Dodaj do ulubionych

emama jet załamana

IP: *.* 20.05.02, 11:02
tytułem wstępu - zaglądam na forum od czasu do czasu, ale dotychczas nie zabierałam głosu. Jestem podwójną mamą Zulki (8lat) i Orcia (7 mies.), troszkę zmęczoną siedzeniem w domu, ale ogólnie szczęśliwą. Synek jest bardzo absorbującym i wymagającym dużo uwagi i cierpliwości chłopcem, przez co mam niewiele czasu dla siebie.przedwczoraj dowiedziałam się od małżonka, że jestem leniwą kurą domową, która nie może poświęcić 10 minut dziennie na doprowadzenie mieszkania do porządku. Ręce mi opadły. Przez 10 lat myślałam, że mąż mój jest cierpliwym i wyrozumiałym mężczyzną, który mnie w pełni akceptuje. Ale nie, on uważa, że ja mam darmowe wakacje, na które nie zasłużyłam. W tej sytuacji rozważam czy nie wrócić do pracy, bo właśnie kończy mi się urlop. Oczywiście wiele problemów jest z tym związanych... Najbardziej zabolało mnie to, że ja jego wady zaaprobowałam, to, że, np. nie wie co się dzieje z ubraniami po wrzuceniu ich do kosza z brudną bielizną (nie nastawił nigdy!!!! w swoim życiu prania), nie wchodzi w ogóle do kuchni, ma poblem z jedynym swoim obowiązkiem - wynoszeniem śmieci, póki nie stoją w 3 torbach i trudno je ominąć, nie zauważy ich. Sprawa wygląda tak w skrócie - on ciężko pracuje i nie może się zrelaksować w domu z powodu nieporządku, a ja całymi dniami wypoczywam. Kobiety w ogóle z natury są leniwe i lubią wykorzystywać mężczyzn, podczas gdy oni z niewiadomych przyczyn im ulegają. Co ciekawe mąż nie chce abym poszła do pracy, zależy mu na tym, abym:1. wychowywała mu syna (bo nikt się nim lepiej nie zajmie - tu się z nim zgadzam), 2. dom ma być w idealnym porządku, 3. poza tym ja mam być w dobrym humorze i z uśmiechem podawać mu obiad. Nie mówił mi tego wcześniej, bo w szkole rodzenia położna prosiła, aby nie wymagać zbyt wiele od kobiety po porodzie, ale okres ochronny już się skończył. Jestem załamana.
Obserwuj wątek
    • Gość: Hermiona Re: emama jet załamana IP: *.* 20.05.02, 11:35
      Hej! Skąd ja to znam... Z tym, że mój mąż ma taką pracę, że albo nie ma go przez 3 miesiące, albo jest tyle samo przez 24 godziny na dobę. Pomaga mi i w dodatku robi wiele rzeczy lepiej i staranniej ode mnie, bo jest urodzonym pedantem. i tu się zaczynają schody, bo nagle okazuje się, że nie ma mnie kto podziwiać za bycie w domu. No, może z dziećmi ja sobie lepiej daję radę, ale i tak jeśli gdzieś wyjdę, to są grzeczne z tatusiem, nawet grzeczniejsze, niż ze mną (co zazwyczaj jest regułą, ale dla mojego męża chyba raczej dowodem moich marnych zdolności wychowawczych). Nie wiem, czy karmisz jeszcze synka piersią, czy nie, ale jeśli karmisz, to weź sobie wolne i razem z Orciem wyjedź gdzieś na weekend ( np. w ramach poprawy jego zdrowia). Niech Twój mąż sam się przekona, jak leniwie mozna spędzic dzień w domu, ale uwaga, nei przygotowuj dla niego obiadu, nie rób zakupów ani wielkiego sprzątania. O córkę się nie martw, jest chyba w takim wieku, że trzy dni mało zorganizowanego życia jej nie zaszkodzą. I przykaż babciom i innym krewnym, żeby przypadkiem nie zapraszały litościwie samotnego tatusia na obiad! Zostaw dom tak, jakbyś szła na półgodzinne zakupy i powstrzymaj się od dzwonienia.A wiesz, co najbardziej wzburzyło moją krew, kiedy czytałam Twój post? Może to było przypadkowe, tzn. tak Ci się napisało, ale to "wychowywać MU syna". WRRRRR.... A dlaczego córki nie?:hello: Monika
    • Gość: Anna72 Re: emama jet załamana IP: *.* 20.05.02, 11:37
      Cóż, jedyne co mi przychodzi do głowy, to że Twój mąż był ogólnie chyba zniechęcony do życia, zdenerwowany, lub zmęczony pracą gdy to mówił i nie za bardzo chyba się zastanowił nad tym co powiedział. Nie chcę tego inaczej tłumaczyć, bo jeżeli on tak naprawdę mysli, to moja rada: jesli rozmowa nie pomoże ( a od tego jednak zawsze trzeba zacząć wyjasnianie nieporozumień) to załatw dla siebie i dzieci np. 3-tygodniowe sanatorium, odpocznij, a mąż niech pokaże jak radzi sobie sam, bez "leniwej kury domowej". Nie powinno być to trudne, bo przecież jedynie siebie będzie musiał obsłużyć ;-) .A może ktoś mu podpowiedział coś takiego? Trudno uwierzyć, że po 10 latach małżeństwa, przy drugim dziecku ktoś tak zmienia zdanie o współmałżonku z dnia na dzień. Mój mąż co prawda nie narzeka, ale nieraz widziałam wczesniej, że zdziwiony patrzy jak mnie czasem brakuje cierpliwosci do dziecka. Przestał się dziwić, gdy zaczął czasem sam z nim zostawać na dłużej (mam na mysli marne kilka godzin). Może taka chwilowa zmiana ról by Twojemu mężowi dobrze zrobiła. Wiem, że nie jest to łatwe, ale zbliża się okres urlopowy, więc może kilka dni zajmie Twoje miejsce w domu? Pozdrawiam, Anka.
    • Gość: monikap Re: emama jet załamana IP: *.* 20.05.02, 11:45
      wychowujesz MU syna ?!!??!!monikap
    • Gość: monikap Re: emama jet załamana IP: *.* 20.05.02, 11:45
      wychowujesz MU syna ?!!??!!monikap
      • Gość: RybkaKasia Re: emama jet załamana IP: *.* 20.05.02, 12:23
        Nie jestem zdziwiona :) U mnie w domu jest tak samo, faceci nie potrafią docenić niczego, zanim tego nie stracą..."ten tylko się dowie kto Cię stracił..." Myślę, ża bardzo dobrym pomysłem jest wyjazd i zostawienie Go w domu, niech by sobie sam pomieszkał przez parę dni. :)Ja z mężem doszłam juz do porozumienia, kiedy coś mu się nie podoba , mówi mi to normalnym tonem, nie obrażliwie, bo kiedyś został sam....nawet bez Dominika i bardzo za nami tęsknił i było Mu bardzo ci.ężko i żle bez nas.......zobaczył po prostu co może stracić i jak to jest żyć bez nas.....:)Życzę Ci powodzenia....i uśmiechu.....głowa do góry nie jesteś sama :)smilesmilesmile
    • Gość: kn Re: emama jet załamana IP: *.* 20.05.02, 12:16
      Podpisuję się pod ogólną radą poprzedniczek - tzn. zostawić go samego z bałaganem, z tym, że ja zaostrzyłabym terapię - zostawiłabym ukochanego małżonka samego w domu z dziećmi, najlepiej na cały dzień, bez ŻADNYCH wcześniejszych przygotowń (obiadek w lodówce, picie w kubeczkach, ciuszki do przebrania, itp.). Myślę, że mogłabyś mu to zupełnie spokojnie zaproponować - niech sobie da radę - jako mężczyzna, a więc istota we własnym pojęciu wyższa, nie powinnien mieć z tym problemów (ha, ha)- a potem wrócicie do rozmowy n.t. obowiązków domowych.Skąd to się bierze swoją drogą, że wciąż są faceci, którym mentalność zatrzymała się na etapie średniowiecza?PozdrawiamKach
      • Gość: Marta_23 Re: emama jet załamana IP: *.* 20.05.02, 12:26
        Cześć, jestem dokładnie tego samego zdania co Kach. Ja miałam dużo szczęścia. Z powodu chwilowego braku pracy mąż spędził cały macierzyński razem ze mną i z naszym synkiem. Dokładnie wie jak to jest zajmować się dzieckiem przez cały dzień i noc. Dzięki temu teraz, gdy już pracujemy nie mamy problemów z podziałem obowiązków. Dzielimy się po równo. Myślę, że rzeczywiście zostawienie męża nawet na cały weekend (niech doświadczy też przyjemności nocnego doglądania Maluszka) samego z dziećmi będzie świetnym rozwiązaniem :)PozdrawiamMarta
    • Gość: tygrys Re: emama jet załamana IP: *.* 20.05.02, 12:26
      Ilka, mam w domu to samo...Ile bym się nie starała, i tak nic nie robię...A szanowny małżonek po całodziennej nieobecności w domu spędza wieczory przy komputerze, na basenie, czasami na piwku z kolegami...bo przecież wszyscy idą. Brak słów, szlag mnie trafia na samą myśl o tym. A ja ? Rano do pracy (on się przewraca na drugi bok), po pracy biegiem do domu nianię zwolnić, na zakupy z dzieckiem, wracam objuczona jak wielbłąd, gotuję mężusiowi obiadek, pranie wstawię, pozmywam, w międzyczasie z synkiem się pobawię (tylko skąd wziąć ten "międzyczas" ???). Hit najnowszy - szanowny małżonek zamierza długi weekend spędzić z kumplami na łódce na Mazurach...musi odpocząć...Brak mi słów
      • Gość: asia.d.d Re: emama jet załamana- pytanie IP: *.* 20.05.02, 12:34
        no to dlaczego obsługujecie takich pasożytów ?
    • Gość: il Re: emama jet załamana IP: *.* 20.05.02, 12:57
      Dzięki za słowa otuchy, muszę Wam powiedzieć, że marzę o urwaniu się gdzieś samotnie, na 1 dzień, albo nawet na parę godzin. Ale na razie nie jest to możliwe - maluszka karmię piersią, w związku z tym jesteśmy zdani tylko na siebie. Mój szanowny małżonek poza tym pracuje od rana do późnego wieczora, czasem ma wolny jeden dzień weekendu i wtedy chciałby odpocząć, a nie zajmować się małym. Ja przecież mam łatwiej wyjmuję cycka i karmię, a on musiałby się trochę bardziej pomęczyć, picie z kubeczka idzie nie bardzo itd...Pocieszeniem dla mnie jest córka, która czasem zabawia Orcia i lubi się z nim pobawić, jest jednak jeszcze za mała na prawdziwą opiekę.
      • Gość: Alka Re: emama jet załamana IP: *.* 20.05.02, 13:09
        I w tej wypowiedzi leży pies pogrzebany... A konkretnie: On jest zmęczony i chce odpocząć a Ty to niby nie jesteś zmęczona? Tak to już jakoś dziwnie jest, że odpoczywa się robiąc coś innego niż to przy czym się zmęczyło: więc jeśli on nie zajmował się dzieckiem to właśnie przy dziecku odpocznie; a Ty powinnaś odpocząć robiąc coś innego niż zajmowanie się dziećmi i domem! Może idź pobiegać? Nich On ugotuje obiad, ponosi małego itp a Ty pobiegasz wrócisz, nakarmisz małego (bo przecież są jakieś przerwy między karmieniami :-)) i pójdziesz na basen popływać - po bieganiu znaczy się zrelaksować! Nie daj się bo tak już zostanie nawet jak kiedyś tam wrócisz do pracy! Powodzenia!!! :hello:
    • Gość: Gosia26 Re: emama jet załamana IP: *.* 20.05.02, 13:19
      Ja jestem zdania ze takie rzeczy nalezy zalatwiac od razu po slubie, kiedy magia nowosci dziala i faceta latwiej przekonac zeby wyskoczyl z wygodniutkiej roli mysliwego.Czy wy dziewczyny nie widzicie ze to jest wlasnie taka strategia- zwalic wine na zone. Ze wypozywa. A on? Do pracy, po pracy odpoczywa, no bo w koncu do pracy jutro...To biedaczek jeden....Nie rozumiem jak mozna dopuscic zeby facet nie nastawil w zyciu prania, nie pozmywal, nie zostal z dziecmi na jeden czy dwa dni. W ogole egzystencji z takim czlowiekiem sobie nie wyobrazam...Il, ja jestem kura domowa, a jednak w toku walk i ewolucji doszlismy do stanu rownowagi- sa dni kiedy moj maz naprawde musi miec spokoj, bo praca, bo jest zmeczony. Natomiast generalnie ustalilismy ze przeciez dla niego wyjscie z dziemi na spacer czy pozmywanie to przeciez relaks- myslec nie trzeba, tylko fizycznie czlowiek popracuje ;)Za to ja po calym dniu gugania potrzebuje chwili spokoju, chwili bez dzieci. Wtedy podawanie obiadu z usmiechem wychodzi mi calkiem dobrze- a wiesz dlaczego? Bo po tym obiadzie wiem ze moj maz pojdzie z dziecmi na spacer. Ozywiscie nie jest to talent samorodny. Moj tesc przez wiele lat wpajal mu model prawdziwego faceta, ba, moj maz w stosunku do tesciowej zachowuje sie czasem... no po chamsku. Tylko doszlam do wniosku ze ona tego chce- ja na haslo "zrob mi kanapke tylko szybko" zaczynam czytac gazete, ona leci do kuchni- co ja bede uszczesliwiac na sile uswiadamianiem ze jej synek swietne kanapki robi zmywa po tym i robi kawe ;)Ja sobie poscielesz....
      • Gość: il emama jet załamana - od ilki do Gosi26 IP: *.* 20.05.02, 15:50
        Masz rację, sama jestem sobie winna.Mój mąż został tak wychowany, że nie potrafi sobie zrobić obiadu, nawet jak jest głodny, woli nie zjeść niż ugotować coś sobie. Kiedyś mi to nie przeszkadzało, potem się przyzwycziłam. Dom funkcjonował jako tako, ale po urodzeniu drugiego bąbla przestałam dawać sobie radę ze wszystkim. Starsze dziecko jako niemowlak było ideałem, Orcio natomiast jak się nudzi to krzyczy wniebogłosy i w zasadzie cały czas trzeba skakać koło niego. Byłam pewna, że mąż to rozumie, dlatego dobiło mnie jego stwierdzenie o moim rzekomym leniuchowaniu w domu. Rozmowy niczego nie zmieniły, jestem zszokowana tym, że ten inteligentny, oczytany facet, którego kocham jest takim ... prostakiem niestety. Wiem, że teraz będzie bardzo trudno zmienić układy panujące w naszym domu, ale zabieram się do tego od razu - dzięki za uświadomienie. Stwierdzam, że dotychczas żyłam w letargu i naprawdę nie wiem jak do tego doszło.
        • Gość: Gosia26 Re: emama jet załamana - od ilki do Gosi26 IP: *.* 20.05.02, 19:39
          Il, to moze dobrze ze przyszlo to teraz gdy nie dajesz sobie po prostu rady, bo dziecko. A pomysl co bedzie za lat 40 gdy nie dasz sobie rady bo schorzenia, bo kregolsup,bo menopauza itd....Ja mysle ze jesli dwoje ludzi sie kocha to wypracuje taki model, ktory im obojgu odpowiada. jesli ja siedze w domu to rzecz jasna nie bede wymagac od mojego meza zeby gotowal obiady. Ale jestem w tym domu przede wszystkim nie ze wzgledu na obiady- tylko na dzieci. czworke zreszta. Czasem nie mam czasu na ten obiad, na nastawianie prania. Nie wymagam od mojego meza zadan koncepcyjnych, nie wymagam nawet by pomyslal. Tylko rzeby zareagowal na moja prosbe. I na szczescie dziala a jak dziala przekonamy sie w pazdzierniku gdy pojde na doktoranckie ;) Moze wtdy nie bede taka madra. Na razie wiem jedno- zmienilismy nasz uklad raz- zmienimy i drugi...
      • Gość: XXL Re: emama jet załamana IP: *.* 20.05.02, 16:17
        BRAWO dziewczyno! I dlaczego do ciężkiej............ on nie umie nastawić prania? Czy to takie skąplikowane? Pokaż mu może jak to się robi? A może byś się tak rozchorowała na korzonki na przykład?
    • Gość: magdatorun Re: emama jet załamana IP: *.* 21.05.02, 09:06
      Jakis czas temu sama żaliłam sie na forum na lenistwo swojego męża. Padło wtedy wiele rad, między innymi jedna z której skorzystałam w ramach chwytania się brzytwy : żeby dac sobie spokój z obskakiwaniem mężusia, sprzataniem , gotowaniem i zresztą wszystkim :). On jest zmeczony po pracy i pada na łóżko? Ja tez pracuję, jestem zmęczona i padam na łózko! On nie ma ochoty robic jedzenia? No to ja tez nie. Zabrać talerza do zlewu? No to ja tez cokolwiek jadłam zostawiałam po sobie okrutny bałagan - włacznie z dżemem rozmazanym po stole :) . I jakby nigdy nic łaziłam sobie bezuzytecznie po świezym powietrzu (żeby nie oglądać tego co w domu) radując sie swobodą i zabawą z córcią w piachu. A nocami spokojnie zamiast szaleć ze ścierka i mieszać w garach siadałam do zleconka które sie trafiło akurat wtedy :) W końcu zapasy czystych ciuchów się skończyły, w kuchni zaczęło śmierdzieć, a ilości piachu na podłodze zaczęły przypominac plażę :) Pewnego pieknego dnia (po ok. 1,5 tygodnia) mąz oznajmił że może by on tak pozmywał naczynia a ja oblecę chałupę, hę? Na co ja jakby nigdy nic i z promiennym uśmiechem miotnęłam jego zwyczajowym tekstem: "daaaj spooookój nie jest źle" hihihii Zbliżał się długi weekend majowy. W niedziele muszę sie przyznac , że nie wytrzymałam, namówiłam męża żeby wziął Tusię na pół dnia na spacero-zakupy bo muszę popracowac nad zleceniem i jak tylko wyszli - zrobiłam dom na wysoki połysk w rekordowym tempie, ugotowałam obiad, wziełam relaksującą kąpiel i siadłam do roboty. Mąż jak wrócił to ZBARANIAŁ :D Róznica była szokująca hihihiiiiA następnego dnia zaraz po pracy wyjechałam z Córcią na 5 dni zostawiając męża z pustą lodówką, niezrobionym praniem i 50 zł, tyle że w czystym domu. I nie wydzwaniałam do niego 2 razy dziennie - tylko raz że dojechałyśmy i za dwa dni, kiedy Martusia chciała porozmawiać z Tatą.Efekty:1. wróciłam do czystego domu,2. za domem mąż zrobił kawał roboty przy tarasie3. trawniki wystrzyzone,4. na kaloryferze suszyło sie pranie :ouch:5. nie wiem co jadł ale zostało mu 6 zł reszty :)6. leżąc sobie w wannie po uspieniu córki zaobserwowałam jak mój Ukochany krzata się po łazience chowając różne różności na swoje miejsca, rozwieszając ręczniki i wycierając mokre śladuy na podłodze :eek:Do dzisiaj, a to już ponad dwa tygodnie, mąz sam myje wieczorem naczynia nawet jak ja mówię że nic nie będę robić, rozwiesza te mokre ręczniki, karmi psa, interesuje sie czy ma co na siebie włożyć, wynosi śmieci bez przypominania, nawet ostatnio szukał miotły, żeby pozamiatać!!!!! Pokazałam mu gdzie jest i pozamiatał! Matko!!!! Zamiast jak zwykle zaproponowac żebym pozamiatała skoro już ja trzymam!Ostatnio oświadczył, że ja mam sie zająć swoją robota przy zleceniu a on uspi córcię, bo W KOŃCU jest już 3 miesiące w domu! I czyta jej! I gada z nią! I lody w drodze z pracy kupuje!Jeśli chodzi o nasze relacje tez BARDZO WIELE sie poprawiło co zreszta jest zrozumiałe w świetle przemian jakie zaszły.Podsumowując - polecam wszystkim metodę jako sprawdzona i co najważniejsze - skuteczną. Ciekawe tylko na jak długo? Staram się o tym ale nie mysleć, żeby nie psuc sobie humoru.No i jeszcze jedno - ja tez trochę zluzowałam z tym pilnowaniem porządków. W końcu mucha tez człowiek i jeść musi :)A żebyście wiedzieli jak się ubawiłam rozmazując dżem na stole order=0 align="absmiddle">I tym optymistycznym akcentem....Magda
      • Gość: ruda Re: emama jet załamana IP: *.* 21.05.02, 09:11
        Żebyś wiedziała MAgda, że się spłakałam ze śmiechu, nad tym dżemem oczywiście...
      • Gość: Hermiona Re: emama jet załamana - do Magdy IP: *.* 21.05.02, 14:37
        Magdo!!! Jesteś cudowna!!!!
      • Gość: Gosia26 Re: emama jet załamana IP: *.* 22.05.02, 07:40
        Magdo, twoj aforyzm "mucha tez czlowiek i jesc musi" zawisl w naszej kuchni nad niemilosiernie popapranym blatem ;)Maz zachlystnal sie herbata i trzeba bylo walic ;)
      • Gość: Lilka Re: emama jet załamana-do Magdy IP: *.* 22.05.02, 10:24
        No tak to ja mam sytuację pośrednią. ;) PO kilku latach próśb, gróźb i zwykłych rozmów :sarcastic: uzyskałam: mąż pomaga mi w zmywaniu, sprzątaniu i zakupach, jak trzeba to dziecmi też sie zajmuje... Ale żeby nie było tak różowo to dodam, że naczynia czasem czekają 3 dni na pozmywanie...(rekord to był chyba tydzień gdy bylismy sami i pozmywał gdy już nie było na czym jeść :ouch: ). Koszul nie prasuje dla zasady. Zaczęło sie gdy Krzyś miał mies. i ja wykończona po całonocnym wstawaniu do małego zostałam obudzona przez męża :fou: z pytaniem : "a moze byś mi koszulkę uprasowała?" :gun: jeszcze mnie takiej wściekłej nei widział... :lol: OD tamtej pory prasuje sam, no chyba że raz na jakiś czas mam ochote uprasowac męską koszule :sarcastic: to moge mu machnąć... ALe ile się czasem namęcze aby go zmusić do wykonania jakiejs czynnosci. :hap: Poza tym mąż tez był obsługiwany przez mamę i nie zapomnę jak keidyś teściowa była zdziwiona :what: (i usiłowała wpłynac na mnie zresztą pierwszy i ostatni raz, czemu nie wyprałam skarpet jej synowi?). Od tamtego czasu mam spokój tzn teraz mam pralke i maz skłąda skarpetki do wiaderka i mi pozostaje potem przechylić wiaderko i juz dosypać proszku i koniec, :p pranie potem on wyjmuje... z zasady nie sprzatam bo kicham przy tym jak idiotka i z reguły sprząta mąż lub razem dzielac sie obowiązkami. Łazienkę domyć potrafi ale ile sie przy tym nagada to jego :lol: (ale oczywiście robi to od wielkiego dzwonu i jak sie wykąpie to już wanny nie umyje :cry: ). Zresztą doszliśmy do wniosku że są ważniejsze rzeczy niz mieszkanie wypucowane na błysk :sarcastric: i sprząta ten komu akurat stan rzeczy przeszkadza, ma czas i ochotę...Niestety walczę z porozrzucanymi skarpetkami i koszulami w kątach (choć i tak na tym polu zyskałam dużo bo przynajmniej rzuca tylko w sypialni)... ale i tak czasem jestem zła choc jak posłucham to i tak jest nieźle... :hap: Sylwia
        • Gość: Lilka Re: emama jet załamana-do Magdy IP: *.* 22.05.02, 10:27
          Przepraszam ale mi się wcisnęło.Gratuluję. Czytałam O Twoich problemach i miałam też polecić Ci tę metodę ignorowania ale wszystko już zostało wcześniej powiedziane więc się nie powtarzałam. Gratuluję raz jeszcze . Uśmiałam się do łez . Pozdrawiam.
    • Gość: slvkoleczko Re: emama jet załamana IP: *.* 22.05.02, 09:11
      No tak to ja mam sytuację pośrednią. ;) PO kilku latach próśb, gróźb i zwykłych rozmów :sarcastic: uzyskałam: mąż pomaga mi w zmywaniu, sprzątaniu i zakupach, jak trzeba to dziecmi też sie zajmuje... Ale żeby nie było tak różowo to dodam, że naczynia czasem czekają 3 dni na pozmywanie...(rekord to był chyba tydzień gdy bylismy sami i pozmywał gdy już nie było na czym jeść :ouch: ). Koszul nie prasuje dla zasady. Zaczęło sie gdy Krzyś miał mies. i ja wykończona po całonocnym wstawaniu do małego zostałam obudzona przez męża :fou: z pytaniem : "a moze byś mi koszulkę uprasowała?" :gun: jeszcze mnie takiej wściekłej nei widział... :lol: OD tamtej pory prasuje sam, no chyba że raz na jakiś czas mam ochote uprasowac męską koszule :sarcastic: to moge mu machnąć... ALe ile się czasem namęcze aby go zmusić do wykonania jakiejs czynnosci. :hap: Poza tym mąż tez był obsługiwany przez mamę i nie zapomnę jak keidyś teściowa była zdziwiona :what: (i usiłowała wpłynac na mnie zresztą pierwszy i ostatni raz, czemu nie wyprałam skarpet jej synowi?). Od tamtego czasu mam spokój tzn teraz mam pralke i maz skłąda skarpetki do wiaderka i mi pozostaje potem przechylić wiaderko i juz dosypać proszku i koniec, :p pranie potem on wyjmuje... z zasady nie sprzatam bo kicham przy tym jak idiotka i z reguły sprząta mąż lub razem dzielac sie obowiązkami. Łazienkę domyć potrafi ale ile sie przy tym nagada to jego :lol: (ale oczywiście robi to od wielkiego dzwonu i jak sie wykąpie to już wanny nie umyje :cry: ). Zresztą doszliśmy do wniosku że są ważniejsze rzeczy niz mieszkanie wypucowane na błysk :sarcastric: i sprząta ten komu akurat stan rzeczy przeszkadza, ma czas i ochotę...Niestety walczę z porozrzucanymi skarpetkami i koszulami w kątach (choć i tak na tym polu zyskałam dużo bo przynajmniej rzuca tylko w sypialni)... ale i tak czasem jestem zła choc jak posłucham to i tak jest nieźle... :hap: Sylwia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka