Wczoraj w nocy Jula przyszła do nas do sypialni, obudziła nas i taki dialog:
Julia: Mamusiu, chciałaś coś?
Ja: Nie, przecież jest noc!
Julia: Wołałaś mnie mamusiu!
Ja: NIE... Idź spać! Julciu, nie wołałam!

Julia: Kulcie, no cio za lobota z wami jest...
I poszła...

)
Potem mi się przypomniała scenka z Biblii, gdy mały Samuel przybiega do
swojego nauczyciela, bo wydawało mi się, że to on go wołał, a potem okazało
się, że to Bóg... :] Już się normalnie zdygałam, że 'Boziuś' woła moje
najstarsze dziecię, ale Małżon stwierdził, że po ostatniej tragicznej scenie
w kościele to mało prawdopodobne...
Piszcie o swoich pociechach, bo inne tego typu wątku już za bardzo się
rozrosły ;o))