Gość: il
IP: *.*
20.05.02, 11:02
tytułem wstępu - zaglądam na forum od czasu do czasu, ale dotychczas nie zabierałam głosu. Jestem podwójną mamą Zulki (8lat) i Orcia (7 mies.), troszkę zmęczoną siedzeniem w domu, ale ogólnie szczęśliwą. Synek jest bardzo absorbującym i wymagającym dużo uwagi i cierpliwości chłopcem, przez co mam niewiele czasu dla siebie.przedwczoraj dowiedziałam się od małżonka, że jestem leniwą kurą domową, która nie może poświęcić 10 minut dziennie na doprowadzenie mieszkania do porządku. Ręce mi opadły. Przez 10 lat myślałam, że mąż mój jest cierpliwym i wyrozumiałym mężczyzną, który mnie w pełni akceptuje. Ale nie, on uważa, że ja mam darmowe wakacje, na które nie zasłużyłam. W tej sytuacji rozważam czy nie wrócić do pracy, bo właśnie kończy mi się urlop. Oczywiście wiele problemów jest z tym związanych... Najbardziej zabolało mnie to, że ja jego wady zaaprobowałam, to, że, np. nie wie co się dzieje z ubraniami po wrzuceniu ich do kosza z brudną bielizną (nie nastawił nigdy!!!! w swoim życiu prania), nie wchodzi w ogóle do kuchni, ma poblem z jedynym swoim obowiązkiem - wynoszeniem śmieci, póki nie stoją w 3 torbach i trudno je ominąć, nie zauważy ich. Sprawa wygląda tak w skrócie - on ciężko pracuje i nie może się zrelaksować w domu z powodu nieporządku, a ja całymi dniami wypoczywam. Kobiety w ogóle z natury są leniwe i lubią wykorzystywać mężczyzn, podczas gdy oni z niewiadomych przyczyn im ulegają. Co ciekawe mąż nie chce abym poszła do pracy, zależy mu na tym, abym:1. wychowywała mu syna (bo nikt się nim lepiej nie zajmie - tu się z nim zgadzam), 2. dom ma być w idealnym porządku, 3. poza tym ja mam być w dobrym humorze i z uśmiechem podawać mu obiad. Nie mówił mi tego wcześniej, bo w szkole rodzenia położna prosiła, aby nie wymagać zbyt wiele od kobiety po porodzie, ale okres ochronny już się skończył. Jestem załamana.