bez smoka. Obciełam dzisiaj w dzień końcówkę smoka, bo już czas najwyższy
odstawić, chciałam dokładnie jak mała skończyła 1,5 roku, ale jakoś zabrakło
mi silnej woli. Teraz koleżanka odzwyczaja swoich chłopców , więc jak się
dowiedziałam to za nożyczki i ciach. W ciągu dnia zasnęła całkiem ładnie, ale
spała o godzinę krócej. Wstała marudna, płaczliwa, a na dworzu robiła
chisterię. No cóż, trudno, wkońcu niewyspana. Ale zasypianie na noc, tu już
pokazała co potrafi. Najpierw wyła do sufitu. Musiałam nosząc ją uspokoić, bo
aż się zapowietrzała. Wzięłam ją do siebie do łózka. Nie mogłam patrzeć jak
się męczy. Ona się poprostu wiła, jakby z bólu. Koszmar

Po pół godziny
oddała mi smoka i powiedziała "kok" czyli kosz, ze mam wyrzucic do kosza.
Tłumaczyłąm wcześniej, że smok się zepsuł, ze ma dziurke i trzeba bedzie
wyrzucić. W sumie jestem z niej dumna, ale dziewczyny aż mnie serducho
bolało, jak płakała i walczyła ze smoczkiem wijąc się po całym łóżku. Ale
dobrze ze nie zmiękłam!!!! (bo mam zapasowy smoczek)