Gość: Aleksandra
IP: *.*
27.05.01, 14:15
Hej!Przejrzałm uważnie wszystkie dotychczasowe posty, i rzeczywiście potwierdza się moja teoria:- presja jest,- fachowej pomocy - nie ma!Straszne. Tak to nadal wygląda. Mamy z problemami z karmieniem są zostawiane samym sobie jeśli chodzi o pokonywanie trudności, ale cały czas poddawane presji. Teraz pytanie: ręka do góry, ile spośród tych mam, które miały za mało pokarmu, słyszało o systemie wspomagania karmienia (butla zamocowana między piersiami i kapilarka do brodawki) Medeli? Ilu ktoś proponował taki system? I to proponował nienachalnie, ale wyjaśniająć ewentualne korzyści?I pytanie do tych przemądrzałych teściowych i ciotek: a na ile pomagałyście tym mamom odpocząć, nabrać sił, żeby chciało im się karmić?Wydaje mi się też, że sporo zła kryje się w przeświadczeniu, że mama musi potrafić karmić, a skoro ma problemy, to chyba coś z nią nie tak... Podejrzewam, że te zniechęcone do karmienia mamy otopczone były ludźmi o takim nastawieniu. Nie zgodzę się, że jest potrzebna presja. Jest potrzebna pomoc!!!I trzeba naprawdę zapomnieć o słodkim obrazku typu: przynoszę dzidzię ze szpitala i już od razu cudownie mi się karmi. Kto Wam takie bzdury wpychał?A tak na marginesie: nie mam zdeformowanych piersi. Tyle, że w czasie laktacji non stop nosiłam dobrze dopasowany staniki. Skąd się bierze ten mit?