Wróciłam z wakacji.
Przez dwa miesiące, jak to mówią, napatrzyłam się. Pobyty w kilku
pensjonatach, ze znajomymi i bez. Wszędzie dokoła pełno dzieci. Głównie płci
męskiej. Tak się jakoś składało. No, były też dziewczynki, ale w mniejszości.
Dodajmy - mniejszości, z którą aż się chciało przebywać, bo stanowiło to miłą
odskocznię od męczącego, irytującego, żeby nie powiedzieć mocniej,
towarzystwa chłopców.
Drogie mamy 5 - 10 latków płci męskiej, uświadomcie mnie proszę, czy
zachowania takie jak:
- nieartykułowane wrzaski wydobywane z siebie dokładnie nad uchem innych,
zwłaszcza, jeśli ci inni próbują na przykład porozmawiać,
- przedrzeźnianie innych dzieci (nagminne i z upodobaniem),
- odpowiadanie na prośby dorosłych o nieużywanie siły w stosunku do
słabszych - "i co mi zrobisz?",
- rzucanie się na słodycze stojące na stole dla wszystkich i zjadanie na raz
np. całego pudełka ptasiego mleczka,
- wpychanie sobie do ust połowy pudełka ptasiego mleczka na raz,
- wypijanie mleka do kawy przeznaczonego dla wszystkich duszkiem prosto z
dzbanuszka (okraszone bezczelnym: bo ja uwielbiam takie mleczko),
- puszczanie przy wspólnym stole bąków, a następnie udawanie, że "nie wiem,
o co chodzi" (niejeden raz) i zbywanie prośby o odejście od stołu głupim
uśmieszkiem,
- pogardliwe wyrażanie się o wszystkim, co dziewczyńskie (u dziewczynek
takich tendencji w stosunku do zabawek czy ubrań typowo chłopięcych nie
zauważyłam)
Nawet mi się nie chce dalej wymieniać...
Wracając do mego pytania, czy takie zachowania są po prostu naturalnym i
nieuniknionym etapem rozwojowym chłopców? Czy może wynikają z czegoś innego?
Oświećcie mnie, bo po tych wakacjach jestem skołowana. I Bogu w duchu
dziękuję za to, że mnie obdarzył samymi córkami....
Z góry bardzo przepraszam mamy miłych, sympatycznych i dobrze wychowanych
chłopców. Głęboko wierzę, że tacy istnieją.
Tylko gdzie się podziali?
Znacie takich?