Dodaj do ulubionych

Zrozumiec faceta...

IP: *.* 14.02.02, 11:14
Heh, dobrze, ze mojego slubnego nie ma w moim najblizszym sasiedztwie.Mowie Wam - zlapalabym i zabila.No tak, ale moze zaczne od poczatku...Niedawno kupilismy samochod. Oboje jestesmy pocztkujacymi kierowcami - egzamin zdalismy na poczatku stycznia tego roku.No i tenze samochod (jak mozna bylo przypuszczac) jest koscia niezgody.Otoz, wyobrazcie sobie, moj szanowny malzonek wymyslil sobie ostatnio, ze w marcu pojedzie sam samochodem w delegacje. Z Wroclawia do Wawy. Mnie zmrozilo.Facet juz zdazyl zarysowac lusterko, kazde parkowanie koryguje trzy-cztery razy, o maly wlos kilka razy nie zaliczylismy stluczki (Bogu dzieki, za mamy ABS i ASR), facet ma powazna wade wzroku, trasa daleka, on zwykle przemeczony, 13-miesieczne dziecko w domu, zona w ciazy... I tutaj taki pomysl!Przyznam, ze od dluzszego czasu wybijam mu ten pomysl z glowy.Do wczoraj wydawalo mi sie, ze sie porozumielismy w tej materii i nie ma problemu.Ale nie. Wczoraj znow malzonek wrocil do tematu - okazalo sie, ze jestem wredna, bo kaze mu jechac z olbrzymim bagazem (masa ksiazek, fakt) do tej cholernej Wawy.A on moglby pojechac samochodem...Gdyby to tylko byla ta Wawa. Ale bezposrednio stamtad malzonek musi pojechac nad morze zrobic jakies szkolenie, wiec powrot bylby makabryczny.Nie rozumiem tego.Przeciez moglby pojechac wygodnie, pierwsza klasa IC (mamy 50-procentowa znizke na wszystkie pociagi).Wiec sie wscieklam.Czy mezczyzni zawsze traktuja samochod jak przedluzenie swojej meskosci (wlasnie odnioslam wrazenie, ze mowiac NIE POJEDZIESZ SAMOCHODEM te meskosc w powazny sposb urazilam)?No i pozarlismy sie cholernie (oj, dalam czadu - hormonki ciazowe zdopingowaly odpowiednio).Maz wyszedl z domu trzaskajac drzwiami.Wszystkiego najlepszego z okazji Walentynek, baranie (chcialoby sie powiedziec)Nie rozumiem tych facetow, jak Boga kocham.Wkurzona YennaM
Obserwuj wątek
    • Gość: YennaM Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 11:24
      No i co? Odpuscic? Puscic go?Niech sie zabije gdzies po drodze?Rente mialabym wysoka, he he sad :( (malozabawny, czarny humor)YM
      • Gość: Anjam.Adasia Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 18:32
        Yennapuść go, nic mu nie będzie...złego diabli nie biorą he he (żart of course).;)Puśc go bo pomyśli że go nie poważnie traktujesz, a faceci tego nie lubią.Przypomnij mu tyko że żona z dziećmi (2 w drodze) czeka w domu i ma dla kogo żyć.Do i ubezpieczenie musicie mieć na bank w dobrej wypłacalnej firmie.Całuski Anja
    • Gość: Lilly Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 11:32
      Yenna - po prostu Twój mąż chce się nacieszyć nowym samochodem, a gdzie - jak nie w trasie? Rozumiem go, ale jeszcze bardziej rozumiem Twój niepokój. Mój mąż jeździ od dawna, lubię jego styl jazdy - prowadzi pewnie i bezpiecznie, a jednak za każdym razem kiedy wyjeżdża z Poznania dzwonię do niego co chwilę z niepokoju. Przeżywam każdy wyjazd.Ale wrócmy do Ciebie - nie odpuszczaj mu! Podejrzewam, że trasa Wrocław - Warszawa to taki sam horror jak Poznań - W-wa. Uswiadom mu, że absolutnie nie nacieszy się taką wyprawą, przyjedzie do stolicy zmęczony i wkurzony a tu kolejne korki, nerwowi kierowcy, ruch, kłopoty z parkowaniem, kradzieże samochodów, zwłaszcza na nie warszawskich rejestracjach, słowem ogólny drogowy rozgardiasz. Warszawski horrorek. Powiedz mu, że nikt rozsądny nie jedzie do Warszawy samochodem, kiedy może wygodnie dojechać tam IC (na dodatek ze zniżką) od razu do centrum. Obiecaj mu, że kiedy wróci z wyjazdów wybierzecie się gdzies za miasto i tylko on będzie prowadził samochód. Ba, niech sobie jest tym rodzinnym kierowcą nawet przez całe dwa kolejne tygodnie. Odwołaj się do jego poczucia odpowiedzialnosci za Twój swięty spokój, która jest Ci szczególnie teraz potrzebny jak nigdy. Porozmawiaj z nim spokojnie, możesz nawet uronić parę łez - teraz wszystko Ci wolno! Przypomnij mu o przewidywanych opadach sniegu! O możliwych przymrozkach. Z pogodą nie ma żartów. Nie ma mocnych! W ostatecznosci napusc na niego swoją tesciową - choć to w wielkiej ostatecznosci!Trzymam kciuki za Ciebie! :hello:
      • Gość: Ola_J Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 11:47
        Użyj jeszcze jednego argumentu . W Warszawie sTREAAAASZNIE kradna samochody a już szczególnie na obcych numerach . Przecież nie chce stracić swojego nowego amochodzika. Wiem cos o tym bo sama jestem z Warszawy i wsród moich najbliższych znajomych juz kilka się zdematerializowało . OlaPS . Też mam taką pracę że czasem jeżdziłam do Wrocławia samochodem . Ta trasa to koszmar , a jestem dosć dobrym kierowcą .
