Dodaj do ulubionych

A mąż znowu wyjechał

IP: *.* 23.02.02, 23:45
Witajcie,mąż znowu wyjechał, mały całkiem wcześnie zasnął po wcześniejszym wykonczeniu dziadków, kota a potem matki, a ja siedzę i nie wiem co ze sobą zrobić. Siedzę i myślę nad swoim życiem. I jak tak spojrzę na siebie to wydaję mi się że widzę porażkę albo jakąś pomyłkę czy może głupi żart.Kiedy poznałam swojego męża zakochałam się beznadziejnie i rzuciłam dla niego kogoś z kim byłam 3 lata. Właściwie tak z dnia na dzień (co jest do mnie naprawdę nie podobne). Byłam taka szczęsliwa, było nam dobrze łączyły nas wspólne zainteresowania-śpiewanie, żeglarstwo i parę innych. On skonczył szkołę i zamieszkał u moich rodziców akurat w moim mieście znalazł pracę a ja zostałam jeszcze rok na studiach. rodzice go polubili i wszystko układalo się super. Zaplanowaliśmy ślub, mieliśmy mieć mieszkanie jako prezent. eh jednym słowem jak w bajce.Ślub wzięliśmy jak byłam jeszcze na studiach, dostaliśmy klucze od mieszkania, które mieliśmy wyremontować dodam że mieszkanie miał dostać mąż od swojej matki chrzestnej, bezdzietnej zresztą-obiecała je mu na ślubie jego brata jak mnie poznała przy świadkach. Myśleliśmy nawet o spłaceniu jej z czasem tego mieszkania. Więc dostaliśmy te klucze. Jak tam weszłam to mało nie zemdlałam bo to była melina-skutek wynajmowania mieszkania. Smród, brud jednym słowem tragedia ale bylismy nie złomni i zakasaliśmy rękawy do roboty. Moi rodzice dali nam kase na remont i pomagali nam we wszystkim, ja wpadałam w weekendy i zamiast odpoczywac czy się uczyć tapetowałam, malowałam itp. I wiecie co? Jak skończyliśmy remont przyjechała ciocia niby w sprawie uregulowania formalności i powiedziała że nie przepisze na męża tego mieszkania. Że możemy mieszkac ile chcemy a potem żebysmy znaleźli lokatorów i pilnowali żeby płacili. Nie powiem co czuliśmy bo musiałabym użyć niecenzuralnych słów. Wróciłam do rodzinnego miasta po skończeniu studiów i do mieszkanka cioci. Dostałam pracę w dwóch miejscach i wszystko było oki do czasu aż mój mąż nie założył zespołu. Wtedy zaczęła się polka. Coraz mniej się widywaliśmy bo to próby to praca na zmiany ah i jeszcze on zaczął studiować bo miał kompleksy że nia ma magistra a głupsi od niego będą mieli.hmm nie skomentuję. Zaczął znikac tez w wekeendy. Później zaczęły się "trasy koncertowe" po kraju i znikał na kilka dni, potem pracował i oddawał dyżury i studiował oczywiście mimo że wiedział że tytuł magistra nie wpłynie na zarobki tudzież znalezienie lepszej pracy.Ja byłam cierpliwa, próbowałam zrozumieć, nie chciałam być zaborcza.I wiecznie byłam sama albo przesiadywałam u rodziców.Potem "musieliśmy" spróbować zajść w ciążę-zalecenie lekarskie. Po długich rozmowach zdecydowaliśmy się no w końcu byliśmy już dwa lata po ślubie, mieliśmy pracę, dach nad głową tzn. jeden pokój ooo i zapomniałam o psie. Zdawało mi się że teraz pomyśli, zostanie przy mnie itp.A gdzie tam. Pojawiły się komplikacje, wylądowałam w szpitalu i mało nie urodziłam w 6 mies. Musiałam potem resztę ciąży leżeć w domu. A co mój mąż na to? "kochanie poradzisz sobie, rodzice do Ciebie przyjdą, może koleżanki" i sruuu na drugi koniec Polski bo sława czeka. Załamałam się. Czasami miałam problemy z wstaniem do ubikacji, a tu jeszcze pies mi się załatwiał w domu jak ktoś nie zdążył go wypuścić. Koszmar, zdażało się że siedziałam tak w domu cały dzień dopóki ktoś nie zajrzał.Jednak ciągle miałam nadzieję, że on się zmieni po narodzinach dziecka.Jakże byłam głupia. Był ze mną przy porodzie po czym na drugi dzień wyjechał na koncert na dwa dni.Czułam się potwornie widząc jak mężowie przychodzą do innych kobiet.A przed