uśmiecham się, bo co tu płakać ;P
wczoraj WRESZCIE przekonałam małżonka do kolacji przy świecach, on nie widzi w
świecach niczego szczególnego ani w takiej kolacji, długo na nią czekałam,
kupiliśmy zestaw do sushi które on chętnie zrobił (mąż dobrze goruje i jak już
wejdzie do kuchni to wiemy obydwoje że będzie coś pycha a sushi jeszcze nie
robił).wykorzystałam więc okazje, poprosiłam żeby poszedł jeszcze po wino,
zapaliłam świeczki i wyłączyłam ten przeklęty telewizor. Sushi wyszło naprawdę
niezłe

siedzimy jemy po 5 minutach byliśmy pełni, oparłam się z kieliszkiem
wina o kanapę w błogim nastroju, przeszczęśliwa, że mam wreszcie swoją kolację
upragnioną, mąż spogląda na talerz z dużą jeszcze ilością sushi i mówi mi, że
może zaprosi mikołaja(sasiąd kumpel) żeby przyszedł i to zjadł bo sie jekszcze
zmarnuje.
opadło mi wszystko co tylko opaść mogło. mąż nie rozumie czemu było mi przykro
i czemu byłam zła, jak mu to wytłumaczyć?