      • Gość: gutki Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 11:56
        Swiete slowa Lilly!A poza tym, moze zamiast podwazac jego kompetencje jako kierowcy, zagraj na innej strunie? Mezczyzni roznie przyjmuja troske kobiety o nich, ale troska o ukochany samochod to co innego ;)JA sama nie jezdze po W-wie (primo, balabym sie, secundo, i tak nie mozna nigdy zaparkowac tam, gdzie potrzebuje); moj maz jezdzi i twierdzi, ze zawieszenie itp. detale, ktore psuja sie od nierownych jezdni, moznaby wymieniac na okraglo. Ostatnio wpadlismy w calkiem swieza dziure i w efekcie kolo bylo do wymiany (opona rozwalona, felga wygieta, a jeszcze o malo nie spowodowalismy wypadku). Kierowcy tutejsi jezdza jak wariaci, przez wieksza czesc dnia sa korki itp atrakcje, zaparkowac gdziekolwiek - horror. A na zaparkowany samochod tez czyhaja liczne niebezpieczenstwa, ostatnio mojej kolezance ktos bezinteresownie porysowal gwozdziem lakier (samochod stal przez 15 min na ulicy pod jej domem, przed odstawieniem na parking); na parkingu (strzezonym!) smarkateria zabawia sie rzucaniem kamieniami zza plotu, takie fajne wgniecenia sie robia, a jak sie trafi w szybe, to moze nawet peknac. Nie wspominam juz o zlodizjach - tych drobnych (moze ich skusic nawet etui z okularami zostawione "na wierzchu" - to tez przypadek znajomych, innym wybili szybe, zeby zabrac 3 kasety audio z piosenkami dla dzieci...; radio czy odtwarzacz trzeba rzecz jasna nosic ze soba, a jeszcze lepiej w ogole nie miec) - i tych duzych, kradna samochody "na stojaca" i "na jezdzaco".Jesli ta garsc argumentow nie przekona twojego meza, to niech mi kaktus na dloni wyrosnie! Przeciez nie mozecie narazac jego (przepraszam, waszego ;) ) nowego "skarbu" na takie przykrosci!Powodzenia w akcji negocjacyjnej ;)
    • Gość: Aluc Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 11:43
      Yenna - założenie numer jeden - co do zasady facetów nie należy starać się zrozumieć, bo jest to niemożliwe z przyczyn obiektywnych(w drugą stronę to niestety też działa) :lol:A drugie - chyba mnie zabijesz, ale ja tego Twojego matoła (jak sama raczyłaś go nazwać, więc czuję się upoważniona :D ) akurat w tym przypadku rozumiem, bo sama jestem przyrośnięta do samochodu (choć nie czuję potrzeby wydłużania sobie tym sposobem czegokolwiek :lol:). A pierwszą samotną podróż w życiu odbyłam z Łodzi do Warszawy, jak przywoziłam sobie od rodziców starego malucha w charakterze pierwszego powozu po dostaniu prawka. Pamiętam, że miałam tylko stres, żeby na Krakowskiej w Jankach ustawić się od razu na środkowym pasie - bo wtedy tym pasem dojeżdżałam w zasadzie pod sam dom (na Pragę :lol:), a ze zmianą pasów miałam jeszcze niejakie problemy. A dwa tygodnie temu chciałam koniecznie pojechać coś załatwić w Łodzi (oczywiście sama, samochodem, z dziewięciomiesiecznym bębnem przed sobą) i tylko przez zdradzieckie działania na tyłach wroga (luby ugadał się za moimi plecami z moją mamą, że ona to załatwi) nie pojechałam. Bo oczywiście o pociągu (kradną!) ani autobusie (będzie mi niedobrze!) nie chciałam słyszeć. A po mieście jeżdżę w dalszym ciągu (termin w sobotę) i luby już zaprzestał walki, tylko się nabija, że w razie czego do szpitala też się sama zawiozę.A trochę bardziej serio - ciężka sprawa. Ja bym mu jednak pozwoliła. Kiedyś i tak musi zacząć. Po uprzednim nałożeniu do łba, żeby nie szarżował, robił sobie odpoczynki etc. Nie wiem, na ile to się zda (za kierownicą nawet najbardziej potulnym owieczkom wyrastają baranie rogi :lol:), ale chociaż żeby nie było, że mu nie mówiłaś. No i pod sinekwanonem, że będzie ładna pogoda.Ubezpieczony na życie chociaż jest? :lol: :lol: to tak a propos innego wątku, w którym dostało mnie się po łbie za głoszenie poglądów :lol:Al - samochodziara
      • Gość: Asieniek Re: Zrozumiec faceta...przepraszam, że sie wtrącę IP: *.* 18.02.02, 10:41
        ale a propos jeżdżenia samochodem w 9 miesiącu, to mi się coś przypomniało.Moja dzidzia zrobiła mi psikusa, i zaczęła się rodzić tydzień przed terminem, czego ja, hmmm, absolutnie nie wzięłam pod uwagę, i miałam w pracy do załatwienia jeszcze jedną bardzo ważną rzecz. I jak mi o 6-tej rano odeszły wody, to strasznie się wkurzyłam. No ale słynę z zimnej krwi. Zjadłam więc spokojnie śniadanko, umyłam się, przygotowałam torbę do szpitala i wsiadłam do samochodu. Pojechałam do pracy, załatwiłam tę strasznie ważną rzecz, poinformowałam szefów, że przez jakiś czas będę nieuchwytna, bo jadę rodzić :what: i oddałam w kadrach macierzyński wypisany, mimo moich protestów, przez lekarza dzień wcześniej. Potem przypomniałam sobie, że nie mam przecież gotówki na dobrowolną darowiznę dla szpitala za poród rodzinny, potuptałam więc do centrum do bankomatu (korki takie, że samochodem byłoby 3 razy dłużej). Jak na złość ten najbliższy był oczywiście nieczynny. Odwiedziłam następny (przystając co jakiś czas i wzbudzając zainteresowanie przechodniów) i wróciłam do autka. Po przyjeździe do domu zadzwoniłam do męża, żeby się pospieszył, bo jedziemy rodzić. A to już chyba niedługo :)Tylko mi nie piszcie, że jestem nieodpowiedzialna!Już to kilka razy słyszałam i zgadzam się w całej rozciągłości.:hello:
    • Gość: Tynka Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 12:24
      Ja też uważam ,że skoro ma prawo jazdy niech jezdi. Kiedy się ma nauczyć? Mam nadzieję,że mogę wyrazic swoją opinię bez szwanku dla mnie.