wypisem zapytał mnie czy ma przyjść po mnie z kwiatami.eh.Potem znowu wyjechał i zostawił mnie z maluchem wyjącym po nocach, półprzytomną, półżywą. gdyby nie rodzice lepiej nie mówić. I tak wyjeżdżał i ciągle słyszałam że będą kiedyś z tego pieniądze. potem miałam wrócić do pracy-zapomniałam dodać że wylądowałam na podtrzymaniu przez moją szefową. Czekał mnie olbrzymi stres z tym związany, poza tym miałam otrzymać nowe grupy i nowe książki, karmiłam małego piersią i byłam bardzo znerwicowana. A on popłynął w tym czasie na rejs do Włoch, który wygrał w konkursie.Jakież były awantury o ten rejs-stwierdził że płynie bo taka szansa mu się w życiu nie powtórzy. To co przeżyłam przez te prawie 3 tygodnie to był horror. Małemu szły wtedy zęby, musiałam ciągac go i psa do niani, w pracy ściągać w pięć minut mleko kserująć często w międzyczasie materiały. Myślałam że tego nie wytrzymam. Zaczęłam nienawidzić tego bycia matką, żoną i właściwie nie wiadomo jeszcze czym.Przez to że byłam wykonczona darłam się na małego i teraz on jest nerwowy.Wpadłam w straszną depresję, nie chciało mi się żyć. A ciągle słyszałam, że przesadzam, że kochać mi się nie chce itp.Przechodzimy teraz kryzys i on nagle się obejrzał, że tyle może stracić bo zaczęłam się pożądnie stawiać. On chce teraz ratować to co zepsuł. Dziwi się, że nie mam już ochoty się do niego przytulać i rozmawiać z nim. Cóż przystosowałam się do bycia samej.I znowu ma do mnie pretensję że nie wiem czy chcę ratowac ten związek. A ja naprawdę nie wiem czy jest mi potrzebny chłop na którego muszę też w sumie zarabiać(zarabiam nawet dwa razy wiecej od niego), który mi marudzi jak nie mam ochoty na seks i którego wiecznie nie ma. Przecież i tak żyję prawie jak samotna matka.Czuję się oszukana i mam do niego straszny żal bo o ile pamiętam nie tak miało wyglądać nasze życie. Czy mam do końca życia być osłem i zapierniczać na dom podczas gdy on sobie spełnia marzenia? Co ze mną, z nami i Krzysiem. Mam taki mętlik w głowie.Qrcze przepraszam Was za to zamieszanie, musiałam to z siebie wyrzucić.Wybaczcie mi a ja idę sobie popłaczę może mi ulży.
Obserwuj wątek
    • Gość: Gosiafka Re: A mąż znowu wyjechał IP: *.* 24.02.02, 00:20
      Su!Chciałabym napisać coś ......coś co wszystko załatwi i będzie dobrze.Nie da się .....i jedyne co mogę to powiedzieć Ci ,że jestem (jakieś pewnie 100 km od Ciebie ;) ale rozumiem Cię jakbym była obok,bo i ja bywam rozczarowana i miewam mętlik ,a następnego dnia wstaję i mam jeszcze większy mętlik :(Gosia
    • Gość: Gosia1 Re: A mąż znowu wyjechał IP: *.* 24.02.02, 11:12
      Kochana Su, wiele razy o tym rozmawiałyśmy, ale ja nadal jak to czytam, czuję jak żal ściska mi gardło. A przecież nawet nie znam Cię osobiście! Nie wiem, co mogłabym Ci poradzić. Bo tu właściwie nieczego się nie da radzić, mogę jedynie napisać, że jestem z Tobą, myślę o Tobie. Sama musisz sobie uporządkować w sercu swoje uczucia. Musisz sobie zadać pytanie, czy jeszcze Go kochasz? Wyobraź sobie sytuację, kiedy rozstajecie się. I co? Czujesz żal, czy może ulgę. Ja tak właśnie rozpatrywałam fakt rozstania z pierwszym mężem. Gdy wyobraziłam sobie rozwód poczułam ulgę. I wtedy było mi łatwiej dokonać wyboru. A Ty? Bo jeśli jest Ci przykro, to może łatwiej Ci będzie ratować Wasz związek. Tylko, że to będzie trudne. Za dużo pretensji i żalu narosło przez te wszystkie lata. Trudne ale nie niemożliwe. Może razem gdzieś byście wyjechali? Jak za dawnych, dobrych czasów? Na żagle, na Mazury.... Nic tak dobrze nie działa na małżestwo, jak oderwanie się od codziennych kłopotów. Spróbuj Su, warto. Całuski Gosia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka