Postanowiliśmy kupić dzisiaj kuchenkę mikrofalową, którą w najbliżsą sobotę mamy podarować w prezencie ślubnym. Już wcześniej doszliśmy do wniosku, że kupimy ją w Macro,Cash&Carry. Jadąć tam postanowiliśmy dokupić dzbanek do gotowania wody, bo wcześniejszy nam się rozbił. Stary natomiast przecieka. Niestety Samantusia zapomniała wżiąć kartki z adresem serwisu, a ulica długa (ma ponad 200 numerów).To, że mój chłop mnie nie zabił graniczy z cudem.Dzbanka nie kupiliśmy, bo upał jak diabli i nie mieliśmy siły biegać po całej ulicy z dzieckiem na rękach. No cóż... mea culpa

Następnie z cicha powarkując na siebie pojechaliśmy do tego Makro, wsadziliśmy małą do nosidełka, weszliśmy do środka i... dowiedzielismy się, że na sale nie wejdziemy, bo jesteśmy z dzieckiem. Na moje pytanie w czym to dziecko będzie przeszkadzać dowiedziałam się, że dziecko może coś zniszczyć (Łucja ma skończyła 4-y miesiące), tudzież się zgubić (siedząc u Łukasza na brzuchu

)Potem dowiedziałam się, że to oni są odpowiedzialni za postępowanie klienta, bo człowiek robiący zakupy NIE MYŚLI!!!

W końcu kupiliśmy tą kuchenkę i ledwo żywi dotarli do domu. Wchodzimy do kuchni a tam...kwiatki postanowiły popełnić samobójstwo i pospadały z półeczek. Całą podłogę mam w ziemii i muszę znowu sprzątać

. I to dwa dni po gruntownych porządkach (gdyż dwa dni temu mój okap postanowił odpaść od ściany i zrobić mi bałagan).

Ale przynajmnie zrobiło się chłodniej, bo właśnie spadł deszcz

Mam nadzieję, że jutro jutro będzie lepiej

Sammy