      • Gość: YennaM Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 12:36
        Tynko, a czy myslisz, ze nauka na wyjezdzonej, pelnej kolein trasie, na ktorej nie jest trudno o spotkanie trzeciego stopnia z tirem jest naprawde dobrym pomyslem?Zwlaszcza, ze ma sie malenkie dziecko i drugie w drodze?Czy tutaj aby nie konczy sie chec samodoskonalenia a nie zaczyna zwykle egoizm?Dodam: maz nie jest ubezpieczony na zycie, jakby cos sie stalo - zostaje z pensja 800 zlotych (i zatrudnieniem na trzy lata, potem mam problem z praca), duzym mieszkaniem, w ktorym czynsz kosztuje i kredytem za auto do splacenia. No i ewentualnie renta dla dzieci po ojcu.Ale jak sie wychowuja dzieci bez ojca?Dodam, ze ta refleksja nachodzi mnie dlatego, ze rok temu pochowalam kolege, swietnego kierowce, ktory wpadl w poslizg i niestety skonczyl pod tirem.I jakos glupio mi, gdy mysle o jego zonie i malych dzieciach.Przerpaszam, ze sie denerwuje. Pewnie odzywa sie juz instynkt gniazda.Ale wydaje mi sie, ze kiedy sie zeni, jest sie ojcem, z ta chwila przestaje sie byc odpowiedzialnych tylko za samego siebie.I czasem, dla bezpieczenstwa, dobrobytu rodziny, trzeba zrezygnowac z pewnych przyjemnosci. Zwlaszcza, ze czasami w taki przyjemny sposob mozna sie zabic.A nie tacy gina na drodze.Tym optymistycznym akcentem.....YM
        • Gość: Lilly Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 12:43
          Yenna - wiesz co, a może kiedy Twój mąż wróci do domu, wykorzystasz tę walentynkową okazję, zrobisz mu cos dobrego na obiad, tudzież kolację i spokojnie powiesz mu o swoich obawach, lękach i strachach? TYmczasem nie denerwuj się, bo jego samochodowa wyprawa nie jest jeszcze przesądzona. Głowa do góry! :)
        • Gość: Aluc Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 12:44
          Yenna - sorry, że się wtrancam w tym miejscu, ale z samochodem niestety tak to już jest - jak sie nie psewrucis to sie nie naucys :) Nie mówię, że od razu trzeba mieć wypadek, ale - jak wszędzie - ćwiczenie czyni mistrza. W weekendy ulice są pełne takich ostrożnych niedzielnych kierowców, którzy w dni powszednie nie jeżdżą, bo za duży ruch - ci to dopiero stwarzają zagrożenie. A w trasie - pod warunkiem, że się nie wygłupiasz - bywa bezpieczniej niż w mieście (przynajmniej w paskudnej pod tym względem Warszawie), gdzie na każdym skrzyżowaniu grozi ci idiota, który chce przeskoczyć czerwone światło.A w poślizg - wierz mi - w znakomitej większości przypadków wpada się z własnej nieprzymuszonej woli.
          • Gość: YennaM Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 12:51
            Aluc, tak w ogole to zaczynam sie zastanawiac, czy tego auta nie sprzedac :)Powoli zaczynam miec dosc samochodwych odpalow meza :)Wydaje mi sie, ze sie sporo najezdzil, zwlaszcza, ze trzasnal juz na liczniku 1000 km. Niestety mi bardzo trudno jest dopchac sie do samochodu (poki co nawet nie powachalam kluczykow), ale to juz inna historia.A jak malzonek mnie wkurzy i nadal bedzie chcial jechac w trase - nie pojedzie.Spuszcze powietrze z wszystkich opon :)Nawet, jesli mnie to bedzie kosztowac rozwod. ;)Alez nie cierpie tego samochoduYMPS: dodam, ze moj malzonek ma rowniez problemy z wrzuceniem wstecznego (niemiecki patent skody z wstecznym przy jedyce). Zwykle wrzuca wsteczny i... jedzie do przodu.I puscic TAKIEGO GLABA w swiat? Niech sie nauczy najpierw wsteczny wrzucac.To pogadamy.
            • Gość: Aluc Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 13:06
              No to nareszcie wiem o co chodzi - sama byś sobie pojeździła, co? :lol: :lol: Jezu, sama już nie wiem, co ci powiedzieć, bo mimo wszystko serce mam po samochodowej stronie. A sama nie byłam orłem, zaczęłam jeździć mając 27 lat i przez własną głupotę zaliczyłam w pierwszych sześciu miesiącach parę stłuczek i jeden wypadek, po którym to co zostało z mojego samochodu, zbyłam drogą sprzedaży :lol: za całe siedemset złotych. Ale się jakoś naumiałam - po jakichś trzydziestu tysiącach km :lol:. Pogadajcie o tym spokojnie, daj mu w międzyczasie jak najwięcej jeździć, wybierzcie się gdzieś za miasto w weekend - ot tak, żeby zrobić te sto kilosów, bez innego celu. Może ty się przekonasz, że nie jest takim autogłąbem, a może on stwierdzi, że nie jest jeszcze mistrzem kierownicy... ONI (menszczyzny znaczy sie) niestety są cholernie drażliwi na tym punkcie i marudzenie może wywołać reakcję dokładnie odwrotną - a właśnie ci pokażę, jaki jestem Hołowczyc :lol: ... jak mi luby moim własnym samochodem wjechał w dupę facetowi przed nami, bo nie wziął poprawki na deszcz, to tylko wycedziłam przez zęby, że zapłaci za lakiernika, ale olbrzymim wysiłkiem woli powstrzymałam się od innych komentarzy... choć chciałam mu powiedzieć parę rzeczy, o kurczę, jak bardzo chciałam :gun:
              • Gość: YennaM Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 13:21
                Widzisz Aluc...On sobie jezdzi, ile chce... Poza miasto tez jezdzi.Nie bronie mu.Ale naprawde wolalabym, zeby tak wczesnie nie jechal w tak daleka trase. Wydaje mi sie, ze jeszcze nie jest na to gotowy.Wiem, ze bedzie w Wawie egzaminowac na powaznym panstwowym egzaminie; wiem, ze bedzie totalnie zmeczony, gdy usiadzie za kierownica; potem pojedzie trasa sobie nieznana nad morze, gdzie bedzie szkolic ludzi i totalnie zmeczony bedzie wracac do domu. Zeby choc jechal z kims, na cztery rece. Ale w delegacje tym razem jedzie sam. Moim zdaniem jest za malo doswiadczonym kierowca, zeby poradzic sobie ze zmeczeniem w trasie i z trudnymi warunkami.Ja za kierownice nie siadam, bo czasem mnie mdli, raz mi sie mocno zakrecilo w glowie... Coz, teraz odpowiadam nie tylko za siebie, ale tez za malucha, a wlasciwie za dwojke dzieci. Nie bede prowokowac niebezpiecznych sytuacji.YennaM
            • Gość: jagodzianka Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 13:28
              Yenna, rozumiem cię w 200%. Myślę, że masz pełne prawo domagać się od męża ustępstwa w tej sprawie - chodzi o twój spokój, nerwy i stres zwłaszcza że jesteś w ciąży i przecież NIE WOLNO CI SIĘ DENERWOWAĆ!!!!!!!!!!!!!Jeżeli chodzi o lęki - ja będąc w ciąży miałam z tym bardzo poważny problem : za każdym razem jak mąż wychodził z domu przeżywałam koszmar, że coś mu się stanie, gdzy spóźniał się 5 minut -widziałam go pod kołami samochodu, w szpitalu lub na cmentarzu. Sygnał karetki pogotowia przyprawiał mnie prawie o zawał serca. To było straszne, straszne,straszne. Wybierałam się już do psychoterapeuty bo naprawdę myślałam że zwariuję, to była obsesja i gdyby ciąża trwała dłużej chybabym wylądowała u czubków. Nie woybrażacie sobie jak ja się cieszę,że nie mieliśmy wtedy samochodu!!!!!!!!!!! Mój mąż na szczęście wykazywał na tyle zrozumienia, że jak wiedział, że będzie w domu później chociaż chwileczkę to zawsze dzwonił.Na szczęście po porodzie moje stany lękowe ustąpiły.Dodam jeszcze,że przyczyną tych lęków był najprawdopodobniej wypadek samochodowy jaki mieliśmy gdy byłam na początku ciąży (samochó) został skasowany dlatego już go nie mieliśmy)
          • Gość: KasiaP Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 15.02.02, 12:48
            Yenna, Ja Cię rozumiem doskonale. mój mąż nie ma wyboru tak jak Twój, żeby jechać pociągiem, bo ma akurat taką pracę ze podrózuje dużo po całej Polsce i często jeździ również do Warszawy. Nigdy nie udało mi się wyperswadować, że powinien jechać pociągiem, zresztą on jest dobrym kierowcą i nie wiem jakich argumentów użyć. Może powiedz mu ze samochód będzie STRASZNIE potrzebny Tobie ( bo musisz gdzies jechać z dzieckiem etc).Może się uda, chociaż kiedyś musi być ten pierwszy raz, kiedy pojedzie na trasę...
