Gość: horac
IP: *.*
19.02.02, 08:31
Moja sąsiadka przeżywa obecnie trudy bycia żoną bezrobotnego. Pewność siebie i wigor życiowy jej męża przeobraziły się w zgorzknienie. Przypomniały mi się czasy, kiedy to mój mąż był bezrobotny. Trwało to pół roku. Czas był wyjątkowo niekorzystny - byłam wtedy w ciąży. W żołądku wzbierająca fala, senność i złe samopoczucie i obok tego sfrustrowany mąż, który czuje się jakby społeczność wyrzuciła go na śmietnik. Wiem, że niektóre z Was przeżywają obecnie ten stan - same pracują, mąż w domu.Nie będę pytać o sposoby pomocy mężowi, bo jedynym jest praca. Natomiast w obliczu czekającego mnie powrotu męża na "etat domowy" (jego obecna praca nie przynosi praktycznie żadnego dochodu - wszystko co zarobi musi oddać do skarbowego, banku i ZUS-u) chcę zapytać Was, czy może wiecie jak w takiej sytuacji nie zwariować? Matylda