Dodaj do ulubionych

Historia Antosia

IP: *.* 11.06.02, 21:20
dzisiaj weszlam pierwszy raz na strone "bajbusa" i od razu tego pozalowalam i chyba tam juz nigdy nie zajrze.co wpadlo mi w oko to opowiadania o porodzie,ciazy i dzieciach.na e-dziecku tez czytalam takie opowiadania i bardzo i mi sie podobaly.ale na "bajbusie" przeczytalam opowiesc taty o synku Antosiu,ktory zmarl na oczoach swoich rodzicow.nie moge sobie wyobrazic tego co przesli Ci ludzie,ja sama juz od godziny placze i nie moge przestac.po prostu nie moge znalezc slow.przepraszam za ten post,ale musialam go napisac,bo komu sie wyzale jak nie Wam,mam nadzieje,ze sobie tym postem chociaz troche ulze,bo czuje,ze i tak nie zasne,tak strasznie wstrzasnela mna ta historia.przepraszam za chaotycznosc,ale nie moge pozbierac mysli,bo one sa gdzie indziej.pozdrawiam wszystkich szczesliwych rodzicow.gosia m.Filipka
Obserwuj wątek
    • Gość: Siunia Re: Historia Antosia IP: *.* 11.06.02, 21:26
      To ja chyba tego przeczytac nie chcę :(Mam zbyt wrażliwe serce, po takich opowiadaniach poprostu rycze jak bóbr, przez długi, długi czas ...- SiuniaPs. Naj większa tragedią jest utrata dziecka .....
    • Gość: sylwias Re: Historia Antosia IP: *.* 12.06.02, 09:23
      przeczytałam historię Antosia, podobnie jak Ty nie mogę przestać płakać. Jestem w mieście gdzie umierał i spokojnie chodzę po ulicach kiedy obok umierają dzieci. Wiem że takie jest życie ale .....brak mi słów, nie wiem co bym zrobiła gdyby stało się coś złego mojemu Przemkowi po prostu nie wiem
      • Gość: Vialle Re: Historia Antosia IP: *.* 12.06.02, 09:37
        rozumiem co piszecie i na pewno nie wejde na te strone bo z bezsilnosci mozna tylko plakac. Mysle tylko, ze pewnie rodzice napisali o swojej tragedii bo potrzebowali ujscia emocji. I jesli internet im pomogl, to dobrze. Trzymajcie sie kobiety,
    • Gość: Morud Re: Historia Antosia IP: *.* 12.06.02, 13:52
      Przeczytałam i bardzo tego żałujęPopłakałam się jak bóbrMonika
    • Gość: DorotaJ Re: Historia Antosia IP: *.* 12.06.02, 18:45
      Podobnie jak Siunia nie wejdę tam przez parę dni, bo załapię doła. Parę tygodni temu czytałam w jaki sposób tresuje się dzieci- żołnierzy i do czego one (te jednak wciąż dzieci są zdolne) - do tej o tym nie mogę zapomnieć. Tkwi to we mnie głęboko i cały czas rani. Więc na razie jestem jestem bardziej niż zwykle bezbronna wobec takich wiadomości. DorotaJ
      • Gość: Jackaplacka Re: Historia Antosia IP: *.* 12.06.02, 19:51
        Przeczytalam historie maluskiego Antoska. Nie potrafie wyrazic jak bardzo mi przykro i smutno. Nie moge sobie wyobrazic jak jego rodzice to zniesli. Nie wiem co ja bym zrobila, czy wogole mogla zyc dalej w takiej sytuacji, po prostu nie wiem. Raz widzialam akcje reanimacji noworodka po urodzeniu (jestem pielegniarka), i bylam cala roztrzesiona i normalnie lzy lecialy mi ciurkiem jak widzialam, ze dzidzius nie moze zalapac oddechu a lekarka sprawdza akcje serca non stop bo slyszy tylko pojedyncze uderzenia malutkiego serdusza...To bylo okropone, zwlaszcza, ze za drzwiami porodowki stal maz i ojciec..., nie potrafie wyrazic tych uczuc ktore wtedy mna miotaly, tej bezsilnosci, ze ktos czekal prawie rok na istotke a ona byla juz jedna malenka nozka u Bozi...Wtedy myslalam, ze wyjde z tej sali, z siebie, ze jak chca to moga mnie wywalac z roboty, bylo mi wszystko jedno, naprawde, ..paradoxem bylo to, ze kobieta rodzila wrecz ksiazkowo, wszystko szlo jak po masle a ona nawet nie jeczala (co zdarzylo mi sie uslyszec-a raczej nie uslyszec) po raz pierwszy. Dzidzius w koncu sie pozbieral :-) nawet zaczal plakac :-), potem tylko lezal w inkubatorze. I naprawde, mozecie wierzyc lub nie, ale tylko dlatego, ze akcja reanimacyjna sie powiodla, nie wyszlam z sali i nie poszlam do domu, inaczej przyszlabym, naprawde (szpital mam naprzeciwko bloku), do domu i dlugo, dlugo tulila mojego malego Jacusia i dziekowala Bogu (co zreszta czynie codziennie), ze mam to moje wymarzone szczescie ale jednoczesnie plakalbym tez dlugo nad tamtym malutkim...i nie wiem czy wrocilabym do pracy...i szpitala.
    • Gość: gosiaLachowska Re: Historia Antosia IP: *.* 12.06.02, 21:21
      Jackaplacka podziwiam Cie za zawod jaki wykonujesz.chociaz wywnioskowalam z Twojego postu,ze tez jestes bardzo wrazliwa,zwlaszcza na bol dziecka,ale ja bym nie mogla pracowac w takich zawodach jak lekarka czy pielegniarka,chociaz chcialabym bardzo ludziom pomagac,ale widzac ich cierpienie chyba bym umarla z zalu.mi jak cos utkwi w pamieci to trzyma przez "wieki"historia Antosia dalej mi nie daje spokoju.podziwiam Jego rodzicow,bo ja chyba bym nie mogla dalej zyc,gdyby cos sie stalo mojemu synkowi,wiem,ze to zadne slowa otuchy,ale pisze prawde.koncze juz lepiej,bo znowu ekranu nie widze.gosia m.Filipkap.sdziewczyny bardzo wrazliwe,a zwlaszcza te,ktore sa w ciazy lub planuja w niedlugim czasie zajsc,niech lepiej tego opowiadania nie czytaja,bo po co sie niepotrzebnie stresowac
    • Gość: MartaB Re: Historia Antosia IP: *.* 12.06.02, 23:00
      Jezu,jak zwykle podkusiło mnie, podkusiło i przeczytałam ... Nie wiem, nie wiem co powiedzieć. Chyba tylko to że mój Staszek jest dla mnie najcenniejszy, kocham go całym sercem, ponad życie i nie wiem co bym zrobiła gdyby coś mu się stało :cry: :cry: :cry: Po prostu nie miałabym już po co żyć. Welcome Tworki. DZIECI NIE POWINNY UMIERAĆ PRZED RODZICAMI, nie powinny, nie taka jest kolej rzeczy, a Wszechmocny na górze powinien się chyba wreszcie tego nauczyć!!!MB, mama maleńkiego Stacha :bounce:
    • Gość: Aari Re: Historia Antosia IP: *.* 12.06.02, 23:16
      Przeczytałamżałujęnie płakałamale smutek mam wciąż w sercuwioleta
      • Gość: Gosiafka Re: Historia Antosia IP: *.* 13.06.02, 08:15
        Pytanie jak rodzice to znieśli ,cóż człowiek może znieść bardzo wiele ,gdzieś znajduje niezwykłe pokłady sił .Kiedyś patrząc na maleńkie dzieci ,znajdujące się w ciężkim stanie zachodziłam w głowę : "Jak to można wytrzymać ja bym chyba padła " ,życie pisze różne scenariusze i kiedyś stanęłam przed takim podnośnikiem (zwanym łóżeczkiem ) na którym leżało moje dziecko podłączone do kroplówek ,kroplóweczek ,pikadełek i innych urządzeń .Widok jest tak okropny że zapiera dech w piersiach i chociać mijają już 4 lata od tego momentu na wspomnienie tych chwil ma wieeeeelką gulę w gardle.Widziałam rodziców którzy jak ja wracali do domu jak na skrzydłach ale i takich którzy z podkrążonymi oczami snuli się po korytarzach przez wiele miesięcy.Takich przeżyć nie sposób zapomnieć ale można żyć ,mam koleżankę której zmarło dziecko w tej chwili jest szczęśliwą mamą ,ale gdzieś tam ma ten smutek w oczach .Rodzicom małego Antosia niech życie da wiele sił i przyniesie jeszcze kiedyś szczęście ,na pewno tak będzie..Wszystkim duuuuuuuuuuuużo duuuuuuuuuuuużo zdrowia Gosia :hello:
    • Gość: Brenda Re: Historia Antosia IP: *.* 13.06.02, 10:17
      przeczytałamwstałam od biurka i poszlam do toaletyRYCZEĆ!!!Jak Bóg może być tak okrutny! Dlaczego dawał im nadzieję i pozwolił przytulać Antosia!