        • Gość: Tynka Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 12:54
          Wiem, masz rację ale... Nie można tak podchodzić do samochodu, jesli naprawdę tak się boisz o Niego to nigdy mu nie będziesz pozwalać na jazdę autem. W takim razie po co Wam Auto? No jest trochę racji,że jest całkim początkującym kierowcą a podróż dość daleka, ale uwierz mi najlepiej się człowiek nauczy jeździć jeżdżąc i nie ma znaczenia czy blisko czy daleko. Moje osobiste zdanie najlepiej się człowiek uczy kiedy nikt z nim nie jedzie , wtedy jest się spokojnym ,bez stresu i presji ze strony pasażerów.Druga odmienna sprawa to fakt podejścia do tej sprawy. Jeśli Ciebie to tak naprawdę ogromnie stresuje, to z tego względu nie powinien teraz pojechać ( wiadomo ,że teraz jest Ci potrzebny spokój ducha) pozdrowienia
    • Gość: Adzia Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 12:45
      Yenna, no tak...Ja też uważam, że niedoświadczony kierowca nie powinien ruszać od razu w taką trasę. No i u Twojego męża to pewnie kwestia ambicji. Mało który facet przyzna się, że czuje się niepewny swoich umiejętności... A jeszcze taka pokusa wypróbowania nowego gadżetu...Słuchaj, jeśli racjonalne argumenty do niego nie trafiają, to może spróbujesz go podejść praktycznie. Wiesz, na korki, tramwaje i złodziei (w Waszym Wrocławiu tramwaje też są, prawda? Ale jednak poruszać się między nimi trzeba się nauczyć).Pozdrawiam serdecznie.PS. A Twój walentynkowy baran ;-) pewnie siedzi w pracy i bije się z myślami - a nuż przyzna Ci rację? Oni trochę wolniej myślą niż my ;-)
      • Gość: Tynka Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 13:01
        Yenna a może prościej Ci będzie mniej o tym mysleć , jeśli Ty też zaczniesz jeżdzić. No i przede wszystkim On niech zostanie w domu i tez będzie wiedział,że to kosztuje wiele nerwów.
    • Gość: Alka Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 13:00
      A może tak troszkę optymizmu? :-) Rozumiem szanownego małżonka, bo sama jak dostałam PJ i samochód (10 letni maluch) to nie było mowy o tym bym gdzieś jechała jakimś innym środkiem lokomocji! :crazy: Zawsze wysłuchiwałam godzinnej tyrady w stylu "leć wolniutko i bardzo niziutko" i nawet częste awarie - bywało że w szczerym polu - mnie nie zniechęcały! A wypadek naprawdę można mieć o krok od domu (moją znajomą rozjechał przed wejściem do bloku jakiś wariat-motocyklista - miała połamane całe mnóstwo kości...), więc może wystarczy tyrada w wyżej wymienionym stylu?
    • Gość: olajek Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 13:24
      Wiesz, przykro mi to mówić, ale daj za wygraną. Z autem, największym przyjacielem mężczyzny chyba przegrasz.Mój mąż ma prawo jazdy od zawsze, wszyscy uwielbiają z nim podróżować, jest wspaniałym kierowcą.AleMusiał się tego nauczyć, a przejechane kilometry mogą tylko w tym pomóc. Rozumiem Twój niepokój, ponieważ sama bardzo przeżywam kiedy wyjeżdża (sa to czasami długie trasy, nie tylko w Polsce), poza tym miał ostatnio poważny wypadek (opowiadałam Ci), cóż on uwielbia jazdę samochodem, tak jak ja uwielbiam słodycze i on mi ich nie odbiera (choć ostatnio bardzo często wspomina o tym, abym przestała kupować słodycze, hihihi, w spodnie nie mogę wejść).Z drugiej strony, to nie jest aż tak daleko...Ola mama Kulusia
      • Gość: Majka Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 13:52
        Może powiem Ci jak ja sobie radzę w takich sytuacjach. Mój małżonek, najprawdziwszy rogaty baran, nie ustępuje w zasadzie nigdy, a zwłaszcza przed argumentami siły (nie wyobrażam sobie schowania kluczyków itp.). Jego trzeba sposobem. Mogłabyś np. wykazać, że ten samochód będzie bardzo potrzebny Tobie (do lekarza w razie czego) lub Twoje denerwowanie się przez parę dni ma wpływ na maluszka. Nie podważaj w żadnym wypadku jego kompetencji jako kierowcy, bo to powoduje wyłącznie reakcję "Nu zajac pagadzi". Wyłóz mu swoje racje, powiedz, że decyzja należy do niego i daj czas na przemyślenie. Jestem prawie pewna, że zdecyduje właściwie, (czyli zgodnie z Twoimi oczekiwaniami)i w dodatku będzie miał przekonanie, że to była wyłacznie jego decyzja. U mnie takie postępowanie działa bez pudła. Życzę spokoju. Majka
    • Gość: wiesia Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 13:29
      Yenna, nie będę powtarząc wyszstkich argumentów przeciwko jeźddzie niedoświadczonego kierowcy po najgorszym do jazdy mieście Europy, ale..jeśli siłaargumentó nie dizałą to zastosuj argukment siły. A schowaj mu w przeddzień planowanego wyjazdu dokumenty samochodu i klucze i oczywiście szybko zapomnij gdzie. Na wszelki wypadek możesz też wyjąć akumulatorsmile
      • Gość: wiesia Re: Zrozumiec faceta... rada z poprawionymi literówkami IP: *.* 14.02.02, 13:31
        Yenna, nie będę powtarzać wszystkich argumentów przeciwko jeździe niedoświadczonego kierowcy po najgorszym do jazdy mieście Europy, ale..jeśli siła argumentów nie działa to zastosuj argument siły. A schowaj mu w przeddzień planowanego wyjazdu dokumenty samochodu i klucze i oczywiście szybko zapomnij gdzie. Na wszelki wypadek możesz też wyjąć akumulatorsmile
    • Gość: Lilly Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 13:37
      To dobry pomysł, Wiesia. Ja wiem, że każdy kierowca, zanim stanie się tym najlepszym kierowcą, musi zdobyć doswiadczenie, ale zdobywanie go akurat teraz - jak sugerują niektóre z Was - to chyba nie najlepszy pomysł. Przyjdzie wiosna, pewniejsza pogoda - proszę bardzo, ale może niekoniecznie od razu skok na głęboką wodę i wyjazd do Warszawy? Poza tym, kiedy ma się małe dziecko i żonę w ciąży, trzeba wykazać się odrobiną uległosci i wyrozumiałosci wobec emocji tej ostatniej. Nie piszę o odpowiedzialnosci, bo tego akurat jestem pewna (że jest odpowiedzialny mąż Yenny).Tak czy siak - Yenna - przygotuj sobie mowę i czekaj męża w domu!
    • Gość: AgnieszkaP. Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 13:44
      Hej Yenna,Wiesz, rozumiem Twojego męża i rozumiem też Twój niepokój. Ja, po latach bycia pasażerem ( i to w kraju w którym bez auta ani rusz ) jestem właśnie takim początkującym kierowcą, chociaż na razie, ponieważ nie zdałam jeszcze egzaminu, mogę jeździć tylko z drugim kierowcą. No i co, po latach wysłuchiwania ględzenia " dlaczego nie zrobisz prawa jazdy " nie mogę się do tej kierownicy dopchnąć. Zawsze coś stoi na przeszkodzie, a to ślisko, a to ruch za duży, a to mamy za mało czasu żeby się wlec ulicami ( bez egzamniu na autostradę mogę wjechać tylko z instruktorem ) . Tak więc naprawdę mam poczucie że wkraczam na jakieś prywatne terytorium mojego męża. Jedynym rozwiązaniem jest tylko kupno drugiego samochodu.A ja uwielbiam jeździć !!! Co ja robiłam tyle lat ?!!! Dlatego doskonale rozumiem że Twój mąż chce sobie urządzić taką wycieczkę i być królem drogi. Natomiast faktycznie ta droga z Wrocławia do Warszawy jest koszmarna, jechaliśmy dwa lata temu ze szwagrem, który jest doskonałym kierowcą, na lotnisko po wizycie w Polsce. Tyle ciężarówek, masz do wyboru albo wyprzedzać po przeciwnym pasie albo wlec się za taką kolubryną. Może wpłyń na niego w ten sposób że wykończy się psychicznie na tej drodze, bo tak między nami, jeżeli jest początkującym kierowcą, to raczej na pewno nie będzie próbował lawirowania pomiędzy tymi ciężarówkami.Ale ja raczej nie wytykałabym mu braku doświadczenia czy umiejętności, obawiam się że to miałoby odwrotny skutek, właśnie chęć udowodnienia sobie i innym że da sobie radę.A chyba najlepszy pomysł to okazanie jak bardzo boisz się o niego, jak się będziesz denerwować, i to jeszcze w Twoim stanie. Jak już to nie zadziała to chyba tylko spusczczenie powietrza z opon, jak sama napisałaś :)Zdrówka życzę,Agnieszka :hello:
    • Gość: KvM Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 13:44
      Yenna po pierwsze ubezpiecz męża. Ubezpieczenie na życie na 100 000zł + drugie tyle w razie śmierci i kalectwa w nieszczęśliwym wypadku, to koszt na poziomie 60-70zł miesięcznie! (Pod warunkiem że mąż jest w miarę młody).Nie jest to zwykle kwota, która wystarczy na spokojne wychowanie dzieci, ale zawsze coś.Po drugie nie rób niepotrzebnych awantur. Albo zaproponuj mu jakiś ciekawy układ z samochodem na który sie zgodzi, albo mu po prostu pozwól. Najważniejsze aby robil przerwy w podróży. TAk na prawdę ten wyjazd nie jest w jakikolwiek sposób bardziej niebezpieczny niż wycieczka na piknik. Co wiecej Twój mąż będzie zdobywał doświadczenie i umiejętności bez rodziny na pokładzie, co jest o wiele lepszym rozwiązaniem. Rozumiem Twoje emocje i niepokój, ale logika nakazuje jednak abyś mu pozwoliła.
      • Gość: KingaB Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 14:24
        Droga Yenno... A może Twoja druga połówka zrozumie, że pomijając już umiejętności Twojego męża, sprawę bezpieczeństwa, itd, jadąc samochodem narazi Ciebie i Bąbelka na niepotrzebny stres? Jego męskie ambicje niech w tym momencie zejdą na dalszy plan... Jak on miałby sumienie zostawić zdenerwowaną i zmartwioną żonę, przeżywającą każdy kilometr jego trasy? ;)
        • Gość: Aluc Re: Zrozumiec faceta... nie przeginajmy IP: *.* 14.02.02, 14:34
          Dziewczyny, nie używajmy ciąży jako ostatecznego argumentu i karty przetargowej, bo to nie fair sama nie jestem bez grzechu, bo na Święta jak nie chciałam jechać do rodziny lubego, to mu powiedziałam, że nie chcę w ósmym miesiącu targać się tak daleko samochodem, co jakoś nie przeszkodziło mi zatargać się na Sylwestra w góry ;)ale nie przeginajmy, pliz
          • Gość: KvM Re: Zrozumiec faceta... nie przeginajmy IP: *.* 14.02.02, 14:50
            No właśnie - moja żona w pod koniec ósmego miesiąca i do tego z dwuletnim dzieckiem uparła się aby jechać do swoich teściów - grubo ponad 300 km. Na święta, w zamieć i ślizgawicę (jechaliśmy od 14 do 24). Fakt, że w połowie drogi mieszka jej ojciec, którego nie omieszkała odwiedzić.Myślę, że jeśli Yennie faktycznie na tym zależy, to powinna wziąć męża na logikę. Np. wyliczyć ile ta droga potrwa (można przyjąć średnią na poziomie 60-70 km/h max), do tego przerwy na odpoczynek po 3 godzinach jazdy minimum 0,5 godziny przerwy. Itd, itp, do tego koszty paliwa, amortyzacji samochodu (wyjdzie coś koło 1 zł/km, albo i więcej).
            • Gość: Aluc Re: Zrozumiec faceta... nie przeginajmy IP: *.* 14.02.02, 15:29
              KvM - ale tu się ze mną zgadzasz, czy nie, bo już sama nie wiem i trochę się boję, że za chwilę znów oberwę :lol:
              • Gość: KvM Re: Zrozumiec faceta... nie przeginajmy IP: *.* 14.02.02, 15:39
                Oczywiście, że się zgadzam, a oberwiesz i tak - tyle, że pewnie od kogo innego ;-)
    • Gość: horac Re: Istnieje wiele mechanicznych urządzeń... IP: *.* 14.02.02, 15:19
      "Istnieje wiele mechanicznych urządzeń, które zwiększają seksualne pożądanie, szczególnie u kobiet. Najważniejszy między nimi jest Mercedes Benz 380L - kabiriolet."Te słowa niejakiego PJ O"Rourke cytuję Ci Yenno, żebyś wiedziała dlaczego małżonek tak się zaparł na tę podróż autem...Chodzi oczywiście o to, by wzbudzić w Tobie seksualne pożądanie!Pozdrawiam. Matylda.
    • Gość: kayak Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 20:04
      Jesli moge Cie pocieszyc to droga Wroclaw-Warszawa jest naprawde ok wiekszosc trasy to droga szybkiego ruchu. Jezdzimy z mezem raz w miesiacu trase Szczecin-Warszawa i tam jest troszke gorzej, chociaz pokonalam te trase sama z czego jestem bardzo dumna. Czytajac o strasznych rzeczach jakie dzieja sie w Warszawie troche sie dziwie, bo mieszkam tu siedem miesiecy i az tak strasznie nie jest, najgorsze sa korki, ale i tak tylko w fodzinach szczytu. Jezdze codziennie po miescie i wlosow z glowy nie wyrywam. Jednakze rozumiem twoje obawy, bo przed jezdzeniem w Warszwie dobrze by bylo gdyby malzonek nabral troche wprawy. Mysle, ze argument zrob to dla dzieci bedzie najlepszy.Zycze powodzenia.Marta stary pirat drogowy
    • Gość: Katyk Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 14.02.02, 23:44
      Nie staraj się zrozumieć faceta.... to niewykonalne.Zabierz kluczyki, dokumenty, przeparkuj samochód 4 ulice dalej i nagle zapomnij gdzie.I jeszcze go zepsuj,tak na chwilę. Oddaj do mechanika, pożycz znajomym, tylko nie pozwól mu jechać! I bądz nieugięta, masz rację, samochód to nie zabawka a nawet jeśli On ( twój mąż) będzie jechał ostrożnie to przecież nie będzie na tej drodze sam!!A różne wariaty po naszych drogach jezdzą!!:hello: Kasia
    • Gość: Kachna29 Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 15.02.02, 02:52
      Facetów chyba nie zrozumiemy, ale Ciebie Yenna rozumiem doskonale. Nigdzie go nie puszczaj! I to w dodatku w taką trasę. Bez sensu będzie się męczył i robił uniki przed głupkami wyprzedzającymi na trzeciego. Mojego ślubnego, mimo iz kierowcą jest świetnym, udało mi się przekonac iż w dalekie trasy jeździ się pociągami, zwłaszcza jak są to IC, wygodne, ciche, podają kawkę, można zjeść kotleta, poczytać gazetę itd. Jest to zdecydowanie lepsze niż narażanie życia na każdym zakręcie. Oczywiście argument z narażaniem życia nie przekonałby mojego meża, ale zadziałał ten o kawie, czasie na gazetkę, a przede wszystkim o dodatkowym czasie na pracę - można wyciągnąć notebooka i pracować, pracować, pracować - na pracoholików to działa doskonale :-)Życzę powodzenia w przekonywaniu.Wszelkie chwyty dozwolone
    • Gość: asiamamaignasia Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 19.02.02, 12:13
      Pojechał czy nie? Czytałam listy i rozumiałam Ciebie i męża. Kiedy mnie ktoś zaczyna uważać za nieodpowiedzialną i niedojrzała, to robię sie jeszcze bardziej nieodpowiedzialna i niedojrzała. Pozdrawiam. Asia
      • Gość: YennaM Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 19.02.02, 19:53
        Asiu, raczej nie pojedzie.Wyjazd jest sprawa raczej odlegla (co nie znaczy, ze czasu dzielacego do wyjazdu nie nalezalo wykorzystac do wybicia malzonkowi podrozy autem z glowy), aktualna dopiero w marcu.Coz, nawet mu sie nie dziwie, ze chce sobie pojechac samochodem.Ale mmoim zdaniem to zbyt duze ryzyko no i za duzy stres dla mnie - czekajacej zony.PozdrawiamYM
        • Gość: kayak Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 19.02.02, 20:10
          Czesc Yenna, Chyba sie juz z powrotem lubicie z mezem? Ciesze sie, ze sie jakos ulozylo. A stresu zycze jak najmniej ze wzgledu na dzidzie, ktory to tydzien? Bo ja zaczynam dziewiaty i jakos tak mi sie wydawalo ze ty podobnie. Ja dre z moim mezusiem koty raz na dwa dni. Skad tyle zlosci w tych ciazowkach? :-)PozdrMarta
          • Gość: kayak publiczne okazywanie uczuc IP: *.* 19.02.02, 20:14
            Hej!Tak sie wlasnie zastanawialam jakie jest wasze zdanie na ten temat. Do ktorego momentu jest ok? I mysle tu tak o nas samych jak i tych ktorych widzimy na ulicach. Tak mi sie nasunelo, bo dzis na basenie zostalam podtopiona przez migdalaca parke 14-latkow i moja tolerancja zostala wystawiona na probe. No jestem ciekawa waszych opinii.Marta
            • Gość: kayak publiczne okazywanie uczuc IP: *.* 19.02.02, 20:15
              Hej!Tak sie wlasnie zastanawialam jakie jest wasze zdanie na ten temat. Do ktorego momentu jest ok? I mysle tu tak o nas samych jak i tych ktorych widzimy na ulicach. Tak mi sie nasunelo, bo dzis na basenie zostalam podtopiona przez migdalaca parke 14-latkow i moja tolerancja zostala wystawiona na probe. No jestem ciekawa waszych opinii.Martasorki cos nowy post nie tam polecial gdzie mial-gnojek ;-)
              • Gość: kayak publiczne okazywanie uczuc IP: *.* 19.02.02, 20:17
                Hej!Tak sie wlasnie zastanawialam jakie jest wasze zdanie na ten temat. Do ktorego momentu jest ok? I mysle tu tak o nas samych jak i tych ktorych widzimy na ulicach. Tak mi sie nasunelo, bo dzis na basenie zostalam podtopiona przez migdalaca parke 14-latkow i moja tolerancja zostala wystawiona na probe. No jestem ciekawa waszych opinii.Martasorki cos nowy post nie tam polecial gdzie mial-gnojek
                • Gość: kayak do jasnej ciasnej IP: *.* 19.02.02, 20:19
                  Nie poddam sie cholerne posty Yenna wybacz, pleaseeeeeMarta
                  • Gość: YennaM Re: do jasnej ciasnej IP: *.* 19.02.02, 20:22
                    Marta - wejdz na tabelke z forami, potem wejdz spowrotem na emame - powinno sie udac umieszczenie nowego watku.A tak w ogole jestem gdzies na koncu 8 tygodnia. Z mezem sie ostatnio nie kloce (zwykle brak czasu), ale w pierwszej ciazy wylazla ze mnie niezla furiatka.Oj, mial ten moj chlop ze mna skaranie boskie :)Oj, za to, co przeszedl, powinni go wziac zywcem do nieba - taka wedna bylam :)
                    • Gość: kayak Re: do jasnej ciasnej IP: *.* 19.02.02, 20:46
                      To sie ciesze ze nie jestem jedyna, bo ja denerwuje sie z takich powodow ze az mi glupio. To fajnie ze bedziemy rodzic w podobnym terminie. Ale jestem dumna ze watek zalozylam bez roztrzaskania kompa ;-)PozdrMartaP.S. z poprzedniego watku widze ze jeszcze biust nas laczy 85 E ;-). Nikt inny tego nie zrozumie, co. Czy Tobie tez tak koszmarnie sie ten biust rozrasta? Pamela to przy mnie deska ;-) tylko kilogramikow mam "ciutke" wiecej.
                      • Gość: wiesia Re: do jasnej ciasnej IP: *.* 20.02.02, 09:03
                        Skoro i tak się w tym wątku bajzel zrobił to i ja się dopiszę na temat moich zachowań ciążowych. Dwa dni temu , jak zwykle ostatnio , położyłam się spać koło godziny 20 i męczył mnie koszmarny sen, w którym nie mogłam zdąrzyć na czas do szpitala na cesarkę. Sen tak mnie rozzłościł, że aż się obudziłam, wściekła oczywiście. Ponieważ dookoła ciemno byłam przekonana ,że już co najmniej po północy- w rzeczywistości była 22.15.A więc obudziłam się wściekła z uczuciem okropnego pośpiechu, obok pusto, cicho, z kuchni dochodziło światło i delikatne stukanie w klawiaturę. Potem z moich ust wrzask: "Co ty tam do cholery o tej porze robisz?!!?"I za chwilę z drzwi wyłoniło się całkowicie osłupiałe oblicze meża, który o mało co z krzesła nie spadł wyrwany tym wrzaskiem z otaczającej go ciszy....
                      • Gość: YennaM Re: do jasnej ciasnej IP: *.* 21.02.02, 19:53
                        hehe, kiedy bylam mlodsza o 30 kilo mialam jakies 75 C ;)A teraz... Oj, duzo tego :)A tak w ogole - to na kiedy masz termin?Mi sie szykuje cos w okolicach 2 pazdziernika :)YM
                        • Gość: kayak Re: do jasnej ciasnej IP: *.* 22.02.02, 01:16
                          Niezle, niezle.....Dawno dawno temu jak wazylam 25 koloskow mniej to tez tego bylo mniej- notabene wszystkiego wtedy bylo mniej ;-)Ale to moja pierwsza dzidzia wiec albo pojde w jedna albo w druga strone zobaczymy. Tragedii z tycia w ciazy nie robie i na forum co chwilka rozbawiaja mnie posty o tyciu(o moj Boze waze az 60 kilo co robic!!! :0 . Na szczescie odrzucilo mnie od slodyczy i papierosow-smierdzi mi wszystko,a szczegolnie dym papieroskowy i kuchnia.Zgadnij na kiedy mam termin??? Nie bede oryginalna 2 pazdziernika. ;-)PozdrawiamMarta z brzusiem od wczoraj 9 tygodniowym
                          • Gość: Gosia1 Re: do jasnej ciasnej - mogę wtrącić dwa grosze? IP: *.* 22.02.02, 09:41
                            Nie jestem w ciąży, a mój "rozmiar" to 75D..... I ważę też w porząsiu. W ciąży tak z Krzychem jak i z Anią miałam............ 80EE!!!!! Przy Ani musiałam mieć szyty stanik na miarę, takie były czasy (14 lat temu). A jak Malutka się urodziła to niestety nie dała rady złapać mojego balona, mimo, że odruch ssania miała rozwinięty wspaniale. Ona ważyła 2 kilo (!!!!) - odnoszę wrażenie, że mniej od jednego mojego cyca...... Natomiast Krzych ważący 3.700 dossał się jak przyssawka, troszkę nieprawidłowo, ale żadna ludzka siła nie zdołała Go oderwać. Bałam się karmić Go w nocy, bo miałam wrażenie, że Go uduszę. Jednym mogłam zabić....... :-) W tej chwili mogę sobie nimi pożonglować, na plecy zarzucić...... :-) Nie każdy tak potrafi!!!!Mamy cycate łączmy się!!!!!!!Całuski Gosia
                            • Gość: Aluc Re: do jasnej ciasnej - mogę wtrącić dwa grosze? IP: *.* 22.02.02, 12:07
                              Proszę o przyjęcie do klubu cycatych :D Przed ciążą (po schudnięciu 12 kilo, he he he) 75D (i to tylko dlatego, że ładnych w wiekszym rozmiarze niet, to się dopychało różnymi sposobami :lol:), teraz 80E, a jak wprowadziłam swe szanowne rozmiary do kalkulatora na stronie z biustonoszami, to mi wyszło "błędnie wprowadziłaś wymiary albo twój rozmiar jest nietypowy" :lol: :lol: W dodatku całe to bogactwo wyrosło mi w ciągu kilku miesięcy w siódmej klasie - czyli w połowie lat 80, jedynym sposobem przy ówczesnym zaopatrzeniu było chyba owijanie się bandażem elastycznym, czego niestety nie stosowałam i straciłam raz na zawsze szansę na ładny biust :( przynajmniej teraz nie płaczę, że mi się od ciąży i karmienia zepsuje :)
                            • Gość: kayak Re: do jasnej ciasnej - mogę wtrącić dwa grosze? IP: *.* 22.02.02, 12:53
                              No prosze a Ty mi Gosiu na zdjeciach wygladalas na chudzielca, a tu prosze prawdziwa cycatka ;)Powiedzcie mi tylko czy duzo ten biust rosnie w ciazy, bo mi do teraz 9 tydz. rozrosl sie o rozmiar, a jak to EE wyglada to sie boje myslec. Ach gdyby wiedzialy te co marza o wielkich biustach. Jak w sklepie jest na mnie jeden biustonosz to szaleje z radosci.PozdrMarta
                              • Gość: Gosia1 Re: do jasnej ciasnej - mogę wtrącić dwa grosze? IP: *.* 22.02.02, 20:33
                                Nie wiem jak komu, ale mnie cyc rósł do końca ciąży. Wciąż i wciąż i wciąż..... A potem, po porodzie, to był już monstrualny. Jak chcecie, to wyślę Wam - w ramach pociechy, hm...... - zdjęcie jak karmię Krzysia. Ale na priva, bo na forum nigdy i za nic na świecie :-) W ciąży rośnie nie tak gwałtownie, jak już po urodzeniu, kiedy następuje nawał pokarmu. Boże mój kochany, mogłam zabić jednym...... A dwoma spowodować jakąś zagładę!!! :-) Hi hi hi hi, zostało to i owo, ale mąż nie wnosi reklamacji, i o to chodzi, o to chodzi.....Całuski Gosia
                  • Gość: Alka Re: do jasnej ciasnej - to ja też! IP: *.* 22.02.02, 13:06
                    Pozwolicie sie przyłączyć? Przed ciążą takie ładne 75B było w trakcie zrobiło sie 75E a teraz zostało D :lol: A początek ciąży to ja przespałam i nic nie pamiętam :crazy:
    • Gość: Aven Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 20.02.02, 10:07
      Chciałbym mieć takie problemy jak Ty.Jestem facetem i mam gdzieś samochody...Jesteśmy takimi samymi ludźmi, jak Wy, tylko czasemponoszą nas emocje - ale to najczęściej dlatego, że nie wiedzieć czemu tak bardzo Was kochamy...
    • Gość: Olka Re: Zrozumiec faceta... IP: *.* 22.02.02, 08:38
      Ja przepraszam, ja tez z Wroclawia i sie wtrace. Absolutna piramidalna glupota jest pchanie sie do Wawy autem, o tej porze roku, majac przejechane 1000 km w zyciu, bez drugiego kierowcy na zmiane. Sekundo: oczywiscie, ze niby jak kierowca ma nabrac doswiadczenia, ale stopniowo, stopniowo! To jest prawie 400 km w kazda strone, trasa jak sadze nieznana z kierowniczej autopsji, potem jeszcze ze co? nad morze, z tej Warszawy, znowu bez zmiennika i znad morza do Wroclawia? Poza tym Ty zostajesz z dzieckiem i z tej racji auto powinnas miec pod domem. Tak sie sklada, ze czesto jezdze ta droga, jako kierowca albo pasazer, przynajmniej do skretu na Lodz mam obcykane a potem tyle o ile. To jest droga krajowa, ale chyba wymaga wielkiego doswiadczenia, zeby sobie tak smignac w pojedynke. Tam jezdza ludzie, ktorzy znaja kazdy kamien, dziure i pobocze, robia niewyobrazalne rzeczy. Cudna obwodnica Sycowa nie ma pasow wyjazdowych, gdy ktos wyjezdza tam z podporzadkowanej, jest bardzo niebezpiecznie. Po wioskach tworza sie wielkie korki i jest kilka super niebezpiecznych miejsc, ktore wygladaja bardzo niewinnie. A sama Warszawa? W moim odczuciu nie jest duzo gorzej niz we Wroclawiu (moze jakies 30% gorzej ;-)), ale sa straszne korki przez caly dzien, wpychanie sie na czwrtego i piatego, zachowania zupelnie nieznane we Wroclawiu, obce miasto i ronda co 20 metrow (co, zwroc uwage, dla wroclawskiego kierowcy jest sprawa zupelnie nowa, bo rondo na Powstancow to de facto nie jest rondo). Mozna zrozumiec, ze Twoj maz chce sobie pojechac autem, sam, w trase, ale np. Leszno to wedlug mnie jest wystarczajaca odleglosc na tym etapie bycia kierowca. Rece go beda bolaly. Moj maz ma prawo jazdy od 11 lat, jezdzil w roznych krajach i po calej Polsce, rowniez w Anglii i to dosc czesto, ale jesli ma mozliwosc dostac sie gdzies wygodnie, komunikacja publiczna, to nawet nie patrzy na auto. Dotyczy to rowniez Warszawy. A prowadzic auto uwielbia. Sa chyba 2 wygodne ICki, ciche pociazki, mozna poczytac (czyzby twojemu mezowi tego nie brakowalo, przy malym dziecku?), przespac sie, dadza jesc. Mojego meza rozumiem, bo jesienia zabralismy sie z nim do Warszawy (tzn. ja i Maly), wiec jechalismy autem i sama doswiadczylam, co to znaczy Warszawa i droga do niej w dzien roboczy.Mam nadzieje, ze Opatrznoc udzieli mu rozsadku. Dodam, ze moj maz nie wydaje mi sie jakos malo meski, a sam zawsze mowi, ze nie lubi mnie zostawiac samej z Malym, bez auta (choc ja malo jezdze-ale tak na wszelki wypadek).Trzymaj sie!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka