Dodaj do ulubionych

mamom chorych dzieci...

07.10.06, 19:22
chorowita jesień się zaczęła. a ja nie będę narzekać na szpital w którym
spędziłam lilka upiornych dni z dwulatkiem, tylko... naszła mnie taka
refleksja.. jakie ja mam szczęście że moje dziecko ( odpukać ) nie choruje...
każdego dnia dziękuję za niego i za to ze jest zdrowy, i po naszym szpitalnym
doświadczeniu jestem pełna współczucia dla zarówno dla chrych dzieci jak i ich
rodziców. chore dziecko to koszmar, szpital, jaki by nie był, to piekło dla
obu stron. Nie doceniałam jakie mam szczęście...Mamy chorych dzieci życzę -
dużo siły, jesteście bohaterkami !
Obserwuj wątek
    • nadja11 Re: mamom chorych dzieci... 07.10.06, 19:47
      generalnie w ogole choroba to najgorsze co moze spotkac człowieka i jego
      bliskich, ja o tym wiem bardzo dobrza sama bardzo powaznie chorowalam narazie
      jest ok choc to tak naprawde bomba zegarowa teraz mam bardzo powazne problemy z
      dzieckiem z którymi bedziemy sie musieli borykać do konca jego zycia, jestem
      bardzo zestresowana i nieszczesliwa pomimo ze inne sfery zycia układają nam sie
      cudownie.
      • zojkaojka Re:Dzięki 07.10.06, 20:05
        to rzeczywiście jest baaaardzo ciężkie doświadczenie. Ale ja mimo wszystko
        jestem szczęśliwa i moja córa narazie też. A że przyszłość jest
        niewiadomą?....no , cóż , zawsze jest ,tylko przy zdrowym dziecku o tym się
        prawie nie myśli. A co mnie osobiście dobija (tak na codzień) to ogrom
        nieszczęść z jakimi obcuję w szpitalu. Gdy jest się tam regularnie to nie da
        się skupić tylko na swojim dziecku ,zawiązuje się przyjażnie , patrzy jak
        dzieci rosną , dojrzewają.......umierają.........sad((((((((((((((((Ja zaprawdę
        nie wiem jak radzą sobie lekarze i pielęgniarki , bo to piekło jest i tyle.
        • monia145 Re:Dzięki 07.10.06, 20:25
          Radzą sobie paradoksalnie bo obcują z chorobami i śmiercią każdego dnia. Bo
          skupiaja się głównie na leczeniu tego dziecka, nie wnikają w jego zycie poza
          szpitalem. Nawiązując przyjażnie z matkami chorych dzieci, przewlekle,
          nieuleczalnie chorych zawsze wkarczasz w intymna sferę ich życia, stosunki się
          zaciesniają, wszystko jest Ci bliższesmile.
          Człowiek jest w stanie pracowac w szpitalu i nie stracić zaanagazowania, nie
          popaść w rutynę, nie zobojetnieć. To trudne ale mozliwe. Kiedy ja zaczynałam
          swoja przygodę ze szpitalem kolezanka rzuciła mi tekst: " Ja bym nie mogła
          pracować w szpitalu, bo jest zbyt wrazliwasmile"- ja też jestem, ale do tej pracy
          potrzebna jest mądra, dojrzała wrażliwość. Osoby o ckliwej, egzaltowanej
          wrażliwości szybciej lub wolniej sie wykrusząsmile

          Ja tez niejednokrotnie podziwiam rodziców chorych dzieci. I tak sobie myslę, że
          dzieci te mają szczeście urodzic sie w tych akurat rodzinach, trafiając na ta
          mamę i tego tatę. Nie wiem, czy sama miałabym tyle siły, aby przez chorobę
          dziecka przejść i nie zostać wrakiemsmile
          • demonii Re:Dzięki 07.10.06, 20:39
            monia145 napisała :

            Nie wiem, czy sama miałabym tyle siły, aby przez chorobę
            > dziecka przejść i nie zostać wrakiemsmile

            Na pewno dałabys radę, jak wszystkie mamy ktore miały, mają i będą mieć takie
            doświadczenia. Dałabys radę własnie dla tego dziecka, a potem...w zalezności od
            tego jak potoczy się życie... Ja nie mogłam pozwolić sobie na "zwraczenie" -
            choć chyba byłam blisko.

            • zojkaojka ReNie przesadzajcie z tymi wszystkimi 07.10.06, 21:17
              mamami , bo ja widuję też koszmarnych rodziców w szpitalachsad . A personel i
              tak podziwiam - przecież oni się zaprzyjażniają z częścią pacjentów i ich
              rodzinami. A zresztą , z noworodkiem nie musisz się zaprzyjażnić , by cię
              skręcało na widok jego cierpienia i śmierci . A mamy mogło się nawet
              niecierpieć i może sobie być podłą babą na codzień , a gdy widzisz jak wyje z
              rozpaczy to serce pęka, no nie?
              • monia145 Re: ReNie przesadzajcie z tymi wszystkimi 07.10.06, 21:23
                Takie matki tez sie zdarzaja tylko po co o nich pisać? Nikogo to nie podbuduje
                a sensacji to "Fakt" może dostarczyć. Z mojego doswiadczenia pielęgniarki
                potrafią się zaprzyjaźnić- lekarze rzadko lub nigdy. I naturalnie mowa tu o
                stałych, ciagle powracajacych pacjentach- inni po prostu znikaja w mroku.
                Zapamietanie wszystkich jest niemozliwe, chociazby w szpitalu wydawało sie
                inaczej.
                • demarta Re: ReNie przesadzajcie z tymi wszystkimi 08.10.06, 01:31
                  a ja sobie myśle, że w przypadku pielęgniarki i lekarza zbyt emocjonalne
                  podejscie do zawodu, to klęska i zawodowa i prywatna. gdyby przejmowali się w
                  dużym staopniu każdym pacjentem przebywającym na oddziale, a oddział liczyłby
                  150 osób dziennie, to zwariowaliby i tyle. i odrazu prostuję, to nie znaczy, że
                  mają być zimni jak lód i wykonywać czysto mechanicznie swoje obowiązki, ale
                  trudno w ich przypadku przejawiać uczucie współczucia i emocjonalne
                  zaangażowanie w stosunku do każdego jednego pacjenta. i nieważne, czy chodzi o
                  neurologię, o patologię ciąży, kardiologię. taki zawód. a podejście z w pełni
                  zaangażowanym sercem do każdego pacjenta = własna śmierć emocjonalna. no a do
                  tego tak słabo m płacą, że momentami i tak podzwiam personel szpitalny za takie
                  zaangażowanie w ich pracę, jakie mają (na podstawie wlasnych doświadczeń
                  szpitalnych!!!).
              • demonii Re: ReNie przesadzajcie z tymi wszystkimi 08.10.06, 12:24
                hmmm...w momencie gdy ja wyłam z rozpaczy mało mnie obchodziło czy ktoś mi się
                przygląda i czy pęka jemu na moj widok serce lub inna część ciała tongue_out
                Są lekarze i pielęgniarki z prawdziwego zdarzenia - z powołaniem, są tacy
                którzy nie powinni mieć wstępu do placówek medycznych. To samo z
                rodzicami...niektórzy nie powinni nimi wogóle być. Inni chcą, ale nie mogą...a
                jeszcze inni są nimi tylko przez chwilę.
                Tak sobie myślę, że nie da się nijak włożyć wszystkich do jednego wora.
                pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka