Dodaj do ulubionych

jeszcze raz ja

IP: *.* 27.05.01, 14:15
Hej!Przejrzałm uważnie wszystkie dotychczasowe posty, i rzeczywiście potwierdza się moja teoria:- presja jest,- fachowej pomocy - nie ma!Straszne. Tak to nadal wygląda. Mamy z problemami z karmieniem są zostawiane samym sobie jeśli chodzi o pokonywanie trudności, ale cały czas poddawane presji. Teraz pytanie: ręka do góry, ile spośród tych mam, które miały za mało pokarmu, słyszało o systemie wspomagania karmienia (butla zamocowana między piersiami i kapilarka do brodawki) Medeli? Ilu ktoś proponował taki system? I to proponował nienachalnie, ale wyjaśniająć ewentualne korzyści?I pytanie do tych przemądrzałych teściowych i ciotek: a na ile pomagałyście tym mamom odpocząć, nabrać sił, żeby chciało im się karmić?Wydaje mi się też, że sporo zła kryje się w przeświadczeniu, że mama musi potrafić karmić, a skoro ma problemy, to chyba coś z nią nie tak... Podejrzewam, że te zniechęcone do karmienia mamy otopczone były ludźmi o takim nastawieniu. Nie zgodzę się, że jest potrzebna presja. Jest potrzebna pomoc!!!I trzeba naprawdę zapomnieć o słodkim obrazku typu: przynoszę dzidzię ze szpitala i już od razu cudownie mi się karmi. Kto Wam takie bzdury wpychał?A tak na marginesie: nie mam zdeformowanych piersi. Tyle, że w czasie laktacji non stop nosiłam dobrze dopasowany staniki. Skąd się bierze ten mit?
Obserwuj wątek
    • Gość: jolka Re: jeszcze raz ja IP: *.* 27.05.01, 14:31
      Ja też uważam, że tutaj nie presja jest potrzebna tylko rzetelna informacja, może oprócz położnej po porodzie mamy powinnien odwiedzać ktoś z poradnii laktacyjnej. Mnie bardzo pomogła koleżanka, która karmiła tylko dwa tygodnie powiedziała mi gdzie ona popełniła błędy powiedziała na co się przygotować i namawiała mnie do karmienia. Bo to chyba nie polega na licytowaniu się który sposób karmienia lepszy tylko na pomocy. Na początku też miałam ogromne trudności (zapalenie piersi) , zaczynałam z obowiązku... i ciągle karmię. I przynajmniej dla mnie nie jest to poświęcenie wreszcie mogę sobie spokojnie poczytać :)
    • Gość: Mela Re: jeszcze raz ja IP: *.* 27.05.01, 19:02
      Masz rację Aleksandra. Pomocy nie ma często żadnej. W szpitalu - zero wsparcia. O systemie wspomagania karmienia dowiedziałam się z amerykańskiej listy dyskusyjnej - gdzie dostałam fachową pomoc. Za pomoca tego systemu nauczyłam ssać wcześniaka karmionego wcześniej butelką. I duża pomoc w moim przypadku otrzymałam od położnej z rejonu, która zastała mnie szlochającą, przy komentarzach rodziny "Znowu ta sama historia - ryczy, mleka nie ma, daj sobie lepiej spokój" rozwinęła moje opatulone w bety dziecko z pytaniem "lubi pani jest obiad w korzuchu pod kołdrą?" i w ciągu pięciu minut nauczyła karmić. Gdyby nie ta pomoc, pewnie by mi się nie udało.A co do deformacji - popatrz na basenie pod prysznicem. Niestety można wskazać bez pudła, która mama karmiła, a która nie. Ale co tam. Nie trzeba przecież chodzić toples :))
      • Gość: Aleksandra Re: jeszcze raz ja IP: *.* 27.05.01, 21:21
        A ja miałam wielkie szczęście, że chodziłam do cudownej szkoły rodzenia! Wcale nie planowałam tej ciąży. Miałam mnóstwo wątpliwości i niezłego doła. Nie było nas - wtedy studentów - stać na prywatnego lekarza. Ginekolodzy "państwowi" zbywali mnie niczym śmiecia, dwie minuty i następna proszę. Czułam się totalnie zagubiona, na marginesie normalnego intensywnego życia, jakie prowadziły moje niebrzuchate, wolne koleżanki. Czytałam "W oczekiwaniu na dziecko", ale brakowało mi czegoś, jakiegoś ludzkiego wsparcia ze strony kogoś, kto byłby dla mnie autorytetem. I to odnalazłam na szkole rodzenia. Takie po prostu ciepełko w podejściu do matki oczekującej na dziecko.Efektem ubocznym mojego przeszkolenia u pani Marii (słynna położna z Gdańska) jest moje podejście do karmienia naturalnego. Nie miałam w ogóle zdania na ten temat, a pani Maria potrafiła łagodnie, ale i entuzjastycznie nas przekonać! Ona naprawdę jeżdzi regularnie na szkolenia i stara się być na czasie z najnowszymi osiągnięciami - stąd znam systemy wspomagania Medeli. Dzięki niej (uff, ależ to brzmni, ale tak!) ja, osoba, która żywe małe dziecko zobaczyła dopiero na własnej sali porodowej, całkiem nieźle przygotowałam się do macierzyństwa. I między innymi nauczyłam się, jak można wychować dziecko bez butelki. Moja młoda nigdy nie jadła przez smoczek, chociaż wbrew pozorom nie wisiała mi non stop u cyca, bo wychodziłam na uczelnię, do pracy czy na "wychodne" - tata karmił ją wtedy małym kubeczkiem. Dlatego tak mnie denerwuje dezinformacja na temat naturalnego karmienia, nadal dominująca w naszym kraju.
      • Gość: Aleksandra Re: jeszcze raz ja IP: *.* 27.05.01, 21:26
        A, jeszcze o cycach. Bo ja miałam zupełnie płaskie, takie dwa punkty na klatce piersiowej :-), no, może trochę przesadzam. No i właśnie - miałam duuużo miejsca, by rozbudowywać gruczoły mleczne... Już w ciąży lało się ze mnie, aż nosiłam wkładki. A nawał laktacyjny miałam taki, że hej - piersi jak ogromne, bolesne melony.A teraz jest w sam raz, chociaż racja, są nieco zbyt... mięciutkie.
    • Gość: agata Re: jeszcze raz ja IP: *.* 28.05.01, 09:57
      O systemie wspomagania karmienia dowiedziałam się w poradni laktacyjnej. Nie używałam oryginalnej Medeli, ale kombinacji: rurka (dren do karmienia niemowląt) + strzykawka. Zaczęłam dokarmiać malucha, jak skończył miesiąc i karmiłam go "dwojako" do końca 9 miesiąca. Aczkolwiek uważam, że zbyt pochopnie zalecono mi dokarmianie w tej poradni.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka