Gość: YennaM
IP: *.*
14.02.02, 11:14
Heh, dobrze, ze mojego slubnego nie ma w moim najblizszym sasiedztwie.Mowie Wam - zlapalabym i zabila.No tak, ale moze zaczne od poczatku...Niedawno kupilismy samochod. Oboje jestesmy pocztkujacymi kierowcami - egzamin zdalismy na poczatku stycznia tego roku.No i tenze samochod (jak mozna bylo przypuszczac) jest koscia niezgody.Otoz, wyobrazcie sobie, moj szanowny malzonek wymyslil sobie ostatnio, ze w marcu pojedzie sam samochodem w delegacje. Z Wroclawia do Wawy. Mnie zmrozilo.Facet juz zdazyl zarysowac lusterko, kazde parkowanie koryguje trzy-cztery razy, o maly wlos kilka razy nie zaliczylismy stluczki (Bogu dzieki, za mamy ABS i ASR), facet ma powazna wade wzroku, trasa daleka, on zwykle przemeczony, 13-miesieczne dziecko w domu, zona w ciazy... I tutaj taki pomysl!Przyznam, ze od dluzszego czasu wybijam mu ten pomysl z glowy.Do wczoraj wydawalo mi sie, ze sie porozumielismy w tej materii i nie ma problemu.Ale nie. Wczoraj znow malzonek wrocil do tematu - okazalo sie, ze jestem wredna, bo kaze mu jechac z olbrzymim bagazem (masa ksiazek, fakt) do tej cholernej Wawy.A on moglby pojechac samochodem...Gdyby to tylko byla ta Wawa. Ale bezposrednio stamtad malzonek musi pojechac nad morze zrobic jakies szkolenie, wiec powrot bylby makabryczny.Nie rozumiem tego.Przeciez moglby pojechac wygodnie, pierwsza klasa IC (mamy 50-procentowa znizke na wszystkie pociagi).Wiec sie wscieklam.Czy mezczyzni zawsze traktuja samochod jak przedluzenie swojej meskosci (wlasnie odnioslam wrazenie, ze mowiac NIE POJEDZIESZ SAMOCHODEM te meskosc w powazny sposb urazilam)?No i pozarlismy sie cholernie (oj, dalam czadu - hormonki ciazowe zdopingowaly odpowiednio).Maz wyszedl z domu trzaskajac drzwiami.Wszystkiego najlepszego z okazji Walentynek, baranie (chcialoby sie powiedziec)Nie rozumiem tych facetow, jak Boga kocham.Wkurzona YennaM