    • Gość: BAJBUS Re: Historia Antosia IP: *.* 13.06.02, 11:33
      Wiele rzeczy mnie w życiu smuci i przygnebia ale jeśli nie dotycza mnie to staram się o nich nie mysleć. Historia Antosia jest jedną z tych, które pozostaja w pamięci na zawsze i bolą...Nie mam nic na pocieszenie dla rodziców tego małego aniołeczka. Nic poza tym że łączę się z nimi w tym okropnym cierpieniu. 13 czerwca 1993roku o godzinie 19 z minutami straciłam maleństwo. Tylko że jemu nie było dane przyjśc na ten świat nawet na chwileczkę. Ból mój był nie do zniesienia. Moja intuicja mówi mi że to był ten mój mały chłopczyk, mały Maksiu na którego zawsze tak bardzo czekałam. Teraz mam trzy wspaniałe dziewczynki które sa dla mnie moim słońcem i powietrzem, moim całym życiem.Tak mi przykro...bajbus
    • Gość: Iza2 Re: Historia Antosia IP: *.* 13.06.02, 13:25
      Przeczytałam i już wiem, dlaczego codziennie powtarzam, że mam największe szczęscie pod słońcem, bo Damian urodził się zdrowiutki .......
    • Gość: Selina Re: Historia Antosia IP: *.* 14.06.02, 14:24
      Oj dziewczyny, ja czytam wasze odpowiedzi i oczy zachodzą mi łzami... Wolę nawet nie czytać postu o tej tragedii, bo wiem z góry jak zareaguję, niestety jestem osobą bardzo wrażliwą, szczególnie na krzywdy ludzkie.Ja także pamiętam takie rzeczy długo i często je rozpamiętuję...Ostatnio jechałam z mężem autem i w radio w wiadomościach mówili, że podczas burzy w jakimś mieście urwała się gałąź drzewa i spadła na kobietę w ciąży i jej 5-cio letnią córkę. Dziewczynka zmarła w drodze do szpitala, matka ranna...Kiedy to usłyszałam to zalałam się łzami i dobrze, że to nie ja byłam kierowcą, bo byłabym pewnie sprawcą wypadku...I nawet mój "twardy" mąż jakoś tak dziwnie wyglądał kiedy to usłyszał...Od razu przed oczami stanęła nam nasza Magduśka....Myślę, że zawsze utożsamiamy się z taką sytuacją, co by było gdyby to nas spotkało i WTEDY zaczynamy sobie zdawać sprawę jacy jesteśmy szczęśliwi, że mamy to co najcenniejsze w życiu: ZDROWIE. A tak często o tym zapominamy ulegając tym "głupim" życiowym sprawom i problemom, które tak naprawdę niewiele znaczą na tle takich tragedii...Pozdrawiamselina
      • Gość: Selina Chociaż troszkę się pochwalę....! IP: *.* 14.06.02, 14:35
        Troszeczkę się pochwalę, choć dla wielu osób to będzie pewnie nic, ale ja jestem z siebie dumna.Ukończyłam wczoraj naukę w studium informatycznym i obroniłam się na... 5!Teraz trochę mi szkoda, że już się wszystko skończyło, ale przede wszystkim smutno mi, że nie mogę kontynuować nauki...cały czas marzę o studiach, ale mnie poprostu na nie nie stać. :( I z tego powodu podjęłam się wtedy już drugiego studium, zamiast już dawno studiować).Tak to jest, ten co chce się uczyć to nie może, bo go na to nie stać, a ten co może to tego nie chce. :(Ale i tak mam dzisiaj cudowne samopoczucie i jestem szczęśliwa, że tak mi się powiodło na egzaminie!I przepraszam, że tak bezczelnie się chwalę! :)Uskrzydlona dzisiaj Selina :bic:
        • Gość: Selina Re: Chociaż troszkę się pochwalę....! IP: *.* 14.06.02, 14:38
          No właśnie!!! Bardzo jestem uskrzydlona! Gdzie ja to władowałam!!! Przepraszam to miał być osobny post!!!
        • Gość: Selina Teraz się trochę pochwalę...! :-) IP: *.* 14.06.02, 14:40
          Troszeczkę się pochwalę, choć dla wielu osób to będzie pewnie nic, ale ja jestem z siebie dumna.Ukończyłam wczoraj naukę w studium informatycznym i obroniłam się na... 5!Teraz trochę mi szkoda, że już się wszystko skończyło, ale przede wszystkim smutno mi, że nie mogę kontynuować nauki...cały czas marzę o studiach, ale mnie poprostu na nie nie stać. I z tego powodu podjęłam się wtedy już drugiego studium, zamiast już dawno studiować).Tak to jest, ten co chce się uczyć to nie może, bo go na to nie stać, a ten co może to tego nie chce. Ale i tak mam dzisiaj cudowne samopoczucie i jestem szczęśliwa, że tak mi się powiodło na egzaminie!I przepraszam, że tak bezczelnie się chwalę! Uskrzydlona dzisiaj Selina :bic:
          • Gość: Selina Co się dzieje!!!! IP: *.* 14.06.02, 14:43
            Moderatorze pomocy, wszystko mi się ładuje pod jeden post! Co jest grane?!Selina
      • Gość: Fifi Re: Historia Antosia IP: *.* 14.06.02, 15:03
        Gdzie mogę znależć to opowiadanie bo nie mogę trafić?
        • Gość: izap Re: Historia Antosia IP: *.* 15.06.02, 16:50
          Fifi!!!Jak wejdziesz na stronę bajbus.pl to po lewej stronie są "Rozmaitości", a tam "Wasze opowiadania i w "o porodzie" jest "Historia Antosia".Ale może nie czytaj, bo to naprawdę jest smutne.Pozdrowienia
    • Gość: izap Re: Historia Antosia IP: *.* 15.06.02, 16:40
      Ja też przeczytałam i teraz żałuję. Od razu mam wyrzuty sumienia,że potrafię się wścieknąć na mojego synka, że czasami mam go dosyć i krzyczę na niego, a ONI....ONI mieli go tak krótko i jeszcze tak bardzo musiał cierpieć przed odejściem od rodziców. W takich chwilach cieszę się, że jestem osobą wierzącą i wiem, że po śmierci rodzice spotkają się z Antosiem.Ale dlaczego Bóg jest tak okrutny i pozwala żyć mordercą, czy pedofilą, a odbiera życie takim maluszkom.Dlaczego????????
    • Gość: Anuk Re: Historia Antosia IP: *.* 17.06.02, 09:11
      Przeczytałam ten post, popłakałam się i powiem Wam jedno: nieżałuję tego że przeczytałam. Uświadomiłam sobie kolejny raz jak wielkim jest szczęściem zdrowie. Nie ma większej wartości.Jak umiera człowiek - ludzie płaczą, ale jak umiera dziecko - pytają czemu Bóg na to pozwala, czemu akurat ono takie maleńkie i bezbronne.Dołączam się do tych pytań i jak wszyscy inni nie znajduję na nie odpowiedzi. Wierzę tylko, że Bóg w swojej ogromnej mądrości wie co robi i może zabrzmi to paradoksalnie, ale ta śmierć miała czemuś służyć. Wiem, też że sama nigdy nie chciałabym przeżyć nic takiego. Lęk o dziecko jest chyba największym lękiem jaki przyszło przeżywać rodzicom. Trzeba uświadamiać sobie na każdym kroku wartość tego, co posiadamy: wartość rodziny, dzieci, zdrowia, życia. Nikt z nas nie wie, co go czeka za 5 lat, za rok,za tydzień a nawet za 1 minutę. Może to i lepiej. Może tak jest łatwiej.Szkoda tylko ze w szpitalach tak mało mają zrozumienia dla cierpienia, dla pytań rodziców. Ja wiem, można powiedzieć że ci ludzie tam pracują, rodziców jest wielu.... ale mimo to czy zbytkiem byłoby oczekiwanie zwykłej ludzkiej życzliwości w tak trudnych chwilach jak śmierć kogoś bliskiego (zwłaszcza dziecka). Boże, jak pomyślę o tych dzieciach wyrzucanych przez matki w torbach foliowych na śmietnik.... dlaczego dla niektórych życie ludzkie jest tak mało warte i mimo to mają honor zostać rodzicami?! A ludzie którzy tak bardzo pragną.... zostają pozbawieni tej radości?! Czemu człowiek jest zbyt "głupi" aby zrozumieć sens tego wszystkiego. Bo musi w tym być jakiś sens, musi! Inaczej wszystko nie miałoby sensu..... Tak strasznie się boję o zdrowie najbliższych, o szczęście.... czy dane mi będzie cieszyć się tym wszystkim co mam (bynajmniej nie materialnymi dobrami). Codziennie proszę o to.Smutno mi bardzo, przeraźliwie smutno.ANUK
      • Gość: Aluc Re: Historia Antosia IP: *.* 17.06.02, 09:23
        wiem, że pewnie wsadzę kij w mrowisko, ale...czemu tak bardzo wzrusza nas śmierć dziecka, a nad śmiercią dorosłego jakoś przechodzimy do porządku dziennego? śmierć małego dziecka jest (tylko?) tragedią zawiedzonych nadziei, śmierć dorosłego to często zachwianie podstaw egzystencji wielu innych osóbnie chcę broń Boże niczego wartosciować, historia Antosia też ścisnęła mnie za gardło, ale czy nie podchodzimy do tego zbyt czułostkowo?
        • Gość: Gosiafka Re: Historia Antosia IP: *.* 17.06.02, 10:53
          Aluc dziwne jest twoje podejście do wartościowania czyja śmierć gorsza :what: Każda jest tragiczna ,ale śmierć dziecka tak jak jego krzywda boli bardzo ,gdyż nie dane jest takiemu maleństwu spróbować życia ono kończy się nim jeszcze się zaczęło.Określenie "czułostkowo" jest natomiast wysoce nie na miejscu oj chyba nie wiesz( i całe szczęście ) co to strach o życie dziecka i jak "czułostkowo " się to przeżywaGosia
          • Gość: Aluc Re: Historia Antosia IP: *.* 17.06.02, 11:43
            ...czyli właśnie sama dokonałaś wartościowania śmierci...ja tylko pytam - dlaczego?
            • Gość: Aluc Re: Historia Antosia IP: *.* 17.06.02, 11:58
              dokończę, bo się za wcześnie wysłało...dlaczego po raz kolejny taka smutna informacja nie staje się zaczynkiem do dyskusji, wymiany myśli jak radzimy sobie (albo i nie) z taką stratą, tylko licytacją, która się bardziej spłakała? stąd zarzut czułostkowości.
          • Gość: Gosiafka Re: Historia Antosia IP: *.* 17.06.02, 11:55
            Nie Aluc dla mnie nie ma śmierci po której cierpimy gorzej ,jeżeli tracimy kogoś bliskiego i kochanego to nie ma znaczenia czy miał 80 lat czy 3 miesiące.Gosia
        • Gość: danuska Re: Historia Antosia IP: *.* 17.06.02, 12:31
          Nie zgadzam sie ze stwierdzeneim ze smierc dziecka to tylko tragedia a śmierć dorosłego to często zachwianie podstaw egzystencji wielu innych osób.Smierc dziecka to tez: "zachwianie podstaw egzystencji wielu innych osób.". Jezeli dziecko jest "chciane" to jest ono wymazone i ukochane od chwili poczecia, a nawet wczesniej.I ono zyje juz w rodzinie, rodzice przygotowywuja pokoj, mama kupuje ciuszki, dziecko jest przedmiotem dyskusji, jest w naszych planach : za rok to zrobimy to a jak dzidzia bedzie miala 5 lat to pojedziemy tam czy tu...O glebokosci tych uczuc moglam sie przekonac na wlasnej skorze. Razem z moja sistra cioteczna bylysmy w ciazy. Roznica miesiaca...Abigail przyszla na swiat szybko i bez problemow. Relacja z porodu byla zdana do wszystkich krewnych, wszyscy cieszyli sie z nami. Moja siostra cioteczna tez. Robilismy razem plany, planaowalam jakie ubranka bede mogla jej dac...Czekalismy na wiadomosc od Mimi. 4 dni po zaplanowanej dacie przyszedl e-mail od rodziny. Z radoscia w sercu go otwierealismy! Ale tekst byl szokujacy: baby Jan przyszedl na swiat ale zmarl 2 godziny po porodzie....Swiat tych rodzicow zalamal sie, dla nas tez byl bol nie do zniesienia. Wielu nie moze tego zrozumiec, ale intensywnosci uczucie do nie mozna mierzyc miara jego wieku: kocham cie 2 razy mocniej bo jestes 2 razy starsza. Albo : kochm cie mocniej bo jestes mi bardziej potrzebna/ny.pozdrawiam,danuska
    • Gość: Agna Re: Bajbus IP: *.* 17.06.02, 11:32
      To dziewczyny wejdźcie na forum bajbusowe, tam często są w dziewczynach takie pokłady życzliwości, że nawet z najgorszych dołów i smutków potrafimy się wyciągnąć, a nie rzadko jest na prawdę wesoło;pozdrawiam serdecznie!
      • Gość: kabat Czy ktoś odwiedził stronę...... tam jest historia Antosia IP: *.* 18.06.02, 06:36
        www.sakurateam.com/rodzice/forum

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka