maja234
06.11.06, 13:32
Poszłam dzisiaj z córą (17 m-cy) do kontroli. A u nas w przychodni obowiąuje
zwyczaj, że pediatra przyjmuje równiez dorosłych. W zeszłym tygodniu byłam u
lekarza i nie podobało mi się to, że musiałam czekac z dzieckiem, gdzie
przede mną były 4 osoby dorosłe. Nie odzywała sie za bardzo, ponieważ czekały
też inne mamy i nic nie mówiły. Ale dzisiaj nie wytrzyałam. Przychodzę a tu
trzy osoby dorosłe, lekarka wychodzi na przerwę. <Mówię mężowi, że jak wróci,
to nie zamierzam czekać. Wraca z przerwy, wstaję, a ona mi mówi, że przede
mną są tamte osoby. Ja jej na to, że ja przyszłam do pediatry, a nie lekarza
internisty i że jak chce przyjmować dorosłych to może, ale chyba w pierwszej
kolejności powinny być przyjęte dzieci. Ona mi bezczelnie, że nie było dużej
kolejki i mogłabym poczekać. Przecież wiadomo, że dzieci bardzo się
niecierpliwią u lekarza i mowię jej, że jak mam wytłumaczyć dziecku, że
pediatra przyjmuje również dorosłych i musimy poczekać. A ona, że poco w
ogóle mam cokolwiek tłumaczyć, przecież to tylko dziecko i że słyszała
komentarze jakie były ostatnim razem.
Tak mnie babsztyl wkurzył, że postanowiłam zmienić przychodnie.
Tyle się teraz słyszy, że dziecko najważniejsze, że przychodnie bardzo dbają
o młego pacjenta, tylko jakoś w mojej przychodni mały pacjent jest na samym
końcu.
Dziewczyny czy ja mam rację, czy może jestem trochę przewrażliwiona?