac ile
          wlezie. big_grinDDD

          Metode muru w pytaniach i negocjacjach stosowal jak zloto. Jak ja rowniez
          opanowalam to jakze milo sie z nim gadalo!!!
          To niestety jedyna metoda, zeby splawic niektore typy ludzkie, wiec koncowo
          akurat za ta nauke jestem gosciowi wdzieczna.
    • szymanka Re: proszę o opinie 26.06.06, 15:42
      Igiełko, daj sobie spokój ze swoją matką. Ona Ci nie pomaga, ona Cię wykańcza.
      Wiem, matka to matka, bla, bla, bla... Ale więzy krwi nie upoważniają do
      takiego traktowania! I fakt, że to Twoja matka nie znaczy, że masz znosić to
      zachowanie z podkulonym ogonem! Jesteś dorosłą kobietą, najważniejsza jesteś Ty
      i Twoja rodzina a nie fochy matki.

      Ogranicz kontakty. Jeśli matka chce widzieć wnuki, proszę bardzo ale u niej!
      Niech ona przygotuje się na goszczenie Ciebie i dzieci, a nie Ty! Ty w obecnej
      sytuacji masz na głowie opiekę nad dziećmi. Twardo trzymaj się ustalonej drogi
      ograniczania kontaktów, może sobie tego nie wyobrażasz ale może być jeszcze
      gorzej gdy dzieci podrosną i zaczną więcej rozumieć. Matka będzie podważać Twój
      autorytet a nie ma mowy o wychowywaniu dzieci bez autorytetu.

      Wiem, że Ci ciężko ale kategorycznie zrezygnuj z pomocy matki! Jak jest Twoja
      sytuacja finansowa? Może weźmiesz kogoś do opieki nad starszym dzieckiem? Teraz
      są wakacje, może jakaś studentka się znajdzie? Może jakaś starsza pani? A mozę
      przyjaciółka?
      Moja koleżanka ma podobną sytuację do Twojej: dwoje małych dzieci i żadnej
      pomocy. Wywiesiła ogłoszenie w sklepie osiedlowym i na drugi dzień już znalazła
      licealistkę, która przychodzi na 3 godziny dziennie, bawi się z małą i wychodzi
      na spacery a właściwie do piaskownicy przed blok. Kolezanka jej płaci 3 zł za
      godzinę. Dziewczyna jest młoda i niedoświadczona ale wszytsko odbywa się pod
      okiem koleżanki. Może Ty też spróbuj w ten sposób? Trzymaj się ciepło smile
      • igielka6 Re: proszę o opinie 26.06.06, 16:08
        Jak już pisałam, przez jekiś czas mieliśmy opiekunkę do pomocy nastałe, jak
        jeszcze byłam w ciąży z maleńką. Finanswowo nie jest kolorowo, ale dajemy radę.
        Do dziś mam kontakt z tą dziewczyną i czasami proszę ją o pomoc.
        Jeśli chodzi o nadmiar obowiązków, to nie powiem, żeby mi ich brakowało. Ale
        mama i tak niewiele mi pomagała. Poza zabraniem starszego na spacer, dania mu
        potem zupki i położenia spać. Teraz o tyle jest trudniej, że po powrocie z
        placu zabaw oboje chcą się przewijać i jeść jednocześnie. Ale skoro dziś
        przeżyłam, to pewnie jakoś to będzie. Poza tym mały z czasem przyzwyczai się do
        nowej sytuacji, a mimo jego młodego wieku na prwdę wiele można mu wytłumaczyć.
        Chodziło mi raczej o opinie, czy faktycznie jestem zazdrosna i zaborcza, skoro
        nie chcę, żeby do mnie przychodfziła i zabierała małego na spacer. Szczerze
        mówiąc, muszę się przyznać, że trochę było mi nieraz żal, że nie mam czasu dla
        niego. Jak babcia czytała z nim książeczki i układała klocki, ja walczyłam z
        praniem, gotowaniem itp. Sama nieraz miałam ochotę zabrać go na spacer i
        pokazać ciekawe rzeczy. A było to możliwe tylko w weekendy. Ale czy to zawiść z
        mojej strony? Ostatecznie nie to było powodem mojej decyzji.
    • alfama_1 Re: proszę o opinie 26.06.06, 15:52
      Podziwiam. Z tego, co piszesz, to Ty jeszcze musisz się zajmować swoją mamą
      (siku, pić, kawka), spróbuj dać sobie z nią spokój na jakiś czas i zobaczysz
      jak się z tym czujesz. Po prostu niech Cię dla niej nie będzie.
      Znam z doświadczenia smile
      • igielka6 Re: proszę o opinie 26.06.06, 20:23
        I co było dalej?
        • iwles Wątek działa. 27.06.06, 10:04
          Wątek działa - nie ma żadnych problemów.

          Podnoszę do góry, żeby dziewczyny tu sie wpisywały, a tamten moderatorki mogą
          już skasować.
    • igielka6 Re: proszę o opinie 27.06.06, 21:54
      No to może ja jakaś ograniczona jestem. Dlaczego post się urywa i nie mogę
      przeczytać całości?
      • kajos5 Re: proszę o opinie 27.06.06, 22:10
        urywa bo post może mieć określoną wielkość - KAŻDY który jest za długi będzie obcięty. Muszisz po prostu dopisać reszę w kolejnym pośce TEGO SAMEGO wątku.
      • meotto Re: proszę o opinie 27.06.06, 22:10
        Nie jestes ograniczona :o))), tylko na jeden post wchodzi ograniczona ilosc
        slow, po czym urywa. Zeby miec reszte musisz zalozyc nowy post i tam dopisac
        to, co Ci wczesniej urwalo :o)
        • meotto Re: proszę o opinie 27.06.06, 22:11
          Cha-cha, Kajos, pisalysmy to samo w tym samym momencie :o)))))
          • jakaspanna autorko...przeczytaj!! 27.06.06, 23:23
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=619&w=44274197
            Przeczytaj ten post i uszanuj, ze Twoja mama jest zdrowa. Ciesz się kazdą
            chwila z nią spedzoną, obojętnie jaka by nie byla.
            • sasza2004 To nie fair! 28.06.06, 00:43
              Nie można kobiecie, która ma poważny kłopot z toksyczną matką wrzucać takiego
              wątku! To jest po prostu poniżej pasa, czy Ty miałaś "jakspanno" kiedykolwiek
              podobne problemy, jak autorka wątku? Owszem, rodziców trzeba szanować, kochać,
              ale nie można godzić się na pewne rzeczy tylko w imię tego, że są rodzicami i
              że mogą zachorować, odejść i dopiero wtedy zeżrą nas wyrzuty. Nie. Igiełka jest
              tu i teraz, jej mama jest zdrowa, a Igiełka niedługo będzie przez nią chora.
              Igiełko, teraz już do Ciebie (zdenerwowałam się, no). Jesteś normalną kobietą,
              nie zazdrosną, nie zaborczą, nie jakąś inną, masz normalne odczucia,
              oczekiwania, to Twoja mama powinna się leczyć u psychiatry z tego jadu, którym
              Cię zatruwa. Przepraszam, że tak piszę, pamiętam Twój poprzedni wątek, uważam,
              że ocali Cię tylko zerwanie kontaktów albo ich duże ograniczenie. I to tak, jak
              pisze któraś z dziewczyn - wnuki do babci, niech się postara, zrobi obiad,
              ciasto, a Wy jedziecie i siedzicie, odpoczywacie. Mama Ci bardziej przeszkadza
              niż pomaga, poza dwójką dzieci masz jeszcze gościa do obsługiwania. Jakimi
              chwilami z mamą masz się cieszyć, tymi, kiedy Cię krytykuje, czy tymi, kiedy
              Cię poniża, czy tymi, kiedy ignoruje Twoje metody wychowawcze? Ty jesteś mądrą,
              świadomą osobą, poszłaś do lekarza, zaczęłaś szukać w sobie - to piękne,
              chciałaś dać mamie szansę. Ale skoro jest, jak jest, daj sobie spokój, bez niej
              na pewno sobie poradzisz, będziesz musiała i sobie poradzisz. Ja mam toksyczną
              mamę, może nie aż tak bardzo, jak Twoja, a może inaczej się to objawia. Moja
              mama jest mistrzem świata we wbijaniu mi poczucia winy, nawet, jak wiem, że mam
              rację to po rozmowie z nią i tak mam kaca i poczucie, że jestem złą córką. Po
              spotkaniu z mamą (nawet gdy jest miło i spokojnie) zawsze czuję się zmęczona,
              wypompowana, wyssana z energii. Bardzo kocham moją mamę i dużo bym dla niej
              zrobiła, ale im rzadziej ją widuję tym lepsze są nasze relacje. Na szczęście
              mama respektuje moje zasady odnośnie dziecka i się nie rządzi, ta płaszczyzna
              jest raczej pozbawiona konfliktów, ale też może dlatego, że zupełnie nie
              korzystam z jej pomocy, nigdy nie podrzucałam i nie podrzucam jej małego, radzę
              sobie sama bo tak chcę, taki jest mój wybór, jeżeli to ona wpada do nas w
              odwiedziny albo my do niej.
              Igiełko, nie daj się zwariować, wmówić sobie, że to z Tobą coś nie tak, bo z
              Tobą wszystko w porządku. Rób swoje, bądź konsekwentna i miej czyste sumienie,
              próbowałaś, widocznie się nie da, niektórzy są niereformowalni. Bardzo
              serdecznie Cię pozdrawiam i życzę dużo siły i spokoju.
              • jakaspanna sasza2004 28.06.06, 22:00
                Nie chciało mi się nawet do końca czytać tego wątku. Nie wiem, czy byłam w
                takiej sytuacji, ale wiem, ze czasami mozemy powiedziec o pare slow za duzo i
                niekiedy jest za pozno, zeby to naprawic. Moja znajoma stracila obydwoje
                rodzicow w ciagu miesiąca i to jest cios ponizej pasa. Wyobrazasz sobie co
                czuje?? Bo ja nie i mam nadzieje, nigdy tego nie doswiadczyc. Pozdrawiam
                • sasza2004 jakaspanna 28.06.06, 22:46
                  Ale widzisz, to są dwie różne sprawy. Ja się z Tobą zgadzam, że trzeba doceniać
                  dany nam czas, że życie jest nieprzewidywalne. Wiem, że kiedy ktoś odchodzi
                  myśli się o tym, ile przykrości akurat ode mnie doznał, ile niepotrzebnych
                  kłótni stoczyliśmy, że człowiek robi sobie wyrzuty, że po co te spory o bzdury,
                  głupoty. Wiem, że nie powinno się marnować życia na takie "przepychanki", ale
                  czasami jest tak, że chociaż są to rodzice, trudno się dogadać i tym jest to
                  trudniejsze, że są to właśnie rodzice. Czasami nie można zgodzić się na pewne
                  rzeczy, z szacunku dla siebie, ze względu na nasze dzieci, nasze rodziny, które
                  założyłyśmy - tak jest w przypadku autorki tego wątku i myślę, że w wielu
                  innych. Może poświęć chwilę, przeczytaj zanim się wypowiesz, ocenisz. Również
                  pozdrawiam.
                • iwles jakaspanna 29.06.06, 00:40
                  Cios poniżej pasa? Wiesz chociaż, co to znaczy ?
                  Może wyjaśnię ci - cios poniżej pasa, to znaczy, że ktoś świadomie zadał ci ból
                  w najbardziej czułe miejsce. Zrobił to świadomie, bo chciał byc pewien, że to
                  zaboli.

                  Czy można takimi słowami okreslić śmierć rodziców ??????

                  Mówisz o uważaniu na słowa. Tak więc proszę: uważaj co mówisz.
                  • jakaspanna iwles 29.06.06, 13:59
                    Nie zauważyłam, że napisałam o uwazaniu na słowa.
                    Wiem, co to cios poniżej pasa, a chodziło mi tu o "cios" np od Boga, bo to od
                    Niego wiele rzeczy zależy.
    • ewa2233 Re: proszę o opinie 28.06.06, 08:59
      wpisałam do drugiego wątku (chyba skasowanego), powtórzę i tu:
      wysłałam Ci maila smile
      ------------------------------------------------
      çççççççççççççççççççççĂççĂç
      Życie jest mdłe i znikome,życie się całkiem nie liczy
      bez jakiejś wielkiej niewiadomej,bez tajemnicy.
    • igielka6 Re: proszę o opinie-c.d. 02.07.06, 22:19
      przesunąć - a wózek w cieniu. Mały nie tak powienien sypać łopatką itd. Mówię
      więc, żeby pozwoliła mu się bawić jak chce. No to ona, że dwie do jednego
      dziecka to za dużo i ona idzie. Poszła na drugi koniec placu i usiadła na
      ławce. Mały w ryk, bo nie rozumie. Myślał chyba, że babcia na niego się
      pogniewała. Pobiegł do niej, a ona go zabrała za ręka i idzie gdzieś sobie.
      Podbiegłam do niej i pytam, gdzie się wybiera. A ona, że mały nie powienin baić
      się w piachu, tylko isć naspacer i ona go zabiera. Zwracam jej uwagę, że dzieci
      sż moje i ze mną, więc, jak chce go zabrać, to niech zapyta. Jeśli ma ochotę,
      to może się do nas dosiąść, ale nie wolno jej zabierać małego bez ustalnenie
      tego ze mną. No to ona, że albo ona, albo ja, bo dwie do rządzenia, to za dużo.
      Powiedziałam, że w 100% się zgadzam, bo od rządzenia tu jestem ja i w ogóle, to
      jużją prosiłam, żeby nie przychodziła. Obraza majestetu. Pójdzie, ale zostawiła
      w domu torebkę. Po chwili wraca i zaczyna przedstawienie. Jestem nienormalna,
      zaborcza i zazdrosna, zniszczę własne dziecko. Biedne dziecko, bo zaabraniam mu
      kochać babcię. Mówię, że nie zabraniam dzieckui, tylko nie godzę się na jej
      zachowanie. Ale ona teraz nie może iść, b mały płacze i nie może go tak
      zostawić.Proszę, żeby skończyła przedstawenie, bo zaraz mał jeszczeobudzi, Ale
      nie oczywiście. W końcu wyją obydwoje, ludzie sę gapią. Zabrałam dziecieki i
      poszłam.
      Zabroniłam jej przychodzi, bo wiecznie tylko kłótnie o blo co, a mały to
      chłonie jak gąbka. POdważała mój i męża autorytet. I miałam dość tego wiecznego
      zrzędzenia. Co Wy o tym myślicie?
    • igielka6 Re: proszę o opinie-po tygodniu 02.07.06, 22:26
      Utwierdzam się w przekonaniu, że ograniczenie kontaktów z moją mamą było jedną
      z najlepszych decyzji w moim żyiu. Lekko nie jest, ale jaki spokój. ZTo po
      powierwsze. A poza tym, mały po kilku dniach mówi do mnie tak: "Baby nie ma.
      baba krzyczała dla mamy". Nigdy mu tak nie mówiłam. JAk bytał o bacnię, to
      tłumaczyłam, że babcie przychodziła codziennie, jak maleńka była bardzo mała i
      ciągle płakała. A tera z jest już iwększa i nie potrzebujemy pomocy i babcia
      mieszka w swoim domku i będziemy się z nią rzadziej widywać.
      A dziś rodzinny spęd z powodu zaległych imienin mamy. Mały wcale jakoś nie
      tuptał za babcią krok w krok. Więc jednak chyba tak bardzo nie tęskni. Ciotka
      aluzje mi puszcza, z których wnioskuję, co mama jej nagadała. Jaki to ze mnie
      potwór. A na koniec bezobcesowo mówi do mojego męża, jak to jej jest przykro i
      że martwi się o dzieci, bo ja będę teraz bardzo zmęczona i żebym im krzywdy nie
      zrobiła. I jak tu układać normalne relacje z taką osobą? Na szczęście jutro nie
      będę musiała jej oglądać ani pojutrze i dopiero wtedy, jak mi się zachce.
      Aha, nie jest to wątek pesymistyczny. Właśnie "triumfuję", że w końcu zdobłam
      się na tą decyzję i z dnia na dzień przekonuję się o jej słuszności.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka