Dodaj do ulubionych

Wdzięczność mężczyzny

16.09.06, 17:38
Nie dla wrażliwych, uprzedzam.

Było sobie małzeństwo z 35-letnim stażem. Oboje po studiach, on naukowiec,
opozycjonista, później naukowiec - dyplomata. Ona prowadziła dom, wychowywała
dzieci i jeździła za mężem w kolejne miejsca stypendiów/wykładów/na placówki.
Reprezentacyjna pani domu. Układ funkcjonował idealnie - pan się spełniał
zawodowo a ona dbała o dzieci, gości, przyjęcia, organizację, spotkania, miłą
atmosferę itd. Po 35 latach pan oświadczył, że żona ma wracać do Polski i
wreszcie się USAMODZIELNIĆ, bo on ma dosyć, że tak na nim wisi. Wcześniej
żadnych kwasów ani pretensji nie zgłaszał, wręcz przeciwnie.wink
Pan rozwodu nie chce, pani wróciła do Polski i ma ciężką depresję. X lat
poświęciła na to, żeby w wieku około 60-tki usłyszeć, że ma być samodzielna:
czytaj - zarabiać i w ogóle mieć swoje życie.
Tak ku refleksji dla tych, które nie planują pracować zawodowo...
Obserwuj wątek
    • monia145 Re: Wdzięczność mężczyzny 16.09.06, 17:40
      Piękne, Trisssmile
      A pan postanowił przysposobić nową, młodszą panią domu?
      • triss_merigold6 Re: Wdzięczność mężczyzny 16.09.06, 17:45
        Z tego co wiem to nie. Dorosłe dzieci stwierdziły, że tatusiowi walnęło na mózg
        i przeżywa II młodość. Pewnie mu przejdzie za 2-4 lata ale do tego czasu pani
        małżonce serdecznie współczuję.
        • monia145 Re: Wdzięczność mężczyzny 16.09.06, 17:50
          Ja tez jej współczuję. Bo kiedy jest dobrze, to nie myśli się o życiu na własna
          rękę. Tu nawet nie chodzi o to chyba, że ta kobieta nie będzie miała za co żyć-
          raczej o to, że pan małżonek potraktował ją jak przedmiot, który uczuc przeciez
          nie ma, więc mozna go wyrzucić, do przechowalni wystawić. Świadomość tego mnie
          by chyba zdruzgotała.
          • triss_merigold6 O to to 16.09.06, 17:54
            Za co żyć by miała wiec nie w finansach problem.
            Całe życie wspierala męża. Dyplomata na wysokim stanowisku MUSI mieć żonę,
            która bedzie z nim bywać, organizować, uczestniczyć w kółkach dla pań, robić PR
            i budować relationships krótko mówiąc.
            Robiła to, bo na taki model życia zdecydowali się wiele lat temu, zamiast
            wdzięczności ma wielkie g....
            • anik801 Re: O to to 16.09.06, 18:06
              Dlatego najlepiej wspierać samą siebiewink
              • triss_merigold6 Re: O to to 16.09.06, 18:12
                Ale czasem wyborów dokonuje się mając lat 20+. Poświęca się ten kto ma gorszą
                pracę, mniejsze perspektywy w danym momencie. To było pokolenie naszych
                rodziców i trudno od ówczesnych młodych kobiet oczekiwać dziesiejszej
                perspektywy...
    • anna_geras Re: Wdzięczność mężczyzny 16.09.06, 17:45
      Mogla glupia cii.. pomyslec i zalozyc firme uslugowa a teraz pociagnac go o
      odszkodowanie.
      • anulka.p Re: Wdzięczność mężczyzny 16.09.06, 17:45
        Pani powinna wystapić o rozwód (nawet z jego winy, co z tego, że on nie chce),
        podział majątku i finito. Nie zostaje na lodzie. Takie jest prawo. I jest to do
        wyegzekowawania.
        • triss_merigold6 Nie żartuj pliz 16.09.06, 17:48
          Nie występujesz o rozwód mając 60 lat kiedy całe swoje życie zainwestowałaś w
          małżeństwo i wspólne życie a do zdrady czy radykalnego rozpadu związku nie
          doszło. Psychologicznie niemożliwe. Pani rozwodu nie chce tylko żeby pan się
          opamiętał cokolwiek.
          • anulka.p ??? 16.09.06, 17:55
            Dlacz)go nie? Właśnie znajomi rodziców rozwiedli się. Oboje po 60. On (pan
            doktor) znalazł młodszą. Zona od dłuższego czasu nie pracowała. Co nie
            przeszkadzało jej wziąć dobrego adwokata i wyszła na tym zupełnie przyzwoicie
            (pod względem finansowym oczywiście)
            wiadomo, też wolała, żeby się opamiętał, itd. ale pan się zawziąłsmile.
            Rozumiem, że tu do zdrady nie doszło, ale jednak o rozpadzie zwiazku chyba
            można już mówić? Na co tamta kobieta ma czekać?
            • triss_merigold6 Re: ??? 16.09.06, 17:59
              Powtarzam, że nie o finanse chodzi. Raczej o koszty emocjonalne łyknięcia
              informacji, że to co robiłaś przez całe zycie jest nic nie warte w opinii pana
              z którym to życie przeżyłaś.
              W Twojej historii jest ta trzecia - młodsza więc zupełnie inna bajka.
              Tu po kilku miesiącach dopiero trudno oczekiwać, że kobieta zaweźmie się
              ambicjonalnie i rozwiedzie, tym bardziej, że jest załamana.
          • babka71 Re: Nie żartuj pliz 16.09.06, 18:04
            nie ma takiej mozliwości, że ja zostawił w przysłowiowych skarpetkach..
            I nie przesadzaj przeciez pracowała.... tylko,że na jego rachunek kazdy adwokat
            moze podjąc się prowadzenia sprawy i to ten Pan zostanie w skarpetkach...
            p.s Jak Babka jest mądra to może go załatwić..
            na kogo jest dom i reszta majątku??
            A jak stary satyr się wyszaleje to pierwszy zadzwoni do zony o pomoc w
            leczeniu...
            • triss_merigold6 Re: Nie żartuj pliz 16.09.06, 18:08
              Jesoo! Czytajcie laski ze zrozumieniem.wink Nikt nie chce rozwodu. Nikt nie ma
              wątpliwości, że połowa zasobów należy do pani.Chodzi o to, że układ z
              niepracującą zawodowo żoną podobał się panu -dziesiąt lat a teraz przestał i
              hm... jakby to ując... nie docenia jej wkładu w swoje osiągnięcia.
              • anulka.p Re: Nie żartuj pliz 16.09.06, 18:13
                Czytamy ze zrozumieniem. Ale też zakładamy, że ta kobieta nie jest jakąś
                bezmozgową niewolnica pana i władcy. Ok musi to przetrawić, ale chyba w
                nieskończność nie będzie czekać, aż on zmieni... no własnie co - swoją opinię o
                niej?
                Bez przesady, w dzisiejszych czasach 60-latka to nie zgrzybiała staruszka, i
                życie się dla niej skończyło. Chyba musi jakoś żyć dalej, nie sądzisz? I nie
                będzie w dole do końca swych dni.
              • babka71 Re: Nie żartuj pliz 16.09.06, 18:13
                to olac dziada trzeba, to przezyć niestety..
                okazał się bezdusznym "mężem" i co mam napisać..jeśli to twoja znajoma to
                pocieszaj jak mozesz , wspieraj..cóz tu mozna poradzić..
                • triss_merigold6 Re: Nie żartuj pliz 16.09.06, 18:24
                  Nie moja znajoma, znam story z relacji jej córki.
                  Pani ma znajomych, przyjaciół, ma gdzie spędzić czas, może wyjechać np. w
                  podróż.
                  Nie o to chodzi. Kobiety latami zastanawiają się nad rozwodem nawet jeśli
                  małzeństwo jest ewidentnie fatalne (alkoholik, śmieciarz, pasożyt, egoista) a
                  tu był udany związek i nagle JEB. Z tego się nie wychodzi po kilku tygodniach
                  czy miesiącach i tak lekkim emocjonalnie twistem.
                  To jest szok, załamanie dotychczasowej wizji związku, brak docenienia przez
                  najbliższą osobę, samotność uczuciowa etc. Qrde, na pawia mi się zbiera jak
                  myślę o tym panu...
                  • wieczna-gosia mi tez sie zbiera na pawia 16.09.06, 18:45
                    ale co tu daleko szukac- moja tesciowa NIE poswiecila sie rodzinie, pracowala,
                    kochala to co robila, nie zarabiala duzo, w stosunku do meza, ale umowmy sie ze
                    to juz cos bylo- nie na waciki.
                    I moj tesc pare razy raczyl ja wypowiedziami z ktorych wynikalo niezbicie ze te
                    swoja prace to ona sobie moze wsadzic.

                    Brak docenienia przez najblizsza osoba zawsze boli sad(((
                    • monia145 Re: mi tez sie zbiera na pawia 16.09.06, 18:47
                      W myśl zasady- nie szanujesz mnie, nie szanujesz tego, co robię.
                      Paskudne typysad
            • monia145 Re: Nie żartuj pliz 16.09.06, 18:10
              Aby pomyśleć o tym "jak go załatwić" to trzeba najpierw pogodzić się z nową
              sytuacją i świadomością, że było się kwiatkiem do kożucha własnego męża.
              Jedynie jednym z elementów jego misternie ułozonego zycia- nie partnerem.
              ta pani jak widać nadal znajduje sie w fazie szoku emocjonalnego, więc
              ewntualny rozwód to chyba odległa przyszłość.
    • anik801 Re: Wdzięczność mężczyzny 16.09.06, 17:52
      Mój sąsiad(wtedy jeszcze nie byłam jego sąsiadką)chciał się też na stare lata
      rozwodzić.On wziął na świadka dziadka mojego męża,a ona babcie.Powód-żona za
      dużo czasu spędza w kole gospodyń wiejskich i nie gotuje obiadu.Sąd ich wyśmiał
      i pogonił.Sąsiad już nie żyje,a wdowa nadal udziela się w KGW i nadal nie
      gotuje.Czasem przychodzi do babci na plotki.Śmieszne są takie historyjki,ale
      prawdziwe.
      • onlymama Re: Wdzięczność mężczyzny 16.09.06, 18:58
        O tym czy miedzy Nimi nie bylo wczesniej konfliktow na tym tle to wiedza tylko
        Oni. Nawet dzieci nigdy nie znaja CALEJ prawdy o malzenstwie swoich rodzicow smile
        Uklad byl i oboje z niego korzystali. Teraz widocznie On juz nie widzi w takim
        ukladzie nic dobrego dla siebie co tylko mowi ze jest samolubnym egoista. Ale
        jesli On taki jest to jakby Ona pracowala i miala zycie zawodowe to Jego egoizm
        tez by sie jakosz manifestowal wiec ja nie wiem czy tu mozna dorabiacz teorie,
        ze to wszystko dlatego ze Ona nie miala profesjonalnej kariery. Szkoda ze sa w
        roznych krajach i nie rozmawiaja ze soba bo jesli lacza Ich dobre wspomnienia
        to moze mogliby sie porozumiecz gdyby probowali. Dzieci i znajomi nie powinni
        sie wtracacz, to zawsze najgorsze co sie moze traficz. Jak Ona ma depresje to
        niech sie leczy a potem niech probuje sie komunikowacz bo szkoda 30 lat
        wspolnego zycia.
        Pozdrawiam.
    • babsee Re: Wdzięczność mężczyzny 16.09.06, 18:47
      Rozstanie (porzucenie) w każdym wieku jest bolesne.Im wiecej sie poświecasz tym
      bardziej myslisz,ze druga osoba bez Ciebie nie da rady.A g...no.Da rade.Samiec
      ma tyle uczuc co kapeć.I tyle.
      Okropne jest przekonac sie na jesień życia,ze bylo sie własnie przysłowiowym
      kwiatkeim do kozucha.Ogromnie kobiecie współczuje.
      Dlatego za wszelką cene trzeba zatrzymać siebie-dbać o siebie,odrobine zdrowego
      egozimu zachować,nie wyrzekac sie własnego życia.Bo Los ma to do siebie,ze bywa
      przewrotny,
      Tylko,ze ja mysle,ze w kobieca nature jest wmontowany na stałe jakis mechanizm
      poświecania się.Kobieta po prostu uwielbia czuc sie potrzebna.I to je gubi...
    • iwoniaw Wszystko pięknie Triss, tylko co to ma wspólnego 16.09.06, 19:21
      z tym, że pani nie pracowała zawodowo? Sama piszesz, że teraz nie o kwiestie
      finansowe chodzi, nie o brak znajomych, tylko o to, że mąż nagle uznał, iż ma
      dosyć towarzystwa żony, co dla niej jest szokiem.
      Ja się nie dziwię, że ona jest załamana. Każdy by był w sytuacji, gdy sam uważa,
      że wszystko jest ok, że wspólne życie jest udane, że nie ma problemów - a tu
      _nagle_ druga strona oświadcza, iż on/ona ma na ten temat odmienne zdanie.
      Najbardziej mnie dziwi, iż dla żony jest to grom z jasnego nieba. Jeśli nie jest
      skończoną idiotką ( a nic w Twoim opisie na to nie wskazuje), to rzeczywiście
      jedynym wytłumaczeniem jest, iż facetowi odbiło.

      > Pan rozwodu nie chce, pani wróciła do Polski i ma ciężką depresję. X lat
      > poświęciła na to, żeby w wieku około 60-tki usłyszeć, że ma być samodzielna:
      > czytaj - zarabiać i w ogóle mieć swoje życie.
      > Tak ku refleksji dla tych, które nie planują pracować zawodowo...

      Tylko moim zdaniem gdyby poświęciła x lat na tkwienie w związku z tym
      człowiekiem i na budowanie wspólnej rodziny, to nawet gdyby pracowała zawodowo,
      w _niczym_ nie poprawiłoby jej to dziś samopoczucia i kondycji psychicznej. To
      nie kwestia pieniędzy - jak sama przynajesz - to kwestia tego "swojego" życia,
      ale w sensie "w męża życiu na ciebie nie ma już miejsca", a nie braku znajomych,
      zainteresowań etc. W końcu jako żona dyplomaty nie żyła na bezludnej wyspie bez
      żadnej stymulacji intelektualnej, nieprawdaż?

      Dla mnie wniosek z Twojej historii brzmi tylko: mąż może Cię zawieść. Inny
      człowiek może cię zawieść. Ale czy to znaczy, że dla "bezpieczeństwa"
      psychicznego lepiej nie wierzyć _nikomu_, nie kochać _nikogo_, trzymać
      _wszystkich_ na "zdrowy" dystans? Dla mnie to dopiero jest paranoja. To już wolę
      w razie czego cierpieć i dostać wsparcie od innych, którzy się mną przejmą
      szczerze i głęboko...
      • radcawegrowicz Re: Wszystko pięknie Triss, tylko co to ma wspóln 16.09.06, 20:00
        zgadzam sie w tym przypadku brak pracy zawodowej nie ma nic do rzeczy...
        po prostu facet "kobitę" zostawił i tyle...
        znudziła się i szlus..n/t
        teraz trzeba sobie radzić od nowa i obmyslać zemste..he
        • semijo Re: Wszystko pięknie Triss, tylko co to ma wspóln 16.09.06, 20:11
          E tam życie, nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli, ale nie ma co
          generalizować. Moglabym teraz wymyślić na poczekaniu taką historię: Pani lat
          45, 20 lat w jednej firmie. Praca w piątki i swiątki, nadgodziny, wyjazdy,
          wszystko kosztem rodziny. Po 20 latach zwolniona...czy ta historia potwierdza
          tezę, ze nie warto poświęcać się karierze zawodowej? chyba nie...
        • joanna35 Re: Wszystko pięknie Triss, tylko co to ma wspóln 17.09.06, 00:42
          Oj , może jednak ma. W ostatnim numerze "Twojego Stylu" jest świetna rozmowa z
          Ewą Wojdyłło "Po co nam praca"( czy jakoś tak podobnie z pracą w tytule).
          Bardzo mądra wypowiedź. Polecam.
      • monia145 Re: Wszystko pięknie Triss, tylko co to ma wspóln 17.09.06, 08:03
        Ja myslę, że ma dużo wspólnego.
        Pani z historii Triss to taki przypadek, gdzie pracę, którą wykonywała w domu
        można utożsamić z jej życiem- organizujac przyjęcia, dbając o wizerunek męża,
        czym w innym przypadku mógł zajmować sie specjalista od PR, ona żyła również
        według jego rozkładu dnia i miesiąca. Jedno nierozerwalnie związane było z
        drugim.
        Gdyby pracowała zawodowo, poza domem, w sytuacji kiedy mąż mówi, że ma jej dość
        i czas na ewakuację z dotyczczasowego życia- cóż zawaliłoby sie tylko/aż życie
        prywatne, miałaby pewnego rodzaju odskocznię, poczucie, że jest jeszcze cos w
        czym jest dobra, że moje życie nie jest bezsensu i to utrzymałoby ją na
        powierzchni. A tak? Jest tylko poczucie, że wszystko sie straciło i
        żadnej "wyspy" na horyzoncie, gdzie można złapać trochę sił.
        • iwoniaw Ale Monia, ta pani przecież 18.09.06, 10:43
          i tak jest w wieku, w którym nawet gdyby całe życie pracowała zawodowo, byłaby
          juz na emeryturze. Zatem i tak w jej przypadku odpada "terapeutyczna" rola
          wyjścia do pracy. I choć zgadzam się, że konieczność wychodzenia do ludzi w
          takiej sytuacji dla _wielu_ osób ma duże znaczenie (choćby konieczność wstania z
          łóżĸa, ubrania się odpowiednio etc.), to dla wielu _przeciwnie_ - jest to
          kolejne obciążenie, które w przypadku depresji tym trudniej pokonać.
          Jeśli pani ma depresję, to pierwsze, co powinny zrobić bliskie osoby (dorosłe
          dzieci np.) to namówić ją na terapię - to poważna choroba i nie należy jej
          bagatelizować.

          Osobiście sądzę, że w opisanym przypadku jednak nie chodzi o to, że pani nie
          pracowała zawodowo przez te wszystkie lata, ale że żyła w przekonaniu, iż to, co
          robi, właściwie nie ma większego znaczenia i jest "niczym". Takie przekonanie,
          wbrew pozorom, można równie dobrze zaszczepić osobie, która jak najbardziej
          zasuwała całe życie na pełnym etacie - to kwestia poczucia własnej wartości i
          konstrukcji psychicznej. Oraz skłonności męża do psychomanipulacji.

          Powiem więcej - wykształcenie w sobie przekonania, że _tylko_ praca zawodowa się
          liczy i że bez niej nie można mieć "swojego życia" i nie można mówić o
          samorealizacji też może prowadzić do depresji i innych problemów psychicznych.
          Tyle, że nie w momencie, gdy zawiedzie mąż, a w chwili, gdy pracodawca wręczy
          banalne wypowiedzenie. Tylko czy to jest argument, by nie podejmować pracy, a
          już tym bardziej się w nią nie angażować? Moim zdaniem nie. I dlatego też nie
          zgadzam się z wypowiedzią Triss z pierwszego postu.
    • oza74 Re: Wdzięczność mężczyzny 17.09.06, 08:52
      usamodzielnienie w wieku 60 lat? w wieku 60 lat to się idzie na emeryturę i to
      powinna ta Pani uświadomić swemu Panu. swoje już przepracowała w słuzbie
      domowej. a tak właściwie to o jakie usamodzielnienie chodzi? bo jeśli nie o
      finanse idzie to o co? i dlaczego ona dała się tak łatwo spławić? dla mnie to
      nie jest argument, że trzeba pracować zawodowo, ale doceniać siebie i to co się
      robi, nawet gdy jest to "tylko" prowadzenie domu i zajmowanie się dziećmi. i
      domagać się dla siebie i tego co się robi szacunku.
    • agastrusia Re: Wdzięczność mężczyzny 18.09.06, 10:55
      Widać Panu się poprzewracało w głowie z dobrobytu.
    • nisar Tu nie chodzi o pracę zawodową!!! tej pani 18.09.06, 10:57
      tylko o to, że nie można całej siebie poświęcać innej osobie. Ani mężowi, ani
      dzieciom, ani niczemu innemu. Im więcej ważnych elementów zawiera nasze życie,
      tym mniejsze ryzyko, że obudzimy się z ręką w nocniku.

      Obojętne, czy pani z opisu pracowałaby zawodowo czy nie, miała na pewno szansę
      realizować się w jakiejś dziedzinie POZA byciem żoną. I to bezwzględnie powinna
      była robić - budować swoją część wspólnego życia.

      I tak się zastanawiam (chora jestem więc być może okrucieństwo mi wzrasta), że
      być może jej męża można by łatwo zrozumieć - osobiście szlag jasny by mnie
      trafił, gdyby ktokolwiek, nawet najbliższy i najbardziej ukochany, interesował
      się TYLKO mną i moimi sprawami, a nie miał nic własnego. To musi być cholernie
      obciążające emocjonalnie! Że nie wspomnę o tym, że zawężając własne życie do
      drugiej osoby stajemy się chyba mało interesujący jako partner.
      • iwoniaw Dokładnie to miałam na myśli 18.09.06, 11:12
        > tylko o to, że nie można całej siebie poświęcać innej osobie. Ani mężowi, ani
        > dzieciom, ani niczemu innemu. Im więcej ważnych elementów zawiera nasze życie,
        > tym mniejsze ryzyko, że obudzimy się z ręką w nocniku.

        Otóż właśnie. I dodać można jeszcze, żeby nie poświęcać życia czemuś, co nie ma
        dla nas żadnej wartości i jedyną miarą naszego sukcesu jest zdanie innych (w tym
        wypadku męża), a nie osobiste przekonanie. Tyle, że do tego trzeba jednak mieć
        pewne poczucie własnej wartości i wiedzić, co jest _dla_ _mnie_ priorytetem i
        dlaczego...
        • berecik7 Re: Dokładnie to miałam na myśli 18.09.06, 11:19
          No cóż, skoro całe życie poświęciła na pracę typu PR dla swojego męża, teraz,
          skoro usługi okazały się takie nic nie warte, powinna sprzedać całą historię
          do "faktu" i szanowny mężulek przekonałby się, czy faktycznie taka żonka u boku
          to żadna korzyść (żart). Poza tym, nie chce mi się wierzyć, że tam nie ma
          tej "trzeciej". Może jest, ale na razie nikt o tym nie wiesmile
          • verdana Re: Dokładnie to miałam na myśli 18.09.06, 11:26
            Problem nie tylko w tym, że małżonek ją wyrzucił - to się zdarza i pracującym i
            niepracującym, ale w tym, że jednym zdaniem zakwestionował całe jej
            dotychczasowe życie. Okazało się, ze nie była żoną, tylko pracownicą, którą
            zwalnia się, gdy jest już zbędna - bo poza byciem bezpłatną służącą i
            specjalistką od PR, nie ma jako osoba żadnej wartości. A i jej wartość jako
            pracownicy była bardzo problematyczna.
            Znacznie lepiej byłoby, gdyby mął oświadczył, ze znalazł sobie inną. Wtedy
            małżeństwo też by runęło, ale bez świadomosci, że kompletnie zmarnowało się
            życie. Uczucie męża czy żony czasem mija. Jednak w tym wypadku właściwie
            oświadczono żonie, ze tego uczucia nigdy nie było, ze wsztsko co robiła, było
            złe.
            Nie chodzi tu ani o pieniądze, anie o rozwód, ani o dalsze życie. Chodzi o
            zakwestionowanie całego dotychczasowego życia, uczynienie go zbędnym.
            Gdyby pani miała jakąś pracę, przynajmniej ocaliłaby część własnej przeszłosci,
            o której mogłaby myśleć z satysfakcją. Tak nie ma nic.
            • iwoniaw Re: Dokładnie to miałam na myśli 18.09.06, 11:34
              verdana napisała:

              > Problem nie tylko w tym, że małżonek ją wyrzucił - to się zdarza i pracującym i
              >
              > niepracującym, ale w tym, że jednym zdaniem zakwestionował całe jej
              > dotychczasowe życie.

              No ale skoro mąż był to w stanie zrobic "jednym zdaniem" to chyba problem leży
              przede wszystkim w poczuciu pani, czy to, co robiła, miało sens, czy nie?
              Oczywiście, że niewdzięczność zawsze boli, jeśli jest to niewdzięczność bliskiej
              osoby, to boli podwójnie. Ale w całej sytuacji kluczowe wydaje mi się, że pani
              sama o sobie musiała wcześniej mieć niezbyt wysokie mniemanie i jest typem
              osoby, która równie łatwo mogłaby się załamać po zwolnieniu z pracy, zwłaszcza
              gdyby - nie daj Boże - usłyszała przy okazji hasło w stylu "jest już pani zbyt
              wypalona/ potrzebujemy osób sprawniejszych do tej pracy" etc.

              > Gdyby pani miała jakąś pracę, przynajmniej ocaliłaby część własnej przeszłosci,
              >
              > o której mogłaby myśleć z satysfakcją. Tak nie ma nic.

              Ale pani właśnie miała pracę - pracę żony dyplomaty. Z własnego wyboru. I nie
              potrafi dziś myśleć o niej z satysfakcją, bo "mąż powiedziął, że to nic
              takiego". Jakoś nie wierzę, że nie ma _całkiem_ _nic_, co mogłaby z tego okresu
              wspominać z satysfakcją. Pewnie mogłaby niejedno, gdyby własna ocena życia była
              dla niej ważniejsza niż cudza (w tym wypadku męża).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka